Napisane przez: pirath | 23 czerwca 2012

Kilian – Back to Black Aphrodisiac EdP, czyli Kilianowy pomysł na sukces…


Kolejny Kilian i kolejne rozdarcie pomiędzy ukontentowaniem kompozycją, a widmem postrzału w krocze z dwururki na słonie – wywołanym jej sporym podobieństwem do kilku mniej lub bardziej znanych szlagierów… a do tego ten dopisek „aphrodisiac„, nachalnie sugerujący nabywcy – tak, to klimaty 1 Million, dzięki którym będziesz wyrywał lachony na kopy… podtytuł zupełnie zbędny, nietaktowny w tej lidze, a wręcz desperacki – bo już pierwsze takty Back to Black bezsprzecznie dają do zrozumienia z czym mamy do czynienia… bądź co bądź, po uznanej w środowisku marce niszowej, nie spodziewałbym się „tanich” zagrywek – nawet jeśli w obecnych czasach na „tanich chwytach” można ugrać więcej niż na ugruntowanej pozycji i samej kompozycji… widać nawet niszy nie omija powszechna dewaluacja…

Za sukces wieczorowego (a jakże!) Back to Black z 2009 roku – znów odpowiada Calice Becker, etatowy nos Kiliana i od kilku dni kombinuję jak tu drania opisać nie krzywdząc go zbytnio, gdyz jest naprawdę przyjemny – a przy tym nie chcę utopić go w łyżce wody za porażającą wtórność, żenujący brak oryginalności, a nawet perfidną zrzynkę… jak zacząć tę historię? o jakie klimaty zahacza Back to Black? zresztą nie tylko Kilian postanowił „kuć żelazo póki gorące„, bo zapachów utrzymanych w trendzie „Pacofilnych” powstało już całkiem sporo… to zatrważające, bo Paco jest tym dla współczesnej branży perfumeryjnej – czym Borys Szyc dla współczesnej polskiej kinematografii… no ale ileż można!…

Niemal każdej zimy Masza i Igor zapraszają mnie do swojej daczy pod Moskwą… oczywiście nie mogę odmówić, bo uraziłbym okrutnie ich gościnność, a bilety i tak już czekają na mnie na lotnisku… zresztą bardzo lubię ich odwiedzać… i nie obchodzi mnie, że są bajecznie bogatymi nuworyszami, których fortuna powstała w zaledwie kilkanaście lat (Igor jest jakimś oligarchą w przemyśle chemicznym, a Masza córką lokalnego notabla, który bardzo swego czasu pomógł Igorowi poznać odpowiednich ludzi)… już w samolocie objem się blinami z kawiorem jak bąk, a na lotnisku będą już na mnie czekać w swoim odpustowo wykończonym Bentleyu, dobranym pod kolor soboli, które aktualnie nosi Maszeńka… zawsze witają mnie osobiście, wyściskają serdecznie i wycałują – ciesząc się jak dzieci, że oto znów jestem… uwielbiam Rosjan za ich gościnność, romantyzm drzemiący w ich ckliwych duszach i gorące głowy… nie lecę na ich pieniądze, choć czasem rozmach i fantazja ich stylu życia potrafi doprowadzić mnie do „opadnięcia szczeny”… nie często można oglądać przyszłoroczny model Ferrari, zakopany w błocie do połowy drzwi , na poboczu drogi gruntowej prowadzącej do ich daczy… Igor deklaruje, że na wiosnę wyciągnie go traktorem sąsiada… najbardziej zadziwiają mnie właśnie tego rodzaju kontrasty, że stać ich na taką furę – a nie utwardzili sobie drogi dojazdowej… ale to przesympatyczni, szczerzy i poczciwi do bólu ludzie, których ogromne pieniądze nie zepsuły – i za to ich tak strasznie lubię, szanuję i cenię sobie ich wesołe towarzystwo…

Wieczorem będą chcieli wyciągnąć mnie do swojego ulubionego klubu… żadne protesty i błagania nie wchodzą w grę, bo Igor chce się ze mną napić i koniec (ich skromne M2, liczące 800 m2 jest za ciasne na kameralną popijawę, więc jedziemy pić na miasto)… raczej symbolicznie (max 0,7), bo nie jestem przyzwyczajony do jego tempa… zaczynamy się zbierać do wyjścia… Igor w połyskującym stalowo, jedwabnym garniturze i równie oczojebnej satynowej koszuli… Masza w połyskującej pierdylionem złotych haftów i cekinów sukni wieczorowej i futrze z jakiegoś zagrożonego wyginięciem gatunku, o tysiącu imion… ich toaleta aż oślepia ciężkimi złotymi dodatkami i intensywną wonią ciężkich perfum… wsiadamy do jeszcze innego Bentleya i mkniemy do klubu nocnego… kapiące złotem wnętrze, będące kiczowatym połączeniem baroku z absurdalnie przerysowanym eklektyzmem onieśmiela i przytłacza swoim rozmachem…  ale zaraz zaraz… Back to Black nie pachnie jak Parfum d’Empire – Ambre Russe (2003), ani Paco Rabanne – 1 Million (2008), więc opuszczam moich rosyjskich przyjaciół i szukam dalej…

Back to Black nie jest aż tak przerysowany jak Ambre Russe i 1 Million… jest dyskretniejszy i mniej krzykliwy… zdecydowanie bliżej mu do wyważonej hybrydy przyprawowego Viktor & Rolf – Spicebomb (2012) i suszu owocowego znanego z CK One Shock for Him (2011)… kurcze, to jeszcze nie są te klimaty… Kilian jest bardziej miodowo, tabakowo, przyprawowy… zahacza tu o Serge Lutens – Fumerie Turque (2003), ale Kilian z kolei nie zawiera skóry… jego początek jest krzykliwy, stąd silne skojarzenie z 1 Million i CK One Shock… z czasem zapach łagodnieje, gubiąc gdzieś tę intensywnie aromatyczną butę, po którą chętnie sięgają napaleni jak piec hutniczy klubowi podrywacze – pozostawiając na skórze odprężającą nutę lokalu dla statecznych dżentelmenów… dym szlachetnego tytoniu z pykanych fajek, miesza się z wonią nieśpiesznie pitego grzańca na trójniaku… w tle przygrywa subtelna wanilia, szafran i kardamon… jest naprawdę przyjemnie i aż nie chce się wychodzić, czemu wybitnie sprzyjają diabelnie wygodne meble…

Ten zapach posiada zniewalające przyprawowo owocowe otwarcie… jest równie soczyste, wręcz kulinarne jak w CK One Shock i chwilami Burberry London, że aż chce się skosztować tych suszonych, kandyzowanych i wyjętych ze spirytusowej nalewki owoców… szkoda, że ten akord trwa tak krótko, bo mój nos aż skamlał o jeszcze… serce Back to Black to niestety najbardziej oklepany i najmniej oryginalna faza kompozycji, gdzie ciężko oprzeć się wrażeniu, że i wśród marek niszowych niechybnie dostrzeżono sukces Paco… jestem przeciwny nieskończonemu powielaniu pewnych schematów i choć interpretacja Kiliana jest jedną z lepszych, które miałem okazję wąchać – to zapach i marka mocno straciła w mych oczach za pójście tą ścieżką, podążając za oklepaną wtórnością, na którą nisza winna być cudownym lekarstwem…

Reasumując, jeśli CK One Shock wydaje Ci się banałem dla pryszczatych licealistów na szkolnej potupajce, a 1 Million wywołuje niechęć swą natarczywością i masowym umiłowaniem w gronie jurnych panów po 40-ce, eksponujących na dancingach swoje bujne owłosienie na klatach – Kilian – Back to Black będzie idealnym kompromisem… jest naprawdę przyjemny i choć ograny jak Autobiografia – Perfectu w radio Eska oraz wtórny jak bieżąca odsłona Porsche 911 –  to wciąż ma klasę… i do tego dochodzi niemiłosiernie długi tytoniowo ambrowy finisz, przepięknie doprawiony miodem i utrzymujący się na skórze grubo ponad dobę…

Głowa: bergamotka, niebieski rumianek
Serce: kardamon, kolendra, szafran, tabaka, miód, drzewo cedrowe, wanilia, migdały
Baza: ambra, wetiwer, czystek (labdanum), paczula, mech dębowy

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: