Napisane przez: pirath | 7 września 2012

Eau d’Italie – Sienne l’Hiver, czyli zacny trup na progu domostwa…


Siena, malownicze miasto w Toskanii słynie z Palio, wypasionej katedry i szczerze odwzajemnianej nienawiści do Florencji, z którą rywalizuje od zawsze… wśród Florentczyków utarło się nawet iście wisielcze powiedzonko: „życzę Ci martwego Sieneńczyka na progu domu” – co odpowiada naszemu po staropolsku życzliwemu „oby ci wszystkie krowy zdechły!” tudzież akademickiemu pozdrowieniu „obyś sczezł parówkowy skrytożerco!” ale w wersji extremely hejterskiej… tak nienawidzić potrafią jedynie Włosi i wzgardzone kobiety, choć nie jest to jeszcze ten poziom eskalacji nienawiści co w przypadku konfliktu Mediolan – reszta Włoch, gdzie jeśli chcesz zyskać śmiertelnego wroga w mieszkańcu np. Neapolu – wystarczy mu powiedzieć, że jest uderzająco podobny do naszego przyjaciela z Milano
koński łeb w wezgłowiu łóżka guarantee… 🙂

O wzajemnej nienawiści i odwiecznej konkurencji pomiędzy Sieną a Florencją (czasem w trójkąciku z Pizą) mógłbym tak godzinami, ale nie to jest przedmiotem dzisiejszej rozprawy… chciałbym jedynie zwrócić Waszą uwagę na pewne łudzące podobieństwa pereł architektonicznych obu miast… spójrzcie na zamieszczone zdjęcia imponujących katedr i ratuszy obu miast (po lewej stronie zdjęć umieściłem przybytki ze Sieny, po prawej zaś z Florencji)… i odpowiedzcie na pytanie: czy tylko zgoda buduje? na tym przykładzie śmiem wątpić i postaram się wykorzystać tę drobną dygresję do zilustrowania fenomenu Sienne l’Hiver, będącego żywym przykładem, iż pozornie dwa skłócone światy – mogą czasem zrodzić przecudnej urody dziecię…

Pamiętam jak przeszło rok temu zachwycił mnie Eau d’Italie – Baume du Doge… tego ciepłego cynamonu wprost nie sposób nie kochać do szaleństwa… mniej więcej w tym samym czasie piałem też z zachwytu nad surowością i wyrafinowaniem Hermesa – Eau de Gentiane Blanche… obie kompozycje to dwie różne parafie, o skrajnie różnych poglądach, przebiegu i składzie… przypominają kibiców zwaśnionych drużyn piłkarskich, albo zgrzybiałe staruszki dzielące się na te, które okupują cichaczem lewą nawę od świtu do wieczora – i te które wpadają tylko na popołudniowy różaniec i ostentacyjnie rozsiadają się w pierwszych ławkach… wyobraźcie sobie starcie tak szczerze nienawidzących się frakcji… a jednak przewrotne połączenie Cynamonowego Doży i Przesuszonego Hermesa dało światu hybrydowego Sienne l’Hiver i jest to coś absolutnie urywającego poślady, tfu pięknego…
dzięki Sabbath, wiedziałaś co mi podesłać… 😉

Wyobraźcie sobie zapach będący połączeniem pieszczącej zmysły delikatności nut orientalno korzennych i wyrafinowanej wytrawności suszonych traw i ziół… ogień i woda… słodycz i gorycz… czerń i biel pachnąca impetem ścierających się żywiołów… balsamicznie orientalne,  delikatnie słodkie i cynamonowe preludium od pierwszych taktów koi zmysły i wycisza – gdy jednocześnie ostre, suche źdźbła traw i wytrawnie zioła kłują nos paprociowo piołunowymi szpilkami… oto wybitne połączenie dwóch absolutnie sprzecznych ze sobą światów… Sienne l’Hiver to niesamowity, kipiący pozytywną energią zapach… złożony i wielowymiarowy, a jednocześnie czytelny, noszalny i uporządkowany jak mechanizm szwajcarskiego zegarka… stworzył go w 2006 roku sam Bertrand Duchaufour i to powinno wystarczyć za rekomendację…

Sienne l’Hiver ewoluuje stopniowo i szczęśliwie niezbyt gwałtownie… powiedziałbym, że pomimo tak imponującej złożoności i gry na tak wielu frontach, jego dyskretna, niezbyt spektakularna ewolucja to ogromny atut… dzięki łagodnemu, wręcz niezauważalnemu przechodzeniu przez poszczególne, raczej symboliczne akordy – zapach sprawia wrażenie niezwykle harmonijnego polepszacza samopoczucia… uspakaja i relaksuje nosiciela, pieszcząc nos niesamowitym brzmieniem tej ABSOLUTNIE NIEBANALNEJ kompozycji… daruję sobie próby opisywania złożonych przejść tonalnych i aranżacyjnych pomiędzy rozbudowanymi partyturami poszczególnych akordów… to nie ma sensu – gdyż ten zapach trzeba po prostu powąchać… zdobędę się tylko na spostrzeżenie, iż momentami w fazie dojrzałej bazy zapach przypomina mi Cartier – Roadstera – również będącego niesamowicie enigmatycznym i zjawiskowym zapachem…

zachorowałem na Sienne l’Hiver… to zapach nietuzinkowy, wręcz idealny dla indywidualisty ceniącego wyrafinowane i niepowtarzalne brzmienia, będące kwintesencją najwyższych lotów niszy… znów idzie jesień, ma ulubiona pora roku… wkrótce wszystko znów zacznie umierać w niekończącym się tangu życia i śmierci… jakże cudownie będzie spacerować po wyspie Bolko, brodząc w bezmiarze opadłych liści i wyławiać z podmuchów wiatru ich woń… jakże cudownie będzie się wówczas nosiło ten mentalnie podobny w brzmieniu do Czarnego Turmalina od Durbano zapach… już nie mogę się doczekać…

Głowa: geranium, fiołek, paproć
Serce: irys, cynamon, biała trufla, bylica, olibanum
Baza: siano, suszone liście mięty, labdanum, piżmo, drzewo gwajakowe

Reklamy

Responses

  1. A właśnie – jaki masz stosunek do perfum, które łagodnie lub wręcz wcale nie ewoluują na skórze, niemal cały czas pachnąc tak samo? Bo ja na przykład nie mam absolutnie nic przeciwko, o ile zapach od początku mi się podoba 😉 W takich właśnie przypadkach uważam, że „płaskość” zapachu jest jego dużą zaletą.

  2. nie mam nic przeciw nutom monolityczno monotematycznym… jeśli dana nuta przedstawiona jest w ujmująco piękny sposób, to dlaczego nie cieszyć się jej obecnością od początku do końca?

    forma z podziałem na francuskie tradycyjne trzy akordy jest owszem bardziej spektakularna, daje możliwość wyżycia się i łatwego tuszowania błędów, ale to właśnie zapachy monotematyczne i minimalistyczne pod względem składu to największe wyzwanie dla perfumiarza i najszersze pole do popisu aby wykazać się kunsztem i warsztatem mistrza…

    p.s. uważam że „płaskość” zapachu to wada, a monotematyczność, to określenie gatunku perfum nie posiadających klasycznego podziału na trzy akordy i raczej nie używał bym tych terminów zamiennie :)… zwłaszcza zapachy monotematyczne muszą być niezwykle trójwymiarowe i mieć perfekcyjnie wyartykułowane oblicze, aby móc stale utrzymać atencję nosiciela…

  3. Błąd w tekscie, przecież Nicea leży we Francji a nie we Włoszech:)

  4. kurcze, dzięki 😉 miałem na myśli Neapol, a napisałem Nicea 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: