Napisane przez: pirath | 7 czerwca 2012

Lalique – White, czyli wierny giermek u boku swego pana…


Lalique to jedna z nielicznych marek na perfumowym firmamencie, która wciąż stawia na jakość i oryginalność kompozycji sygnowanych własnym logo… rzadka to cecha ostatnimi czasy i choć zapach ma już 4 lata, to wciąż zaskakuje świeżością – reprezentując przy tym bardzo wysoki poziom…
i aby ten poziom należycie wyartykułować – wcale nie trzeba White zestawiać z najnowszymi „dziełami” wiodących marek, których budżety na marketing wyraża się wielokrotnością produktu krajowego brutto Laosu

Lalique ma w ofercie stosunkowo niewiele tytułów, ale ofertę skomponowano tak – aby każdy znalazł dla siebie coś odpowiedniego… mroczny, idealnie wręcz wieczorowy Encre Noir, fantastycznie zwiewny w dobie upałów Eau de Lalique, oraz uniwersalne i szykowne zarazem Lion, Faun i Equus
stawkę zamyka niepozorny, acz przewrotnie szykowny White

No właśnie przewrotny… jego świdrujące, kolońsko wręcz cytrusowe otwarcie wzmacnia intensywnie przyprawowy falstart serca – nadając kompozycji ostry jak brzytwa charakterek… tylko kolońskie killery o mocno owłosionych klatach, z minionych dekad – pokroju Cartier Declaration, Beene Grey Flanel, Dior Eau Savage, podpadając nawet pod ultra wytrawne D&G pour Homme są w stanie tak skopać po nosie… ale to tylko preludium, bo już po kwadransie zapach łagodnieje, upodabniając się do lekkich, subtelnie odświeżających kolońsko przyprawowych tworów pokroju klasycznego Eau de Lalique, BR Classic, Guerlain Vetiver czy Bvlgari pour Homme

Za Lalique White z 2008 roku stoi Christine Nagel (B*Men Mugler, i damskie Womanity, Lalique Encre Noir pour Elle, Miss Dior Cherie), czyli osoba wiedząca jak zdrowo namieszać i zaintrygować niebanalną kompozycją… i znów się jej udało, bo White to gustowny casualowiec, opowiadający swą historię w oparciu o ciężkie nuty – ale uchwycone w bardzo delikatnym, wciąż wyrazistym stylu… moc kardamonu, muszkatu i pieprzu budujących serce została zręcznie utemperowana, aby nie utraciwszy nic z wymownej wyrazistości tych nut – dało się je zręcznie skonfrontować z lekkością fiołka, cedru i resztek cytrusowej zieleniny przeniesionej z otwarcia…

White to idealna harmonia i równowaga pomiędzy ciężarem, wyrazistością, mocą i czytelnością brzmienia… zapach zawieszono dosłownie gdzieś po środku, gdzie nie działają siły grawitacji… on po prostu trwa w idealnym constans, by po wielu godzinach tego błogostanu zacząć łagodnie opadać w stronę delikatnej ambrowej bazy… kompozycję bez wątpienia zwieńcza otulająca ambra, ale w tle wciąż przygrywa doskonale wyważone serce…

Ten zapach jest jak wierny giermek u boku swego rycerza… niby go nie widać, ciągle pałęta się gdzieś między nogami – ale nikt inny nie zna tak dobrze swego pana… potrafi zagnieść chleb z pajęczyną na odniesione w turniejach rany, nadludzkim wysiłkiem potrafi swemu panu zakutemu w zbroję dosiąść wierzchowca i po ciężkim dniu pomóc zdjąć mu buty, nie zrzucając go przy tym z krzesła… prawdziwy skarb, choć niepozorny i niedoceniany… i może przede wszystkim urodziwa i godna przeciwwaga dla Encre Noir

Głowa: tamaryndowiec, liść cytryny, bergamotka
Serce: gałka muszkatołowa, biały pieprz, fiołek, kardamon
Baza: ambra, piżmo, drzewo cedrowe

Reklamy

Responses

  1. W White główne takty, przynajmniej na mojej skórze, przygrywają cytryna i pieprz. W otwarciu jest mocno i świdrująco (pierwszy kontakt z tym pachnidłem nie był przyjemny i aż mnie głowa od niego bolała), a z czasem, za sprawą wspomnianych przez Ciebie przypraw, całość nurza się w lekkim cytrynowo-pieprzowym kremie.
    Warto wspomnieć, iż w ciepłe dni Lalique robi się słodki. Nie jak typowe słodziaki, bo wciąż dominują ww nuty. Ale efekt jest pirounujący.
    Cenię sobie Białego bardziej niż Encre. Jest bardziej uniwersalny i gęstszy. A ja lubię gęste zapachy 😀
    Flakon- mmmm…poezja.
    Polecam go zawsze każdemu, kto chce pachnieć niebanalnie, acz klasycznie. No a ceny, za jakie można go wyrwać, są zwyczajnie śmiesznie.
    Genialna kompozycja.

  2. rzeczywiście cenę ma dużo bardzo korzystną, od chociażby flagowego Allure od Chanel

  3. …wspaniały zapach…..

  4. a który Lalique nie jest wspaniały? 🙂

  5. Nie zapomniałes może o drzewno -przyprawowo-fiołkowym Hommage a l’Homme ?
    A Białasa muszę sprawdzić bo jakoś nie utrwalił mi się szczególnie…pewnie nie mój klimat to był kiedy wąchałem przelotnie. Doceniam Lalique choć w pełni nie odnalazłem się w ich kompozycjach.

  6. nie zapomniałem… epicka epopeja z karłami, myśliwcami F16, flotą północnoatlantycką, tancerkami GoGo i choreografią rodem z północnokoreańskich obchodów rocznicy urodzin Kima w przygotowaniu… 😉

  7. Aż mną zakręciło.. 😉

  8. Na początku muszę pogratulować świetnie zrobionej strony i znakomitych recenzji. Zostawiłeś tą stroną konkurencję daleko w tyle. W każdej recenzji czuć entuzjazm i pasję, która po części mi się udzieliła. Przez Ciebie (tak to Twoja wina!) przez ostatnie 3-mce wydałem więcej pieniędzy na „perfumy” w tym na próbki niż przez całe wcześniejsze życie. I wciąż szukam nowych!. Wcześniej miałem Azzaro Chrome, SJ Unforgivable czy inny hicior sprzedażowy i myślałem że nic lepszego nie ma a Ty otworzyłeś mi oczy i co najważniejsze pokazałeś różnice między dobrymi a kiepskimi perfumami, za co serdecznie dziękuję jednak ma to swoje wady. To, co miało się dotychczas przestaje wystarczać… zacząłem szukać tych naj, „pasujących” do mnie… i wciąż szukam.

    Natomiast Lalique to dla mnie jeden wielki problem. Wspaniałe, oryginalne i niepowtarzalne zapachy o bardzo dziwnych parametrach użytkowych. Na moje nieszczęście te które najbardziej mi pasują mają najsłabszą dla mnie charakterystykę, takiego White nie czuję po 3h natomiast Equus jest na mnie bardzo blisko skórny i po 6h jest ledwo wyczuwalny. Natomiast Lion, EN Sport czy Hommage już mi użytkowo odpowiadają (dobrze wyczuwalne po 9h) ale nie są to zapachy, które określiłbym jako „my signature”, nie mniej jednak doceniam ich klasę.

    • dziękuję, cała przyjemność dzielenia się moja skromną wiedzą, po mojej stronie… naprawdę cieszę się, że mogę pomóc i wskazać innym warte poznania perełki, jednocześnie odwodząc od czegoś przereklamowanego, przepłaconego i niewartego zachodu… 😉 ale spokojnie, jak dobijesz do 50 flakonów, to się opamiętasz i zaczniesz podchodzić do zakupu nowych flaszek bardziej racjonalnie… 🙂 co do trwałości perfum, to niestety nie jest to czynnik i cecha którą można zagwarantować, bo u każdego będzie to wyglądać nieco inaczej, stąd od jakiegoś czasu darowałem sobie próbę określania żywotności perfum w godzinach, bo jaki sens ma podawanie ile coś pachnie na mnie, gdy na kim innym zapach nie wytrzyma nawet połowę tego?… owszem trwałość i projekcję można w przybliżonym stopniu zmierzyć, ale będzie to bardziej poglądowe niż miarodajne i niestety bardzo subiektywne… moja skóra ma tę właściwość, że traktuje perfumy dość przychylnie pod względem utrzymywania na sobie woni perfum, nierzadko pachnąc ponad dobę, co wcale nie znaczy że inni też tak długo będą się cieszyć z towarzystwa danych perfum… dziękuję i życzę Ci udanego polowania na signature scent, pozdrawiam… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: