Napisane przez: pirath | 30 marca 2012

Mont Blanc – Presence (wersja z przed 2006), czyli essence of the Presence…


Dzięki uprzejmości kolegi Łukasza, miałem przyjemność, (a w zasadzie nadal mam, przez wzgląd na rozmiar przesłanej próbki) poznać Mont Blanc – Presence w wersji pierwotnej, czyli sprzed reformulacji, która miała miejsce w 2006 roku… oczywiście nie muszę dodawać jak wielce haniebny, demotywujący i frustrujący był to cios dla miłośników Presence… każda reformulacja, nie ważne czym podyktowana – zawsze doprowadza w jakimś stopniu do okaleczenia i rozmiany oryginalnej kompozycji na drobne… w przypadku tego zapachu doszło IMO do kastracji

Mając ciągle w pamięci delikatny zapach Presence stojącego na półkach perfumerii – z flakonem, którego resztka zawartości dumnie zieleni się  na mym biurku – stwierdzam, podobnie jak Łukasz, że obecnie oferowane Presence jest jedynie marną imitacją oryginału… ledwie popłuczynami, wybrzmiewającymi odległym echem oryginalnego konceptu Corinne Cachen z 2001 roku… pewnym jest, że Mont Blanc zabiło tę kompozycję, ale w imię czego?

Na ten aspekt zwyczajowo nie zwracam większej uwagi, gdyż wygląd  flakonu ma się ku jego zawartości jak kolor użytego siewnika, do prędkości wzrostu zboża – ale ponieważ jest to swoiste porównanie „head to headstarego z nowym – zatem nie mogłem tego wątku pominąć… już na pierwszy rzut oka widać iż firma chciała przyoszczędzić na flakonie, zastępując wyrafinowaną i niezwykle widowiskową formę znaną z pierwowzoru, czymś zdecydowanie prostszym i nie ukrywajmy znacznie tańszym w wytworzeniu…

Szkoda, bo o ile flakon pierwowzoru, był prawdziwie intrygującą swą formą ozdobą toaletki, to jego obecna forma zlewa się z pierdylionem podobnych do niego flaszek… firma straciła IMO cenny argument, skutecznie ściągający uwagę potencjalnego klienta na swój produkt… Flakon starego Presence ma coś w sobie zarówno z Bvlgari Aqua, Hermesa Voyage i Black Cashmere DKNY… zaskakuje swą harmonią, miękkimi liniami krzywizn i wysublimowanym pięknem, które bez krzty hałasu ściąga na siebie uwagę otoczenia… ciekawi mnie czy setki tysięcy (tu wstawić walutę) zaoszczędzone na produkcji flakonu, są adekwatne do milionów wydanych na reklamę nowej wersji…

Oryginalne Presence jest intensywne, wyraziste i oddycha pełną piersią… nie są to lekkie, płytkie wdechy, charakterystyczne dla wyciszonego, dyskretnego brzmienia obecnej wersji… Presence A.D. 2001 oddycha tak głęboko, że aż trzeszczy opinający jego plecy i owłosioną klatę materiał koszuli… nie chcę przez to powiedzieć, że obecnie oferowany zapach jest zły… jest wciąż piękny, ale brakuje mu tej samczej, niemal zwierzęcej siły i głębi pierwowzoru…

Oryginalne Presence aż onieśmiela swym dobitnie wyartykułowanym bukietem… jest jak ponadczasowy klasyk od Guerlaina, Chanela czy Gucci… czyżby właśnie przed tym chciało uciec Mont Blanc – zwracając się w stronę silnie wydelikaconych brzmień metroseksualnych? nie łudźmy się, że w tym zalewie nijakości, znudzona klientela dostrzeże i doceni delikatną imbirową duszę nowego Presence

Oryginał otwiera się mocnym, wręcz ostrym uderzeniem imbiru w towarzystwie domieszki cynamonu i kardamonem w tle… delikatną bergamotkę zgniotły gdzieś po drodze wspomniane „barczyste nuty„… kwili gdzieś tam w kącie, mocno pogruchotana… a tym czasem wspomniane nuty pobiegły dalej pobrzękując przytroczonymi do pasków magazynkami i dudniąc ciężkimi buciorami o drewnianą podłogę… nie chcę oberwać kolbą karabinu w twarz, więc raczej nie będę dopytywał co się stało z jabłkiem i dlaczego bergamotka płacze… dlatego nie będę także dociekał dlaczego zapach nie trzyma się podziału na trzy akordy i bezceremonialnie przechodzi wprost z głośnego otwarcia, do przepięknej drzewno – imbirowo – ambrowej bazy… zresztą Presence pachnie w tym akordzie tak pięknie, że wybaczyłbym mu nawet inscenizację przeprawy przez Odrę wałem zachodniopomorskim na środku mego salonu…

Piękno tej kompozycji doceni raczej dojrzały mężczyzna niż pryszczaty małolat… mężczyzna, który już się wyszalał i posługuje się tym „wyżej usytuowanym” rozumem… dla młodego chłopaczka oryginalne Presence byłoby zbyt zwaliste i śmiertelnie poważne… czułby się jak 16 latek na sobotnim bingo w klubie kombatanta… co wcale nie oznacza, że klasyczne Presence to zapach dla tetryka… Miłośnicy Gucci Envy, D&G The one, Chanel pour Monsieur, Cartiera Santos/Must, Guerlain Vetiver, YSL Opium i podobnych, ponadczasowych kompozycji zrozumieją do czego piję… Szkoda, że fantastyczne brzmienie Presence zostało rozcieńczone… uczcijmy pamięć oryginału 9 sekundami ciszy (TM)…

Głowa: bergamota, imbir, cynamon, kardamon
Serce: szałwia, jabłko, heliotrop
Baza: drzewo sandałowe, tekowe, ambra, bób tonka, białe piżmo

Reklamy

Responses

  1. Taki sam los spotkał MB Individeul, zapewniam Cię pirath, że nie przytłaczał tak jak go opisujesz, lecz grał pięknie jak Prada Amber. Podobnie z Paco Rabbane Ultraviolet ( fioletowy flakon), który również ceniłem. M7 w bursztynowym szkle, którego byłem szczęśliwym posiadaczem, nie dawno kupiłem w ciemno M7 Oud Absolut, stwierdzam z pełną odpowiedzialnością, że jest to absolut masakry. Pozostaną wspomnienia, oby sztabę złota jak najszybciej zamienili w tombak 🙂 .

  2. tak, ja zdaję sobie sprawę, że trochę uprawiam kwiecistą demagogię z tymi reformulacjami – bo sam nie kojarzę faktu, by którakolwiek wyszła jakiemukolwiek zapachowi na dobre… zawsze kończy się to dla zapachu źle… w sumie nie powinno mnie to dziwić, bo wiem jak działa ten biznes, ale to zawsze boli, gdy zapach który znacz, cenisz i używasz zamienia się w popłuczyny…
    jestem szczęśliwym posiadaczem M7 w starej wersji o której wspominasz… i nie łudzę się, że cokolwiek wyjdzie na jej miejsce do oryginalnej formuły nawet się nie będzie umywać…

  3. łukasz piszesz ze individuel spotkal ten sam los co presence, w takim razie jak odroznic ten zapach sprzed i po reformulacji, bo rozumiem ze butelka ta sama ?

  4. […] […]

  5. Na szczęście nie pamiętam już starego Presence, za to nowy zapasował mi tak, że prawie natychmiast dokonałem zakupu. Natychmiast trwało około pół godziny. Świetny zapach. Szkoda, że dopiero teraz sobie o nim przypomniałem, zamiast kupować nic nie warte „shity”.
    Pozdrawiam

  6. a ja pamiętam, bo mam przed reformulacyjną flaszkę z paroma mililitrami na dnie, ofiarowaną przez jednego z czytelników (pozdrawiam) i nie mogę się pogodzić że już go nie produkują… nowy jest kapkę delikatniejszy od protoplasty, ale wciąż ma to coś… bez wątpienia Presence to świetny zapach, perfekcyjnie skrojony i idealny na każdą okazję…

  7. Właśnie kupiłem sobie wersję sprzed reformulacji, bardzo fajny zapach, mi osobiście przypomina trochę Le Male.

  8. oba są słodkawe jeśli chodzi o podobieństwa, choć Presence IMO bardziej wyrafinowany i złożony… no i znacznie mniej popularny… 🙂

  9. Wczoraj miałem to szczęście, że dorwałem Presence w starym flakonie w jednej z małych londyńskich drogerii. Zrobiłem mały teścik skórny i muszę powiedzieć, że…
    (werble)
    …że nie zauważyłem różnicy między tą a nową wersją. Ani w kompozycji ani trwałości. Może różnią się niuansami, ale tych różnic nie wyłapałem.
    Uff… 🙂

  10. super, ale czy miałeś wówczas na nadgarstkach obie wersje?

  11. Tak się złożyło, że nie tylko na nadgarstkach… Cały byłem Mont Blanc… 🙂

  12. się nie liczy… test porównawczy musi zacząć się równocześnie, aby uniknąć dysonansów w trakcie zmieniania się akordów w różnym czasie… siadaj, pała… 🙂

  13. Różnica w czasie aplikacji starego i nowego Presence wyniosła około godziny. Nie tak dużo, żeby nie umieć uchwycić różnice. I nie mogę usiąść przez tą pałę właśnie… 🙂

    • aż godzinę RoQ… w przypadku akordów perfum, godzina to w zasadzie początek akordu bazowego, czyli licząc wedle czasu rozwijania się poszczególnych akordów w perfumach – wieczność… 🙂
      otwarcie to kilkanaście sekund do paru minut, serce trwa od kilku minut do paru kwadransów, a następnie zapach ewoluuje do swej ostatecznej fazy schyłkowej i w tej formie wybrzmiewa, niemal już niezmiennie aż do schyłku swego żywota na skórze… he he wiedziałem, że ta pała zdeprymuje Cię, niemal jak przysłowiowa ość w gardle… 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: