Napisane przez: pirath | 28 marca 2012

Man Perfect – Essence EdT, czyli very short story…


Odkrywając ostatnio „wysoce budżetową” alternatywę dla czerwonej Lacosty, która okazała się trwalsza niż oryginał – postanowiłem pójść za ciosem i przyjrzeć się zapachom z nurtu „dyskontowego„… jako, że drogie nie zawsze znaczy lepsze i można się czasem pozytywnie rozczarować – stąd kolejna recenzja zapachu w cenie poniżej 20 zł, podprowadzonego podstępnie koledze, gdy ten stał i patrzył… 😉
no co? Wasi znajomi nie tolerują Waszych lekkich dziwactw i zajawek? jeśli nie, to najwyższy czas zmienić znajomych… 🙂

Tak więc ostatnio wpadł mi w łapki Man Perfect – Essence, autorstwa rodzimej firmy Dramers (szczególne pozdrowienia dla grafika, który robił fotki flakonów na stronie producenta) w wersji Limited Edition… edycja limitowana, to zapewne nawiązanie do blaszanej puszki, stosowanej jako zamiennik dla kartonika w roli opakowania?…


ale ja nie o tym…
Wąchając samą nasadkę na atomizer (po paru głębszych… kawach) doszedłem do pochopnego wniosku, że Essence ma coś wspólnego z Czarnym Adasiem
oby mnie jednak pokręciło, gdybym tak napisał… dopiero test nadgarstkowy (w sumie globalny, ale nie chcę by kolega wiedział, że sobie poużywałem z jego flaszką) dał mi kompletny obraz Essence

To całkiem przyjemna i na swój sposób oryginalna kompozycja, ale ma jedną zasadniczą wadę – ale opowiem o niej dopiero na zakończenie tego „shorta„…
zapach jest mocno syntetyczny, ale w produktach z tego segmentu jest to raczej konieczność podyktowana ceną, niż rażąca wada… Essence jest też prosty i monotematyczny, bez podziału na wyraźne akordy…

Tym niemniej zapach ma dość przyjemną (i nie do końca zdefiniowaną) wodno kwiatowo ziołową barwę, stawiającą go gdzieś pomiędzy Shiseido Zen for Men, Lagerfeld Kapsule Floriental, a dalekim kuzynem (bardzo dalekim, od strony szwagra matki ze strony dziadka) Design&Morion Bugatti… tak wiem, że to ostatnie brzmi niemal jak herezja – ale Essence również posiada tę charakterystyczną lekko mdlącą nutę, którą spotkać można w obu przytoczonych kompozycjach…

Pojęcia nie mam jakie „zioła” (szałwia, estragon, bazylia, oregano) odpowiadają za ziołowe zabarwienie Essence – ale też nie podejrzewam firmę o stosowanie „naturalnych” składników… zatem wskazanie winnego jest dość utrudnione – szczególnie iż sam producent nie podaje wykazu nut… kilka minut od aplikacji zapach uspokaja się i jego entuzjazm oraz projekcja drastycznie opada – pozostawiając na skórze dość enigmatyczną, balsamiczną otulinę…

Z jednej strony zapach zyskał przez to nieco dyskretnego uroku, ale jego „wyczuwalność” mocno na tym ucierpiała… ale nie jest to największa wada Essecne… jest nią fatalna trwałość… mija godzinka, góra dwie od aplikacji i cisza w eterze… szkoda, bo zapach całkiem sympatyczny, ale jego żywot jest krótszy niż kolejki w iSpotach po nowego iPada… ale nad aspektem polepszenia trwałości można IMO popracować… 😎

Skład: Dramers raczy wiedzieć… i od razu zaznaczę, że mój flakonik wygląda w realu nieco inaczej i sam zrobiłem sobie niezbędny retusz nazwy na zdjęciu… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: