Napisane przez: pirath | 20 Maj 2012

U by Ungaro for Him, czyli wątpliwie przyjemny ślizg gołym zadem po nieheblowanej desce…


Uwielbiam losowania „na chybił trafił„, a dziś trafiłem na niepozorną epruwetkę o pojemności bidonu dla chomika – skrywającą niesamowicie wdzięczny temat na wpis… już po kilku minutach nakreślił mi się obraz nędzy i rozpaczy – ale dla formalności i świętego spokoju odczekałem kilkadziesiąt minut, nim ogarnąłem pełną skalę tragedii… tragedii, w której bez wątpienia maczał palce Avon, co widać, a przede wszystkim czuć jak na dłoni… 😉

U by Ungaro for Him, to ciecz spłodzona (litościwie nie wymienię nazwisk) w 2008 roku – czyli dekadzie jawnie przyzwalającej seryjnemu płodzeniu beznamiętnych sików, mających wstrzelić się w coraz bardziej spier…one, o pardon – spłycone kanony, które z uporem maniaka lansują wiodące marki… U by Ungaro to jaskrawy przykład kierunku, w którym dryfuje branża – co rusz kastrowana z wzniosłych wzorców i protezowana przez popłuczyny aspirujące do miana ich godnych następców… Odynie, ty widzisz jak ktoś próbuje zaserwować „anal intrudera” bez wazeliny twym owieczkom i nie grzmisz?

Wybaczcie me uniesienie, ale w obliczu tak permanentnego shitu – jestem za przymusową eutanazją dla osób odpowiedzialnych za wprowadzenie takiej szmiry do obrotu… trzeba być naprawdę bezczelnym ignorantem, by zaserwować tak syntetycznego, płytkiego i beznamiętnego jak eunuch gniota i brać za to ciężki hajs… U by Ungaro to kloc wysuszonego na wiór, nieoheblowanego drewna, które miejscami pokryto kawałkami złotka po czekoladzie – wmawiając kolekcjonerowi antyków, że to XVI wieczny niderlandzki manieryzm

Słabiutko oj słabiutko (szczególnie gdy sobie przypomnę złożony, szykowny bukiet Ungaro III)… grejpfrut z otwarcia ma w sobie niewiele temperamentu swoistego dla tej nuty, a towarzyszący mu granat jest jedynie swoim słodkim, bladym tłem… po chwili na scenę wkracza przesuszony kardamon, skutecznie zagłuszając hipotetyczny popis reszty wymienionych w składzie nut… ale wkrótce i on ustępuje pola suchemu i nieprzyjemnie syntetycznemu drewnu cedrowemu… całość brzmi sucho, pudrowo i nieczytelnie – ponieważ nieliczne, tworzące obraz kompozycji nuty zachodzą na siebie i popychają – wykonując niezwykle pokraczne pogo

Dopiero na końcu widać, jak głęboka przepaść dzieli U by Ungaro i bardzo zbliżonego doń tematycznie Cerruti Sicedr tego ostatniego jest ciepły, ujmujący sugestywnością, czytelny, wciąż pozostając delikatnym… zaś jego ujęcie w Ungaro przypomina świeżo przetartą trakiem, pełną drzazg i zadziorów dechę – na której ktoś żąda, bym z ufnością posadził mą gołą d.pę…
oh hell no!
jeszcze zarysowałbym sobie pisanki… 🙂

Głowa: grejpfrut, granat
Serce: cedr, kardamon, nieśmiertelnik
Baza: paczula, vetiver, balsam Peru, bób tonka

Reklamy

Responses

  1. Popłakałam się, to jedna z fajniejszych recenzji. Bardziej wyłam chyba tylko przy podusi i papierosku „po” ;]

  2. Tagi: (…) nieśmiertelnik, paczula, tragedia (…)
    Ten ostatni to dość popularny składnik obecnych nowości 😀

  3. dawno sie tak nie usmialem z Twojej recenzji.nie wachalem tego>cuda< i juz nawet nie chce.nie ma to jak poprawic sobie humorek z samego rana piracią recenzją.:-)

  4. bardzo Wam dziękuję 😉 cóż ja poradzę, że sianie spustoszenia wychodzi mi lepiej niż pianie nad czymś z zachwytu 🙂 chwalenie jest dużo trudniejsze i dużo bardziej absorbujące i mniej naturalne w odniesieniu do ludzkiej natury…
    tacy krytycy to mają w sumie klawe życie… wystarczy obsmarowywać wszystko jak leci, do tego odrobina aroganckiej bezczelności doprawiona szczyptą jadu i voila 😀

  5. Miałem, znam, recenzję również popełniłem – zapraszam do zapoznania się, tym bardziej, że jest zaskakująco zbieżna 🙂 Streszcając, dla niechętnych czytaniu moich wypocin 😉 – wrażenia tak samo beznadziejne… Próbując sobie przypomnieć co wprawiło mnie w podobnie zły nastrój co wąchanie tych „perfum”, na myśl przychodzi mi tylko seans drugiej części „Zmierzchu” 😉

  6. u mnie sama myśl o Zmierzchu wywołuje mdłości… 😉
    cieszy mnie, że czasem nasze opinie bywają zbieżne… to znak, że jeszcze nie oszalałem 🙂

  7. Że też nigdy nie trafiłem na tą perełkę, a mam na myśli Twoją cudowną recenzję, bu U, chociaż nawiązuje do inicjału mojego nazwiska, wygląda na strasznego kaszalota. 🙂

    • też w życiu nie trafiłem na ich flakon w stacjonarce, ale jakimś cudem zaplątała mi się zdobyczna, fabryczna próbka dorzucona z okazji jakiegoś zakupu w perfumerii internetowej – i choć flaszka nie wygląda a marka niezbyt medialna, te perfumy są naprawdę warte grzechu… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: