Napisane przez: pirath | 5 czerwca 2012

kryzys próbkowy, czyli temat zastępczy…


Dziś pewna dobra duszyczka o imieniu Robert (pozdrawiam serdecznie) obdarowała mnie naręczem próbek 🙂 zupełnie jakby mi w myślach czytał, bo skrzyneczka z samplerami znów straszy pustym dnem… w Sephorze włączają antynapad, gdy tylko stanę przed wejściem, a Douglas zwinął się z dawnej lokalizacji – nie podając przy tym adresu nowej… 😀

Niestety na opisanie dzisiejszych zdobyczy potrzebuję trochę czasu, dlatego dziś Wam zaserwuję temat zastępczy… dla odmiany możecie poczytać o czymś innym niż Euro, kolejnych teoriach Smoleńskich i demokratycznie bankrutującej Grecji

Podczas ostatniego grilla na działce u znajomych, suto zakrapianym wyrobem winiarskimi domowej roboty – poczułem przemożną chęć epickiego odcedzenia kartofelków… ponieważ słusznej mocy trunek zdążył mnie już zdrowo sponiewierać – toteż wyprawa do kompostownika, tymczasowo zaadoptowanego na potrzeby ekologicznego Toi-Toia nie była łatwa… przedzierając się przez krzaki agrestu, bacząc by nie podeptać pelargonii i nie stratować młodych pomidorków – w końcu dotarłem do strefy zrzutu…

Oddając się wspomnianej, wysoce odprężającej czynności – naszło mnie (jak na miejsce wielkiej rozkminy przystało) na głębokie rozważania egzystencjalne…
i wówczas dopadła mnie taka oto myśl: że dobry zapach powinien być jak ciekawa dyskusjawciągać i fascynować mnogością i różnorodnością poruszanych w jej czasie wątków… dobra dysputa, tak jak ta przy szklaneczce i grillowanej chabaninie, potrafi trwać do białego rana – nieustannie zaskakując przy tym ciekawymi zwrotami i podjętą tematyką… nikt nie odczuwa znużenia, ani upływającego czasu – a rano budzisz się w samej bieliźnie, w objęciach kolegi z pokoju obok… wróć, to nie studencka impreza w akademiku… 🙂

Zapach, podobnie jak książka opowiada pewną historię… a dobra książka powinna mieć wciągające „otwarcie„, fascynujące „serce” i niebanalną „bazę” w formie zaskakującego zakończenia… chociaż w przypadku perfum, lepiej niech to będzie historia z  happy endem… dlaczego wyśrubowane dzieła uznanych nosów „czyta się”  jak kolejną książkę Stephena Kinga – a mainstreamowe przeboje wiodących marek przypominają romansidła Joan Collins, gdzie wystarczy przeczytać jedno, aby poznać treść wszystkich?

Z drugiej strony, czy dobry zapach musi posiadać wyraźnie wyczuwalny podział na tradycyjne trzy akordy? w końcu powstają wybitne dzieła monotematyczne, które potrafią w sobie rozkochać bez reszty… zatem co jest kluczem?

Oryginalna historia, która  wnosi coś nowego… forsowanie takiej kompozycji wymaga sporej odwagi, bo działa ambitne i nowatorskie raczej rzadko porywają tłumy… a jeśli już to zazwyczaj pośmiertnie, jak dzieła wielkich malarzy… to dziwne, bo oryginalny scenariusz na film zazwyczaj przyciąga do kin rzesze widzów… pamiętacie fenomen Matrixa?
niestety w trawiącej pachnące środowisko komercji i bezwzględnego zarabiania – sztuka perfumeryjna została bezpardonowo zepchnięta na dalszy plan, ponieważ teraz prym wiodą słupki sprzedaży… czy ten globalny trend dosięgnie z czasem i słowo pisane? a może już dosięgnął – tylko zbyt mało czytam, by to zauważyć?

Czy zatem pozostaje ciche napawanie się klasyką którą mamy? póki jeszcze ją mamy i nie została wycofana z rynku? w takich chwilach zazdroszczę bibliofilom… ich kolekcje nie mają terminów przydatności i nie zużywają się z każdym przeczytaniem, a szczególnie te w e-booku… na zakończenie pozwolę sobie sparafrazować znane powiedzenie… śpieszmy się poznawać arcydzieła perfumiarstwa – tak szybko ostatnimi czasy odchodzą…

nim zaczniecie podcinać sobie żyły w napadzie przygnębiającej depresji, którą od paru wersów nakręcam –  śpieszę z wyjaśnieniem… tak, dopadła mnie upiorna melancholia i bolesna nostalgia… Robert przesłał mi między innymi świeżo nabytą próbkę Gucci pour Homme… właśnie ją wącham, podziwiam i kontempluję – pogrążając się w czarnej rozpaczy, za pięknem które tracimy…

a jaki jest Wasz najbardziej opłakiwany zapach?

Advertisements

Responses

  1. Kopiując komentarze rodem z Pudla… „pierwsza”! 😉

    A tak serio, to ja akurat należę do grona tych szczęśliwców, którym nie odebrano (wycofano) żadnego zapachu (jeszcze), ba! Żaden z moich ulubionych zapachów nie był nawet reformulowany (a przynajmniej ja nic o tym nie wiem 😉 Także nie mogę podzielić Twojego smutku 😉

    PS Nie miałam pojęcia, że kończą Ci się zapasy próbek – na przyszłość staraj się o tym informować swoich czytelników – być może wówczas już nigdy Twoja skrzyneczka nie będzie pusta 😉

  2. Piracie, znasz „Ghost in the Shell” Mamoru Oshii? Nawet Wachowscy nie zaprzeczają, ze tworząc „Matrix” mieli intencje stworzenia „czegoś takiego, tylko for real”.
    Oczywiście nie twierdzę, że to zły film – pierwsza część jest po prostu genialna, ale nie ze względu na oryginalność scenariusza, tylko przez dobrze wybrane inspiracje i fantastyczną realizację. Pod wieloma względami fantastyczną.
    Co do najbardziej opłakiwanego (w przenośni, bo jednak płacz w powodu perfum nie jest w moim stylu) zapachu, chyba Black Cashmere w cudownym, żuczkowym flakonie. I jeszcze Feminite du Bois Shiseido i Theorema Fendi – oba osiągające teraz ceny na mój gust zdecydowanie za wysokie. Wszystkie te zapachy kupowałam kiedyś normalnie w perfumerii…
    Nie pamiętam czasów, kiedy w perfumeriach było Le Feu. Kurczę, to też jest coś naprawdę ciekawego. Ale na Le Feu to już na pewno mnie nie stać…

  3. @Olfaktoria
    jestem wzruszony, moja pierwsza „onetowa jedynka” 🙂
    szczęściaro! ciesz się, że nie masz czego opłakiwać… jak używasz danego zapachu od lat, uwielbiasz go i się z nim identyfikujesz – to naprawdę boli gdy ktoś Ci go zabiera, dając w zamian jakiś shit…

    czułbym się bardzo niekomfortowo, gdybym musiał prosić o próbki czytelników bloga… zawsze o próbki zabiegałem samodzielnie i nie chciałbym nikogo obarczać opłatami pośrednimi, za czytanie moich wypocin…
    po prostu przegapiłem moment, gdy trzeba było odpowiednio szybciej skądś je wyszarpać i oto efekt… jakby nie patrzeć ~20 miesięcznie ich schodzi… 🙂
    p.s. a gdzie moje dawno obiecane wiadro próbek? 😀

  4. @Sabbath
    no ba! jeszcze pytasz? kultowy film, który poznałem dopiero w 1999 roku… tak to było coś nowego i poruszającego… pamiętam, że równie mocno ruszyła mnie animowana Final Fantasy… sam nie wiem czy film zachwycił mnie fabułą czy absolutnie urywającą dupę techniką animacji… pierwszy Matrix powalał IMO nie tylko realizacją, co przede wszystkim niepowtarzalnym klimatem i ideą walki z systemem, z którą wielu ludzi się identyfikowało i przyjęło Matrixa jako nową drogę życia, porzucając swoje lukratywne stanowiska w korporacjach…

    Matrix IMO opowiada historię zwykłych ludzi walczących z ślepo poddańczym podporządkowaniu się regułom świata rządzonego i kontrolowanego przez wielkie korporacje… słynna scena „z modliszką” w wykonaniu Trinity, to tylko przysłowiowa wisienka na torcie… ale ten obraz ma naprawdę głębokie drugie dno… widziałem Matrixa ponad 50 razy… za każdym razem odkrywałem coś nowego…

    a wracając do wątku perfum… tak Cashmere to legenda… a czy czasem nie został przeniesiony do ligi butikowej i wciąż go produkują? już samo jego opakowanie to arcydzieło, które przykuwa wzrok jak pierwsza studentka w mini na wiosnę – reszty niestety nie znam… ale nie wątpię, że ich ceny dochodzą do kwot astronomicznych… w końcu cenę dyktuje podaż i popyt… za flakon 100 ml Gucci PH trzeba niejednokrotnie położyć 450-600 zł… dobrze, że mam przyobiecaną kolejną setunię za 200 zł na lipiec 😀

  5. Zaprzestali produkcji moich NU ( coś tam robią …w różowym ( TFU) flakoniku .Nie wybaczę im . Nigdy. Pirath Ty może załóż drugiego bloga o tematyce ,,ogólnej”. Opis przedzierania się przez agresty w celu wiadomym mnie zachwycił. –))))))

  6. ooohahaha…. miło się czytało ;))
    Słuchy mnie doszły że w niektórych miejscach na ziemi Gucci wrócił, miód oblał me serce i żyję z nadzieją że może jednak zdobycie Gucia nie będzie karkołomnym wyczynem prowadzącym do głodu i chłodu z bidoty….
    Poza Guciem żal mi tego samego co Sabbath czyli Theosi, Feminite i Black Cashmere, a poza nimi Nature Millenaire od Yves Riocher, Nebliny , no i nad Cocoonem zaczynam już chlipać.Oj chyba i więcej by się znalazło tych fajnych „cofniętych” .

  7. @haniu
    cały czas rozważam prowadzenie drugiego bloga o tematyce czysto offtopowej… nawet już go założyłem, tylko czasu ledwie starcza mi na perfumomanię 😉

    @skarbek
    jakież to miejsca masz na myśli skarbku? odżyła we mnie nadzieja, że nie wszystko jeszcze stracone, chociaż to równie dobrze może być ostateczne czyszczenie magazynów… albo w ostateczności zapach zostanie reaktywowany (pieniądz nigdy nie śmierdzi) i dostaniemy wykastrowane popłuczyny pokroju nowego YSL M7, MB Presence, czy Diora Homme…

    zauważyliście jak nas kiedyś szlag trafiał, gdy na dyskoteki trafiał cover szlagieru starej daty? czasem była to totalna profanacja i niewypał, ale młodsze pokolenia i tak szalały na parkiecie, do dobrze znanych nam rytmów w innej aranżacji – w ogóle nie mając pojęcia o istnieniu pierwowzoru, a tym bardziej nie mając pojęcia kto go nagrał 20 lat wcześniej… hicior to hicior, tylko czasem uszy więdną i serce się kraje jak ktoś przerabia świętość…

    pamiętacie kawałek Enyii Boadicea z płyty The Celts z 1987? potem długo długo nic i nagle kawałek wraca jako Ready or Not – Fugees, a dekadę później Puff Diddy aka Sean John i Mario Winans nagrywają I Don’t Wanna Know… wypadło całkiem nieźle, ale jak usłyszałem Nina Sky – Time to Go z 2010 roku, to chciałem wyskoczyć z kotem na rękach, przez okno na parterze…

  8. Świetny tekst Piracie. Fajnie się czytało – był moment i zadumy i uśmiechu 🙂

    A przechodząc do tematu. Przykre jest faktycznie to co się dzieje. Ostatnio naprawdę dużo kompozycji poszło pod tasak, albo przynajmniej przeszło jakaś kastrację. Dziwne jest to zjawisko, bo przecież z założenia nawet ludzie nie znający się na perfumach i nie będący pasjonatami, chcą pachnieć w miarę wyjątkowo. Robienie przez koncerny papki, która schlebia wszystkim gustom jest dziwne. No ale cóż poradzić. Dzisiaj idzie się w ilość, nie w jakość. Szkoda.

    Mnie boli, że ukręcili łeb Gustawowi I oraz Guciowi II. Cóż, jak mi się skończy to będę szukał w niszy zamienników – CdG i Le Labo mają coś zbliżonego do GPH, coś na pewno mi przypadnie do gustu. Gorzej z GPH II, bo tutaj już niezbyt jest jakikolwiek zamiennik. Tea for Two, choć fajne, to jednak inne i to znacznie. A ponoć i Tea for Two mają łeb ukręcić, choć nie wiem czy to prawda…

  9. co Ty mówisz, Gucio HP II też poszedł pod nóż?
    idę się ciąć… 😦

  10. Mówią, że też. Jak będzie to tak naprawdę czas pokaże. Ta obecna dyrektor w Gucci chyba się pozbywa pozostałości po Tomie Fordzie po prostu.

  11. całkiem możliwe, tylko tego co sama po sobie zostawi raczej nikt nie bezie pamiętał… zauważ że nie pamięta sie dziś imion faraonów którzy okaleczali posągi i wizerunki swych poprzedników, którzy wznosili piramidy, ale właśnie imiona tych ostatnich… a różnica pomiędzy Fordem i Fridą jest taka jak pomiędzy faraonem a etiopskim poganiaczem bydła… ale najważniejsze i tak jest, że przyniosła firmie krociowe zyski…
    damn, kolejny zapach który muszę kupić zapas, znów rozkracza mi budżet… ;(

  12. Upewnij się najpierw, czy moje informacje są poprawne 😉 Hehe. A co do Twojego porównania Fridy do Forda, to zgadzam się w 100%.

  13. oj upewnię się, bo 200 zł za kolejną setunię piechotą nie chodzi 🙂

  14. Neblina Yves Rocher. Opłakuję już chyba z 5 lat 😦

  15. ile ja opłakuję już zapachów, nawet nie chce mi się liczyć… ostatnio dodałem Adidada Active Bodies, bo ostatnia reformulacja totalnie go zabiła…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: