Napisane przez: pirath | 18 lipca 2012

Lacoste Essential, czyli nie Laco niczna Lacosta…


Dawno, dawno, dawno, bardzo dawno temu, gdy po terenie dzisiejszej budowy Złotej 44 beztrosko cwałowały młode mastodonty – pirath poznał pewną Lacostę… no może nie aż tak bardzo chciałem cofać się w moim życiorysie – ale nie ukrywam, że zapach bardzo mi się spodobał… 🙂 Essential nie jest szczytem wyrafinowania, ale na tle totalnych banałów dziesiątkujących obecnie szeregi Lacosty – zapach (obok Challenge i Style in Play) wypada bardzo pozytywnie…

Soczyste, intensywnie zalatujące zieleniną i czarną porzeczką otwarcie, kojarzy mi się z niezobowiązującą lekkością, specyficzną dla świeżaków i kompozycji sygnowanych na cieplejsze pory roku… gdyby nie wymieniona w składzie i przez moment rzeczywiście wyczuwalna nuta porzeczki i liści pomidora – otwarcie Essential byłoby kolejną trywialnością, jaką znajdziemy w setkach podobnych do Essential kompozycji… jest zatem deczko bardziej oryginalnie niż u konkurencji – ale bez przesadnego wyrafinowania, mogącego zdegustować i tym samym odstraszyć potencjalnego nabywcę… a nie wątpię, że jest ich całkiem sporo, gdyż jest to zapach przyjemny w noszeniu, bezsprzecznie urokliwy i z łatwością trafiający w nieskomplikowane gusta przeciętnego użytkownika perfum – wyraźnie stroniącego od ciężaru kadzideł i super trendy ostatnimi czasy oudów

Nie ma co ukrywać, że właśnie lekkie, często banalne świeżaki generują lwią część przychodów markom mainstreamowym i to z myślą o tej największej grupie masowych nabywców, generującej największe przychody – najbardziej medialne marki, wypuszczają co roku dziesiątki „nowych” niemal identycznych zapachów… ich kolorowe flakoniki sygnuje się chwytliwymi dopiskami (summer, hot, aqua, sport, etc.) i jeszcze bardziej chwytliwym otwarciem – mającymi ponownie nakłonić niczego nie podejrzewającego klienta, do zakupu ich „nowego” produktu… witajcie w świecie reklamy, i kreatywnego marketingu… nie dziwota, że spece od marketingu obok prawników, mimów i developerów – są jedną z najliczniejszych grup zawodowych zasiedlających piekło… 😉

Essential z 2005 roku jest zawieszony gdzieś na pograniczu oklepanego banału i wybitnego casualowca… przez wzgląd na jego podobieństwo do „średniej statystycznej” ciężko uniknąć krzywdzących porównań i niemal automatycznych skojarzeń… zapach nie powala trwałością ani projekcją, co jest dość charakterystyczne dla tej grupy zapachowej i nie powinno się tu oczekiwać cudów… posiada odrobinę pikantniejsze, drzewno przyprawowe serce i całkiem przyjemną, minimalistyczną, drzewną bazę… pokuszę się o wysnucie tezy, że jak na świeżaka, jest to kompozycja wysoce poprawna i posiada wyraźny podział na trzy odrębne akordy…

Zapach uwodzicielsko pięknie pachnie na bloterku, więc uprzedzam Was o tym fakcie i mocno zalecam testy skórne, gdzie już tak różowo nie jest… otwarcie, od którego jak wiemy zależy decyzja o potencjalnym zakupie, na skórze wypada nieco bardziej płasko, zdecydowanie mniej euforycznie i odrobinkę syntetycznie… ale wciąż jest to bardzo przyzwoity świeżak, którego z czystym sumieniem mogę polecić każdemu, kto chce pachnieć „fajnie„, lekko i przyjemnie i nie przeszkadza mu wszechobecne „oklepanie” charakterystyczne dla tej grupy zapachowej…

Głowa: tangerynka, bergamota, liść pomidora, czarna porzeczka,
Serce: czarny pieprz, róża,
Baza: paczula, drewno sandałowe,

Reklamy

Responses

  1. Niby nic, a jednak coś. Dla mnie Essential to przede wszystkim masa ciekawych wspomnień 🙂 Trwałość i projekcja faktycznie nie powalają. Jak zaczniemy się zagłębiać w perfumowy świat to okazuje się, że jest masa kompozycji bardziej przemyślanych. Mimo to Essential jest po prostu fajny i czasem fajnie go ponosić 🙂

  2. Zgadzam się z Szymonem. Przyjemna, odświeżająca, nietrwała kompozycja. Kojarzy mi się z latem, wakacjami, ciepłą wodą i drinkiem z palemką 🙂

  3. owszem jest przyjemny, ale na skórze deczko mnie rozczarował, bo zgubił gdzieś tę soczystą, zieloną lekkość…

    Domurst – dla mnie wakacje to Kenzo L’eu Par… zmrożona wysoka szklanka, parę kostek lodu, gazowana woda mineralna i kilka plastrów cytryny i limonki…

  4. Hmm, czy te perfumy produkowane były „made in ukraine” ?

  5. hmmm nie sądzę, by Lacoste rozlewało aż tak daleko, w końcu we Francji mają rozlewnie perfum na rogu każdej ulicy… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: