Napisane przez: pirath | 11 sierpnia 2012

z cyklu szybki przelot przez – R jak Rossmann + dramat obyczajowy w 4 aktach…


To zadziwiające do czego jest w stanie pchnąć człowieka nuda… niemal wszyscy znajomi porozjeżdżali mi się na urlopy… przyjmowaliśmy nawet zakłady czyje biuro podróży zbankrutuje jako pierwsze (w puli jest ze 40 zeta) – ale jak dotąd ja wdrażam sobie w pracy SAP’a, a oni wciąż smażą tyłki nad hotelowym basenem 6 do 12 tysięcy kilometrów stąd… swoją drogą czy koniecznie trzeba tłuc się na drugi koniec świata, aby napić się drinka w wersji all inclusive (czyli rozcieńczonego sokiem w proporcji 10000:1) i opalić sobie siedzisko? łatewa…

Prolog…

Tym niemniej, pierwszy raz od jakiegoś czasu nie mam pojęcia co ze sobą zrobić w weekend… bernardyn przyjaciół, którego pod ich nieobecność doglądam wyprowadził mnie dziś na spacer i na koniec ze szczęścia całego obślinił… dałem się nawet namówić przyjaciółce na spacer z jej dziećmi po parku nadodrzańskim, ale już podczas podróży samochodem, wciśnięty pomiędzy 7 latka z ADHD i drącego się niemiłosiernie rocznego Kubę – zacząłem mocno żałować, że dałem się skusić… nie ukrywam, że nie przepadam za dziećmi, a wrzeszczący dzieciak u boku i wtórujący mu drugi (dla towarzystwa jak mniemam) to nie są moje wymarzone warunki do odpoczynku… próbowałem wcisnąć najmłodszemu tłumik do buzi (znaczy się smoczek) ale ma katarek, więc wypluwał… zaślinił się przy tym cały i zasmarkał… na karmę dla niemowlaków też nie reflektował – więc z pokorą przyjąłem na uszy potęgę jego niezmordowanych strun głosowych – mając cichą nadzieję, że wkrótce dostanę udaru mózgu i zejdę…

Wracając z „kojącego nerwy” spacerku, który wyładował moje „baterie” bardziej niż surfowanie po necie wykańcza baterię w iPhonie – postanowiłem odwiedzić jakąś perfumerię… W Douglasie, Superaptece i Sephorze byłem całkiem niedawno, więc postanowiłem zlustrować półki Rossmanna… czasem można tu trafić coś interesującego, choć mam od jakiegoś czasu wrażenie, że tutejsze ceny perfum, powoli zbliżają się do absurdalnego pułapu z topowych sieciówek… w sumie nie mają w ofercie totalnie nic ciekawego, poza mało popularnymi tytułami od Bossa, Cerruti i Versace – ale łożesz w mordkę jeżyka! Zirh Ikon 125 ml za 159zł?! kogoś tu ostro suty trą!…

Chapter 1

W końcu wypatrzyłem coś nowego… perfumy FUCK, tfu FCUK for Him… ale nie da się ukryć, że pewnie każdy się pomyli podczas pierwszego czytania i między innymi właśnie o ten podprogowy efekt chodziło producentowi, o dość intrygującej nazwie: French Conncection United Kingdom, więc to jednak nie literówka… lawendowy kolor cieczy uchyla rąbka tajemnicy odnośnie składu tego raczej „herbalnego” pachnidła… traumatycznie ziołowy początek, to mieszanka lawendy, bazylii i rozmarynu… potem robi się nieco spokojniej, ale do głosu dochodzi szałwia i herbata, czyli klasyczny zestaw ziółek z ogródka opata… ciekawe, czy zapach zaaplikowany „wewnętrznie” wykazuje jakieś dobroczynne właściwości? w końcu zioła na wódzie to nalewka – ale nie przepadam za tymi składnikami, więc wolę nie prowokować żołądka… 😉

Chapter 2

Kolejny raz postanowiłem się zmierzyć z Eau de Iceberg EdT i znów poległem… ten zapach to dla mnie niesłabnąca zagwozdka… swoisty trójkąt bermudzki pośród bezmiaru oceanu perfum… zaaplikowany na mą skórę pojawia się i znika… czuję go tylko wówczas, gdy niezbyt mocno staram się go wyczuć… ale mogę zapomnieć o głębokim sztachnięciu się celem zgłębienia jego przepięknego, drzewnego bukietu… im silniej wciągam go nozdrzami, by nacieszyć nim me receptory – tym szybciej zapach ulatnia się  jak kamfora… czyżby to wina zbyt dużego stężenia ISO-E? szkoda, bo jego diabelnie szykowne, (utrzymane w klimacie Beckham Homme) drzewne oblicze, jest równie intrygujące co jego enigmatyczna i przewrotna natura… kiedyś niemal kupiłem sobie flaszkę tego Iceberga w Superfarmie, ale  ostatecznie zrezygnowałem z zakupu, gdyż nie wyobrażam sobie noszenia perfum, którymi nie mogę cieszyć się w pełni i na każde zawołanie…
Wy też macie podobne doświadczenia z tym zapachem?

Chapter 3

Na dokładkę postanowiłem poznać młodszego brata powściągliwej siedemdziesiątki czwórki, czyli Eau de Iceberg – Cedar… tu problemy z percepcją zapachu nie wystąpiły nawet przez chwilę, ale też zapach nie przedstawił sobą kompletnie nic nowego i ciekawego… ot kolejny subtelnie drzewny zapach, utrzymany w minimalistycznym klimacie HeWood od D2, czy najnowszego Mercedes Benz EdT, którego premiera również nic nowego nie wniosła… powiedziałbym, że te wszystkie zapachy różnią się od siebie w równym stopniu, co następujące po sobie w latach 2006-2009 modele Porsche 911
może ktoś z Porsche pokusi się o konkurs „znajdź trzy różnice„?… 😀

Chapter 4

Na koniec jedna z najbardziej intrygujących niespodzianek tego wieczoru (przypomnę, że wieczoru spędzonego na samotnym wąchaniu flakonów w centrum handlowym, więc błagam, niech mnie ktoś dobije…) czyli Puma Green EdT… niech Was nie zrazi oczojebnie zielony kolorek opakowania i cieczy we flakonie, gdyż nader celnie koresponduje z tematyką tego niepozornego i niedrogiego zapachu… Puma Green to radosna, lekka i przyjazna wiosna… wiosna niemal już pękających pod pieszczotą promieni słońca pąków roślin i wszelakiego kwiecia… czuć tu delikatne, młode zielone łodygi i gałązki, łagodnie kołysane przez ciepły wiosenny zefirek… och jak przyjemnie, lekko i niewinnie… niebawem wrócę do tych perfum…

Epilog…

A teraz zaparzę sobie herbatki ziołowej, rozsiądę się w fotelu z kotem na kolanach i opatulę sobie nogi ciepłym kocem… pierwszy raz od pierdyliona lat włączę telewizornię i będę się raczył jakąś odmóżdżającą telenowelą, przeżywając w napięciu zawikłane losy bohaterów, jakbym nie miał własnych problemów… czy tak wygląda samotna starość? a może lepiej zobaczę szebernastą powtórkę jakiegoś filmu z Clintem Eastwoodem? może pożyczy mi swój rewolwer?

Reklamy

Responses

  1. Rany, Pirath jakbym nie była zajęta to bym się z Tobą umówiła. Ale gdzie wtedy czytalibyśmy takie zjadliwe recenzje „perfumików” z rossmana?

  2. Może na zlot wrocławski byś się kiedy wybrał do nas zazwyczaj są w weekendy i z Opola nie tak daleko…:D

  3. podobnież się szykują warsztaty zapachowe we wro więc będzie niebawem zajęcie na weekend.

  4. Polu, bardzo kusząca propozycja 😉
    samotne weekendy, kiedy nie mam co ze sobą zrobić to u mnie rzadkość, bo choć jestem sam, (singiel z wyboru) to rzadko kiedy czuję się samotny 🙂
    zahaczamy powoli o tę sferę o której wolałbym nie pisać publicznie, dlatego dokończmy tę rozmowę przy okazji następnego zlotu/warsztatu, ok? 🙂

  5. Pirathcie jasne, przecież jaja sobie robię. Przez palce patrzę zawsze na to co piszesz i ani w głowie mi było naciągać Cię w sekcji komentarzy na zwierzenia. Miałam się kontaktować mailowo w zupełnie innej sprawie ale ze wstydem muszę przyznać, że nie wiem gdzie tu jest opcja napisz email do autora/

  6. nie bez zażenowania odpowiadam, że takiej opcji nie ma… 😉
    ale podpowiem, że mail jest podany w zakładce „o blogu” na górze.. 😉

  7. Piraciku ja jestem zbyt leniwa żeby się wlec do O. i cisnienie Ci podnosić osobiscie ( hle hłe hłe – wolałbyś cały żłobek wrzeszczących usmarkańców) ale wysyłam fale rozweselające. Zdalnie . Siłą woli. Siłą mózgu . Ufffff. Doleciały tylko do mojej furtki.. Hmmm.
    ( a mozna dostać zdjęcie Pirata w pledziku z HERBATKA ZIOŁOWĄ w łapce? koło cukru postawię żeby osy się nie pchały)

  8. bardzo chętnie haniu, ale bóle reumatyczne karku i ramion nie pozwolą mi utrzymać aparatu w dłoni, ani „dzióbka” niezbędnego do zrobienia wzorowej słitfoci… 🙂
    ale załączam coś w podobnym klimacie, do mojego wczorajszego samopoczucia…
    pan Antoni

  9. Zadziała najwyżej na komary. W wieku przedemerytalnym. ( zaciekawiłeś mnie pisząc o Eau de Iceberg EdT- muszę powęszyć)

  10. bravo!!!

  11. O borze zielony, pirath, ty malkontencie! Jak ja bym chciała nie wiedzieć co ze sobą zrobić w weekend 😀 Ostatni spędziłam w pracy, średnio-owocnie niestety, jeśli nie liczyć sprzątnięcia z nudów wszystkiego, co można było sprzątnąć i dostania wku**a, więc wiesz… nie denerwuj mnie, mężczyzno.

  12. [Odnośnie ostatniego zdania, gdyby ktoś jakimś cudem nie znał…]

  13. wyjaśniam, że me malkontenctwo jest spowodowane „okresem i wścieklizną macicy” będącym bezpośrednim skutkowym następstwem procesu zwanego rzucaniem palenia, więc trzeba brać na mnie duuuużą poprawkę i nie drażnić – a jak drażnić, to z czymś do żarcia położonym na dłoni (jak przy karmieniu konia, co by palców nie stracić)… 😉

    hahaha „ździrem” dobre i w ramach rewanżu pozwolę sobie zacytować Ala Bundy:
    gdzie są te czasy gdy rozmowa z żoną zaczynała się od słów, gdzie jest obiad i kończyła słowami – to ma być obiad?” 😀

  14. Kiedyś kupiłem tego FCUK’a i do dziś nie wiem po co, bo od początku wydawał się koszmarny. Dziwne, bo nie biorę żadnych psychotropów…

  15. Iceberg no 1 jest fantastyczny, ale mam doświadczenia całkiem zbieżne z Twoimi. Nie podejrzewałbym jednak Iso czy innych chemikaliów, on po prostu taki lekki, zwiewny, słabo projektujący i mało trwały jest. Niestety… Tym bardziej, że jest autentycznie świetny – siankowo-wetiwerowo-mydlany. Przypomina mi trochę Cologne Muglera. No i ja też już go kilka razy „prawie” kupiłem, a za każdym razem jak jestem w R. (nawet po żwirek dla kota i papier toaletowy) to coś ciągnie do półki z perfumami żeby go jeszcze raz poniuchać. Ceny w sieci bywają zabawne

  16. @RoQ – może potrzebowałeś na szybko poziomicy? 🙂

  17. hahaha nisha, koncepcja z poziomnicą rzuciła mnie na ziemię i solidnie oblepiła kocią sierścią podczas tarzania się po podłodze… 😀

    Roq, to niechybnie był znak od boga, abyś się opamiętał 😉

    domurst – a już myślałem, że z moim nosem jest coś nie tak… mnie ten zapach też kusi, ale to raczej nie jego delikatność sprawia, że go nie czuję… podobną „wyrwę” w odczuwaniu zanotowałem jeszcze w przypadku wąchania któregoś Eisenberga… dlatego stawiam na jakąś czasowo bezwonną chemię, której chwilowe wysunięcie się na pierwszy plan zrywa/zakłóca chwilowo łączność nosa z resztą kompozycji… z planowaną „dziurą” w akordzie jeszcze się w życiu nie spotkałem…

  18. Ha ha! Pięknie, pięknie!!!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: