Napisane przez: pirath | 21 kwietnia 2012

Kilian – Straight to Heaven, czyli na rozdrożu świadomości…


ze specjalną dedykacją i podziękowaniem dla nishy z bloga nisha.pl, która obdarowała mnie próbką StH – i utwierdziła w przekonaniu, że białe w istocie jest białe, a czarne zawsze pozostanie czarnym… 😉

Wczoraj powróciłem z tygodniowych wojaży, które umilał mi min. flakonik Voyage Hermesa (sprawdził się wybornie) i z utęsknieniem opadłem na nie raz silnie doświadczony moją wagą, obrotowy fotel… lubię podróże, ale dobrze jest wrócić na stare śmieci – szczególnie, że nie wróciłem z pustymi rękoma… pobyt w „stolycy” zaowocował przemiłym spotkaniem z Nishą i Olfaktorią i w rezultacie próbkami zapachów, które bardzo chcę Wam przybliżyć…

Na pierwszy ogień poszedł Straight to Heaven by Kilian, w którym zabujałem się od pierwszego niucha, podobnie jak w Tobacco Vanille Toma Forda… czasu miałem niewiele i zapachów tego dnia przewąchałem bez liku – ale ta kompozycja wywarła na mnie piorunujące wrażenie, choć początkowo nie zdawałem sobie sprawy z jej niepozornej złożoności… StH jest kompozycją, której nie sposób uchwycić w sztywne ramy klasyfikacji i przypisać jej stałe miejsce w szeregu… Straight to Heaven utkano z iście diabelską przewrotnością, zawierając w nim elementy wielu znanych mi kompozycji – a jednocześnie z iście anielskim pietyzmem i lekkością nadano zapachowi otoczkę mistycznej doskonałości, której nie sposób ogarnąć zmysłami śmiertelnika… staję na rozdrożu…

W obliczu porażającego piękna i złożoności StH – stanąłem na rozdrożu świadomości, osiągnąwszy granicę percepcji zmysłów… zaiste powiadam Wam, że gdybym wierzył w te bzdury – okrzyknąłbym Straight to Heaven zapachem anioła… nazwa tych perfum idealnie koresponduje z ich treścią… i zaprawdę powiadam Wam, że nałożę ekskomunikę na każdego wiarołomcę, który sprofanuje (spanie z flakonem i leżenie krzyżem przed toaletką jest dozwolone) tego Kiliana myślą, mową i uronieniem kropli tych perfum na posadzkę… 😉

Zapach wyszedł w 2007 roku z pod blotera Sidonie Lancesseur i spoglądając na jej portfolio – jestem pewien, że diabeł dysponuje jej podpisanym własną krwią cyrografem… (oczywiście użyto sterylnej igły i rękawiczek, gdyż Lucek obawia się zakażenia HIVem) mówcie co chcecie, ale nie wierzę aby tak wybitna kompozycja mogła powstać ot tak sobie… za narodzinami Straight to Heaven musi stać jakaś siła wyższa, albo przynajmniej Opus Dei

Zapach otwiera się wytrawnym aromatem suszu owocowego – rozkwitającego na powrót po podlaniu go odrobiną rumu… odniosłem wrażenie obecności niewielkiej domieszki oudu, (choć prawdopodobnie to tylko rum) jak widać wszechobecna oudowa paranoja, nakazuje mi podświadomie widzieć oud we wszystkim… 🙂
gdy alkoholowy akord rumowy wygaśnie, do głosu dochodzi słodsza, otulająca nuta drzewno przyprawowa, z lekką domieszką kwiatów… cóż za złożoność i kunszt… aksamitnie jednolita, niesamowicie rozbudowana i wciąż czytelna barwa dosłownie powala swą urodą i szlachetnym, wręcz arystokratycznym brzmieniem…

Zapach emanuje na tym etapie owocowym, szlachetnym ciepłem Tumulte, Londona i Jubilation… w tle tańczą nuty przyprawowe i drzewne, zabarwiając kompozycję w klimacie Sale01, Dirty English i Wonderwood… kurcze, tego nie da się wyrazić słowami, to trzeba powąchać… ale spróbujcie sobie wyobrazić Adagio for Strings (Samuela Barbera, a nie DJ Tiesto) w wykonaniu kilku orkiestr symfonicznych jednocześnie… dopiero wówczas można poczuć ten rozmach, potęgę i dosłownie poczuć majestatyczną, przejmującą głębię brzmienia Straight to Heaven

Z czasem owocowo przyprawowa feeria barw przygasa i zapach wkracza w wytrawną, suchą lecz wciąż ciepłą bazę – zdominowaną przez delikatną paczulę, piżmo i drewna, z symbolicznym dodatkiem ambry i wanilii… zapach kona powoli, z godnością, w ciszy… wspomniałem, że StH zawiera odbicie wielu znanych kompozycji… pozwólcie iż wymienię tylko te najbliżej korespondujące z brzmieniem Kiliana: Ch.Lacroix – Tumulte, Burberry – London, Amouage – Jubilation Men, Michał Szulc- Sale 01, Donna Karan – Black Cashmere, Gucci Rush Men, JC – Dirty English, Frapin 1697, CdG – Wonderwood, Beckham Homme

Ich wspólnym mianownikiem jest to, że są to kompozycje wyśmienite, jeśli nie wybitne… czy zatem mamy do czynienia z arcydziełem, czy jedynie zapachem inspirowanym innymi wybitnymi dziełami? ciężko to określić, gdyż sporo „podobieństw” które odnalazłem w brzmieniu Straight to Heaven powstało po jego premierze… kilka powstało też przed Kilianem… biorę też poprawkę, że obracając się w tematyce drzewno orientalnej ciężko uniknąć pewnych podobieństw i nawiązań… nie będę więc drążył i dywagował, za to polecam wszystkim olfaktoryczną przechadzkę do nieba w towarzystwie Straight to Heaven by Kilian

Głowa: rum, suszone owoce, oud?
Serce: jaśmin, gałka muszkatołowa, cedr
Baza: paczula, szara ambra, wanilia

Reklamy

Responses

  1. Sidone to kobieta:-)

  2. jej? a rzeczywiście, dzięki za poprawkę… tym niemniej kobieta jeszcze lepiej pasuje do schematu z cyrografem… bo gdzie diabeł nie może, tam pośle kobietę… 🙂

  3. TO TYLKO RUM! Zapewniam, jakem oudofob od urodzenia ;}

    Cieszę się, że StH wyrwał z kapci i cieszę się z Twoich zapachowych skojarzeń [są bliskie moim]. Dodałabym tylko jedno, opisujące tę chropowato-kakaową nutkę paczuli w sercu… Cocon YR najpewniej.
    A może mam po prostu obsesję na punkcie paczuli.

    Pozdrawiam z kilianowej chmury.

  4. he he czyli jednak mam oudową paranoję, wywołaną wszechobecną histerią/modą na jego punkcie… 😉

    oj tak, Kilian dał mi do myślenia i zapewne niebawem zakupię próbki, bo te są jeszcze w akceptowalnej cenie – przekładającej się na jakość samej kompozycji… uwierzysz, że draństwo nie chciało zejść z łapki pomimo pryszniców i mycia rąk? no i ta przepiękna ciepła baza… uwielbiam takie otulające, miękkie zejścia usłane wanilią, ambrą i drewnem – najlepiej kaszmirowym, albo hebanem…

    a propos chropowatej kakaowej nutki paczulowej, to nie odnotowałem u schyłku serca nic poza delikutaśną paczulą, unurzaną w piżmie z dodatkiem drewna… o to chodziło?

    a w temacie samej paczuli, to dziś wąchałem naprawdę autentyczną i zarazem wysoce zjadliwą jej formę… podeślę Ci resztkę próbki która ocalała i sama się przekonasz, że Etro i Villoresi dali d.py przedstawiając swoją wizję tej nuty, jako drapieżnego harpagona we flanelowej koszuli… 🙂

    nieważne czy to autentyczne i naturalne oblicze paczuli, ale brzmią okrutnie i choć to profanacja to wyznam, że i tak preferuję kadzidełka za 2 zł i pseudo paczulę od Le Labo… 🙂

    pozdrowienia z chmury Molvizara, którego próbuję ugryźć 🙂

  5. Może i o to chodziło… Dla mnie paczula mimo całej swojej piwniczności, ma w sobie coś czekoladowego/kakaowego: suchego i pylistego. Mam fazę na sentymenty [i paczulę] i może stąd to Coconowe skojarzenie 🙂
    Ciekawa jestem tego hardcore’a, nie wierzę że coś mogłoby przebić Villoresiego. Choć w sumie też mam kilka nieprzetestowanych paczul w zanadrzu, pora je w końcu zbadać…

    P.S. Wreszcie Szulc do mnie dotarł! Stoi, pręży się w folijce, bo jeszcze go nie wybebeszyłam ;] Recenzja w planach do wysmażenia.

  6. nie mogę się doczekać jak go widzisz…
    mówiąś hardcore masz na myśli Smołę? to w sumie delikatny zapach poza pierwszą fazą, później łagodnieje… autentyczna, noszalna paczula – dla mnie to nowość 🙂

  7. Przyszła do mnie wreszcie mała flaszeczka StH, normalnie „cud, miód i orzeszki laskowe”, no i wreszcie żona mówi że jakoś rozsądnie wydałem pieniądze.

  8. he he przynajmniej tym razem moje guślarstwo na coś się zdało… 🙂
    sam mam wielką chrapkę na własny flakonik, ale jeszcze dużo surowej brukwi i rzepy muszę zjeść, aby na niego odłożyć…
    a zapach zaiste jest przepiękny i spokojnie możecie pławić się w nim razem… 😉

  9. nabyłem tylko 10ml bo ceny naprawdę mogą zwalić z nóg, ale warto, oj warto

  10. pewnie, że warto… zresztą odlewki można mnożyć w nieskończoność, a wzbranianie się przed zakupem i tym samym obcowania z doskonałością niektórych zapachów przez tłumaczenie samemu sobie i światu „bo nie stać mnie na flakon” to barbarzyństwo i masochizm… 🙂

  11. ale uczciwie powiem że ten zapach mnie „powalił” a mnie powalić(110kg) to trudna sztuka, chyba będzie cała flaszeczka tego zacnego zapachu

  12. czyżbyśmy ważyli tyle samo? 😉

  13. Na to wychodzi, coroczne postanowienia o zrzuceniu kilku kilogramów wychodzą mi tak samo jak to że ograniczę zakupy perfumidełek;-) kilogramów ciągle tyle samo a zapachów coraz więcej, a co tam…

  14. to podobnie jak u mnie, z tym że wciąż odmawiam sobie i jedzenia i perfum, skrupulatnie licząc każdy zjedzony milion kalorii 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: