Napisane przez: pirath | 5 Maj 2012

Christopher Columbus – Columbus 1492, czyli pora na pierwsze wnioski, choć trochę nie na temat…


Szkic tej recki wiszącej od prawie roku na tapecie kokpitu bloga, raził mnie przy każdym logowaniu… nijak nie potrafiłem przez ten czas ugryźć tej kompozycji i wyrazić o niej jakąkolwiek opinię… od rzekomego odkrycia ameryki przez Kolumba w 1492 roku minęło już 520 lat, a ja czuję się jakby to było wczoraj… to znaczy od obchodów 500 lecia zarażenia syfilisem pierwszego „Indianina„, przez zagubionych poszukiwaczy Indii w Anno Domini 1992… 😉

Odynie!, ależ jestem stary…

Mao zapytany kiedyś o rewolucję francuską – odparł, że jeszcze za wcześnie na pierwsze wnioski… i szczerze powiedziawszy ilekroć wącham Columbusa, chciałbym przyjąć podobną taktykę… pomimo bujnej projekcji i wyrazistego brzmienia ta kompozycja pomimo kilkunastu podejść – wciąż pozostaje dla mnie przysłowiową żółtą plamą na śniegu… no ni w cholerę nie „chwytam” w żagle tej kompozycji, choć odnotowałem pewien postęp – bo już nie biegnę bliski torsji, zmyć jej z siebie parę minut od aplikacji…

Wybaczcie, że dziś będzie bez entuzjazmu i nieco opłotkami – gdyż nawet teraz, gdy piszę te słowa, wciąż zadaję sobie filozoficzne pytanie: WTF?
Rozumiem, że Krzysiek Kolumb płynął do Indii, co kultywujemy po dziś dzień z uporem maniaka nazywając rdzenną ludność ameryki – Indianami, ale 500 lat później, gdy wiemy gdzie wówczas dopłynięto –  wypadałoby skomponować zapach nawiązujący choćby symbolicznie do zapachowych klimatów Ameryki – do której Krzysiek dopłynął już na samych oparach rumu…

Ja rozumiem, że amerykanie to w sporej części banda dupocentrycznych ignorantów i lubią nazywać Europęjakimś krajem obok Francji” (której zresztą szczerze nienawidzą)… ale czy musimy zniżać się do poziomu ich zmutowanych kukurydzą GMO i zawężonych wybiórczą edukacją horyzontów – sygnując na 500 lecie odkrycia ameryki zapach osnuty na nutach euroazjatyckich, bez najmniejszego amerykańskiego pierwiastka? zaraz mi wypalicie, że rozmaryn rośnie obecnie wszędzie (marihuana też), ale czy naprawdę nie dało się przemycić do składu Columbusa choćby jednej swoistej nuty klonu, sekwoi, wrzosów albo w ostateczności multikulturowej lawendy – jako ukłon w stronę koncelebrowanego z wielką pompą odkrycia ameryki?

Columbus to w przeważającej części upierdliwy, jakże azjatycki sandałowiec – którego uzupełniają klasycznie europejski rozmaryn i znów kłaniający się Azji w pas jaśmin… w odległym dalszym planie tkwi jakże azjatycki cedr i goździk, a w finiszu atakuje nas kulturowo rdzennie azjatyckie piżmo… nie za dużo nawiązań do Azji (Indii) jak na zapach będący okolicznościową pamiątką 500 lecia odkrycia Ameryki (nie Indii)? Brakuje mi w Columbusie jakiejś przerwy na oddech… jego brzmienie jest zbyt zwarte, odurzające i monotematyczne… w zasadzie od początku do końca jestem raczony ciężkim, orientalnym sandałowcem, od którego chciałbym odpocząć, a najlepiej uciec z dusznych kajut Santa Marii na główny pokład…

Columbus widzi mi się jako sandałowo rozmarynowy monolit, z którego nieśmiało wyziera jaśmin, cedr i piżmo, ale dopiero w bardzo późnej fazie schyłku kompozycji… jeśli ktoś ubóstwia sandałowca, to Columbusem będzie ukontentowany – jednakże mi jego despotyczne brzmienie wciąż wykręca bebechy… nic na to nie poradzę, ale ja tu czuję Indie, nie Amerykę… nie pokuszę się o ocenę tej kompozycji, bo byłaby niepełna i krzywdząca, przez wzgląd na mój brak uwielbienia dla sandałowca w tak wysokim stężeniu i zastrzeżenia pod względem doboru składników, przez pryzmat ich pochodzenia geograficznego… pewnie stwierdzicie, że się czepiam detali – ale czarnoskórych gwiazd hip hopu raczej nie zaprasza się na majówkę Ku Klux Klanu… mogłoby dojść do nieprzyjemnych utarczek słownych… 😉

Nuty zapachowe: rozmaryn, goździk, jaśmin, drzewo cedrowe, drzewo sandałowe, piżmo

Reklamy

Responses

  1. Coś Ci się chyba popsuło, bo nie dostałem subskrypcji na maila 😦
    Columbus do Kenzo Homme porównywany. Prawda to?

  2. Już nieważne. Właśnie dotarła 😀

  3. 😉

  4. A co z drugim akapitem?

  5. o pardon, umknęło mi… 😉
    zestawienie tych dwóch zapachów pod względem ewentualnych podobieństw to dla mnie czysta abstrakcja… tak dalece się różnią… 😉

  6. Jak słyszę sandałowiec, to widzę…siki 😛 Na mojej skórze sandałowiec pachnie okropnie! Aż strach coś takiego na sobie nosić. W związku z powyższym zakładam, że nie przyjęłabym Kolumba do swojej krainy, nie obyłoby się zatem bez walki 😉

  7. odnośnie sandałowca mamy zaskakująco zbieżne zapatrywania 🙂

  8. Witam

    Potrzebuję się czegoś dowiedzieć w kwestii jednej wody. Szukam dosyć dogłębnie informacji po internecie ale na darmo. Prosiłbym, jeżeli jest taka możliwość, kontakt z administratorem bloga. Pozdrawiam

    • w zakładce o blogu, jest podany mój email, zapraszam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: