Napisane przez: pirath | 20 czerwca 2012

Kilian – A Taste of Heaven, Absinthe Verte EdP, czyli słodkie ziółka…


Równie dobrze mogłem opatrzyć ten wpis podtytułem – „u pana Boga w Ogródku„, ale chciałem uniknąć komplikacji z ewentualnym dochodzeniem praw autorskich do nazwy, serii nietrafionych wyszukiwań wujka Googla – ale przede wszystkim nazwa tego zapachu ma tyleż wspólnego ze smakiem nieba, co moja wiara w istnienie samego nieba (jestem ateistą z przekonania)… 🙂 co więcej, ten zapach ma tyleż wspólnego z absyntem co fish-o filet z rybą… nie wierzycie?

Pewien Amerykanin uczulony na rybę pozwał (to taka amerykańska tradycja) Maca do sądu, że zjadł przypadkiem podczas wizyty z przyjaciółmi w ich restauracji kawałek tej kanapki i poważnie po tym zaniemógł… skarżył korporację nawet nie o zwyczajowe horrendalne odszkodowanie, lecz zaledwie o zwrot kosztów hospitalizacji – ale przegrał z kretesem, bo mu McDonalds udowodnił, że w ich rybnym fileciku nie ma ani grama ryby… 😀 i podobnie jest z tym zapachem, gdyż absyntu, a nawet grama piołunu w czystej formie tu nie stwierdziłem…

Nie wiem czy to czarny humor Kiliana w osobie Calice Becker, która w 2007 roku stworzyła ten zapach – ale wzniosła, wręcz pretensjonalna nazwa to najmocniejszy argument tej kompozycji… pierwsze akordy to raczej symboliczne brzmienie bergamotki, bo już od pierwszych sekund zagłusza ją intensywnie zielony, wytrawny akord ziołowy… tak upierdliwie ziołowy, że wykręca bebechy i dodatkowo jest uderzająco podobny do Versace Dreamera, a w nieco późniejszej fazie, gdy do głosu dochodzi ociekająca słodyczą lawenda – przypomina mi Caron Pour Un Homme

Esencjonalną, wysoce aromatyczną, wręcz oleistą mieszaninę zmiażdżonych w moździerzu ziół i nielicznych kwiatów – doprawiono sowicie ulepkowato słodką lawendą… jej nienaturalną wręcz słodycz dodatkowo wzmacnia obecność równie cukiernianej wanilii, wyrywającej się do przodu pod koniec akordu serca… no ale gdzie ten obiecany absynt? gdzie ta róża i geranium, którymi mi wygrażał wykaz nut? ano ni ma…

Jestem podwójnie rozczarowany… po pierwsze ten zapach nie ma nic wspólnego ze swoją deklarowaną nutą przewodnią – czyli absyntem w roli głównej, drugoplanowej, ani nawet w formie statysty odgrywającego rolę trupa… ta kompozycja, podobnie jak jej nazwa to niestety tylko pusty frazes… liczyłem po cichu, że może znajdę w Absinthe Verte nieco przyjaźniejszą dla portfela alternatywę dla genialnego Memoir Amouage, ale może to i lepiej, że Memoir pozostanie w sferze niedoścignionego ideału?

Schyłek kompozycji staje się przyjemny i całkiem noszalny, gdyż upierdliwie wytrawne zielsko odparowało, a lawenda i wanilia wzięły coś na uspokojenie… zapach choć nadal podszyty zieloną podszewką, staje się w swej dojrzałej fazie naprawdę miły dla nosa… szczególnie gdy ktoś ceni lawendę i naprawdę koncertowo wyartykułowaną wanilię… ale w świetle uderzającego podobieństwa do Versace i Carona ciężko pochwalić Kiliana za oryginalność i zaprezentowanie czegoś świeżego… szczególnie gdy porówna się ich ceny… 😉

Głowa: bergamotka
Serce: absynt, lawenda, geranium (bodziszek), róża, kwiat pomarańczy
Baza: wanilia, tonka, sosjura olejkodajna, paczula, mech dębowy

Reklamy

Responses

  1. Heh … Cóż to specyficzne , często ubarwione czernią poczucie humoru jest u nas rodzinne;P Tobie zresztą też go nie brakuje 😉
    Często zdarza mi się nie znaleźć w perfumach tego co wedle nut powinno się tam znaleźć, ja nawet to lubię, taki zaskok że przyglądasz się butelce , albo zaczynasz wątpić czy w samplu masz to co miałeś mieć …

  2. chyba tak 🙂 miło znów Cię czytać skarbku 🙂 nawet domyślam się czemu zawdzięczam Twoją wizytę, ale zostawmy to ewentualnie na PW… przyznam, że i mi parę razy zdarzyło się mieć spore wątpliwości czy zawartość próbki to aby na pewno to co deklaruje etykieta i czy aby ktoś mi psikusa nie zrobił…

    tu wygląda na to, że producent zrobił sobie psikusa z nabywców, co jest raczej karkołomnym posunięciem z punktu widzenia marketingu…

    absynt w perfumiarstwie jest jak piraci, wampiry i zagłada ziemi dla branży filmowej… jednym z flagowych tematów obok aktualnie modnego oudu, eksploatowanym dość często w perfumach… jest zawsze na czasie, zawsze intryguje i jako owoc niemal zakazany pobudza wyobraźnię, wzbudza spore emocje samą już nazwą i klienci chętnie sięgają po takie wynalazki… szkoda, że tym razem to tylko atrapa…

    pozdrawiam 😉

  3. Zaglądam do Ciebie często , tylko po cichu 😉 Trochę zamilkło mi się blogowo, ale i to nie temat pod publikę.
    Oud w niszowcach chyba grubo przebija wszystko ostatnio, ja rzadko go lubię, na niektórych „skórkach” pachnie ładnie ale na mojej niestety nie, mnie podjeżdża metalem i pachnie barrrdzo pogrzebowo.
    A Rose Oud Kiliana już teściłeś? Ten akurat mi się podoba jako jeden z nielicznych, być może dlatego że stosunkowo niewiele oudu w oudzie;)

  4. nie krępuj się, będę zaszczycony jeśli zechcesz odwiedzać mnie głośniej 🙂

    tak oudomania jest wszechobecna, przytłaczająca skalą problemu (nazywajmy rzeczy po imieniu), monotematyczna i powoli nudna… no i zabija kompletnie magię tego składnika, czyniąc z niego coś mega powszedniego na wzór bergamotki… niby jest w niemal każdych perfumach, ale kto zwraca na nią uwagę?

    niestety z w/w powodu niespecjalnie mnie ciągnie do poznania tego zapachu, ale prędzej czy później do niego dotrę, przerabiając półeczkę z Kilianami… chcę jakoś przeczekać ten szał na oud, a że lubię stawać okoniem naprzeciw trendom, więc prędko to nie nastąpi… 🙂

  5. ad ostatniego akapitu… to tak jak ja- lubię stawać okoniem, od zawsze 😉
    Coraz mnie jestem skrępowana, będę wpadać z hukiem 😀
    ad drugiego : bo bergamotka „najlepsiejsza” jest solo w towarzystwie niknie, jak Szyc w towarzystwie Adamczyka, Karolaka, Frycza i Małaszyńskiego 😉

  6. Taste of Heaven to cichy morderca. Raz go zaaplikowałam globalnie i rozważałam wyskoczenie przez okno. Brr.

  7. skarbku, genialna pointa 🙂
    ale zapach uzyskany z Karolaka a zwłaszcza Adamczyka, Małaszyńskiego i na dokładkę Damięckiego to zaledwie metroseksualny świeżak dla fanów BigBrothera… już wolałem kompozycje utkane z Lindy, Pazury, Lubaszenki, Kodrata i Gajosa a nawet Żmijewskiego, który ostatnio stoczył się w roli super klechy o. Mateusza… może nie były urodziwe i nie epatowały ściskającą za serce wrażliwością, ale mam wrażenie że przynajmniej miały jaja… 🙂

    nisha – u mnie było podobnie, ale ja nie chciałem skakać, tylko zwracać… niestety kot położył mi się na brzuchu i nie mogłem wstać z łóżka 🙂

    p.s. mam dla Was moje panie dziś niespodziankę, która nawet mnie wprowadziła w zdumienie i zachwiała w posadach mą wiarą w przypadek…

  8. Jak to się mówi: „dajesz!” 😀

  9. oooo zabrzmiało to…. mykam więc po szklanicę czegoś zimnego i czekam na niespodziankę 😉
    Ja też zdecydowanie wolałabym tkankę z Lindy, Kondrata czy innych znacznie mniej mainstreamowych niż Ci wymienieni wyżej ale wspomniałeś o Szycu , to trzeba było go zniknąć w gąszczu 😉

    ps. u mnie też często bywa, że nie mogę bo kot na mnie leży 😀
    I drugi pees – ja lubię Taste ;P

  10. no to dałem, enjoy 🙂

    skarbku – ja mam co prawda tylko dwa koty, ale razem ważą tyle co doberman 🙂

  11. piona – też mam tylko dwa 😉

  12. ja na dwóch poprzestałem… i tak mam wojnę polsko-ruską w domu i czeski film, gdy co kilka dni w domu wybucha Jihaad 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: