Napisane przez: pirath | 20 sierpnia 2012

Tokyomilk – Lotus Sake, czyli wiosna z piosenki Grechuty…


Widzicie soczysto zieloną trawkę na pierwszej fotografii? młodziutkie, intensywnie zielone źdźbła prężą się radośnie, rozświetlone majowym słońcem… ostre, przedpołudniowe słońce pieści złaknione źdźbła swymi życiodajnymi promieniami… krystalicznie przejrzyste powietrze daje niesamowitą ostrość widzenia aż po horyzont, gdzie nieskazitelnie błękitne niebo styka się z widnokręgiem… bujne kępy trawy tańczą majestatycznie kołysane przez wiatr, niczym fale jaskrawozielonego oceanu… łąka szumi w takt pląsów zefirka i skrzy się milionami świetlnych refleksów, odbitych przez drżące na wietrze źdźbła… oto hołd dla wiosny, najniewinniejszej i najwdzięczniejszej z pór roku – zamknięty we flakonie Lotus Sake od Tokyomilk

Znów złamałem dane postanowienie (kolejne, po solennym nieplądrowaniu lodówki po północy), że nie będę opisywał damskich perfum, ale znów nie wytrzymałem i opisałem… a wszystko przez Sabbath z SoS, która obdarowała mnie parę dni temu imponującym zestawem próbek (śliczne dzięki za pamięć i gest Sabb 😉 )… tym razem nawinął mi się zapach będący diabelnie żywym wcieleniem ducha wiosny… płomiennie zielony aromat, utkany z najbardziej soczystych i sugestywnych nut, który nosi się z niesamowitą lekkością, przyjemnością i początkowo ze sporym zaskoczeniem… jeśli miałbym zobrazować tę niemal dziką i frywolną woń barwą – to byłby to kolor z poniższego obrazka…

Margot Elena tworząc ten zapach pod szyldem Tokyomilk stworzyła niesamowicie sugestywny obraz… co prawda perfumy te nie mają nic wspólnego z sake, a sama marka z Japonią – ale Margot wprost genialnie uchwyciła ducha chwilami mocno przekoloryzowanej wiosny… ten zapach przypomina granat rozpryskowy wypełniony skrajną ekspresją – wyrażoną uczuciem, które daje rozgryzane w ustach winogrono, zapach świeżo przekrojonej limonki i intensywną wonią potartego w palcach geranium (anginki)… niesamowita, wręcz oszałamiająca świeżość i soczystość sięgająca zenitu percepcji… Lotus Sake to sopran koloraturowy wśród świeżości, które dane mi było dotąd poznać… to damski odpowiednik męskiego Kenzo L’eu Par, ale osnuty na woni lotosu, geranium i limonki – zamiast na zmrożonej wodzie mineralnej z plastrami cytrusów… na dobrą sprawę Lotus Sake przebija świeżością Kenzo o kilka ładnych psiknięć atomizera…

Początek to sok/miąższ z twardych, jeszcze zielonkawych śliwek… kurcze, sugestywna woń śliwki i jej ujmująca świeżość po prostu mnie rozbroiła… po chwili (niestety zbyt krótkiej) do aromatu śliwkowego przyłącza się intensywna woń liści geranium (chyba każdy zna ich cytrynową, silnie inhalującą woń z dzieciństwa, gdyż geranium porasta parapety w chyba każdej szkole) wywołując u mnie mini ślinotok… kwadrans później blaknącemu geranium zaczyna wtórować intensywna woń limonki… najpierw skórki, a chwilę później również soku oraz szczęśliwie niezbyt nachalna woń kwiatu lotosu… obecności procentów w postaci sake nie stwierdziłem, ale zapewne sake nieźle prezentowało się na etykiecie… generalnie Lotus Sake to arcyciekawa kompozycja, choć jej sporą wadą jest bardzo krótka żywotność… zapach zachowuje się jak wspomniany granat… eksploduje zasypując otoczenie silnie rażącymi odłamkami nut, ale ma bardzo słaby zasięg, tfu czas rażenia… szkoda, bo zapach chwilami aż poraża zmysły intensywnością oferowanych doznań, jest niesamowicie oryginalny i wręcz idealny na niezbyt upalną wiosnę/lato…

Skład: nuty zielone, limonka, geranium (anginka), śliwka i kwiat lotosu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: