Napisane przez: pirath | 27 marca 2012

Ralph Lauren – Polo Double Black EdT, czyli mango na emeryturze…


Jak dotąd omijałem półkę z zapachami Ralpha Laurena szerokim łukiem… ubzdurałem sobie, że to zapachy dla statecznych mężczyzn – tudzież podtatusiałych lowelasów w tweedowych, sportowych marynarkach i sportowych kabrioletach… no i do tego te nudne, oklepane flakony z jeźdźcem na koniu… zapach i stylizacja wprost idealna dla angielskiego dżentelmena w średnim wieku, spędzającego całe dnie na dyskusjach o giełdzie i polityce w swoim klubie… czyli zapach dla umiarkowanie konserwatywnych nudziarzy…

Jednak już pierwsze takty Polo Double Black z 2006 roku (autorstwa Ellen Molner) zabiły mi niezłego ćwieka… czy tak pachnie stereotypowy angielski nudziarz? czy to intrygujące, owocowo pikantne otwarcie, to na pewno stary dobry – zmurszały Ralph? Zapomnijcie o Laurenie w konwencji stetryczałej klasyki…
Oto zapach którego otwarcie bardziej będzie się Wam kojarzyć z soczystymi zapachami CK, niż klasyczną, lekko skostniałą Laurenową elegancją… jednak to tylko chwilowe, i mylące wrażenie… Viagra też nie działa wiecznie…


Wraz z przeminięciem radośnie soczystego, przyjemnie mangowego otwarcia, zapach tężeje i zamienia się w stateczną mumię – grzecznie płacącą podatki i segregującą odpady… szaloną fryzurę zastąpił grzeczny przedziałek, a spontaniczność i wolność utemperowała proza życia – w postaci użerania się z bandą własnych dorastających dzieci… niestety wraz z przeminięciem ostatnich taktów otwarcia, zapach wraca na swoją wydeptaną Laurenową ścieżkę… i jak tu uwolnić się od nierzadko krzywdzącego, stereotypowego myślenia? ten zapach zdecydowanie nie przypomina zadziornego młodzieńca z powyższej fotki… kogoś z marketingu RL mocno poniosło z wyznaczeniem targetu docelowego, bo po kilku godzinach od aplikacji zapach przypomina mi tego pana…
– jak zdrówko szanownego pana Wiesława?
– a dziękuję, choć biodro mi trochę dokucza…
– znów pan upadł?
– nie, to pewnie przez pogodę…
– tak, wczoraj padało, ale jutro ma być piękny dzień…
– miejmy nadzieję… no cóż miło się gawędziło, ale czas na mnie…

Tym razem to nie moja złośliwość… Polo Double Black jest po prostu smętny i geriatryczny… po interesującym, pełnym życia i urokliwym otwarciu – nastaje szare i beznamiętne serce i równie nieciekawa baza… pozbawiony polotu zapach po prostu trwa… gdzieś tam w oddali majaczy echo delikatnej nuty kawowej, ale słabowite i lakoniczne… nawet muszkat i szumnie zapowiadany jałowiec nie są w stanie wykrzesać z kompozycji choćby odrobinę radosnego gwaru… jest słabo, płasko i niemal bez życia… szkoda, bo zapach pięknie się zapowiadał…

Głowa: mango, pieprz
Serce: mielona kawa, indonezyjska gałka muszkatołowa
Baza: nuty drzewne, jałowiec, kardamon

Reklamy

Responses

  1. Ty się blackami i bluesami nie zajmuj. To bzdety. Ty się zajmij prawdziwym Polo. Zielonym. A najlepiej wersją Modern Reserve. Sam jestem ciekaw, jak Ci przypasi 🙂

  2. obiecuję solennie go zjechać, jak tylko dorwę próbkę w swoje lubieżne łapska… 🙂

  3. A jakby taki Pan oblał się najmodniejszym niszowcem, czy by to coś zmieniło w jego wizerunku? W końcu mógłby to zrobić, wszystko jest do zdobycia.

    • ten pan symbolizuje obraz, który wykreował w mojej wyobraźni ten konkretnie zapach… używając jakichś perfum tworzysz zapachowy obraz swojej osoby, często podświadomie wyrażający Twój temperament, charakter i osobowość… perfumy są jak druga skóra, odzież do której często nie przywiązujemy większej uwagi, ale tak samo jak nas piszą, gdy nas widzą – tak samo jesteśmy postrzegani przez pryzmat noszonych perfum… odpowiednio dobrane perfumy mogą zdziałać tyle samo co świetnie skrojony garnitur i dobrane pod niego buty i tak samo mogą wizerunkowi zaszkodzić, zwłaszcza gdy nie umie się ich używać…

  4. Akurat tu jestem sceptyczny co do samej siły perfum, dlatego zadałem to pytanie. Chodzi o przekontekstowanie w druga stronę, czyli np. „założenie” oryginalnych perfum na pospolitą osobę. Żadnej wartości w postaci charakteru, charyzmy, elegancji, (lub tego jak się je opisuje) perfumy nie dodadzą, a wręcz przeciwnie, będzie to jeszcze bardziej groteskowe (często słowo tu występujące), i to perfumy stracą na wartości, (mogą być źle kojarzone). Snob będzie wtedy szukał nowego zapachu i tak w kółko. Czyli sam zapach właściwie nie ma znaczenia. A to jest wtedy chore. I właściwie na dobrą sprawę tak się dzieje, niszowcy krytykują casualowe zapachy, ale wszyscy i tak chodzą ubrani casualowo, nikt np. nie przebierze się w XIX strój, tylko dlatego, że zapach jest inspirowany np. literatura z tego okresu.

    • to nie szata (i perfumy) zdobią człowieka, tylko on sam nadaje i kreuje wokół siebie określony klimat, wynikający z cech charakteru, zachowania, manier, usposobienia, barwy głosu, zachowania, cech charakteru i zachowaniem w stadzie… perfumy są jedynie uzupełnieniem, podobnie jak odzież, dodatki i powiedzmy uśmiech, albo wrogość – który sprawia, że jesteś na wstępie odbierany inaczej… zapach jest dopełnieniem wizerunku, może pomóc w budowaniu wizerunku i również zaszkodzić, zwłaszcza jeśli pachniemy czymś groteskowo, czyli zapach wybitnie nie współgra z naszym wizerunkiem, podobnie jak odzież i niestosowne zachowanie… źle dobrane perfumy dają ten sam efekt jak wyprawa w rzymskiej todze na pogrzeb, ale to już kwestia gustu osoby, która się na takie odzienie zdecydowała i jeśli sam nie jesteś w stanie określić (podświadomie i an wyczucie) czy kowbojski kapelusz i buty narciarskie pasują jako strój na wesele – obawiam się, że żaden stylista zapachowy tego nie naprawi… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: