Napisane przez: pirath | 4 Maj 2012

Rochas – Desir pour Homme, czyli poczciwiec o gołębim sercu…


Cenię kompozycje Rochasa za ich finezyjność i dyskretny, niezobowiązujący charakter… są łagodne, przyjemnie się je nosi i posiadają pewne specyficzne dla tej marki brzmienie, stanowiące jej niewerbalną wizytówkę… zarówno delikatny Lui, ciepły, kawowy Man i właśnie omawiany Desir cechuje wspólna maniera, podszeptująca pomimo różnych autorów kompozycji, iż to Rochas

Taka zapachowa wizytówka to wciąż rzadkość i szczególna cecha wyróżniająca marki, które podchodzą ze szczególnym pietyzmem do tworzenia kolekcji sygnowanych swoim logo… Rochas, Bugatti, Dunhill, Hermes, Guerlain, Lalique i sporo marek niszowych… nawet poczciwe Lacoste postawiło na klonowanie swojego żenująco miałkiego i pozbawionego polotu stylu… co prawda z jednym chlubnym wyjątkiem – ale jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc do tematu wrócimy innym razem… 🙂

Powstały w 2007 roku Desir to wręcz książkowy przykład zapachu, który dogadza niemal wszystkim… jest odpowiednio donośny i nieprzesadnie skupia na nosicielu uwagę otoczenia – a przy tym pozostaje szlachetnie transparentny – czym intryguje zamiast irytować, jak większość upierdliwie głośnych i oklepanych casualowców, z pluginem dla podrywaczy…
no co? specyficzna barwa kompozycji i nazwa DesirE nie pozostawia IMO złudzeń co do grupy docelowej… zresztą ten fortel udał się Rochasowi znakomicie, co muszę kompozycji sprawiedliwie oddać…

Skład i brzmienie Rochas Desir jest proste, czytelne i dosłownie czuć je jak na dłoni… przypomina pod tym względem zunifikowane kompozycje Dunhilla i kilka już niemal kultowych szlagierów mainstreamowych perfumerii… mam dejavu… abstrahując zupełnie od tego kto, co, kiedy i na kim się wzorował – odnajdziemy w Desir pierwiastki Chanel Allure, Bossa Bottled, Baldessarini, całą plejadę Dunhillów, One Million i hiciory od YSL, Victor&Rolf i Salvadora Dali, ufff… czyli fajny zapaszek z lekkim pazurkiem (i perfekcyjnym manicure), który wprost musi się podobać milionom…

Budowa Desir jest prosta i czytelna jak oznakowanie poziome na drodze… to bardzo mocny atut tej kompozycji, gdyż absolutnie nie męczy i obcowanie z nią to czysta przyjemność dla nozdrzy… początek do delikatny anyżek, obficie polany olejkami pomarańczy i grejpfruta… po chwili dochodzi do tego niezbyt wylewny kardamon, a u schyłku akordu serca, gdy cytrusy wybrzmią – pojawi się delikatna nuta ziaren kakaowca… prosto, łatwo i czytelnie prawda? finisz to nieco syntetyczne, wciąż podbudowane kakaowcem drewno kaszmirowe, w delikatnej otoczce cedru i szczyptą wanilii… klasyczne, proste i przewidywalne jak wyniki konkursu Eurowizji… schyłek Desire mocno przypomniał mi D&G The One Gentleman… przez cały czas pomiędzy akordami krąży wspomniany na wstępie specyficzny Rochasowy sznyt…

Desir to prostolinijny poczciwiec na każą okazję… pachnie diabelnie przyjemnie, jest sympatyczny i przyjaźnie usposobiony, nieskomplikowany, chwilami nazbyt prosty – ale przynajmniej nikogo nie zaskoczy, ani nie zrazi swym natarczywie przeładowanym składem… doskonale robi swoje, choć nie jest ani przebojowy, ani wyrafinowany – a zwłaszcza oryginalny… ot taki zapachowy Forrest Gump – więc jak tu nie lubić tego poczciwca o gołębim sercu?

Głowa: pomarańcza, grejpfrut, anyż
Serce:
kakao, kardamon
Baza:
wanilia, drzewo kaszmirowe, cedr

Reklamy

Responses

  1. super zapach na lato:)fajna recenzja jak zawsze

  2. w upały nie próbowałem, ale w taką pogodę jak dziś ~20 kresek będzie sprawował się wyśmienicie…
    dzięki i polecam się na przyszłość… 🙂

  3. Ciekawe, dlaczego perfum Rochas nie można kupić w polskich perfumeriach sieciowych (chyba że ja czegoś nie wiem?) Gdyby rzeczywiście Desir de Rochas był tak miły i przyjemny w odbiorze, że mógłby go używać niemal każdy, to powinien być hiciorem sprzedażowym, a ja jakoś nigdy o nim nie słyszałam (co oczywiście nie oznacza, że nim nie jest 😉 Hmm…być może jest aż tak przyjemny, że przypomina tym setki innych zapachów,w związku z czym nie ma sensu go sprowadzać do Polski? Z drugiej strony to świetna alternatywa dla osób, które lubią milusie zapachy, a które jednocześnie chciałyby się wyróżniać (założę się, że większość „laików” nie ma zielonego pojęcia o marce Rochas).

  4. i pewnie właśnie przez wzgląd na twój ostatni akapit Rochas znikł z perfumeryjnych półek, bo nie jest w stanie się przebić swą wyrafinowaną delikatnością ponad dosadniejsze, choć słabiej wyartykułowane propozycje konkurencyjnych marek z lepiej rozpoznawalnymi markami… Lacoste, Boss, CK, Gucci, etc…

  5. Poczytałem, podumałem i dodałem tego Rochasa do pojedynku świeżaków. Lista na razie nie jest długa, ale wydaje się to być mocny konkurent dla Prady Infusion. Kolejna pysznie pachnąca recenzja, gratuluję. 🙂

  6. będzie Ci ciężko zestawić coś tak niepowtarzalnego i specyficznego jak irysowa Prada z czymkolwiek innym… włączając w to nawet jej podróbkę czyli Eisenberga Diabolique, ale chętnie przeczytam takie mega zestawienie… 😉

  7. Nie jestem fachowcem w tej branży, jednak tak sobie myślę, czy przypadkiem ten całkiem umowny i luźny podział na świeżaki i jesienno-zimowe, nie powinien być dokonywany także o zachowania skórne w różnych porach roku? Czy nie inaczej oddaje zapach skóra w temperaturze +20 i inaczej w -10? Dlatego, tak jak napisałem Ci w mailu, obrałem teraz kierunek na pachnidła, które w chłodne sprawdzą się najlepiej. Kiedyś używałem, dla mnie uniwersalnego Diora Homme, przez cały rok, ale człowiek uczy się i wzbogaca swoją wiedzę, w czym niewątpliwie pomaga Twój blog 🙂

  8. z tym, że spektrum w jakim objawia się dany zapach na skórze przy -10 stopniach to nie jest pełne i zgodne z zamierzonym przez twórcę wzorcem uzyskiwanym przy w miarę optymalnych warunkach ciepłoty – uzyskanych w okolicach 20 stopni… wynik takiego zestawienia będzie zawsze przekłamany ze względu na niejednolite warunki testu… jedyne co wykażesz, to to. że w niskich temperaturach projekcja jest okaleczona, przekłamana i niepełna, ale to akurat nie stanowi tajemnicy… 😉

    zahaczamy tu już bezpośrednio o fizykę cząsteczek… dlatego latem (pomijając zapachowy savoir vivre) nosi się zapachy lekkie i orzeźwiające, a zimą ciężkie i słodkie – co wynika właśnie ze specyfiki rozwijania się zapachu w niskich temperaturach, a zimą wonie ciężkie radzą sobie zdecydowanie lepiej…

  9. Mam świeżo w pamięci, gdyż jak wiesz zainteresowałem się tym cudem, Twoje słowa o Balmain Carbone, że może on z powodzeniem zastąpić cały szereg innych pachnideł stacjonujących na toaletce ;). Sądzę, że podobnie jak Ty, ja nie odważyłbym się do abordażu na tratwę, którą dryfuje Hermes czy Deklaracja ;). Konkludując, żaden z Rochasów przez Ciebie prezentowany, nie jest chyba w stanie stać się uniwersalnym. Zgodzisz się ze mną?

  10. najbardziej uniwersalny jest IMO Rochas Lui, ale ciężko go dostać… generalnie Rochas przoduje w sygnowaniu zapachów stonowanych, wyważonych i casualowych, więc opcji jest znacznie więcej…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: