Napisane przez: pirath | 27 sierpnia 2012

Pollena (Dr Beta) – Eau de Toilette Cardamon, czyli powiew socjalizmu…


Wyobraźcie sobie lipcowe przedpołudnie w 1976 roku…
oto idę śmierdzącą spalinami i zakurzoną przez niezliczone rozkopy ulicą… spaceruję nie dla przyjemności lecz z musu, gdyż tramwaj którym jechałem znów stanął w płomieniach… następny planowo ma jechać za 45 minut, więc nie czekam, bo za 15 minut będzie jechał ten co miał wedle rozkładu odjazd pół godziny temu, ale przejdę na wszelki wypadek ze dwa przystanki jakby co… na autobus nie czekam, bo Zdzichu wczoraj wspominał, że mają dziś „masówkę” na bazie o punktualnej jeździe i przez to żaden autobus dziś nie wyjechał na ulicę… cóż, zerknę tylko czy moje dzwony „dobrze leżą” i zajdę do chemicznego po proszek do prania… Zuzia, (ta co ma saturator pod pałacem kultury) prosiła żebym wziął jej opakowanie „Cypiska„, bo nie ma już czym dezynfekować szklanek w „gruźliczance”… podobno na Domy Centrum dostawę „E” mają „rzucić”, to może się załapię i dwa wezmę… ten drugi to dla pani Chmielewskiej – tej co jak za meblościanką stała dwa tygodnie, to mi przy okazji kupiła sokowirówkę, bo akurat bez zapisów dawali… najwyżej się dołoży tę parę dżins, co je ciotka Henia z DDR przeszmuglowała i zamieni się na lodówkę…

Cóż PRL był specyficznym okresem również dla rodzimej branży chemicznej… wszechobecna posucha szczególnie dawała się w kość złaknionym zachodnich luksusów, którym udało się kiedyś nabyć za dewizy mydełko Fa w Pewexie – tudzież rodzina paczkę wysłała i poczta nie zdołała jej ograbić do cna, przed doręczeniem jej adresatowi… wybór dostępnej na rynku chemii był nader skromny, a dostępne proszki do prania można było policzyć na palcach jednej ręki (IXI, Bis, E, Biały Jeleń i Cypisek) ten ostatni, który jeśli nie rozpuścił tetrowych pieluch jeszcze podczas prania (mi tam tetra dupki nie odparzyła – ale warunek był prosty: zmieniać dziecku pieluchę częściej niż raz dziennie), to bankowo uczulił na wszystko co się da… i oto wąchając bohatera dzisiejszej recki przed oczami (i nosem) stanął mi właśnie zapach jednego z flagowych peerelowskich wyrobów piorących… niezastąpionych zwłaszcza jako szeroko stosowany konserwant w branży mleczarskiej… 😉

Tej woni nie da się zapomnieć, gdyż wnika w pamięć równie głęboko jak resztki niewypłukanego „Cypiska” z łatwością wżerały się w skórę dziecka… jest to woń chamska, prostacka i przywodząca na myśl woń pasty BHP… zresztą baza owej pasty do rąk, oraz niektórych kremów do twarzy była ponoć ta sama… czyżby Pollenę poniosły dawne ciągoty i rutyna? czyżby zespół nie podołał zadaniu? przysięgam iż tę samą, ordynarną woń archaicznego proszku do prania (wiecznie zbrylonego, dzięki innowacyjnemu opakowaniu z z tektury chłonącej wilgoć lepiej niż współczesne podpaski) odnajduję również w bazie Eau de Toilette Cardamon i nie ma mowy o pomyłce!

Początek kompozycji też nie zachwyca, przywodząc na myśl tanie radzieckie wody toaletowe, sprzedawane masowo przez kioski Ruchu we wszystkich demoludach  – które ze względu na swój „porywający bukiet” częściej niż do perfumowania stosowano „wewnętrznie” – obchodząc tym samym centralny zakaz sprzedaży i spożywania przed godziną 13-tą i „łatając” notoryczne przechodzący przejściowe problemy z zaopatrzeniem sektor monopolowy… kardamon, którym Pollena Aroma epatuje, tfu straszy w tej kompozycji – to ostry, gryzący odór niedomytego i przepitego dziada, który desperacko próbuje zatuszować niedoskonałości swej toalety, wylewając na siebie i w siebie ze dwa flakony…  nie lubię określeń „walący dziadem” w kontekście oldskulowych wód kolońskich i toaletowych – ale do tego zapachu to określenie pasuje wprost wybornie… radzę omijać  ten koszmarek szerokim łukiem, a Pollenie Aromie proponuję pozostać przy robieniu pasty BHP i proszków do prania – gdyż perfumy wytwarzają z finezją mechanicznej młockarni z napędem parowym…

Skład: do oficjalnej propagandy PollenyCardamon for men” poza olejkiem kardamonowym zawiera mieszaninę naturalnych egzotycznych olejków (sandałowy, imbirowy, cynamonowy) i wonnych żywic (styrax, galbanum), które w pełni odtwarzają moc vajikarana” dorzucę od siebie: tani proszek do prania i pastę BHP do rąk…

Reklamy

Responses

  1. Mam 2 pytanie:
    1. Skąd wytrzasnąłeś TO COŚ? 🙂
    2. Czy to naprawdę pochodzi z czasów PRL? Do tej pory nie miałam o tym zapachu zielonego (jak flakon) pojęcia 😉

    PS Już wiem, dlaczego Kuba mówi na mnie czasem cypisek hahahaha 😛

  2. Pirat niech Cie drzwi!! Ty przecież nie możesz tego pamiętać!!! 😀 ( a eau C faktycznie siermięga okropna.)

  3. Dorotko – sampla dostałem od Sabbath i wbrew pozorom jest to „nowożytny” wynalazek mający góra parę latek… ale klimat PRL odtwarza wprost wybornie… co prawda za żadne skarby bym tego nie kupił, a tym bardziej nosił, ale aż miałem ochotę stanąć w kolejce i zawiązać jakiś komitet kolejkowy… 😉

    „cypisek”? hahaha ależ świntuszycie 😛

    haniu – doprawdy? a jest jakaś różnica pomiędzy PRL z lat 76-86? bo te późniejsze lata pamiętam doskonale… lody śnieżka, prawdziwe pieczywo od Bareckiego, automaty z pacmanem i river ride, kawa na kartki (sam stałem po 3-4 razy na jeden „rzut”) zresztą tyle instytucji* wciąż żyje i kultywuje w duchu PerReLu, że nie sposób bo zapomnieć…
    *urzędy, poczta i PKP… 😉

  4. Mojego komenta jak nie było to nie było , teraz 2 aż. Weź ten drugi skasuj. A PRL opisujesz jakbyś żył w nim 80 lat.:D . Pisz pisz…śmiech to zdrowie 😀

  5. przepraszam haniu za mój filtr antyspamowy, który chciał przez chwilę poczuć „moc komuny” i blokował wszystko jak leci, inwigilował i poddał Twoje wpisy internowaniu… 😉

  6. Ja sie az taki stary nie czuje jak na te lata,ale Wam powiem,że pamietam te czasy jak sie stało pod kioskiem Ruchu,zima nie zima za propagandówka typu Zarzewie bo na srodku był zawsze zajebiscie duży plakat znanego zespolu.
    Fajnie było,sie czekało,gaworzyło,nawet czlowiek sie nie skapnął kiedy autobus gazety przywiózł….
    Albo Panorame,była mniejsza,ale plakat wyrazniejszy i blyszczący….
    Przyznajcie sie szczerze,kto pamieta Samanthe Fox……zawsze miala na sobie dużą koszulke….ehhh,to byly czasy

  7. Ha! Haha! Buahahaha! Buahahahahaha!
    Walący dziadem kardamon mnie wcale tak bardzo nie postraszył. Ale przyznaję, że Twoja recka dała mi więcej radości, niż testy tych perfum. :)))

  8. Podobno leżącego się nie kopie. Nie podoba mi się ta recenzja.
    p.

  9. przepraszam, a kto raczy leżeć?

  10. Mocna recenzja. Flakon tez ciekawy.

    • dziękuję i pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: