Napisane przez: pirath | 28 czerwca 2012

koszenie trawy…


Kojarzycie film „Dzień Świra„? pytam, bo dziś poczułem się jak jego bohater w scenie, gdy mu panowie nap.erdalali od samego rana młotem wyburzeniowym… od kilku tygodni na moim osiedlu trwa akcja koszenia trawników… pozornie nic nowego, bo akcja trwa co roku… jednak diabeł tkwi w szczegółach i w poprzednich latach wyglądało to mniej więcej tak:

jechał sobie pan na małym traktorku, z funkcją koszenia trawy i w kilkanaście minut krążenia z monotonnym bzyczeniem (mniej więcej po 8 rano zaczynali) trawnik był ogolony… po nim do pracy wkraczał koleś z kosą spalinową, który poprawiał tam gdzie traktorek nie dał rady… cała operacja koszenia osiedla trwała 2-3 dni i absorbowała 2-3 osoby… poziom upierdliwości procederu – znośny…

teraz w ramach oszczędności i pomysłu racjonalizatorskiego (zapewne ktoś z administracji ma w rodzinie firmę zajmującą się pielęgnacją zieleni), nasza administracja  rozwiązała problem następująco:

parę minut po siódmej rano budzi mnie upierdliwe bzyczenie 5-7 ręcznych kos spalinowych (na całym osiedlu brzęczy ich kilkanaście), które do godziny 15 opierdzielą jeden trawnik wielkości małego boiska i parę klombów… brzęczą, upierdliwie i monotonnie przez bite 8 godzin, bez chwili wytchnienia dla katowanych uszu… a ten cały zgiełk po to, by w oparach spalin i licznych ciapkach z rozbryzganej psiej kupy – ogolić z wystającej zieleniny jeden trawnik … napierdzielają już tymi kosami bite dwa tygodnie i nikt mi nie powie, że ta „innowacja” przyniosła jakąkolwiek oszczędność (pracuje przy tym 10 x więcej ludzi, pierdzielą się z tą zielonką kilka razy dłużej i każda maszyna żre ekstra paliwo… za wszystko tradycyjnie zabuli członek spółdzielni – a podniesienie poirytowanych mieszkańcom ciśnienia – gratis… poziom upierdliwości procederu – wk.rw ekstremalny…

A najgorsze jest to, że koszenie przebiega w tak ślimaczym tempie, że gdy z porażającą mocą 7 kos uporają się w końcu z ostatnim trawnikiem – trawsko nieźle odrośnie i całość trzeba będzie zaczynać od początku… pewnie mają niezłą stawkę godzinową, więc do jesieni hulaj dusza… i jak tu spokojnie chorować? kiedy przez cały upalny dzień człek okna nie uchyli, bo zewsząd upierdliwe wycie nie pozwala zebrać myśli… oto kolejny przypadek gdy mniejszość dorabia się kosztem większości w majestacie prawa… idę wziąć coś na wrzody…

pozdrawiam z pola bitwy z anginą…

Advertisements

Responses

  1. U nas robią tak samo. A że ja sypiam w dzień… !@#$%^&*!!!

  2. ja też sobie lubię uciąć drzemkę… za dnia koszą mi trawę, a po południu, gdzieś około 18 wszyscy na około wyciągają wiertarki, młoty i szlifierki i napierdzielają niekończące się remonty w swoich mieszkaniach… niby cisza nocna jest od 22, ale jakim trzeba być burakiem, by umilać wszystkim na około życie napierdzielającą wiertarką z Lidla za 39.99 przez 2 godziny, w żelbecie – aby powiesić nowy obrazek na ścianie? do pewnych cywilizowanych zachowań nasze społeczeństwo jeszcze nie dorosło…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: