Napisane przez: pirath | 3 maja 2012

Etro – Patchouli, czyli paczula zaserwowana w klimacie Sables…


Termometr na pulpicie mojej „siódemki” się zaciął, bo od kilku dni pokazuje temperaturę powyżej 25 stopni – a wczoraj dobił do 29 kresek w cieniu… co biorąc poprawkę iż to dopiero przełom kwiecień/maj – zwiastuje ciężkie czasy dla takiego grubasa jak ja… moje koty od dwóch dni dogorywają w niezmienne tej samej pozycji i jedynie ich ciężko oddychające brzuszki i rozsypany wokół kuwety żwirek są dowodem, że żyją i trawią… biedactwa nie zdołały zrzucić zimowego futra, ponieważ wiosny w tym roku nie było i mamy od razu lato…

Taka pogoda to nie najlepszy czas dla recenzowania rasowych, ciężkich jak mój dowcip paczulowców… ta recenzja powstała w sumie przez przypadek, gdy umazałem sobie podczas porządków w próbkach dłoń próbką Etro Patchouli i nagle mnie olśniło… pomimo upałów i duchoty będącej pozostałością po wczorajszej burzy Etro wcale mnie nie odstręcza – co więcej kompozycja przywołała z pamięci obraz Annick Goutal – Sables… oczywiście nie dosłownie, ale ciepła lekko odurzająca swą intensywnością paczula uderza w te same tony, które pięknie korespondują z prażącym się w słońcu nieśmiertelnikiem, porastającym rozległe nadmorskie wydmy Sables

Monolit paczuli dominujący każdy z akordów Etro dygoce i kołysze się poruszany niezbyt silnymi, ale cyklicznymi podmuchami gorącego wiatru spływającym z piaszczystych wydm… oczywiście jestem daleki od wmawiania Wam, że paczula porasta nadmorskie łachy piachu – ale klimatyczne i mentalne podobieństwo do Sables jest zbyt silne, by je zignorować… to zadziwiające, bo są to zupełnie odmienne kompozycje, osnute na zgoła innych nutach przewodnich – ale śpiewają jednym, upajającym swą głębią głosem… naprawdę polecam Wam zrobić test na własnej skórze i przekonać się, że pirath rzeczywiście nic nie palił…

Etro Patchouli to kompozycja z 1989 roku, ale dzięki swej ortodoksyjnej, wyspecjalizowanej kreacji nie straciła nic na aktualności… przedstawiona tu paczula jest wyrazista, brzmi naturalnie – i co najważniejsze jest mniej krzykliwa i bardziej utemperowana niż jej odpowiednik od Villoresi… tam pleśń, płyta paździerzowa i drzazgi rąbanej meblościanki na wysoki połysk z czasów późnego Gierka skutecznie odstręczał i pacyfikował mój nos…
z paczulą Etro jest inaczej… jest swoista, ale ma mniej inwazyjny i bardziej przyjazny dla nosa przebieg… jej krawędzie zostały zaokrąglone przez kwiaty i szlachetne drewno, przez co odbiór i noszenie Etro Patchouli jest łatwiejsze i dużo bardziej przyjemne…

Zapach jest liniowy jak kolejka na Gubałówkę i już na wstępie wykłada na stół swoje wszystkie karty – ale to zrozumiałe w przypadku kompozycji będącej hołdem dla konkretnej nuty… klasyczny podział na trzy wyraźnie akordy jest niemal niewyczuwany, ale podrasowane cytrusami otwarcie gładko wprowadza nosiciela w paczulowe inferno
Etro Patchouli to bardzo prosta, ale urokliwa kompozycja… jestem zaskoczony, iż ten paczulowy monolit tak zaskakująco dobrze sprawuje się w tą wysoce niesprzyjającą dlań pogodę… powiem więcej, zapach podoba mi się teraz bardziej, niż gdy testowałem go pół roku temu… przynajmniej nie zalatuje zapleśniałym, zimnym lochem w którym coś dawno temu zdechło…

Głowa: bergamotka, pomarańcza, bylica (piołun)
Serce: geranium, róża, sandałowiec z Mysor
Baza: paczula z Jawy, cyprys, wanilia, piżmo, ambra

Advertisements

Responses

  1. Eeeee…Widzę, że zapach nie dla mnie. Choć powinnam go przetestować, żeby mieć pewność, że moje domysły co do tego zapachu są słuszne, to jednak nie mam na to zbytniej ochoty. Zresztą zauważyłam, że zdecydowana większość perfum o intensywnie żółtym zabarwieniu w ogóle do mnie nie trafia. Jak zaczęłam przyglądać się swoim zapachom, to odkryłam coś jeszcze ciekawszego – większość flakonów jest w kolorze jasnego różu lub zieleni. A jak to jest z Twoimi flakonami?

    Nie znoszę upałów. Wysokie temperatury wzmagają mój poziom agresji i wywołują ogólne poczucie rozdrażnienia, za to bardzo lubię ciepłe wieczory następujące po tych upalnych dniach- żyć, nie umierać 🙂

  2. u mnie większość flaszek jest w kolorze od ciemnego herbaciano bursztynowgo, po lekko zabarwiane na żółty, albo zieleń, błękit choć u niektórych ciężko stwierdzić bo nie widać przez szkiełko 😉 kolor to z jednej strony tylko barwik, ale podświadomie im kolor intensywniejszy tym IMO z większą koncentracją i „masą kompozycji” zapach się kojarzy potencjalnemu klientowi…

    znając moją wagę i gabaryty jeszcze pytasz jak znoszę upały? najchętniej zabiłbym słońce, zresztą mi nie sama temperatura przeszkadza lecz samo światło bo mam światłowstręt… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: