Napisane przez: pirath | 21 czerwca 2012

Yves Rocher – Transat, czyli transatlantyk który dopłynął…


Wiecie jaką miłością darzę zapachy „wodne„… już sam widok niebieskiej cieczy kołyszącej się we wnętrzu flakonu, powoduje u mnie chorobę morską i wywołuje „sygnał faxu„… badyle, syntetyczna chemia, zatęchłe bajora i wazony pełne kwiatów, którym od tygodni nie zmieniano wody… cud, miód, malina… idąc jak na ścięcie (pozdrawiam Annę Boleyn) rozrywam niebieskie opakowanie z kondonem, tfu nasączoną chusteczką… nacieram dłoń specyfikiem, zanim alkohol odparuje w ciągu najbliższych kilkunastu sekund –  już czując rozkwitający w otwarciu rozmaryn… kurcze, nie jest dobrze…

Szczęśliwie moje obawy okazały się deczko przesadzone, bo premierowa nuta rozmarynu cofnęła się równie szybko jak zagościła i wraz z nią znikły moje obawy… to co zaczęło nieśmiało kiełkować na mojej skórze, okazało się całkiem zjadliwe… kolejne minuty mijają i dziwny twór dojrzewający na dłoni robi się coraz bardziej interesujący… czymkolwiek jest, bo z całą pewnością żaden składnik naturalny nie jest w stanie „wyczarować” takiego brzmienia… „morskie” serce jest bez wątpienia syntetycznym wytworem jakiegoś laboratorium, przodującym w wytwarzaniu aromatów kosmetycznych – bo zapachowi bliżej do „wyrafinowanej” woni jakiegoś lepszego płynu do płukania tkanin, niż morskiej bryzy… pachnie to całkiem nieźle (czytaj nie odstręczająco), choć absolutnie nijako…

Serce Transat z 2005 roku (nazwa idealna dla amerykańskiego Vana z silnikiem hybrydowym) choć delikatne i totalnie nieidentyfikowalne dzięki swym chemicznym korzeniom – jest przy tym całkiem przyjemne i absolutnie nieinwazyjne… nic nie gryzie, nic nie szczypie, nie mam odruchów wymiotnych – a zapach delikatnie smyra nos, przywodząc na myśl urokliwą scenkę z jakiegoś folderu biura podróży… i tylko scenkę z broszury, bo nie da się przypisać tej woni jakiejkolwiek naturalnej scenerii… zatem śpieszmy się wykupywać wycieczki, albowiem biura podróży tak szybko bankrutują… 🙂

Rocherowamorska bryza” jest totalnie „niemorska” – wręcz „nierealna„, co dodatkowo komplikuje identyfikację czym to ewentualnie może pachnieć… w sumie mi to nie przeszkadza, bo zapach choć syntetyczny do bólu – nadrabia urokiem i lekkością swą anonimowość i niemiłosiernie uproszczoną linię zapachową… w sumie tej kompozycji bliżej do aromatyzowanej choinki zapachowej niż perfumom – lecz i takie „wynalazki” znajdą swych zagorzałych amatorów…  szczególnie latem, gdy niemal każdy zapach drażni i niemal zawsze pachnie nazbyt intensywnie…

Głowa: rozmaryn
Serce: nuty morskie
Baza: ambra, nuty drzewne

Reklamy

Responses

  1. ‚Syntetyczna chemia’.. Jesteś mistrzem nowomowy.

    • doprawdy? https://pl.wikipedia.org/wiki/Chemia_organiczna#Syntetyczna_chemia_organiczna
      w kontekście podziału i metodologii wytwarzania niektórych składników używanych w perfumiarstwie, określenie „syntetycznej chemii” (analogicznie do organicznej, tu w kontekście uzyskanego efektu/zbieżności ze wzorcem organicznym) ma jak najbardziej sens i swoje uzasadnienie – ale skąd ignorant miałby to wiedzieć?

      p.s. pseudo anonimowy trollu z małopolskiego, o ksywce wojtek/Małgosia – atakujesz mnie i moje wpisy już któryś raz w ostatnim czasie. W swych komentarzach silisz się na udawaną erudycję i próbujesz kwestionować moją retorykę – posiłkując cytatami i usiłujesz podważać określenia i zwroty, których sensu i znaczenia ewidentnie nie rozumiesz. Jesteś żałosny, ale żal mi Cię – jak każdego niespełnionego frustrata, który próbuje się realizować/dowartościować hejtując online… miłego dnia 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: