Napisane przez: pirath | 25 września 2012

reformulacja – święta konieczność, czy wygodny fortel producentów?


Tak się ostatnio zastanawiam jak to jest z tą osławioną „reformulacją„, będącą zmorą i przekleństwem miłośników perfum – rzadziej producentów, ale o tym za chwilę… może zacznę od swoistego wprowadzenia dla mniej oblatanych czytelników, którym ten termin niewiele mówi… (uprzedzam, że to tylko moja luźna interpretacja, bez branżowego bełkotu)… reformulacją w branży perfumeryjnej określam celowe modyfikowanie od dawna działającej receptury perfum, w celu usunięcia lub zamiany konkretnego składnika (lub kilku składników) innym składnikiem, będącym w zamyśle producenta jego najlepszym (naturalnym, lub chemicznym) zamiennikiem
ale po cholerę? – zapytacie przytomnie – ale powodów jest co najmniej kilka (kategorie też sobie samozwańczo wyodrębniłem i nazwałem): 😀
czynnik rzekomo zdrowotny (mniej lub bardziej urojony)
czynnik natury logistycznej (czasem altruistyczny)
czynnik czysto ekonomiczny (czyli perfidne szukanie oszczędności)

mamy też reformulacje podyktowane chęcią tuningowania: celowej reformulacji poddaje się czasem tzw. zapachy z brodą lub przekombinowane (zbyt odważne i awangardowe, przez co rynek nie docenia ich tak jak producent by sobie tego życzył) w celu odświeżenia ich brzmienia i dopasowaniu ich pod ciągle ewoluujące (a jest to niestety równia ostro opadająca w dół)  gusta klienta masowego… więc zazwyczaj „odświeżenie” danej kompozycji polega na jej wygładzeniu, wydelikaceniu i zmniejszeniu siły rażenia takiego killera – aby bardziej podobał się odbiorcy skrzywionemu przez Lacostę i CK…  właśnie na to liczy producent, poddając zapach świadomej często tragicznej w skutkach kastracji – ale tę odmianę reformulacji dziś sobie odpuścimy…

oraz przypadki wybitnie losowe: ostatnio mieliśmy do czynienia z zupełnie innym, wręcz precedensowym przykładem swoistej reformulacji? (czy to aby odpowiednie określenie?) u Diora – gdy Francois Demachy (nadworny nos Diora) musiał samodzielnie odtworzyć od podstaw recepturę ich flagowego Diora Homme – gdy okazało się, że wielki dom mody ma prawa do nazwy, lecz nie do samej kompozycji… pewnie jak zwykle poszło o pieniądze, Dior został na lodzie i mistrz Demachy został zmuszony do przedstawienia światu własnej autorskiej wersji Homme i Homme Intense – ale to również nie jest przykład, nad którym wypada się pastwić…

Ale po kolei: oto IMO najczęstsze powody i przyczyny reformulacji…

czynnik rzekomo zdrowotny: co pewien czas jakiś „kitel” doszukuje się pokrętnej zależności, iż w określonych (raczej hipotetycznych i urojonych) warunkach, może zaistnieć ryzyko (zazwyczaj określane w promilach i w zakresie tolerancji błędu pomiaru) wystąpienia uczuleń, podrażnień lub innych niepożądanych efektów w wyniku oddziaływania zakwestionowanego przez „uczone kitle” składnika na ludzki organizm… osobiście uważam to za mocno przesadzoną bzdurę – gdyż na upartego każdy dowolny składnik w określonych okolicznościach może wykazywać działanie uczulające na jakiś drobny odsetek populacji… tu nie chodzi o żadną masową epidemię, plagę ani nawet potwierdzone działanie rakotwórcze – ale możliwą zależność pomiędzy np. wysypką na dekolcie pewnej mieszkanki Teksasu, ze składnikiem perfum (będących na rynku od zeszłej epoki lodowcowej) używanych jeszcze przez szanownej Teksanki mamusię i babcię – które to żadnych krost na cyckach nie miały…  i fakt, że dieta „obsypanej” niewiasty opiera się na wpierdzielaniu ton plastikowych fast foodów, wcinaniu pryskanych tonami pestycydów nowalijek (with GMO) i piciu hektolitrów rakotwórczych napojów energetycznych (bez trudu rozpuszczających rdzę i kamień z armatury), zapewne nie ma żadnego wpływu na jej podatność na uczulenia… najlepiej zwalić na perfumy, zamiast na agresywne środowisko z toksycznym powietrzem i kwaśnymi deszczami na czele… widać robienie ludziom wody z mózgu jest komuś (i branży) bardzo na rękę…

czynnik logistyczno altruistyczny: czasem zdarza się, że producent nie jest w stanie pozyskać kolejnej partii danego składnika, pochodzącej z tego samego źródła… niektóre składniki stają się z czasem bardzo trudne do pozyskania lub tak kosztowne w zakupie (przyczyny naturalne lub spekulacja do wyboru), że opłacalność całego przedsięwzięcia staje pod dużym znakiem zapytania… niezmienność i wysoka powtarzalność to czynniki kluczowe w przypadku składników naturalnego pochodzenia, gdyż te pochodząc z określonych części globu, partii, upraw – cechuje niepowtarzalny, czasem bardzo specyficzny zapach, a co za tym idzie niemożliwym staje się przygotowanie kolejnej partii perfum o gwarantowanym, stałym i znanym już klientom przebiegu… z tego powodu część producentów decyduje się na reformulację, polegającą na zastąpieniu danego składnika innym (najbardziej podobnym w brzmieniu) lub w skrajnych przypadkach wycofuje produkt z oferty – nie mogąc uzyskać zadowalającego efektu… czasem perfumiarze wolą odpuścić niż po prostu rozczarować swoich wielbicieli – stąd teza o altruizmie

czynnik czysto ekonomiczny: producent stwierdza, że dalsze używanie konkretnego składnika (a esencje i ekstrakty naturalnego pochodzenia potrafią kosztować fortunę) jest zbyt kosztowne i postanawia zastąpić droższy składnik jego tańszym, przykładowo miernej jakości syntetycznym odpowiednikiem… tu jednak muszę stanąć w obronie chemii w perfumach – gdyż branża ta nie od dziś chemią stoi i bynajmniej nie jest to wada, ani ujma… tak naprawdę dopiero paleta syntetycznych składników otworzyła przed perfumiarzami prawdziwe pole do popisu…
część producentów zawsze będzie szukać oszczędności w składzie, wychodząc z założenia, że jak przytnie na składnikach – to zyska więcej kasy do wpompowania w marketing… a znając życie i branżę i tak wyjdzie na tym za swoje – gdyż kryterium „jakość” w perfumach, zostało ostatnio zepchnięte na dalszy plan przez syndrom „wysoce rozpoznawalnej marki„…

Oczywiście prawdy nijak nie dojdziemy, gdyż producenci zawsze będą psikać nam z atomizerów po oczach – tuszując prawdziwe powody kolejnych (czasem będących im bardzo na rękę) reformulacji… odpowiednia wymówka zawsze się znajdzie, weźmy na to ten cały bełkot o niekorzystnym wpływie zakwestionowanych składników na nasze zdrowie… śmiem twierdzić, że moje zdrowie to ostatnia pozycja na liście priorytetów w tej branży… perfumy to biznes, w którym lwim kosztem są nie składniki, czy siła robocza – lecz gigantyczne nakłady na marketing… a rzeczywistość pokazuje, że odpowiednio doinwestowany marketing pozwoli sprzedać każdy produkt i nie ważne z jak miernej jakości i nietrwałych powstał składników…

p.s. osoby które doczytały do końca, przeżyły to i chcą opowiedzieć o tym  w „Dlaczego Ja” proszone są o pozostawienie namiarów poniżej… 😉

Reklamy

Responses

  1. Reformulacja reformulacją ale jak sie powinno nazywać nabranie 10 ml perfum , wlanie ich do wiadra rozcienczalnika ( czyli pewnie alkoholu) i sprzedawanie pod nazwą Nu? BARBARZYNSTWO.!!! a nie jakaś refo(tfu) mulacja. Nie ma granic świństwa.

  2. haniu ja proponuję wziąć widły, pochodnie i wywrzeć presję… ale dopóki producentom podobne praktyki uchodzą płazem to próżno oczekiwać etyki w świecie zdominowanym przez pieniądz…. 😉

  3. Jedni wycofują, drudzy reformułują. Z dwojga złego chyba lepsza druga opcja.

  4. w sumie racja, ale po niektórych majstrowaniach zapach tak dalece odbiega barwą od pierwowzoru, że najrozsądniej byłoby dać mu inną nazwę 😉

  5. Winne są: IFRA oraz mędrcy z Parlamentu Europejskiego (marchewka to owoc i takie tam 😉

    Pomyśl sobie tak: gdybyś był właścicielem dużego koncernu kosmetycznego i od reformulacji jakiegoś produktu zależałoby to czy zarobisz 10 dodatkowych mln dolarów czy nie, to co byś wtedy zrobił? Ja bym się nie zastanawiała ani chwili 😛

    Swoją droga polecam Ci tekst http://roseisarose.blox.pl/2012/03/Jak-to-jest-z-ta-IFRA.html#ListaKomentarzy z bloga rose is a rose 🙂

  6. tak wiem, ślimak to ryba i podobne rewelacje… 😉
    widzisz jedną z nielicznych fajnych regulacji jakimi dysponowała polska do chwili wejścia do UE były tzw normatywy… ściśle regulowały kwestię ile mięsa i jakiego rodzaju ma być np. w parówkach, ile czekolady w czekoladzie i masła w maśle… niestety z chwilą wejścia polski do UE normatywy zostały zniesione ku uciesze wszelkiej maści nieuczciwych producentów… czasami jak czytam skład surowcowy to mi włosy dęba stają na głowie i cichutko sobie przeklinam unię pod nosem…

    jaki jest sens by IFRA czy inny brukselski pomiot stał na straży produkcji kosmetyków (rzekomo dla mego dobra, w co znając potęgę lobbingu absolutnie nie wierzę), gdy nie mają w statusie czegoś tak trywialnego jak dbałość o jakość? w takim razie kto ma o nią dbać? pozostawiając to w kwestii producenta? – więc krzyż na drogę i można ewentualnie strzelić sobie w łeb z rozpaczy, bo o tzw. postępującej dewaluacji jakości we współczesnej perfumerii wolę się nie wypowiadać… fajnie byłoby gdyby ktoś perfumy testował pod kątem jakości ich walorów użytkowych… chcesz reformulować? proszę bardzo, ale dlaczego produkt po tym zabiegu ma 2-3 x mniejszą trwałość? dla mnie to po prostu oszukiwanie klienta a w branży dóbr luksusowych jakość i dobre imię to dla mnie podstawa…

    wspominasz o 10 bańkach ekstra zysku… sorry to nie jogurt z biedronki, któremu za wszelką cenę trzeba utrzymać cenę 49 groszy – więc czy komuś będzie przeszkadzać, że i tak kosztowne same z siebie perfumy zdrożeją, o te kilkanaście procent, przez wzgląd na stale rosnące koszta produkcji?… przecież to oczywiste i jak najbardziej akceptowalne…

    natomiast nieakceptowalne jest dla mnie gmeranie w składzie celem zwiększenia sobie przychodów, kosztem jakości produktu… i tu się Dorotko różnimy, bo dla mnie perfumy to nie biznes – lecz sztuka i pasja, przy której pieniądze schodzą na dalszy plan i ja podniósłbym po prostu cenę… 🙂

  7. Oooo…poruszyłeś ciekawą kwestię, o której zapomniałam – najlepiej by było zrobić zatem dwie rzeczy jednocześnie: reformulację i …podnieść cenę 😛 Zarobek 20 mln dolarów gwarantowany 😉

    A tak serio to wiem, że Cię to boli jako prawdziwego miłośnika perfum, ale uważam, że nie można się tym wszystkim za bardzo przejmować, bo można tylko zdrowie stracić 🙂

    I zapomniałam dodać, że to był bardzo ciekawy pomysł na artykuł (i Twoje wnioski/domysły w nim zawarte również) – i ilke 😀

  8. dziękować 😉
    ja nie potrafię się nie przejmować, gdy uwielbiany przeze mnie zapach jest na mych oczach masakrowany… tu zgadzam się z pknbgr, że czasem lepiej trochę zmienić i zapach zachować niż na dobre usunąć z oferty, ale umówmy się że zdecydowana większość reformulacji to po prostu masowe upraszczanie składu przez usunięcie co droższych ingrediencji i wyższej ideologii bym do tego nie dorabiał… powiem więcej czasem mam wrażenie że celowo się psuje zbyt trwałe perfumy, by pachnąc krócej szybciej się zużywały napędzając producentowi koniunkturę… jak z żarówkami… 😉

    istotne jest też, że tak na dobrą sprawę po każdej reformulacji wszystkie recenzje tego zapachu stają się nieaktualne… powinny zostać ponownie zweryfikowane i napisane przez autora od nowa, gdyż nie zawierają już wiarygodnych informacji o opisywanym produkcie, bo ten się zmienił… szkoda, że zupełnie cichaczem i bezwiednie…

    co sobie o mnie pomyśli czytelnik czytając moje wypociny o perfumach X gdzie deklaruję heroiczną wręcz trwałość – a w zapachu w tzw. międzyczasie po cichu majstrowano i teraz pachnie max 4 godzinki… czyż nie wyjdę na niekompetentnego bajkopisarza?

    dlatego IMO obowiązkiem powinno być informowanie branży, klientów i perfumerii o fakcie przeprowadzenia reformulacji na danym produkcie – łącznie ze wskazaniem składnika, który poddano zmianom…

    tak byłoby uczciwie względem klienta – ale obnażałoby niecne praktyki producentów, więc w życiu nie przejdzie… wszak w naszym świecie to mniejszość dyktuje swoje warunki większości… 😉

  9. Chanel to typowy przykład chamskich reformulacji – „jedziemy na marce, nawet się nie musimy reklamować, jak rozwodnimy zapachy i urżniemy im jajo to i tak nikt nie zwróci uwagi, poza paroma maniakami z fragrantiki i innych for, a oni stanowią drobny promil…”

  10. obawiam się, że ten niechlubny trend dosięgnął niemal każdą liczącą się markę… czytałem kiedyś, że Chanel dopłaca do każdego sprzedanego flakonu No.5… a że w filantropię w biznesie nie wierzę – więc już wiadomo dlaczego powstają kolejne popłuczyny pokroju Bleu, itp… na czymś te straty trzeba sobie kompensować… 😉

  11. Tu tylko i wyłącznie chodzi o kasę. Boją się jeszcze produkować zapachy w Chinach, więc tną koszty na miejscu. A jak je ciąć? Niekoniecznie rozcieńczać. Wystarczy, zamiast nierzadko drogich lub bardzo drogich naturalnych olejków posłużyć się syntetykami. Te potrafią pachnieć podobnie, ale po pewnym czasie różnica wychodzi, bo musi.
    Myślę, że wizja starszego pana Guerlaina pochylającego się nad kępką rzadkich traw, to już przeszłość. Zamiast romantyki, sztuki i pasji będzie królować szkiełko, oko i…kalkulator….
    Tako rzeczę… 🙂

  12. też zauważyłeś, że obecnie zapachy robią marketingowcy pod czujnym okiem księgowego? 😉

  13. Jednak ważne aby odróżnić rzekomą reformulację od kastracji. Reformulacja to niewielka zmiana receptury jak w przypadku linia Homme od Diora, choć temat już nieaktualny gdyż formuła została udoskonalona i pachnie jak pierwowzór , lub w przypadku Kenzo homme, gdzie reformulacja była na tyle niewielka że wciąż pozostaje anegdotą wśród niektórych czy w ogóle nastąpiła. Kastracja to dla mnie celowe wyniszczenie zapachu , aby zarobić nieco więcej grosza (pewnie przecież klient się nie domyśli i może mnie w palnik pocałować 😉 ) oraz maksymalnie zwiększyć zysk. Idealnym przykładem jest Kouros YSL który w porównaniu z pierwowzorem ma tyle wspólnego co ja z baletem , Platinum Egoiste , oraz zwykły Egoiste których projekcja i trwałość zostały brutalnie obniżone lub chociażby A men gdzie nowy męski Angel to zwykły ulep waty cukrowej. Przykładów jest sporo a proceder niestety nieunikniony. Nasz ulubiony teraz zapach może za kilka lat niestety zostać wykastrowany i co wtedy ? Czy nadal będzie wzbudzał powszechnie zachwyt i zainteresowanie ?

    • Obecnie mało która ingerencja (jak zwał tak zwał) w oryginalną formułę sprowadza się do pogorszenia, lub wyczuwalnej zmiany (zwykle na niekorzyść) znanych i lubianych perfum. Jeszcze się nie spotkałem z przypadkiem, by zapach po reformulacji pachniał lepiej i miał lepsze parametry niż wersja pierwotna, bo zwykle czegoś ubywa, jest wyczuwalnie mniej, lub zostało zastąpione czymś co pachnie nieco inaczej. Niekiedy reformulacje są naprawdę nieuniknione, ale w 90% przypadków to fanaberia producenta, lub konieczność dostosowania receptury do obowiązujących (po kolejnych obostrzeniach) norm.

      • A dlaczego po reforumlacji zapach jest słabszy? Jaki to ma cel? Żeby użytkownik więcej go zużywał? Nie rozumiem tej zasady. Przecież teraz mamy internet jak coś sknocą (bo przecież reforumlacja to -chyba zawsze ?!? ja nie wiem – wykastrowanie zapachu) to zaraz się to rozejdzie choćby na fragrantice a jak nie tak to wystarczy że raz kupi się taki zapach (zreformulowany, który już mu nie będzie odpowiadał ) i to pewnie będzie ostatni raz… Więc po co ? Sprzedaż im przecież nie skoczy. O co tu chodzi ? A przecież można to zrobić dobrze jak np. Dior Homme pierwszy z brzegu. Więc dlaczego robią to źle? Z drugiej jednak strony jest jakaś logika w osłabianiu perfum bo sobie nie mogę wyobrazić jak by tak w jakimś zatłoczonym autobusie/pociągu/tramwaju znalazło się kllku takich co jeden z Opium drugi Kourosem a trzeci np. z Terre godzine po aplikacji ;D

        • to proste, mniej trwałego i nośnego zapachu zużywasz więcej, a co za tym idzie więcej i częściej go kupujesz 🙂 w ten oto sposób producenci nakręcają sobie koniunkturę 🙂 oczywiście oficjalnie chodzi o najwyższą troskę o nasze zdrowie (mordercze i silnie alergizujące olejki, zakwestionowane przez IFRA) oraz odświeżenie i odmłodzenie przestarzałej i niezgodnej z najświeższymi trendami formuły… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: