Napisane przez: pirath | 13 października 2012

Armani – Code Ultimate, czyli Code po rzetelnym tuningu…


Taaakiego banana miałem na mordce, gdy zobaczyłem w paczce z Gucci pour Homme II próbkę Armani Code Ultimate z 2012 roku… już zacierałem łapki na myśl o zjechaniu kolejnego przedstawiciela wyjątkowo badziewnej serii Code – a tu taki klops… zapach, choć nieszczególnie porywający – jednak absolutnie nie zasługuje na zmieszanie z błotem… tym razem Antoine Maisondieu (Armani Code, Burberry London, CdG Laurel i Hinoki) założył swój przynoszący mu szczęście i dodający talentu czarny golf – tworząc zapach o niebo lepszy od banalnego pierwowzoru…

Paradoksalnie niezbyt się przy tym napracował, bo w Ultimate wyraźnie czuć tchnienie Code, ale kompozycję poddano udanemu zabiegowi wzmacniającemu brzmienie – polegającemu na zwiększeniu jej ciężaru właściwego przez zwiększoną koncentrację nut słodkich i drzewnych… nieco cięższy i słodszy Ultimate pachnie donośniej i niewątpliwie dostojniej… również jego irytująca syntetyczność została znacznie złagodzona… przygaszono też tę specyficzną drapieżność, charakterystyczną dla wieczorowych zapachów pokroju: Boss Bottled Night, CH VIP, DKNY Red Delicious – skierowanych do pewnych siebie klubowiczów, z żelowanymi fryzurami symulującymi trafienie piorunem w głowę… 😉

Pozostałe, warte wyróżniania atuty Ultimate to ponadprzeciętna ekspozycja i fantastyczna jak na Armaniego trwałość, spokojnie oscylująca w granicach kilkunastu godzin… zapach dość szybko nabiera swojego ostatecznego kształtu – nieznacznie tylko urozmaiconego cytrusowym otwarciem… do głosu bardzo szybko dochodzi drzewno – tonkowo- waniliowe trio, nadając kompozycji całkiem przyjemne i zrównoważone brzmienie… Code Ultimate to zapach bez dwóch zdań wieczorowy, z lekkim gwajkowo anyżkowym pazurem, o jednolitym, lekko doprawionym słodyczą wanilii i tonki przebiegu…

Zatem piekło zamarzło i Armani wreszcie wypuścił coś wartego uwagi – choć oryginalności i przepełnionej wirtuozerią zabawy akordami próżno tu szukać… Code Ultimate wybrzmiewa poprawnie, wyraziście i równomiernie – nawet w fazie schyłkowej, co uważam za niezaprzeczalny plus tej kompozycji… co prawda jej charakter dalece rozmija się z moimi preferencjami – ale ze spokojnym sumieniem mogę polecić Ultimate komuś szukającemu przyzwoitego i niezbyt krzykliwego zapachu na coraz dłuższe i chłodniejsze wieczory… użyty do biura też nie wywoła fali samobójstw – poprzez uduszenie przewodem zasilającym od ekspresu do kawy, ani podcinania sobie żył nożem do otwierania listów… 😉

Głowa: grejpfrut, mandarynka, anyż gwiazdkowaty
Serce: cedr, kwiat drzewa cedrowego, cyprys, heliotrop
Baza: fasolka tonka, wanilia, drzewo gwajakowe

Reklamy

Responses

  1. Byłam pewna, że zjedziesz ten zapach, a tu mała niespodzianka 😉 Zapachu nie znam, widziałam natomiast jego reklamę w prasie. Dzisiaj przeglądałam najnowsze, listopadowe wydanie magazynu Elle, w którym znajduje się wywiad z Giorgio (projektant słynie z tego, że prawie nigdy nie udziela wywiadów). Wiedziałeś, że Armani ma już… 78 lat? Spójrz, jak wygląda-to niewiarygodne! 🙂

    A tak swoja drogą to jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że przeszło 80% dochodów wielkich domów mody przynosi sprzedaż perfum, a także to, że majątek Armaniego szacowany jest na około 7, 2 miliarda dolarów (według Forbesa), to łatwo o wniosek, że perfumy sygnowane logo tego projektanta (niezależnie od tego, czy są fajne bardziej lub mniej) to prawdziwa żyła złota 😀

  2. he he, sam byłem pewien, że go zjadę (w końcu nazwa Code do czegoś obliguje)… co do wyglądu Giorgio to nie oszukujmy się, że prowadząc odpowiedni tryb życia, stosując dietę (czasem pomagają geny) i posiłkując się skalpelem – można osiągnąć imponujące rezultaty… 😉

    Bez wątpienia nazwisko Armani w tej branży to przysłowiowa waga ciężka, choć kierunek, w którym to wszystko zmierza – coraz bardziej zaczyna rozmijać się i jakość i klasa kojarzona z tym wielkim nazwiskiem powolutku dewaluuje… co prawda ten trend dotknął wiele domów mody i mam wielką nadzieję że ockną się z letargu nim jakość produktów wielkich domów dogoni kolekcje sieciowe…

  3. Kupiłem i … w końcu trwały Armani. Sam zapach znośny (napisałem znośny, ponieważ równocześnie kupiłem Hermesa Voyage Edp i trudno porównywać. Pewnie bez wiedzy o Hermesie napisałbym zapach świetny).

  4. no bez wątpienia jest trwały i przyjemnie się go nosi… 😉

  5. A ja zostaję przy protoplaście. Cóż z tego, że Ultimate jest mocniejsze, skoro w porównaniu z Code wali syntetykami? Skonstruowany wg. zaleceń unijnych, W celu zrekompensowania braku naturalności, dodano mu mocy, ale zabrano jaja.
    No, ale moc jest przecież najważniejsza. Polak lubi wiedzieć, że jak płaci spore pieniądze, to nie ma bolca – to MUSI walić na kilometr 🙂

  6. pitolisz… 🙂 nie musi walić na kilometr by było cacy, ale problem leży gdzie indziej… a mianowicie w tym, że polak wciąż nie wie jak używać perfum i asekuracyjnie ładuje 1/9 flakonu na każde wyjście z domu… 🙂

    generalnie zawsze jest miło gdy zapach posiada jaja, charakter i coś oryginalnego w sobie… niestety bezpłciowy Code tego nie miał więc cieszę się, że zrobili reedycję naprawiając ten kardynalny błąd – dzięki czemu wreszcie można odróżnić ten zapach od zyliona pseudo wieczorowych klonów reprezentowanych przez elitarne Mexxy, Bruna Bananowe i Plejboje po 29,90, które w 90% wypadków spotkasz na polskiej ulicy i w klubach… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: