Napisane przez: pirath | 12 Maj 2012

Mercedes Benz EdT, czyli ascetyczne drewienko spod srebrzystej gwiazdy…


Auta z pod znaku srebrzystej gwiazdy kręcą mnie od lat, choć ostatnio zaobserwowałem lekki przechył w stronę Audi (RS6 rulez!)… pomijając prestiż samej marki – Mercedesy wiąż (były?) są synonimem niezawodności, jakości i niemieckiej solidności, która w moich stronach jest wręcz obiektem kultu i niesłabnącego pożądania… Rajmund! to je nemeckie, to je dobre! – słychać w każdym markecie przy regałach z chemią, kawą czy narzędziami… magia Made in Germany działa jak ogromny magnes, pozwalając wcisnąć naiwnemu nabywcy wszystko – byleby pochodziło z fatherlandu

Pomimo ślepego, dziś raczej stereotypowego przekonania o niezrównanej solidności niemieckich marek (VałWej, Audik, Mietek i Bejca) Mercedesy mają w sobie coś z ponadczasowej, klasycznej elegancji, która w zasadzie nigdy nie ulega stylistycznemu przedawnieniu… Mercedes zawsze będzie Mercedesem, niezależnie ile ma lat – a swoisty monopol tej marki w lokalnej branży taksówkarskiej jest dla mnie koronnym dowodem, że to naprawdę niezawodne bryki… przynajmniej te starsze wypusty – nim inżynierowie spod znaku srebrzystej gwiazdy uznali w 1996 roku, że ich auta są „przeinżynierowane” i zdecydowanie trzeba obniżyć ich cenę, aby każdego było na nie stać… i tu właśnie upatruję początku końca legendy…

I oto doświadczamy kolejnego przełomu, gdy żywa legenda wykonuje ukłon w stronę złaknionej prestiżu gawiedzi… oto Mercedes Benz zawitał pod strzechy „sieciówek” i teraz każdy lecący na kredytach lansiarz w polówce od Bossa, z zadziornie postawionym kołnierzykiem – może nabyć odrobinę diabelnie prestiżowego luksusu, dającego z automatu +20 do lansu, za raptem kilka stówek… co prawda ten luksus w postaci perfum nie jest tak zauważalny jak kręcący się ostentacyjnie na palcu breloczek, przypięty do kluczyków od sypiącej się „Polówki„… ale jedno jest pewne – o TEJ marce każdy słyszał i każdy (nie tylko blachary) wie jak się ona ceni…

Gdy zobaczyłem na półce ascetyczny flakonik z subtelnym logo, (zapowiedź premiery jakoś przeoczyłem) pozbawiony wodotrysków i oczojebnego wzornictwa moje serce zabiło szybciej… no tak – pomyślałem – to przecież Mieczysław Bzyk, więc dyskretny minimalizm jest wskazany, a kto chce i tak znajdzie… sięgnąłem po przezroczysty cylinderek i pełen nadziei psikam w nadgarstek… Mercedes długo kazał czekać swoim fanatycznym wyznawcom na swój zapach – więc spodziewałem się, że będzie to coś należycie korespondującego z marką, jej dorobkiem i subtelną, wysmakowaną elegancją…

Niestety sromotnie się zawiodłem, gdyż kompozycja autorstwa Oliviera Crespa z 2012 roku jest jedynie bezczelną zżynką z He Wood Rocky Mountain od DSQUARED²… zero inwencji, zero oryginalności, zero wyrafinowania – choćby symbolicznie podkreślającego motoryzacyjne korzenie marki – jak wyczuwalnie ma to miejsce w kompozycjach Bugatti… jestem sromotnie zawiedziony, rozczarowany i zdegustowany łatwizną na jaką poszli włodarze ze Stuttgartu – pozwalając zdolnemu Crespowi (Armani Attitude, Dior Dune, Kenzo L’Eau Par, Paco Rabanne Black XS) na taką chałturę…

Otrzymujemy prosty, surowy, wręcz ascetyczny zapach – oparty na przewodniej nucie drzewnej, doprawiony nieznacznie pieprzem i odrobiną banalnych, acz przyjemnych cytrusów w otwarciu… w zasadzie to wszystko, co można o wodzie toaletowej Mercedesa napisać… zero wysmakowanych niuansów i szykownych smaczków nawiązujących do eleganckich limuzyn i roadsterów… Mercedes Benz jest na swój sposób przyjemny, ale nie tego rodzaju polotu użyłbym do wyrażenia imponującego dorobku tej marki… ten zapach to nieskomplikowana prostota pasująca bardziej wytwórcy stylizowanych na lata 30-te roadsterów, konstruowanych na drewnianej ramie powleczonej brezentem, w jakiejś szopie w południowej Walii, w ilości półtorej sztuki rocznie – a  nie firmie, która walnie nadawała ton całej branży przez długie dekady… Mercedes Benz EdT znów nie zaliczył testu „łosia„…

Głowa: bergamotka kalabryjska, cytryna, kalabryjska mandarynka
Serce: czarny pieprz burboński, gałka muszkatołowa, fiołek, galbanum,
Baza: drzewo cedrowe, wetiwer, paczula

Reklamy

Responses

  1. Chociaż flakon ładny. Korek trochę chanelowo wygląda.

    I aż zachciało mi się powrotu do Dsquared2, ale tego pierwszego. Drewienko i fiołki. Dwa flakony wyżłopane… Taaak, powinnam do niego wrócić ;]

  2. Lubię D2 i jednego i drugiego, choć pierwszy chwilami kojaży mi się z biurowym klejem roślinnym do papieru, którego kilogramy każde z nas zjadło w przedszkolu… 🙂

    Mercedes nie jest, zły ale jest diabelnie wtórny, a wielbić mogę tylko i wyłącznie protoplastę danego pomysłu na aranżację zapachową… inny obrót spraw byłby nieuczciwy, wszak byłoby to ciche usankcjonowanie odgapiactwa totalnego, którego ostatnimi czasy mamy pod dostatkiem… 🙂

    p.s. flakon, choć to nieistotne kojarzy mi się z Cartierami damskimi i serią Eau, ale dobrze koresponduje (na pewno lepiej niż zapach) z wizerunkiem marki…

  3. Testowałem go jakiś czas temu w perfumerii na blotterze. Zapamiętałem go jako bardzo zgrabny, niezwykle przyjemny, ze ślicznym cytrusowym otwarciem. Dyskretnie elegancki, w sumie pasujący mi do marki, jak i flakonu. No ale to był tylko krótki perfumowy test, więc z pewnością niemiarodajny. W każdym razie nie zniechęcił mnie.

  4. a owszem, na bloterze pachnie znacznie korzystniej, ale dopiero test skórny obnaża detale… jeśli cenisz He Wood, to polubisz też Benza – tylko po co kupować wtórnego klona skoro można mieć oryginał?

  5. Nie testowałem tego akurat zapachu ale wersja MB Intense przetestowana wczoraj przypadła mi do gustu bardzo! Nie spodziewałem się po sobie takiej reakcji ! Podobieństwo do Fahrenheit, jak gdzieś tam piszą jest, ale zapach jest delikatniejszy no i ten drydown to die for 🙂 Nie mogłem się powstrzymać od wąchania grzbietu dłoni, a zapach ma jak dla mnie trwałość na poziomie bdb, a i projekcja jest porządna.

    Kolejną wersję, najmłodszą Benza czyli Le Parfum także testowałem i jest to również bardzo ciekawy zapach (odsyłam do źródeł internetowych w celu sprawdzenia z czym jest porównywany) o tytanicznej trwałości z piękną butelką, a’la skórzanym owalnym opakowaniem z magnetycznym zamknięciem i w mojej okolicy sklepy sprzedające ten zapach dorzucają gratis śliczny „pozłacany”, solidny długopis Mercedes Benz. Cóż za rozrzutność :)) Pzdr.

    • no fajnie by było, gdyby Mercedes WRESZCIE wypuścił zapach, który należycie koresponduje z luksusem, prestiżem i renomą tej marki. Nie znam EdP, ale skoro tak zachęcasz… również pozdrawiam 🙂

  6. Przetestowane już wszystkie trzy Benzy:) Wyczuwa się duże podobieństwo pomiędzy MB i MB Intense. Myślę, że nie ma sensu zawracać sobie głowy podstawowym MB, natomiast te dwa pozostałe czyli MB Intense i Le Parfum z pewnością znajdą swoich wielbicieli chociażby z uwagi na trwałość, która jest naprawdę OK. Pzdr.

    • ja w ogóle mam nadzieję, że ta najnowsza seria wniesie sobą coś nowego i niebanalnego. A zwłaszcza te skomponowane przez uznanych perfumiarzy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: