Napisane przez: pirath | 15 sierpnia 2012

Les Exclusifs de Chanel – Coromandel, czyli sakhebleu alheż tho phiękhne!…


I list piratha do perfumian…

Umiłowani bracia i siostry w Ellenie… zaprawdę powiadam Wam, że zapach ten raduje duszę, a serce przepełnia miłością do stwórcy swego Polgea, którego imię ośmielam się z premedytacją wypowiadać nienadaremno… oto przecudnej urody kompozycyja, o licu zgrzebnym i urody niezwykłej, staje przed obliczem mym niegodnym – dzięki dobrej samarytance Olfaktorii, która przybywszy z pielgrzymką do miasta Oppeln z 40 kilogramową walizą – hojnie potrzebującego piratha próbkami obdarowała… przeto nie jestem godzien (i w stanie) zawiązać nadobnej Olfaktorii rzemyk u jej trzewika, gdyż przez postępującą otyłość schylić się nie mogę… ale zaprawdę powiadam Wam, że to było dobre i cieszy ten uczynek Ellenę… tfu Polgea… azaliż śpieszę z ewangelią, co by stworzeniu wszelkiemu obwieścić nowinę radosną – jakiż to piękny i szlachetny z Coromandela jest zapach…
amen…

Mam nadzieję, że żaden nadgorliwy fanatyk nie zechce mnie spalić na stosie za tego paszkwila – ale nie mogłem się powstrzymać przez opisaniem tego fantastycznego pachnidła z ekskluzywnej linii butikowej Chanel… zarzekałem się niedawno, że nie będę opisywał zapachów kobiecych, z IMO uzasadnionej obawy przed ich zniekształceniem przez mą niegodną, samczą skórę wieloryba – ale uwierzycie, że Chanel Coromandel z 2007 roku, autorstwa Jacquesa Polgea jest tak piękny, że nie zawahałbym się by samemu go nosić… tak, wiem że brzmi jak bluźnierstwo, ale Coromandel jest tak przejmująco urodziwy, że nawet na mym zwalistym, niegodnym cielsku brzmi wprost fantastycznie…

W życiu bym nie powiedział, że stricte damskie perfumy mogą być obdarzone tak upojną głębią i wyrafinowaną szlachetnością – zdolną dogonić, a wręcz prześcignąć swą charyzmą i arcy doskonale skomponowanym bukietem nie jedną wybitną, męską kompozycję… te perfumy zawierają najlepsze, najbardziej elitarne przymioty, z których słynie tradycyjna francuska sztuka perfumeryjna… to klasyczny oldschool w najlepszym wydaniu, jakim mogą się poszczycić jedynie najstarsze francuskie domy mody z tradycjami, czyli Chanel, Guerlain, Givenchy i Dior… są kunsztowne, uwodzicielskie, niebanalne, zmysłowe, tajemnicze i zjawiskowe… aż kipią namiętnością i zniewalają swym wręcz arystokratycznie ekskluzywnym brzmieniem – wciąż przy tym pozostając taktownym, niesłychanie subtelnym dodatkiem, który delikatnie rozpala zmysły… to niewątpliwie najwyższych lotów kunszt, który mógł stworzyć jedynie nos kalibru genialnego Polgea
chapeau bas monsieur Polge

Początek jest odrobinę fizjologiczny, a wręcz fekalny i może nieco odstraszać osoby przyzwyczajone że damskie perfumy to owoce, ogóry i ozon, tudzież landrynki w płynie… szczęśliwie to stadium trwa jedynie kilkadziesiąt sekund i zapach bardzo szybko przechodzi do kwiatowo paczulowego serca… bez wątpienia to paczula odgrywa w sercu kompozycji pierwsze skrzypce, ale jej ujęcie jest wprost fantastyczne… nie mam absolutnie żadnych skojarzeń z płytą wiórową, ani działem drzewnym marketu budowlanego… ostrość paczuli skutecznie przełamują łagodne kwiaty i otulająca słodycz benzoesu, śmiało wyzierająca z delikatnej bazy… a baza wprost powala swym otulającym ciepłem, osnutym na srebrzystej żywicy olibanum, i aksamitnym, zaserwowanym w nieprzyzwoitej ilości benzoesie… subtelna nuta drzewna i muśnięcie wanilii zwieńcza ten popis geniuszu, tworząc z bazy Coromandela absolutny klejnot w koronie…

Słodycz benzoesu raz koi swą dobrotliwością, raz rozpala namiętnością zmysły niemal do granicy ekstazy… delikatność i wyrafinowana zmysłowość z jaką wybrzmiewa baza po prostu obezwładnia… nawet nie próbuję sobie wyobrazić tych zjawiskowych perfum na Monice Bellucci, bo me serce niechybnie pękłoby z rozpaczy… najwyższych lotów kwintesencja kobiecości, zaserwowana w najlepszym wydaniu Chanel i co naprawę czuć – z najwyższej jakości składników… te perfumy deklasują IMO słynne No 5 o kilka długości i są warte każdych pieniędzy, zatem ich obecność w linii Les Exclusifs absolutnie mnie nie dziwi…

Głowa: cytrusy, gorzka pomarańcza, neroli
Serce: jaśmin, róża, paczula, irys
Baza: kadzidło, olibanum, benzoina, nuty drzewne, piżmo, wanilia

Reklamy

Responses

  1. Aż sobie dzisiaj Coromandel użyję :). Mogliby by go wprowadzić do sprzedaży normalnie poza butikami zamiast kolejnej wariacji madmłazeli. Fajnie, że tak Ci się spodobały 🙂

  2. oj strasznie mi się spodobały… 😉
    mi tam ich pseudo exclusifność nie przeszkadza, bo wciąż mają normalną cenę, a jakościowo i pod względem wzniosłości kompozycji biją na głowę nie jeden twór stricte niszowy…

    przyznam Ci się, że ostatnimi czasy przestaję zwracać uwagę na kanał dystrybucji perfum… nie ważne czy nisza, czy mainstream… jedno i drugie można znaleźć na półkach obu form dystrybucji… wszak to wciąż tylko marketing, który o samym produkcie mówi niewiele, a często narzuca i wmawia znacznie więcej niż dany produkt rzeczywiście sobą reprezentuje…

  3. To absolutnie jedne z najlepszych perfum, jakie w życiu wąchałem. Arcydzieło. Marzę o własnym flakonie.

  4. to jest nas dwóch 😉

  5. No to jest nas troje, ja mam tylko lub aż sowity dekant :).
    Z tego co wiem opłaca się perfumy z tej serii kupować w USA wtedy cenowo jest bardzo przyzwoicie.

  6. zauważyłem, że 100 ml kosztuje 110 a 200 ml 220 baksów, co jest ceną nad wyraz atrakcyjną jak na produkt tej klasy i jakości i w przeliczeniu na złotówki nie odbiega cenowo od klasycznych Chanelek i Diorów dostępnych od ręki w krajowych sieciówkach… 😉

  7. no zaitrygowałeś mne:)
    muszę sprawdzić ten zapach choć jestem wierna swoim ulubieńcom…..
    swoją drogą dlaczego o kobiecie nikt już nie mówi tak czule, namietnie……….
    jak o Tych prefumach
    ach….

  8. może dlatego, że część kobiet przestała być namiętna i czuła? kobiety zamieniają się w chłopczyce, a faceci z kolei niewieścieją… czyżby znak czasów? bez wątpienia są to niesamowite perfumy i wcale nie są tak drogie jak na niszę przystało, a biorąc poprawkę na jakość składników i samej kompozycji są tanie jak barszcz… 😉

  9. Ekh…prawdziwych gentelmenów też jak na lekarstwo niestety…

  10. tak, wymarli po wyginięciu prawdziwych dam…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: