Napisane przez: pirath | 28 lutego 2012

Missala – Qessence, czyli the name of the rose…


Niniejsza recenzja powstała na wyraźną prośbę bardzo bliskiej mi osoby, która obdarowała mnie próbką Qessence… nie ukrywam, że od dnia premiery tych perfum zżerała mnie ciekawość jak pachną – lecz wcześniej zadeklarowałem, że próbek w Quality więcej nie kupię…
ale skoro nadarzyła się neutralna sposobność, by wreszcie Qessence poznać, to czemu nie skorzystać z okazji? mam też nadzieję, że Umberto nie pogniewał się za podprowadzenie mu tytułu… 😉

Nim przejdę do samych perfum, pora na niewielkie wprowadzenie (obiecuję)…

Wypuszczenie firmowanych własną marką perfum z okazji jubileuszu, bądź ukoronowania dorobku firmy – jest niezwykle prestiżowym posunięciem…
a w przypadku niewielkiego, rodzimego Quality – wręcz oczekiwanym i wciąż wysoce precedensowym wydarzeniem… wreszcie w 2011 roku po latach poszukiwań i przymiarek, marzenie rodziny Missalów się ziszcza – powstaje Qessence
Pani Stanisława Missala, zawarła ponoć w Qessence wszystkie swoje ulubione składniki – dbając jednocześnie, by poziom kompozycji należycie korespondował z aspiracjami i wizerunkiem Quality… zamiar generalnie się powiódł, lecz jak wiemy – nie ma róży bez kolców

Qessence to perfumy stworzone wedle zasad starej szkoły… są intensywne, podane na bogato, wręcz ociekające przepychem… chwilami czułem się przytłoczony odurzającym ciężarem Missalowego orientu – silnie IMO nawiązującego do klimatu Amouage… wykaz składników wygląda naprawdę imponująco… szkoda, iż to bogactwo nut istnieje jedynie na papierze – gdyż zostało przyćmione nadmiarem absolutu z róży damasceńskiej… woń róży jest tak intensywna, iż totalnie zdominowała całą kompozycję – zabijając potencjał reszty składników i wywołując u mnie migrenę… cenię silne, dobitne kompozycje – lecz ta mnie okrutnie i stosunkowo szybko zmęczyła upierdliwością wątku przewodniego…

Od początku otwarcia miałem przemożne uczucie dejavu… w pierwszej chwili nie mogłem skojarzyć o jaki zapach chodzi… dopiero później zaświtało mi podobieństwo do Guerlain Habit Rouge… tego pierwszego, klasycznego z lat 70-tych…
serce z kolei kojarzy mi się z męskim Amouage Lyric, co poniekąd jest nieuniknione… a baza? IMO spore podobieństwo do Emira Nejmana… szczególnie, gdy do głosu dojdzie bujny oud i podejmie walkę z despotyczną różą
walkę co z przykrością dodaję – przegraną…

Gdyby nie despotyzm róży, byłby to zapewne niesamowicie złożony zapach… a tak cały jego wyśrubowany potencjał został w zasadzie zdegradowany do przedstawienia dwóch aktorów – róży i oudu… owszem można głęboko w tle wyłuszczyć orzeźwiające nuty rumianku i cytryny, ale i tak zostaną zmiażdżone w stalowym, damasceńskim uścisku… szkoda, bo uwielbiam szlachetną woń szafranu i zmysłową subtelność kaszmeranu… niestety mój nos nie potrafi ich odnaleźć…
ba, intensywne i wysoce rozpoznawalne nuty żywicy elemi, irysa, kadzidła, sandałowca i innych też zaistniały jedynie w kwestii umownej… są zapewne gdzieś tam głęboko, ale nie sposób ich wychwycić z różanego zgiełku

Najpiękniejsza mimo wszystko jest końcówka serca Qessence… gdy mocarny oud postanawia chwycić się za bary z damasceńską królową kwiatów… królowa jawi mi się jako ciemno szkarłatny kwiat o aksamitnych, matowych płatkach…
róża
to niewątpliwie najbardziej wyrazisty i spektakularny akord tej kompozycji… schyłek serca i początek oudowej bazy, to z kolei najbardziej pobudzające, ciężkie i intensywnie żywe stadium… niestety oud nie towarzyszy nam do końca, niknąc przedwcześnie w mrokach różanego średniowiecza… Qessence to kompozycja dla osób ceniących monotematyczne wonie i jednocześnie uwielbiających pławić się w róży… osobiście nie znam wielu osób o tak specyficznych preferencjach…

Przeczuwam, iż specyficzna uroda Quessence raczej nie przełoży się na oszałamiającą popularność i komercyjny sukces tej kompozycji… jak na debiut jest jednak posunięciem nader odważnym i godnym uznania – szczególnie, że inspiratorzy rzeczywiście skomponowali zapach swoich marzeń – a nie produkt nastawiony na sukces komercyjny… i za to posunięcie należą się Missalom największe brawa…

Nie zmienia to faktu, że Qessence to bardziej propozycja dla wąskiego grona ortodoksyjnych miłośników róży – niż powalająca rozmachem epopeja…
jestem tym zapachem zawiedziony i zaskoczony… zawiedziony – ponieważ spodziewałem się oratorskiego popisu nut i akordów, a otrzymałem jedynie nużący monolog… zaskoczony – gdyż nie ogarniam, jak można tak imponujący potencjał nut zredukować do tak wąskiego przekazu…

Głowa: szafran, kolendra, cynamon, rumianek, aksamitka, pomarańcza, cytron (cedrat)
Serce: róża damasceńska (absolut), żywica elemi, ylang ylang, jaśmin, tatarak, irys
Baza: kadzidło (olibanum), paczula, mech dębowy, piżmo, oud (żywica agarowa), wetiwer, drzewo sandałowe, cedr wirgiński, benzoes, wanilia, kaszmeran, czystek (labdanum), cypriol (indyjski papirus)

Reklamy

Responses

  1. …. bo na bogato nie zawsze oznacza dobrze, a niektorzy o tym chyba zapominaja. Nadmiar moze spowodowac skutek odwrotny. A tu wszystkiego jest za duzo, bez umiaru.

  2. masz rację, choć w tym przypadku nie może być mowy o przesycie nut, bo w zasadzie niewiele z wymienionych wspaniałości tu czuć…
    osobiście bardzo cenię bogate zapachy orientalne i zdaje się Qessence też miał takim być… jednak IMO równowagę tej kompozycji zburzył nadmiar róży, przez co tego bogactwa składników nie czuć… a szkoda, bo naprawdę wiele po tej kompozycji oczekiwałem… może dlatego jestem aż tak zawiedziony efektem końcowym…

  3. mnie osobiscie ten zapach w ogole nie pasuje. i jak to okresla kilka osob, ktore go destowaly: po jakims czasie na skorze zaczyna smierdziec troche.
    u mnie jest podobnie.

  4. mi też, a szalę na NIE przechylił ból głowy, wywołany nadmiarem róży…

  5. zatem Missalowie powinni wiedziec, ze co za duzo to nie zdrowo. a „na bogato” nie zawsze znaczy dobrze 😉

  6. owszem, ale Missalowie doskonale wiedzieli jakiego efektu oczekują i zapewne ktoś te perfumy wąchał przed wdrożeniem ich do produkcji…
    dziwi mnie zatem, że nikt nie zwrócił uwagi iż ta cała bogata magia orientu sprowadza się raptem do róży i oudu, z wyraźną przewagą tego pierwszego składnika… po co zatem to całe bogactwo, (które samo w sobie nie jest złe gdy planujesz zapach orientalny), gdy tego bogactwa nie czuć?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: