Napisane przez: pirath | 15 kwietnia 2012

Titanic 100 lat i jeden dzień później…


mam nadzieję, że wybaczycie mi tego offtopa, ale po prostu musiałem…

Wczoraj obchodzono (gdzieniegdzie z wielką pompą i identycznym menu) rocznicę najgłośniejszej tragedii morskiej – dlatego dla zachowania równowagi postanowiłem wtrącić swoje trzy grosze, bo nie mogłem już zdzierżyć tej ignorancji…
katastrofa Titanica wielokrotnie opiewana przez Hollywood, zwłaszcza przez długą listę znanych osobistości, które zagościły na pokładzie „niezatapialnego” – obrosła w legendy, stając się wdzięcznym tematem do zarobkowania na krzywdzie ludzkiej…

Od premiery Cameronowego Titanica z Leo i Kate w 1997 roku, jak grzyby po deszczu pojawiały się firmy oferujące przedmioty wzorowane, lub odtworzone na wzór kosztowności, których używały pokładowe elity – nim nadeszła pora na ich ostatnie brandy i cygaro… prześcigano się w pomysłach na zastawę stołową, sztućce, alkohole, meble i inne przedmioty bazujące w jakiś sposób na tragedii wielkiego transatlantyka… ostatnio jak donosi Olfaktoria (pozdrawiam serdecznie) stworzono perfumy Legacy 1912 Titanic, inspirowane ponoć wydobytymi z wraku olejkami*, a Creed przypomina o swojej Erolfie, której flakony rozdawano na powitanie pasażerom the first class… pozwolicie, że nie napiszę wprost co sądzę o etycznej stronie takich zachowań i o firmach uciekających się do takich praktyk w celu zwrócenia na siebie uwagi i zarabianiu na cudzym nieszczęściu…

*niespecjalnie wierzę, by po pierwsze przetrwały nienaruszone 100 lat pod wodą na głębokości niemal 4 kilometrów, a tym bardziej by ktoś opłacił ich lokalizację i wydobycie na powierzchnię…

Ale nie o tym chciałem pisać… o Titanicu stało się głośno ze względu na okoliczności jego dziewiczego rejsu, gabarytów jednostki i imponującej ilości znanych nazwisk na liście pasażerów pierwszej klasy… a powszechnie wiadomo, że śmierć bogatego i znanego porusza głębiej niż anonimowego biedaka… dlaczego zwróciłem na to uwagę? od kilku dni na każdym kroku jestem bombardowany informacjami o katastrofie RMS Titanic, a parafrazując od jej okrągłej setnej rocznicy – wzmianka o niej pojawia się we wszelkich mediach, niezmiennie co roku…
tym niemniej nie zauważyłem, by media i prasa (nawet rodzima) rozpisywały się o innej – znacznie dotkliwszej tragedii morskiej, która rozegrała się na polskim podwórku, nieco ponad 67 lat temu… czy już wiecie o który statek mi chodzi?

MS Wilhelm Gustloff, również był flagowym transatlantykiem i choć był o 60 metrów krótszy od legendarnego Titanica, to jego rozmiary były nie mniej imponujące… przed wojną okręt służył jako luksusowy wycieczkowiec, a w trakcie wojny jako okręt szkoleniowy i hotel dla Kriegsmarine… na kilka miesięcy przed zatopieniem jednostka została przemianowana i dokładnie oznaczona jako okręt szpitalny…  Okrętu używano do ewakuacji żołnierzy i cywilów z Gdyni, na którą parły wojska sowieckie… ponieważ było to już ostatnie wypłynięcie Gustloffa, stąd oficjalnie mówi się o zabraniu na pokład wraz załogą ponad 6000 pasażerów, a nieoficjalnie mówi się o ponad 10 tysiącach

30 stycznia 1945 roku, gdy Gustloff wypływał z Gdyni, na dworze panował -20 stopniowy mróz, a temperatura wody oscylowała wokół zera… po opłynięciu półwyspu helskiego, na wysokości ławicy słupskiej – okręt szpitalny Wilhelm Gustloff został trafiony trzema torpedami przez radziecką łódź podwodną S-13… niecałe 70 minut od trafienia statek zatonął około 35 km na północ od Słupska
w wyniku hipotermii, paniki i braku wystarczającej liczby szalup – według najnowszych badań zginęło ponad 9500 ofiar, a uratowano zaledwie około tysiąca… ktoś jeszcze uważa Titanica za największą tragedię morską?

Najbardziej mnie boli, że przez ustrój panujący w Polsce przez niemal 50 lat o tej tragedii w szkołach nie uczono i nie można było o niej mówić, przez wzgląd na nienaruszalny wizerunek przyjaźni polsko radzieckiej… tam nie zginęli tylko Niemcy i żołnierze… dla wielu tysięcy cywilów Wilhelm Gustloff był ostatnią deską ratunku przed czerwonoarmistami – stąd przeważająca liczba ofiar to cywilna ludność Gdańska, głównie kobiety z dziećmi… kapitan nie miał szansy przygotować okrętu na taką ilość pasażerów, co mógł zrobić armator Titanica, którego zatopiła ludzka pycha – a Gustloffa (będącego świętością, jako jednostka szpitalna) torpedy… wojna wojną, ale dla mnie zachowanie kapitana S-13, to perfidne ludobójstwo…

O katastrofie Gustloffa niewiele się mówi… wpierw nie pozwalała na to sytuacja polityczna w Polsce, ludzi którzy ją pamiętają jest coraz mniej, a ponieważ był to czas wojennej zawieruchy – tragedia Gustloffa gubi się w bezmiarze innych nieszczęść, które przyniosła II wojna światowa… dlatego chciałem o tym wspomnieć, by pamięć ofiar tej katastrofy nie uległa zapomnieniu – przytłoczona przez wdzięczną historię o bogaczach, arystokratach i przemysłowcach, którzy bawili się do ostatnich chwil – nim woda zmyła ich, wraz z orkiestrą z pokładu luksusowego Titanica

Oczywiście na Titanicu też zginęły całe zastępy anonimowych członków załogi i emigrantów z najniższych pokładów, udających się za chlebem do ameryki… nie chcę by wyglądało to – że ich tragedia i strata boli mniej dotkliwie… boli tak samo, niezależnie od okoliczności i czasów – ale chodziło mi o porównanie rozmiaru obu tragedii i zachowaniu obu w Waszej pamięci…

Reklamy

Responses

  1. dzięki, widziałem premierę 😉

  2. Jestem ofiarą niedouczenia- nie słyszałam o tej tragedii. Dziękuję za korepetycje z historii.

  3. Zastanawiałam się długo, czy to napisać, ale w koncu uznałam, że wypada.
    Pytasz wszak, dlaczego setną rocznicę zatonięcia Titanica obchodzi się z pompą co najmniej równą ślubowi Kate i Willa 😉 zaś o Gustloffie pamięta mało kto.
    I oczywiście, katastrofa WG była kilkukrotnie straszniejsza, do tego moralnie naganna z racji skazania na śmierć chorych, uchodźców (w tym wielu nazistowskich notabli z rodzinami co prawda) i kalek wojennych. Ale wiesz, co przy porównaniu obu przypdków jest najważniejsze? Kontekst. 🙂 Kontekst i nic innego.
    Katastrofa Titanica była jak grom z jasnego nieba [ludzie wtedy naprawdę sądzili, że rozwój nauki i techniki uniezależni och od przyrody a nawet, że w związku z tym są w stanie stworzyć tzw. „nowy humanizm”, za którego przedstawicieli zresztą się uważali (może stąd ich pycha w obliczu śmierci?)], jak – mając na uwadze rózne skale problemów – krwawy rajd Breivika po jego kraju. :>
    Natomiast Wilhelm Gustloff… spójrz na datę jego zatonięcia. Koniec stycznia 1945 roku. Po ponad pięciu latach naprawdę krwawej, naprawdę starszlliwej wojny. Której niektóre ofiary do dziś nie zostały pochowane (i chodzi mi zwłaszcza o poległych na terenie dawnego Związku Radzieckiego), zaś ogólna liczna zabitych liczona jest w dziesiątkach milionów. Wówczas, jakkolwiek okrutnie to zabrzmi, dziesięć tysięcy osób w tę czy w tę wielu osobom naprawdę nie robiło różnicy. To tego dochodziła premedytacja związana z, wewnętrzym i zewnętrznym, przymusem aliantów do ukarania prowodyrów całego tego krwawego zamieszania. W działaniach Armii Czrwonej zresztą najbardziej drastycznego.
    Nie wolno na daną sytuację patrzeć w oderwaniu od jej kontekstu. To nawet nie jest lekkomyślność.

    Jednak z tym, że o storpedowaniu WG wie stosunkowo niewielu, faktycznie trudno się pogodzić. A nawet nie wolno.

  4. wiedźmo owszem kontekstu… owszem była wojna, były ofiary, miliony ofiar… ale moi pradziadkowie w tamtych czasach przez lata walczyli o ocalenie jednego żydowskiego małżeństwa… ryzykowali wszystkim, ale uratowanie choćby jednej osoby przed bezmyślną, barbarzyńską śmiercią – było dla nich ważniejsze niż życie własne…
    powiesz dwa życia w tą czy w tą, gdy giną miliony? dla nich było warto… a co do kontekstu tragedii Gustloffa… ludy cywilizowane tym różnią się od barbarzyńców, że potrafią uszanować nietykalność czegoś takiego jak okręt szpitalny… okręt który nie stanowił żadnego zagrożenia, a stał się jedynie celem ślepego odwetu… w imię czego? że jeden kurdupel z drugim wzięli się za podbój świata, by podleczyć swoje ego?

    owszem wojna to specyficzne okoliczności, ale nawet wówczas nie można zapomnieć, że pomimo kontekstu wciąż jest się człowiekiem – a ludobójstwo zawsze jest ludobójstwem…

    p.s. Brevik? a co ma piernik do szurniętego psychopaty?

  5. Przeczytałam Twoją odpowiedź i się uśmiechnęłam. Co piszę bez złośliwości. Wrażliwość ludzka jeszcze nie umiera. 😉 Dlatego zgadzam się z Tobą.
    I naprawdę nie musisz mnie przekonywać. Moim krewnym również nie były obce wojenne zawirowania (z oświęcimsko-katyńsko-zsyłkowymi włącznie), więc tego typu wyznania naprawdę nie są potrzebne, choć szczerze je szanuję i doceniam ich wagę.

    Ponadto tematyka ludobójstwa (szczególnie Holocaustu i drugiej światowej) przez kilka lat znajdowała się w centrum moich naukowych zainteresowań. Więc kiedy przez lata zajmujesz się przypadkami niewyobrażalnego wręcz okrucieństwa człowieka wobec człowieka, jeżeli co bardziej drastyczne przypadki, kolejne odpychające „stadia wtajemniczenia” w wojenne obrzydliwości śnią Ci się po nocach (a dla osoby o bujnej wyobraźni nie są to przypadki odosobnione), to siłą rzeczy się na nie uodparniasz. Co ma dobre strony, jak ochrona Twojej psychiki, ale też reszta społeczeństwa może odebrać Cię jako osobę gruboskórną. I chyba tak się właśnie stało. 🙂

    Pojawia się w końcu taki moment, kiedy wojenna eskalacja przemocy wydaje się nie robić na mnie wrażenia. Ale to tylko pozór, zapewniam Cię. Uczy jednak spoglądać na świat w szerszym kontekście. Tak, jak w powyższym przypadku, kiedy jasnym staje się, że sytuacja w naszej części Europy była tak napięta, iż każdy niemal człowiek (w mundurze i bez, mężczyzna i kobieta, dziecko i starzec) poczytalny był jedynie do pewnego stopnia (dla każdego różnego, rzecz jasna). Co może choć trochę pomóc zrozumieć motywy [pamiętaj tylko, że „zrozumieć” nie znaczy „zaakceptować”, na bogów!] dowódcy radzieckiej jednostki. Lecz przecież temu, że zatopienie Gustloffa było zbrodnią wojenną, jedną z milionów, nikt nie przeczy.

    A dwa kurduple… cóż, obydwaj padli łupem własnych ambicji. Niedoszły malarz z niedoszłym popem (czyli osoby z założenia wrażliwsze od ogółu), których w jakimś momencie zaczęło pociągać zło. Do tego stopnia, że w pewnej chwili to ono zaczęło panować nad nimi. Resztę znamy już wszyscy; niestety. Parafrazując Sienkiewicza: „los stworzył ich opryszkami, oni zaś sami zmienili się w demony”. Jak wielu zaczadzonych agresją. Ale to już moja prywatna opinia. 🙂

    P.S.
    Niczego nie ma. Porównanie takie: tu szok i groza, tam też szok i groza.

  6. dziękuję Ci za ten wpis… choć to co napisałaś może niektórych szokować, to trudno się nie zgodzić z Twoim stanowiskiem, dobitnie popartym merytorycznie… podobno człowiek uodparnia się z czasem na największe okrucieństwo, które powszednieje jak wszystko inne – gdyż człowiek jak każdy gatunek potrafi przywyknąć do wszystkiego… z czasem nawet wrastający w mięso paznokieć przestaje doskwierać – i choć nie jest to zbyt taktowne porównanie, ale jestem pewien, że odnajdziesz analogię… 😉

    pamiętam jaki szok wywarł na mnie „Pianista”, a szczególnie scena w której Waffen SS dla zabawy wyrzuciło starca na wózku inwalidzkim przez okno… niby jedna śmierć, ale jakże szokująca, gdy zdajesz sobie sprawę jaka bestia budzi się w pozornie cywilizowanych istotach w obliczu wojny… czy to czas gdy humanitaryzm odwiesza się na przysłowiowym kołku i dostaje się dyspensę od człowieczeństwa?

    a może jesteśmy po prostu z natury bezwzględnymi bestiami, których mordercze instynkty uśpiła tymczasowo cywilizacja i presja życia w społeczeństwie?

    p.s. a jeszcze w wątku Gustloffa… kapitan S-13 działał samodzielnie, nie dostał rozkazu zatopienia Gustloffa… a znam przypadki gdy radzieccy oficerowie wprost przeciwstawiali się rozkazom w imię humanitaryzmu i zdrowego rozsądku… z Drezna po wojnie nie został kamień na kamieniu… zgodnie z rozkazem… wiesz, że podobny los o mały włos spotkałby Wrocław?

  7. Taktowne czy nie ważne, że zrozumiałe. 😉
    A na poważnie: niedawno rozmawiałam na ten temat z pewną Mądrą Osobą i po sążnistych wykładach, po wielu przykładach, po wyłożeniu co większych wątpliwości wyszło nam tylko, iż „wiemy, że nic nie wiemy”, jakkolwiek banalnie to brzmi. Są kwestie wobec których ludzka mowa kapituluje. Są zjawiska, których nie sposób nie tylko wysłowić ale i w pełni objąć rozumem.
    „Wiódł ślepy kulawego”, „statek szalony”, „jądro ciemności”, „cienka czerwona linia”… Obawiam się, że w tej sferze możemy posługiwać się tylko emocjami czy sztuką; wielu rzeczy zwyczajnie nie sposób ująć w ramy nauki.

    Co do zachowania dowódcy S-13.. pewno słyszałeś o eksperymencie więziennym Philipa Zimbardo? Jeżeli jeden człowiek ma pełną władzę nad innymi i jest pewien, że jej nadużycie ujdzie mu na sucho, to nadużywać będzie. Najpierw incydentalnie a później raz po raz. Wojna do założeń badania Zimbardo pasuje równie dobrze. A nawet jeszcze lepiej.
    Humanitaryzm? A co to takiego? ;> Jakaś wstydliwa choroba? ;))

  8. owszem, im większą masz wiedzę o jakimś zagadnieniu – tym powstaje więcej pytań i dalszych niewiadomych… zatem w finale każdej dysputy najroztropniej jest zgodzić się z Sokratesem, że nic się nie wie… 😉

    a w wątku kapitana S-13… Stalin odmówił wysłania Tuchaczewskiemu idącemu na Warszawę (wojna polsko-bolszewicka) części swoich oddziałów, gdyż zakładał że ta niesubordynacja i sprzeciwienie się woli Kremla ujdzie mu na sucho, gdy zgodnie z zamiarem zdobędzie w tym samym czasie Lwów… niemiła prawda o wojnach jest taka, że ich historię piszą zwycięzcy – a odpowiadać przed bogiem i historią – to pozostać bezkarnym, czyli postępek dowódcy S-13 został przez historię moralnie usprawiedliwiony…

    szczęśliwie dla nas opisem historii nie zajmują się wyłącznie zwycięzcy…

  9. „Storpedowanie jednostki pomocniczej, idącej w konwoju, było jednak całkowicie zgodne z prawem wojennym, a konkretnie z układem londyńskim z 1936 roku regulującym zasady prowadzenia wojny podwodnej. ”
    Wiem, że Wikipedia czasem jest na bakier z prawdomównością, ale jeśli naprawdę było to ludobójstwo niezgodne z etyką prowadzenia wojny, to może ktoś mógłby się ustosunkować do wniosku z początku mojego postu i wprowadzić zmianę na Wiki?

  10. trudno określić to inaczej niż mianem ludobójstwa, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że statek był w wyraźny sposób oznaczony jako jednostka szpitalna (znaki czerwonego krzyża), a te o ile mi wiadomo nie mogą być traktowane jako cel militarny… dochodzi do tego jeszcze aspekt moralny, gdyż kapitan łodzi S-13 doskonale wiedział z meldunków o ewakuacji ludności cywilnej z Gdańska i kto znajduje się na pokładzie…

    dla mnie to czysty akt świadomego ludobójstwa podyktowany zwykłą chęcią zemsty… nie chcę bronić żadnej ze stron konfliktu, gdyż mam świadomość co Wehrmacht robił z ludnością cywilną na froncie wschodnim i że wojna wypacza, ale są pewne granice bezmyślnego okrucieństwa, których nawet okoliczności wojny nie są w stanie usprawiedliwić…

    a co do Wiki, to zważywszy na łatwość zamieszczania tam wpisów, swobody edycji treści i braku kompetentnej korekty w wielu dziedzinach, raczej ostrożnie podchodziłbym do tego serwisu jako źródła obiektywnej wiedzy…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: