Napisane przez: pirath | 10 czerwca 2012

Dior – Eau Sauvage EdT, czyli kwintesencja ultra męskiej świeżości…


Eau Savage to prawdziwy weteran męskiej perfumerii… pierwowzór powstał w 1966 roku, czyli w czasach gdy mężczyźni wciąż podchodzili do perfum jak do jeża… do utrzymania absolutnie niezbędnej toalety wystarczyła brzytwa, mydło, trzy pary gatek i dwie pary butów – w tym jedna na wesela i pogrzeby… monopol na niekończące się cerowanie skarpetek posiadała z kolei małżonka… były to czasy gdy emancypacja kobiet dopiero kiełkowała w samczej świadomości – a rozmowa z żoną zaczynała się od słów: – gdzie jest obiad? i kończyła słowami: – to ma być obiad?*

powtarzając za Alem Bundy z Married with Children

Odkurzacz, pralka, żelazko? te słowa nie występowały w męskim słowniku, będąc podobnie jak sex tematem tabu i żaden szanujący się chłop (poza wojskiem) tych nowomodnych i niemęskich wynalazków się nie imał… niektórym ta awersja wyniesiona z rodzinnego domu pozostała do dzisiaj… a wracając do tematu perfum, to lata sześćdziesiąte przyniosły stopniowe zmiany i między innymi dzięki domom mody Dior, Creed, Chanel, Givenchy i Guerlain coś w męskiej perfumerii drgnęło… mężczyzna przestał być w końcu ignorowany jako masowy odbiorca wonności i postanowiono wreszcie przełamać kanon lawendowo kolońskich akordów…

Z facetami jest ten problem, że panicznie boją się nowinek i drastycznych zmian, mogących potencjalnie uderzyć w ich męskość (nawet pomimo szczerych zapewnień, że rozmiar nie ma znaczenia)… szczególnie 50 lat temu ciężko było namówić eleganta wychowanego w kulcie zgrzebnej, surowej męskości – do przełamania się ku nowomodnym wynalazkom, burzących ustalony porządek świata… dziwię się jak wówczas tolerowano pomady i brylantyny do włosów, używane dziś w formie żelów, pianek i gum za nieodzowny element męskiej toalety – bez którego wielu współczesnych mężczyzn (w tym pirath) nie odważyłoby się wyjść z domu…

Troszeczkę odpłynąłem od wątku przewodniego, ale tylko po to by wyłuszczyć – jak karkołomnym i ryzykownym w tamtych czasach (gdzie różowy nie był bynajmniej określany jako nowy czarny) zajęciem było sygnowanie kompozycji dla panów… każdą potencjalnie niestosowną nutę (zazwyczaj kwiatową) przemycano i starannie ukrywano w gąszczu tych poprawnych politycznie – po to by na nosiciela nie padł choćby cień podejrzeń o zniewieściałość… przed tym karkołomnym zadaniem stanął nieżyjący już arcymistrz blotera – Edmond Roudnitska, ojciec Michela

Dla mnie osobiście Eau Savage jest kwintesencją męskiej elegancji i świeżości, która wyewoluowała bezpośrednio z nieśmiertelnego nurtu tradycyjnych wód kolońskich… nie jeden skrzywi mordkę podczas wąchania i stwierdzi, że ten zapach jedzie starym dziadem… ma rację, bo ten zapach pachnie dokładnie wedle obowiązujących w czasach młodości naszych dziadków kanonów… a wiadomo przyzwyczajenie to druga natura człowieka, więc sporo mężczyzn wciąż sięga po zapachy swej młodości… zastanówcie się jak groteskowo będzie odbierany przygarbiony zębem czasu pirath, popierdzielając ze swoim balkonikiem po centrum handlowym – zostawiając za sobą nieznośnie korzenną woń Gucci PH, albo zasłonę dymną z niszowych kadzideł?

Gdybym miał wskazać zapach symbolizujący tamtą epokę – byłby to właśnie Eau Savage Diora, zamiennie z Guerlain Vetiver i Habit Rouge… te kompozycje genialnie oddają klimat i specyfikę tamtych dekad, gdy bycie gentlemanem było postrzegane jako cnota, a nie frajerstwo… powoli wchodzę w wiek, gdzie mogę sobie pozwolić bez dysonansu i groteski na noszenie Eau Savage… uwielbiam też wersję Extreme, ale to wersja klasyczna, poddana zapewne w ciągu minionych dekad szebernastu reformulacjom – jest IMO kwintesencją ultra męskiej, ponadczasowej świeżości… do tej kompozycji trzeba po prostu dorosnąć by ją zrozumieć i móc w pełni docenić… dla mężczyzn w wieku do 25-30 lat, dla ich własnego dobra, polecam coś mniej zdeklarowanego jako purytańskie i zamierzchłe… 😉

Eau Savage to mieszanina cytrusów, ziół, drewien i kwiatów zaserwowana w charakterystycznym stylu prehistorycznych wód kolońskich… to co jednak ten zapach wyróżnia – to niesamowita głębia, bogactwo, elegancja i niebotyczna wręcz trwałość i projekcja towarzysząca nosicielowi jeszcze wiele godzin po tym, jak klasyczne wody kolońskie rzekły pass… zapach przez wiele godzin pozostaje rześki, chwilami ostry w brzmieniu i niesamowicie esencjonalny… naprawdę czuć, że to stara szkoła perfumiarstwa, z którą nie może się równać żaden współczesny wypust nastawiony na podkreślanie męskości faceta – który nosi ubrania w tym samym rozmiarze i używa tych samych kosmetyków co jego dziewczyna… 😉

Głowa: rozmaryn, kolendra, nuty owocowe, bazylia, bergamotka, cytryna
Serce: kolendra, goździk (kwiat), drzewo sandałowe, paczula, korzeń irysa, jaśmin, róża
Baza: ambra, piżmo, mech dębowy, vetivera

Advertisements

Responses

  1. Absolutnie genialny zapach, do którego – jak słusznie napisałeś – trzeba dojrzeć. Znaczące w moim przypadku jest to, że mimo posiadania kilkudziesięciu flakonów i kolejnych kilkudziesięciu dekantów rozmaitych pachnideł, niedawno zobaczyłem dno w mojej 50-ce Eau Sauvage (vintage). Była to smutna chwila, ale już rozglądam się za 100-ką, bo życie bez Eau Sauvage nie jest pełne 😉 Ten zapach będzie ze mną zawsze. To samo mogę powiedzieć o zaledwie kilku innych. Guerlain Vetiver, Cartier Declaration, Terre d’Hermes,…

  2. pełna zgoda! wszystkie, które wymieniłeś są absolutnie genialne i tak się składa, że wszystkie w/w również znajdują się w moim posiadaniu 😀

  3. Również znam i lubię ten zapach, ale chyba nigdy nie miałam jeszcze okazji sprawdzić, jak on pachnie na skórze mężczyzn 😉 Zgadzam się, że czuć w nim echo dawnych lat, gdy trendy w perfumiarstwie były zupełnie inne. Pewnie dlatego współczesnym mężczyznom (i nie tylko) ów zapach może się wydawać dość siermiężny 😉

  4. faktycznie męski zapach na skórze mężczyzny pachnie inaczej… tzw pachnie tak jak powinien… z tego właśnie powodu, by uniknąć zniekształceń nie biorę się za opisywanie zapachów stricte damskich… 😉

  5. Młody jestem i pokochałem Eau Sauvage całym sercem. Gdyby nie cena i kiepska trwałość kupiłbym całą butlę.
    Fenomenalne to jest. Ciepłe cytrusy skąpane w miękkim zielsku. Czuć oldskul, ale on nie dodaje lat, tylko powiększa nam mężczyznom coś tu i ówdze. 😉
    Nazwałem go sobie roboczo Santos Fresh. I coś w tym jest. Nie pachną identycznie, ale gdyby Cartiera ogołocić z pieprzu i dymu, a dolać doń soku cytrynowego byłby Dior 😀

  6. kiepska trwałość? eau savage to jeden z moich osobistych tytanów trwałości… RoQ też mi ostatnio wspominał, że na nim eau savage słabo trzyma… spróbuj może wersję extreme… u mnie ponad dobę zostawia wyraźny ogonek…

    btw widziałem ostatnio w którejś perfumerii internetowej Santosa za ~100 zł albo mniej… 😉 nie tylko Eau savage dodaje cennych centymetrów… sprawdź wersję extreme… 😀

  7. Na mnie niestety jest tak, że po jakichś 3- ech godzinach osiada przy skórze i trzeba mu temperatury, by się podniósł. Gdyby pominąć ten fakt, to rzeczywiście jest bardzo trwały.
    Santosa ja znać, nawet odlewkę mieć 🙂 Gdybym miał jednak wybierać (mam nadzieję że do tego nigdy nie dojdzie), to wybrałbym Eau Sauvage. Tak jakoś ze mną lepiej współgra.
    Btw ten Dior bardzo dobrze sprawuje się jako woda po goleniu.

  8. ja cenię i Diora i Cartiera, oba są dla mnie inne, ale Santos prędzej czy później zagości w mojej kolekcji, za tę jego buńczuczność…

    zdecydowanie tak, bo kolońskie korzenie Eau Savage mocno ten zapach nobilitują jako idealną wodę po goleniu… w tej roli świetnie sprawdza się Grey Flannel Beene

  9. a EDP jest podobny do EDT i czy trwalszy ?

  10. wybacz, ale nie bardzo rozumiem w odniesieniu do jakiego zapachu EdP jest podobne do EdT i czy jest trwalsze?

  11. dobra , to może inaczej zapytam. Wersja Extreme różni się od wersji standardowej trwałością i intensywnością , czy również samym zapachem. Pytam bo nie miałek okazji powąchać wersji Extreme.

  12. przede wszystkim różnica polega na samej intensywności brzmienia (stylistycznie i tematycznie jest to to samo brzmienie, ale zaserwowane znacznie intensywniej, dobitniej i głębiej – IMO właśnie na tym powinna polegać istota edycji extreme)… zapachowo grają w tej samej tonacji, choć jak mówiłem w extreme wszystkiego jest więcej niż w klasycznym Sauvage i zaserwowano to dobitniej… zaś różnica w samej trwałości jest, ale wynika raczej wyłącznie z faktu iż jest to extreme i wybrzmiewa nieco dłużej…
    mówiąc bardziej obrazowo: wyobraź sobie jakiegoś swojego raczej szczupłego kumpla, którego dobrze znasz… a teraz wyobraź go sobie przypakowanego do około 90 kilo… twarz bardzo znajoma, głos ten sam (o ile nie brał koksu) ale gabaryty i masa robią znacznie wrażenie i budzą szacunek… 🙂

  13. Czy mozna jeszcze dostac Guerlain Vetiver w starej wersji?

  14. masz na myśli flakon? o ile mi wiadomo to samego zapachu nie zmieniano, choć przyznam, że znam GV z flaszki obecnej i tej z 2000 roku, w poziome szlaczki i różnicy nie widzę…

  15. Piracie, szukałem zapachu na wiosnę, nie chciałem, żeby to był jeden „z tych” świeżaków, przetestowałem sporo zapachów, których jeszcze nie mam, i wróciłem do pomysłu, żeby to był może Dior Sauvage EDT?, ale recenzje nowości co prawda ale z 2012- Dior Eau Sauvage Parfume nie dawały mi spokoju.
    Wreszcie go mam i jest to naprawdę strzał w 10! Dla wszystkich którzy lubią: Lalique Encre Noir, Vetivera Guerlaina, a może i Terre Hermesa – pozycja do sprawdzenia.
    Otwarcie nawiązuje, ale tylko ono, do klasycznego Dior Eau Sauvage, ale tutaj to są soczyste cytrusy, dla niektórych może zbyt słodkie, ale słodycz ta z czasem znika i podbija pozostałe nuty.
    Po nich pojawia się mirra, więc amatorzy kadzidlaków też będą usatysfakcjonowani. No i na koniec vetiver, ale inny niż w Lalique Encre Noir – nie taki drzewny, suchy, dzięki cytrusowym nutom, bardziej zielony, wibrujący jak w klasycznym Vetiverze Guerlaina, no i ta projekcja i trwałość.
    Raczej nie na gorące dni, bo zapach bardzo balsamiczny i otulający.
    Trudno uwirzyć, że to tylko 3 składniki bergamotka, mirra i vetiver..

    • dzięki za przypomnienie, bo jakoś mi perfumowane Eau Sauvage wypadło z pamięci, a chętnie bym je poznał i opisał na blogu 🙂
      p.s. sztuką jest wyczarować coś z niczego, czego najlepszym przykładem są ultra minimalistyczne kompozycje Elleny. Demachy też jest perfumiarzem wybitnym, więc nie dziwota że potrafi sklecić coś z niczego, z tym że nie zapominajmy że oficjalne wykazu nut nie są ani kompletne, ani do niczego nie obligują (nie są prawdziwe), pozdrawiam

      • Hehehe, dziwne, że ten zapach jest tak mało popularny, to pewnie z jednej strony kwestia marketingu, braku dystrybucji w największych sieciówkach, ale z drugiej, że to typ zapachu, który mógłby spokojnie być zaliczony do niszy, gdyby nie marka. 🙂 Nie każdemu przypadnie do gustu. Zbyt intensywny, sugestywny, przy nijakich dzisiejszych hiciorach z D i S.
        Spotkałem niewiele recenzji głównie zachodnich, ale bardzo entuzjastycznych.
        Jestem ciekaw Twojej. 🙂

        • Owszem, nie da się ukryć że w kwestii brzmienia jest to bardziej oldschool dla koneserów niż zapach chociaż ocierający się o główny nurt. Tu marketing za bardzo nie pomoże, bo Eau to inna epoka i zupełnie inny poziom estetyki, choć na wciąż topowym poziomie jakościowym. I sądzę że ten rozstrzał pomiędzy jakością którą reprezentuje dawny i obecny Dior jest największą solą w oku dla PR-owców Diora…
          p..s ja dawne Eau Sauvage uwielbiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: