Napisane przez: pirath | 20 kwietnia 2012

Dior – Homme Sport 2012, czyli piekło zamarzło, a diabeł tańczy na rurze…


Co prawda nie wiem jak pachnie wersja pierwotna Homme Sport z 2008 roku, ale właśnie tak to widzę… Francois Demachy siedzi sobie na tronie, pośród zamarzniętych czeluści piekieł – a diabeł tańczy przed nim na rurce…
Lucyfer kręci biodrami, wywija ogonkiem i potrząsa pośladkami w rytmie „Candy Shop50 Centa… kolejnym szokiem jest fakt, iż jest to zapach świeżo poddany reformulacji… a jak powszechnie wiadomo reformulacja to samo zło… ale wąchając ten zapach i tak twierdzę, że Demachy jest geniuszem i Dior powinien zbudować mu drugi Licheń, gdzieś pod Paryżem

Uprzedzając nieco fakty od razu wyznam, że Homme Sport 2012 poruszył mną na wskroś… zapach jest tak urodziwy i wdzięczny, że z automatu dopisałem go do listy AMH, ale po kolei… otwarcie to piękne połączenie soczystych cytrusów z łagodną nutą imbiru i zielonym irysem… przysiągłbym, że w składzie znajduje się też pomarańcz – do czego pośrednio nawiązuje też kolor cieczy we wnętrzu przezroczystego flakonu – znanego z innych odsłon serii Homme

Otwarcie to najbardziej żywy, przejmujący intensywnością i przepięknym, świeżym brzmieniem akord Homme Sport… aromatyczne, dojrzałe olejki cytryny mieszają się ze słodkim sokiem pomarańczy… towarzyszy im delikatnie podany imbir, wybornie korespondujący z absolutnie niepudrową nutą irysa… przy czym imbir i irys grają w tej samej tonacji, doskonale się wzajemnie uzupełniając… idealna harmonia, autentyzm i poruszające prostotą piękno, którym szczerze się wzruszyłem…

Zazwyczaj nie pozostawiam suchej nitki na kompozycjach z dopiskiem „Sport” ze względu na ich porażającą powtarzalnością banalność – ale ta kompozycja, podobnie jak niedawno testowany Givenchy Play Sport, jest totalnym zaprzeczeniem – wręcz antytezą tego co zapachy „usportowione” sobą reprezentują… jest tu szlachetna głębia, autentyzm i oryginalny sznyt – charakteryzujący kompozycje, które wychodzą z pod blotera arcymistrza… tu po prostu nie ma do czego się doczepić… owszem zapach może nie przypaść komuś do gustu – ale od strony technicznej jest jak szwajcarski zegarek… w dodatku tak przystępny i zaserwowany z taką lekkością i swobodą, że z powodzeniem mógłbym go nosić latem*…

*miewam skrupuły i po klasycznego Diora Homme, litościwie latem nie sięgam… 😉

Dalszy przebieg kompozycji to niemal liniowy obraz delikatnego irysa i imbiru – obudowanego lekkim cedrowym patio, do którego wiatr wciąż przynosi aromat rosnących nieopodal drzewek pomarańczy, uginających się pod ciężarem dojrzałych owoców… nuty rozsiadły się na wielkich otomanach i gawędzą w sielankowej atmosferze – podczas gdy zachodzące słońce okrywa świat swą pomarańczową poświatą… Dior Homme Sport anno 2012 to warta uwagi kompozycja, która choć zrywa z wyniosłym brzmieniem ojca rodu – to wciąż zachowuje jego szlachetne rysy i prostotę… gorąco polecam…

Głowa: sycylijska cytryna, imbir, pomarańcz?
Serce: toskański irys
Baza: cedr, nuty zielone

Reklamy

Responses

  1. Jedna z Twoich najlepszych recenzji. Zapach musiał Cię zainspirować, bo opis jest zwięzły i bardzo dobrze się go czyta. Zaznaczam, że nie znam jeszcze tej wersji Homme Sport, ale Twój opis sugeruje, że zapach jest świetny. Z pewnością kiedyś po niego sięgnę. Szacun dla Demachy’ego. To prawdziwy Mistrz.

  2. he he, dziwne kryterium oceny jakości wpisu… od siebie dodam, że tekst pisany na walizkach w jakimś hotelu w wawie, po odmóżdżającym 12 godzinnym szkoleniu – więc nie miałem siły się rozpisywać, ale niech Ci będzie… 🙂

    p.s. w temacie Demachy pełna zgoda…

  3. Chciałem mu się bardziej przyjrzeć, ale po powąchaniu atomizera podziękowałem, bo odruch wymiotny był gwałtowny. Pachniało mi to jak klasyczny Homme wymieszany z cytryną.

  4. trafne spostrzeżenie, choć szkoda że tak drastycznie inny odruch… 😉
    rzeczywiąście są tam cytrusy i klasyczny Homme… 🙂

  5. Szkoda. Ale na pewno podejdę jeszcze raz. Linia Homme może nie powala mnie na kolana, ale coś w niej jest. A tego Sporta dużo ludzi wychwala.

  6. co absolutnie mnie nie dziwi, szczególnie, że na pierwszy plan wychyla się pomarańcz, a nie tradycyjne cytryny, limony i bergamoty…
    ten zapach ma ogromny potencjał łącząc tradycję Diora z nowoczesnym, letnim brzmieniem…

  7. Wczoraj nabyłem 100ml szukałem nowego zapachu na lato. Po pierwszym dniu użytkowania nie żałuję. Otwarcie mocno cytrynowe reszta bardzo letnia i świeża. Miałem jeszcze zamówione chanel allure sport ale po pierwszej aplikacji diora chanela odwołałem. Aplikowałem go ok. 7.00 rano jest godzina 19.42 wróciłem z pracy zmieniłem ciuchy i wyraźnie zapach czuję. To tyle odnośnie trwałości ponieważ spotkałem się z opiniami, że po 4 godz. go nieczuć. W mojej opinii bardzo dobry na lato a może i nie tylko, i na każdą okazję, może nie koniecznie na późną randkę ale jeżeli ma być w upalną noc to też :).

  8. jak widać co marka to marka i nawet pozornie casualowy cytrusowiec może pachnieć niebanalnie i wybrzmiewać przez cały dzień… ale z drugiej strony marka to jedno a właściwości skóry każdego człowieka są nieco inne co bezpośrednio przekłada się na trwałość, projekcję i sam bukiet… zatem ciesz się kolego, że masz skórę sprzyjającą perfumom…
    p.s. coraz bardziej korci mnie do zakupu własnej flaszki… 😉

  9. Kup a nie pożałujesz, branie do ręki flakonu sprawia już ogromną przyjemność posiadania czegoś niebanalnego, prosta elegancka forma jak inna od np.: flakonu one million mocno festyniarskiego (sam zapach nie jest zły) a reszta ….. trzeba mieć go na półce, na mojej ma już stałe miejsce.

  10. wprawdzie podzielam Twój zachwyt nad pomarańczowym, ale obawiam się że na własny flakon będę musiał długo poczekać, a przy najmniej do czasu aż nie zredukuję posiadanej kolekcji… 🙂

  11. Jeszcze rok temu strasznie psioczyłem na DHS A.D. 2012. Teraz dochodzę do wniosku, że jak mi się skończy butelka przedreformulacyjnej wersji, bez żadnych obaw, skrupułów czy wahania kupię tę po reformulacji, może nawet w objętości 150 ml 🙂
    Nie wiem, czy to kiedyś pisałem, czy nie, ale akurat ten zapach umiem rozłożyć na składniki. Stara wersja jest bardziej cytrusowa i dużo bardziej ziołowa. Nowa z kolei jest bardziej drzewna. W obu główne składniki to naturalnie imbir i cytrusy. Obydwa są wyraźne w obu zapachach od początku do końca, z tym, że mają „inne towarzystwo”. W nowym produkcie już nie ma tak wyraźnych lawendy i rozmarynu (ktoś kiedyś w recenzji na youtubie powiedział, że w starym Sporcie występuje „a little touch of barber shop” – jak najbardziej się z tym zgadzam), jest za to irys, ale u mnie na skórze irys zamienia się kolejnością z imbirem – i – ten pierwszy występuje w fazie górnej, a drugi – w środkowej. Bazy są mniej więcej podobne w obydwu.
    Dziś przed udaniem się do pracy polazłem do D i psiknąłem na wierzch dłoni DHS 2012. Stwierdzam, że mimo tego, że trochę je dzieli, są w sumie w 70%(na mój nos) tym samym zapachem i nie ma sensu przepłacać i uganiać się za „vintage” Sportem 🙂

    • znam wyłącznie wersję poreformulacyjną i bardo mi się ona podoba, więc nie mam zdania… 😉

  12. Bo ten zapach jest wciąż bardzo dobry. Aha, zapomniałem dodać. W nowym Sporcie w oficjalnym składzie jest cytron – nie wiem jak to pachnie, ale słowo daję, w nowym czuję mandarynkę z pomarańczą i odrobinę cytryny 🙂 Nawet kolor tych perfum odpowiada temu, jak pachną 🙂

    Teoretycznie mogę Ci odlać kilka ml wersji „sprzed” do testów, jeśli byś chciał 🙂

    • teoretycznie powinienem poznać smak oryginalnej formuły, ale z drugiej strony nie chcę sobie zepsuć opinii o wersji bieżącej… pewnych rzeczy lepiej nie ruszać, ale dziękuję za Twoją propozycję… 🙂

  13. Ostatnimi dniami testuję różne zapachy na sobie, testowałem Acqua di Gio Profumo, podoba mi się bardzo, ale dzisiaj na dzień psiknąłem się tym i… no nie wiem, moje odczucia są takie, że przydomek Sport można by spokojnie z niego wykreślić, bo to owszem, lekki zapach jest, ale cholernie urokliwy i nie czuć w nim żadnych „nut morskich”, ozonu, arbuzów, ogóra i innych oklepanych świeżakowych motywów.

    I teraz się waham cóż tu wybrać… Di Gio Profumo, czy Homme Sport… Trwałość mają podobną, rozpoznawalnością oczywiście Di Gio miażdży całą konkurencję, bo jest niesamowicie charakterystyczny… Jako zapach Di Gio podoba mi się chyba bardziej, ale w Homme Sport bardziej się czuję jak ja… Ech, dylemat. 😀

    No i jeszcze Fahrenheit Parfum, ale gotów jestem kupić dwa zapachy. 🙂

    • to kup sobie odlewki po 10 ml całej trójki i dylemat w rodzaju „osiołkowi w żłobie dano” rozwiązany 🙂 Niektóre zapachy mają nieprecyzyjne i wprowadzające w błąd nazwy. Dla mnie Homme Sport też nie pachnie jak „sportowiec”, podobnie zresztą fantastyczne Lalique Encre Noire Sport „sportowe” nie jest, jest po prostu wersją light swego protoplasty. Z Diorem Homme jest nieco inaczej, bo znacznie różni się od swego poprzednika, ale w moim odczuciu określanie tych ultra wysublimowanych i zjawiskowo pięknych perfum mianem sportowych, to jak powiedzieć, że Leonardo da Vinci to jakiś tam artysta 🙂

  14. Chyba będę musiał obczaić tego Lalique, nie znam, niuchałem tylko raz z blotera Encre Noire i mnie nie zachwyciło, ale wiadomo, skóra daje zupełnie inne efekty. Z Lalique znam jeszcze White, którego bardzo lubię po prostu psiknąć i powąchać, podelektować się nim, po czym zmyć, bo totalnie nie czuję się w nim sobą. No ale to zupełnie inna kategoria pachnideł. 🙂

    Dior Homme Sport odpada – zapach bardzo fajny, tylko trwałość tragiczna, co przy Diorowej cenie jest raczej kiepskim dealem.

    • no właśnie, spróbuj na skórze, bo bloter przekłamuje i zakrzywia rzeczywistość. Nie rób nic na siłę, jeśli zapach Ci nie leży, bądź osiąga na Twojej skórze niezadowalającą trwałość, lepiej sobie odpuścić.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: