Napisane przez: pirath | 15 Maj 2012

Ramon Molvizar – King Secret, czyli z wizytą w miejscu gdzie król chadza piechotą…


Z góry uprzedzam, że dzisiejszy wpis będzie odrobinkę obsceniczny, deczko niesmaczny i ździebko grubiański… może też wywoływać mdłości, jak widok nagiego tajskiego transwestyty po częściowym demakijażu – z którym wylądowaliśmy w łóżku, po grubo zakrapianej imprezie w hotelowym barze… tak, to jedna z tych chwil, gdy trzeźwieje się w ułamku sekundy – modląc się by ta/to COŚ nie nękało nas po powrocie do kraju na Facebooku… ok, trochę mnie poniosło, ale to czego doświadczyłem obcując z King Secret też przypomina traumę…

Wersal to nie tylko pełne przepychu sale balowe, piękne meble i wykwintne stroje… warto sobie uzmysłowić, że w tamtych czasach potrzeb fizjologicznych nie załatwiano zazwyczaj w toaletach – lecz udawano się w kąt sali i opuściwszy spodnie załatwiało się potrzebę (jedną i drugą) publicznie, wprost do wiaderka – lub bezpośrednio na misternie zdobioną posadzkę…
zszokowani? wówczas też niezbyt często się myto, więc odór przepoconych i przesiąkniętych wydzielinami ciał – tuszowano niezliczoną ilością pachnideł mających za zadanie zabić nieprzyjemną woń…

Otwarcie King Secret kojarzy mi się z późno ludwikańską wersją kostki do toalet, za pomocą której służba umilała jego królewskiej mości wizytę w komnacie „wielkiej rozkminy„… cała głębia otwarcia sprowadza się do próby zatuszowania efektów wcześniejszych „dobyć” przez jego wysokość fujary z królewskich spodni i próby trafienia złocistym strumieniem do centralnego otworu nocnika – zahaczając przy okazji o służącego, ścianę i posadzkę… to ten rodzaj szaletowej aury w klimacie YSL Kourosa, będącej dla wielu synonimem kostki toaletowej, a którą to potarto im skórę… z tą jednak różnicą, że niemal fizjologiczny chwilami Kouros to maczo z jajami jak pomidory, na którego widok miękną nogi wszystkim kurtyzanom w okolicy – a King Secret to upudrowany i ufryzowany, prawie impotent…

To bujne, ostre i nieznośne otwarcie utkano ponoć z cytrusów… są ostre, nieprzyjemne i w połączeniu z ostrym kardamonem przywodzą mi na myśl dworcowy szalet z połowy lat 90-tych… z każdego pisuaru unosiła się woń tak intensywnie próbująca zabić odór uryny, że aż oczy szczypały… tu co prawda nie jest tak głośno, ale ja podziękuję za takie atrakcje i dworsko się kłaniając – opuszczam z wdziękiem królewski szalet, bacząc by misternie ułożona peruka się nie obsunęła i aby nie zgubić sztucznego pieprzyka…

Jego wysokość odcedził kartofelki i nie zadając sobie trudu „strzepnięcia” resztek, wciągnął na dupsko swe paradne pludry, po czym wytarł w misternie haftowany szustokor (z pierdylionem guziczków i sprzączek) obszczane łapska… w formie „odświeżenia toalety” służący skąpał jaśnie oświeconego nieprzyzwoitą ilością wody kwiatowej – po czym król wrócił na złaknione jego słonecznego blasku salony… za tę część odpowiada właśnie kwiatowe, sprawiające wrażenie zwiędniętego serce… tona jaśminu, konwalii i innego kwiecia, stojąca od wielu dni w łazienkowych wazonach nie jest raczej pierwszej świeżości, co naprawę czuć i widać po ilości opadających, poskręcanych w śmiertelnych konwulsjach płatkach…

Na szczęście koszmar przymusowej wizyty w miejscu gdzie król chadza piechotą szczęśliwie dobiega końca… wraz z przeminięciem zwiędłej nuty kwiatowej nastaje niemal absolutnie cicha, lekko piżmowo drzewna, a później lekko ambrowa baza… ufff wreszcie wychodzę na długi korytarz i zmierzam w stronę ogrodu… niedawno padało, więc cuchnący odór Paryża został chwilowo cofnięty spod złoconych bram Wersalu… cóż za ulga, że nie muszę tego fetoru dłużej wąchać… szczęśliwie akordy głowy i serca nie trwają zbyt długo i zapach dość szybko przechodzi do stadium niespotykanie słabowitej bazy…

Tylko proszę bez pytań co robiłem z jego królewską wysokością w wychodku, ok? 😀
chcę o tej traumie jak najszybciej zapomnieć i mocno się zastanawiam, co Molvizar chciał tą dekadencką, wręcz obrazoburczą kastracją, tfu kompozycją wyrazić… samczość? oj mocium panie, nie tędy droga i zdecydowanie nie ten kierunek, no chyba że miał z tego wyjść bezpłciowy, tapirowany, różowawy pudelek do noszenia w torebce od Vuittona… 🙂

Głowa: bergamota, cytryna, pomarańcza, nuty zielone
Serce
: róża, jaśmin, konwalia, geranium, irys, kardamon, miód
Baza
: paczula, sandałowiec, vetiver, piżmo, ambra, skóra


Responses

  1. A ja myślałam, że pojechałam z podkoszulkiem!

  2. he he lojalnie ostrzegałem 😉 ale nie sposób było tego inaczej wyrazić…

  3. Brrr. Gdyby nie to, że przed chwilą wyszłam spod prysznica, z chęcią bym tam wróciła. Pod prysznic, znaczy się. Nie na Wersal ;]

  4. ciesz się… ja chciałem sobie odgryźć rękę 🙂

  5. No widzisz, jak to dobrze mieć zawsze pod ręką [sic!] mały laboratoryjny palnik gazowy 😀

  6. raczej skorzystałbym z przenośnej wersji mini gilotyny, sprzedawanej w kramach z pamiątkami pod murami Bastylii 😉

  7. Co się dzieje z tym Ramonem ? Perełki typu Black Goldskin, Black Cube.. przyjemny Luna Moon. A ostatnio czytam o nowościach – nieco tańszych – ale o zgrozo – dziwacznych, typowo niszowych, o których nawet przez chwilę nie pomyślałem na zasadzie „must have!”…

  8. i słusznie, bo w sumie nie bardzo jest czym się zachwycać… czuć że nos który powołał je do życia ma niesamowity potencjał, jest prawdziwym czarodziejem blotera, ale zbłądził i cała jego wirtuozeria zeszła na manowce…

  9. baaaardzo lubię takie obrazoburcze recenzje z gatunku fujów. mniam.

  10. zaś przyjemność wyżycia się na King Secret pozostaje po mojej stronie 😉

  11. „co Molvizar chciał tą dekadencką, wręcz obrazoburczą kastracją, tfu kompozycją wyrazić…”- królewskie „sekrety”, o których piszesz w całej recenzji?
    Nie znam tej kompozycji, ale posłużę się inną: Muscs Koublai Khan Lutensa, która „pachnie” brudnym człowiekiem. Sądząc po nazwie jest próbą zinterpretowania woni tytułowego Kublai Khana. Może w przypadku Molvizara jest podobnie? Może tak pachnieli władcy ówczesnego świata?

  12. nie jestem do końca przekonany czy właśnie tą formę impresji miał na myśli autor… ale jest to zdecydowanie najsłabszy z Molvizarów, które miałem żadką przyjemnosć poznać…

  13. Jesteś pewien, ze opisywałeś King Secret, nie jakieś Incense Kamali czy innego mordercę? 😉 Bo dla mnie to taki bezjajec, że aż szkoda się wywnętrzać. Najnowsze produkcje Gucciego można uznać za bardziej intrygujące. 😉 A próbki na pewno mamy z tego samego rzutu (via blog Sabbath (w moim przypadku jeszcze via kochana Pola)). Więc się zdziwiłam. Troszkę.

  14. a nie dość dobitnie wyartykułowałem, że KS to impotent i bezjajec i w dodatku trącący uryną i zwiędłym kwieciem? a że miałem akurat wenę na zjechanie czegoś – toć i elaborat powstał z tego sążnisty, który frajdę sprawił mi przeokrutną… 🙂

    moja droga, pomylenie Incense Kamali z King Secret Molvizara jest równie prawdopodobne, co uznanie że Gucci Guilty męski to dobry zapach (nawet przez przypadek i niechcący) 😉

    co zaś do źródła zaopatrzenia to potwierdzam, że próbki rzeczywiście są od Sabbath…

    p.s. zdziwiłem się (też tylko troszeczkę), że się zdziwiłaś, bo nie wiem co Cię tak zadziwiło… 🙂

  15. Twe emocje przede wszystkiem. 🙂 Że aż tak negatywne, w życiu bym nie podejrzewała. Dla mnie to raczej fużer z lekkim „zapleczem” animalnym. Nudy głównie; a Twojego horroru jako czegoś nudnego nie odebrałam.
    Brzydactwo, nawet najbardziej ohydne, jakieś jaja jednak ma.. z tym, że niemyte. :>

  16. bo ja generalnie do wszystkiego podchodzę emocjonalnie 🙂 taki charakter mam, że nawet popierdółka potrafi poruszyć mym ponad 100 kilowym cielskiem 😉
    staram się pisać tak, by nudą nie wiało bo nie ma nic gorszego jak elaborat, który się czyta jak poniedziałkową kolumnę z nekrologami… 😀
    otóż to, jaja niemyte 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: