Napisane przez: pirath | 17 marca 2012

Serge Lutens – Daim Blond EdP, czyli cholerna blondynka…


niniejszy wpis pragnę zadedykować bardzo bliskiej mi osobie, która wysoko sobie ceni urok Daim Blond… teraz i ja dałem się oczarować tej kompozycji 😉

Damn Blonde, tfu to jest Daim Blond – Lutensa, sponiewierał mnie tak, jak tylko może sponiewierać mężczyznę kobieta… zmysłowa, dekadencka, tajemnicza, niedostępna i diabelnie przebiegła blond włosa famme fatale… czyli tytułowa cholerna blondynka (damn blonde)… kobieta, a raczej istota – której pojawienie się z automatu włącza bullet time i wszystko na moment zamiera, podziwiając jej miękko falujące biodra… przepływając niczym zjawa między stolikami – rzuca adorującemu ją w głębokim transie towarzystwu kuszące, powłóczyste spojrzenie*…

*zobaczcie sobie Scarlet Johanson w teledysku do „What Goes Around…Comes Around” a konkretnie tę scenę z fotki powyżej, jak znudzona pije drinka, podczas rozmowy z Justinem… to ten rodzaj kobiety… to ten rodzaj zmysłowo dekadenckiej famme falale… no i uwielbiam ten kawałek…

Blond piękność o zniewalająco delikatnej urodzie i alabastrowej skórze – podpływa majestatycznie ku memu stolikowi i przysiadłszy się bez pytania, rzuca:
dasz mi ognia kotku? (zagryzając zmysłowo dolną wargę i przechylając lekko głowę)
miaaaaał (niemal płaczliwie)to jest… to znaczy mam – próbuję wykrztusić przez ściśnięte gardło i nerwowo obszukuję kieszenie…
gdzie jest ta piep…. zapalniczka! – wrzeszczę na siebie w duchu – czując jak robi mi się nieznośnie gorąco i kropelki potu zalewają mi czoło… mam wreszcie! wyrywam wraz z kawałkiem podszewki zapalniczkę z kieszeni marynarki i trzęsącymi, mokrymi od potu dłońmi, za którymś razem ją odpalam…
cóż za ulga! jakże to komicznie, desperacko i niezdarnie musiało wyglądać… blond anioł odpalił papierosa, podtrzymując dłonią opadający pukiel platynowych blond włosów… podziwiam w zawieszeniu jej przepiękne oczy o migdałowym wykroju… gdy nagle czuję jak moje własne zaczynają nieprzyjemnie piec… pieką od dymu, którym blond piękność dmuchnęła mi na odchodne w twarz – gdy z gracją kotki wstała i szeleszcząc suknią odpłynęła ku wyjściu…

Siedzę jak ten kołek z rozdziawioną gębą, zesztywniałym karkiem, roztrzęsionymi łapami, miękkimi kolanami i sporym namiotem w spodniach… zbieram myśli… próbuję zebrać resztki myśli w mózgu przepuszczonym właśnie przez blond blender… wspominam obraz modliszki, która złamała mnie jednym spojrzeniem swych pięknych oczu… oczu, w których bezkresnej głębi zatraciłem się bez pamięci… przecież gdyby powiedziała choć jedno słowo, to oddałbym jej bez wahania kluczyki od samochodu, portfel i komórkę… to demon w ciele anioła… śmiertelnie niebezpieczna, drapieżna i nieprzewidywalna… romans z nią miałaby ten sam finał, jak romans ćmy ze świecą… dosłownie płomienny…

i taki jest Daim Blond Lutensa… zniewalająca, delikatnością słodycz morelowego otwarcia jest tylko niewinnym preludium do prawdziwej orgii i wybuchu namiętności w późniejszych akordach… akordach wypełnionych niemal zwierzęcym pożądaniem, pod postacią zamszu i piżma… cóż za orgia dla zmysłów!… w życiu bym nie pomyślał, że zestawienie słodkawej moreli z cielistym zamszem, kwiatami i piżmem może przybrać tak obezwładniająco urodziwe i diabelnie oryginalne oblicze…

Autorem tej kompozycji z 2004 roku jest Christopher Sheldrake, nos który od lat zajmuje się techniczną stroną pachnideł Lutensa, a od 2005 roku wspiera również swym talentem dom mody Chanel… a dla Chanel mogą pracować wyłącznie najlepsi, pokroju Jacquesa Polgea… Bez wątpienia Sheldrake popełnił wiele wybitnych kompozycji (tym razem daruję sobie wymienianie niemal całego dorobku Lutensa) ale Daim Blond jest IMO szczególnym dziełem… dowodem, iż nawet w dzisiejszych czasach wciąż można kierować się nowatorskim, oryginalnym i kreatywnym podejściem do komponowania zaskakująco niecodziennych i dalekich od obowiązujących kanonów zapachów…

Daim Blond naprawdę mnie zaskoczył… to zarówno zapach przewrotny, diabelnie urodziwy i zaskakujący oryginalnością brzmienia i zestawienia nut, z pozoru ciężko ze sobą korespondujących… powstał niesamowity mix zapachu kwiatowo owocowego i skórzano animalnego… zza delikatnie skropionej irysem moreli wyziera skóra, zamsz i piżmo… intensywna woń nut zwierzęcych budzi zwierzęcy niepokój i jednocześnie pożądanie… ta ujmująca cielistość Daim Blond jest wręcz namacalna… jest tak bliska, że niemal czuć ciepło jej dotyku…

Miękkość i delikatność zamszu została uchwycona perfekcyjnie… zapach pieści i zmysły swym miękkim dotykiem… nie jest to klasyczne ujęcie licowanej, skóry… to najprawdziwszy matowy zamsz… najwyższej jakości, przeznaczony na najdelikatniejsze wyroby… ileż ciepła i przyjemności sprawi później sam jego dotyk… mi zaś pozostaje jego fantastyczna woń, unurzana w aromacie pestek moreli i głogu… nie chcę by odeszła… zresztą zapach cechuje bardzo wysoka trwałość i projekcja, więc Daim Blond będzie towarzyszył nosicielowi przez naprawdę długie godziny… tylko jak jak przeżyć nieznośny ból i pustkę, gdy w końcu nadejdzie czas rozstania?…

Głowa: morela, głóg, cejloński kardamon
Serce: irys, pestki moreli
Baza: piżmo, heliotrop, zamsz

Reklamy

Responses

  1. I oto kolejny dowód na to, że DB jest romantyczne. 🙂

  2. Cóż za recenzja, od razu chce się powąchać tą Lutensową blondynkę 😀

  3. Cholerna blondynka. 🙂 Wiesz, że miałem takie same skojarzenia z tą nazwą?? Ja w ogóle lubię brzmienie nazw lutensów. Mają taką magiczną i enigmatyczną aurę. Weźmy taki Muscs Koublai Khan. Albo Rahat Loukoum. Albo Sarrasins nie wspominając już o De Profundis…..
    A zapach faktycznie pasuje do tej Pani albo to Twój wpis jest tak sugestywny 🙂
    Fajnie się czytało tę impresję. Pozdrawiam.

  4. Scarlet śliczna.
    WGA Justina świetne.
    Recenzja naprawdę super.
    Tak zaciekawiłeś, że chyba przeboleję 12 zł za 0,5ml przy kolejnym zakupie próbek. 😀

  5. Ja z łańcuszkiem. Możesz mnie wysłać do diabła. 🙂
    http://sabbathofsenses.blogspot.com/2012/03/reading-is-hot-damn-hot-baby.html

  6. Pójdziemy tam razem Sabbath 🙂 Bo ja o tym samym chciałem… http://opiumdlamas.wordpress.com/2012/03/20/cos-osobistego/

  7. bardzo Wam wszystkim dziękuję za dobre słowo – ale ja jedynie przelałem na papier to co wyśpiewało mi o DB serce… rozum miał wówczas wolne… 🙂

    fqjciorze – coś jest na rzeczy z tymi nazwami Lutensów, bo każda brzmi jakby wymyślano ją dokładnie pod zapach, który sobą zwieńcza… to trochę przypomina nazwy piosenek… czasem przewrotna, ale zazwyczaj nawiązująca jakimś detalem do treści…

    ironiczny – IMO warto przeboleć te 12 zł… nawet jeśli wystarczyłoby dopłacić jedyne 3 zł, aby w najbliższej Bezdomce wyszarpać kopię słynnej Lacosty o pojemności 100 ml… 🙂 a WGA słucham codziennie w drodze do pracy… to już niemal rytuał… 🙂

    Sabb, domurst – z największą przyjemnością wezmę udział w Waszych łańcuszkach 😉 dziękuję Wam za pamięć i czuję się wyróżniony… 😉
    pozwólcie jedynie, że zabiorę się za nie podczas zbliżającego się weekendu, gdyż chyba zaczynam mieć omamy ze zmęczenia i będzie lepiej jak przestanę na dziś pisaniny… 🙂

    pozdrawiam Was serdecznie i na dziś mówię już dobranoc (nie widać tego, ale robię literówkę w każdym słowie i edycja trwa wieki)… 😉

  8. Recenzja sugeruje że to zapach dla kobiety. Czy przejdzie też na mężczyźnie? Bo to teoretycznie uniseks.

  9. Z recenzji wynika że to zapach dla kobiety, czy na mężczyźnie też się sprawdzi? Jak sądzisz? To w końcu uniseks.

  10. to bardzo wyważony unisex, gdzie morelę zadedykowano wenus a zamsz marsowi… IMO każdy może używać Daim Blond…

  11. sorry za kłopot z po blokowanymi komentarzami, ale filtr antyspamowy miał strajk włoski 😉

  12. Zadziwiający zbieg okoliczności – opisałeś ten zapach w tym samym czasie, kiedy ja poznawałam go w Douglasie, w warszawskiej Arkadii. To jeden z nielicznych zapachów, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia.
    Tym bardziej miło czytało mi się Twoją recenzję 🙂

    Jeżeli chodzi o nazwę, to podobnie jak Wam, i mnie skojarzyła się ona z cholerną blondynką 😉

    Posługując się nomenklaturą mało zorientowanych w tematyce zapachowej ludzi, pozostaje mi jedynie stwierdzić, że to idealny zapach dla…blondynek, czyli dla mnie 😛 Nic dodać, nic ująć 😛
    PS Zapach zauroczył mnie do tego stopnia, że postanowiłam nabyć cały flakon 🙂

  13. no proszę, cóż za zbieg okoliczności 😉
    rzeczywiście nazwa kojarzy się dość jednoznacznie… a ponoć czytamy z etykiety to co podświadomie chcielibyśmy przeczytać… a co do samej kompozycji, to nie wątpię, że będzie Wam ze sobą pięknie… 😉

    zapach jest tak urokliwy, że sam byłbym w stanie go nosić, ale z racji gabarytów i owłosionych nóg – zdecydowanie gorzej prezentuję się w mini 🙂

  14. DAIM BLOND to serio znaczy blondynka? 😀
    A nie przypadkiem jasny zamsz? 😀

    • oczywiście masz rację, z tym że mi chodziło o zabawę nazwą, celową ją przekręcić by wydobyć z niej drugie znaczeniem tych słów 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: