Napisane przez: pirath | 16 czerwca 2012

Olivier Durbano – Citrine EdP, czyli cytryna w wersji unplugged…


Z refleksem porównywalnym do szybkości, z którą Apple „łata” krytyczne dziury w zabezpieczeniach swojego oprogramowania – przystąpiłem do oblatywania najnowszego Citrine – Oliviera Durbano z 2011 roku… to już siódmy z kolei zapach zainspirowany kamieniami półszlachetnymi, z których Olivier tworzy na co dzień swoją biżuterię… o kolejnych premierach obiecuję niezwłocznie donieść jeszcze w tej pięciolatce… 🙂

No dobra żartowałem, ponieważ dowiedziałem się od Oliviera – że tej jesieni, prawdopodobnie we wrześniu zaprezentuje światu swoją najnowszą kompozycję zainspirowaną Heliotropem… bo czyż jesień bez nowego Durbano nie jest jesienią straconą?

Długo polowałem na tę próbkę Citrine i dopiero dzięki pomocy przesympatycznej Nishy, autorki bloga nisha.pl – stałem się posiadaczem własnego mililitra… muszę wyznać, że pierwsze chwile z tym zapachem wprowadziły mnie w nie lada konsternację… zupełnie czegoś innego spodziewałem się po tym zapachu… dopiero długie testy (zauważyliście zapewne, że od paru dni nic nie naskrobałem) pozwoliły mi ogarnąć ujmującą, niesamowicie lekką kunsztowność tej kompozycji…

Citrine jest raczej umownie cytrynowy – dosłownie i w przenośni… jego „cytrynowość” znacznie wykracza poza znaczenie tego słowa, zarówno w kontekście owocu – jak i kamienia, którego sylwetkę przybliża ten zapach… a najbardziej zdziwią się ci, którzy będą się doszukiwać „cytrusowej świeżości” w tej kompozycji… owszem cytryna tu występuje – ale ledwie w formie nikłego blasku, połyskującego w misternie oszlifowanych krawędziach klejnotu… w Citrine odnajdziemy zarówno mocno przygaszoną żółtość cytrusów, jak i ciepło zabarwionej niemal na pomarańczowo ambry i niemal bursztynową żółć zaklętą w bryłkach żywicy… lekko orientalny obraz całości dopełniają przyprawy i szlachetne drewna przejmujące na siebie ciężar wybrzmiewania Citrine

Wspomniane niemal mistyczne cytrusowe preludium, to zręcznie przeprowadzona gra pomiędzy faktycznie ujętymi w otwarciu, niemal transparentnymi nutami cytrusowymi – a drewnem różanym, gwajakowym, imbirem, pieprzem i żywicą elemi… całość dopełnia odrobina mirry, ciepła ambra i wosk pszczeli… zapach przebiega harmonijnie i spójnie, pomimo diametralnie odmiennego składu poszczególnych akordów… i właśnie aspekt płynnie zmieniających się akordów, bez ich zauważalnej granicy zrobił na mnie największe wrażenie…

Najnowszy Durbano to złożona, niepowtarzalna, bogata w oryginalnie ze sobą zestawione nuty kompozycja… a przy tym wciąż lekka, chwilami wręcz przesadnie dyskretna… idealnie odzwierciedla subtelną, lekko muśniętą na żółto barwę kamienia Cytrynu … obecność żywicy elemi i mirry nadaje kompozycji tej wyrafinowanej, specyficznej kadzidlano orientalnej głębi – obecnej w każdej kompozycji Oliviera Durbano… to swoisty znak wodny mistrza Oliviera, który w tym przypadku kojarzy mi się z łezką żywicy– zakrzepłą przed wielu laty na konarze drzewa…

Już po kilkunastu minutach zapach gubi gdzieś przewodnią nutę cytrynową, której brzmienie zręcznie przejmuje drewno różane i gwajakowe… w tle cały czas przygrywa żywica, odrobina przypraw z pieprzem i imbirem na czele – a im bliżej finiszu, do głosu dochodzi miodowo zabarwiona ambra… jedyna rysa, która mąci misterny szlif tego dzieła – jest jego słabowita projekcja i trwałość… po edycji EdP spodziewałbym się, że zapach będzie mi towarzyszył ździebko dłużej niż kilka godzin… ale i tak jest to przepiękna i przy tym oryginalna kompozycja… jeśli jesteś miłośnikiem dyskretnych kadzideł, podbarwionych lekko orientem i szukasz czegoś odpowiedniego na letnie wieczory – Citrine będzie idealnym wyborem, nawet jeśli trzeba będzie targać ze sobą perfumetkę… 😉

Głowa: sycylijska cytryna, dzika pomarańcza, żywica elemi, imbir, różowy pieprz
Serce: nasiona marchwi, mimoza, drzewo różane, gwajak
Baza: piżmo, mirra, szara ambra, wosk pszczeli


Responses

  1. Oj, zgadzam się. Zapach jest ciepły i niezwykły. Recenzując go pisałam, ze nigdy już nie zwątpię w wyczucie Oliviera do doboru zapachów, które firmuje swoim nazwiskiem. Dał radę z zapachem zielonym, z różą, z nutami morskimi… I z cytryną też. Nawet w heliotrop już nie ośmielę się wątpić. Czekam.

  2. kurcze, właśnie Różowego Kwarcu i Turkusu jeszcze nie znam 🙂
    generalnie uwielbiam jego kompozycje, a Kryształ Górski i Turmalin to moje niesłabnące obiekty kultu… cenię również Jadeit, ale jak dotąd najmniej przypadł mi do gustu Ametyst… co pokaże Heliotrop? mam nadzieję, że będzie nawiązywał barwą do koloru kamienia… premiera tej jesieni we Florencji… mam nadzieję, że dorwę jakąś próbkę… 😉

  3. Citrine jest chyba najsubtelniejszym kadzidlakiem z całej kolekcji Durbano, Herbata z miodem, cytryną i kroplą żywicy. Fajny, ale Jade nic nie przebije. [Nawiasem mówiąc,Jade uparcie nazywam nefrytem – czy ktoś wie o co Olivierowi tak naprawdę i na 100% chodziło, nefryt czy jadeit?]

  4. O, właśnie dojrzałam w swoim powyższym komentarzu konflikt słowotoku ze znakami przestankowymi. Cóż, pora nie najlepsza…

  5. a, tam detalami się przejmujesz… grunt, że literki stoją na swoich miejscach… a co do dylematu nefryt/jadeit – ciekawe pytanie, bo jeden i drugi zielony, nefryt nawet ciemniejszy i do klimatu Jade nawet bardziej by pasował, ale dzięki tym czarnym ciapkom w strukturze przypomina przejrzały francuski ser pleśniowy, a jadeit po oszlifowaniu ma jednak bardziej przejrzystą i powtarzalną strukturę… Olivier nie chciał zapewne by jego jadeitowa biżuteria chorowała na przewlekłą ospę 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: