Napisane przez: pirath | 12 marca 2012

Annick Goutal – Sables EdT, czyli nieśmiertelny nieśmiertelnik


Biedny ten mąż Annick Goutal… nosić na sobie tak wyrafinowany „kaganiec„, który na każdym kroku przypomina o żonie i wspólnie spędzonych z nią chwilach… to nic złego, jeśli ludzie bardzo się kochają – lecz „smycz„, która nie da o sobie zapomnieć, wgryzając się w nozdrza przy każdym ruchu, to nic dobrego…
każdy facet potrzebuje czasem odetchnąć wolnością i na chwilę zapomnieć, nim potulnie powróci… ale jak tu opędzić się od wspomnień podczas wyjścia z kumplami na piwo, mając na sobie Sables? oczywiście można by Sables nie użyć, ale wówczas połowica odkryje przekręt i sążnisty foch murowany… 😉

Sables z 1985 roku to wysoce rozpoznawalna, dzięki swemu głównemu składnikowi kompozycja… nie sposób Sables zignorować i pomylić go z czymś innym, ponieważ w zasadzie pachnie wyłącznie nutą nieśmiertelnika (kocanka)… intensywna, przypominająca suszone kwiaty i zioła woń, dosłownie wgryza się i okadza nosiciela… nosząc na sobie Sables nie mogłem się oprzeć wrażeniu osaczenia i zdominowania przez niepodzielną nutę kocanki… może to specyfika mej skóry, ale nie wychwyciłem ze składu ani cynamonu, ani pieprzu, ani sandałowca… od początku do końca towarzyszy mi jedynie niepodzielna woń nieśmiertelnika, wzbogacona na samym finiszu odrobiną wanilii

Nieśmiertelnik z Sables jest diabelnie autentyczny… wręcz czuć to drżące, przesycone wonią kocanki letnie powietrze – poruszane leniwymi podmuchami bryzy, przewalającej się z rzadka nad wydmami… przejmującej sugestywności nie sposób Sables odmówić… najbardziej jednak uwiera mnie monotonia i osamotnienie nuty przewodniej, tworzące wrażenie jałowej suchości… aż by się chciało by nadmorska bryza ożywiła choć na moment ten uschnięty krajobraz – przynosząc woń przełamującą ten monolit…
nasłuchuję, ale nikt nie woła… 🙂

Sables jest poniekąd zapachem genialnym… genialnym w swej prostocie i sile wyrazu… bardziej uprościć składu już się nie da… jeden składnik, a zawarto w nim całe lato… powiadają, że gdzie diabeł nie może – tam pośle kobietę… i posłał Annick Goutal, by stworzyła zapach, który odtwarza jedną, samotną nutą bogactwo i duszę do której odegrania nie jeden potrzebuje całej arii… choć nie przepadam za Sables i wonią nieśmiertelnika (który na dłuższą metę zaczyna mnie męczyć), to Annick Goutal zasługuje na gromkie owacje na stojąco za Sables… ujmująca prostota, która jednym niepozornym kwiatem wyraża morał całej rozprawy…

Kocanka Annick ma całkiem niezłą projekcję i wzorową trwałość… spokojnie dobija do 12 godzin, przy czym zalecam umiarkowaną projekcję, przy której intensywna woń nieśmiertelnika nie będzie męczyć i wywoływać przemożnej chęci mordu w naszym otoczeniu…

Głowa: nieśmiertelnik (kocanka)
Serce: cynamon, indonezyjski i madagaskarski pieprz
Baza: drzewo sandałowe, wanilia

Reklamy

Responses

  1. Globalne użycie tego pachnidła to odważna decyzja faktycznie, ale noszenie na nadgarstku i niuchanie sobie od czasu do czasu to już czysta poezja.

  2. Noszę z upodobaniem. Tak na nadgarstkach, jak i globalnie. I czekam na ciepłe dni, bo podobno wtedy dopiero Sables „rozkwita” : )

  3. emera – poważnie? musisz kochać kocankę pasjami… mi podobnie jak hani wystarczy jeden psik, by wręcz pławić się w woni tego niepozornego kwiatu… 😉

  4. aa.. sama siebie tym umiłowaniem zaskoczyłam. Nie spodziewałam się, że taka sucha słodycz mnie uwiedzie. Chodzę „na smyczy” ; )

  5. hmmm nie odnalazłem w Sables szczególnych pokładów słodyczy… ale biorę poprawkę iż Sables zaaplikowany globalnie pachnie inaczej, w dodatku na kobiecej skórze będzie rozwijał się nieco inaczej… mi niestety rozmiar próbki nie pozwolił na globala… zresztą nawet jeśli, to i tak bym się nie zdecydował na tak radykalny krok… 🙂

  6. Mnie również, zwłaszcza latem, z dużą przyjemnością zdarza się nosić Sables. Zwłaszcza ciepłe wieczory z tym zapachem to magia.

  7. Pirath, cieszę się, że wreszcie popełniłeś recenzję jednej z moich ulubionych kompozycji. To pierwsze perfumy niszowe, jakie powąchałem i w których namiętnie się zakochałem. Moja furka do niszy, prawda, że piękna? Zgodzę się z Legisem, że letni wieczór z Sables to magia, na którą warto wydać każde pieniądze.

  8. Zapomniałem dodać, że z miłości do Sables nabyłem suszone kwiaty nieśmiertelnika w L’Occitane 🙂

  9. Podziwiam Was za miłość i lekkość z jaką przyjmujecie ciężar tej kompozycji, a raczej tej jedynej jedynej nuty… mnie rozmach kocanki przytłacza… z wieczornych aromatów kojarzonych z latem najbardziej cenię naszą swojską maciejkę 🙂

    p.s. mamy jakiś zapach z maciejką w roli głównej?

  10. Genialny zapach. Na mojej skórze wyraźne są jedynie 4 nuty, a właściwie to 3, ponieważ pieprz jest wyraźny jedynie w otwarciu. Później to już mocna, słodka czarna herbata(czemu nikt nie czuje herbaty? :o) mocno doprawiona kocanką i cynamonem. Kocanka sama w sobie ma też dość pieprzny, ostry aromat, z tego co zauważyłem. Trwałość i projekcja są na najwyższym poziomie – ta EdT ma moc!
    Bywa w dobrej cenie w pewnym internetowym sklepie(nie zaczynającym się na A, tylko na i :P), podobnie jak i inne zapachy od Goutal. Właśnie na niego poluję 😀 Mam już na celowniku Duel(który nieco bardziej przypasował moim gustom), mam nadzieję, że i Sables się tam pojawi 😀

    • gdzieś jeszcze widziałem tanie AG, chyba w e-glamour, a co się tyczy Sables, to mi się on kojarzy (wiem, że to chronologicznie niepoprawne) z najnowszymi „ziołowymi” wypustami Amouage… jak dla mnie za dużo tu kocanki, jest nieco zbyt wytrawnie i sucho jak na moje preferencje, choć zapach rzeczywiście zacny… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: