Napisane przez: pirath | 1 listopada 2012

Hugo Boss Different & Orange – czyli test, który nie odbył się z przyczyn technicznych…


Jakiś czas temu postanowiłem skorzystać ze sposobności i zamówić darmowe próbki, których skromny wybór oferuje oficjalna strona Hugo Bossa… dobre i to, gdyż w przypadku próbek na perfumerie sieciowe nie ma co liczyć – no chyba, że miła pani w Sephorze zrobi je nam na wyraźne życzenie… jakieś 3 odcinki „Kuchennych Rewolucji” później, listonosz podrzucił mi dwie pocztówki nadane nie wiadomo kiedy w Budapeszcie… zaraz, ale przecież nie zamawiałem pocztówek z niewymawialnymi pozdrowieniami od bratniego narodu, lecz próbki!…

Ależ to jednak są próbki!… na odwrocie każdej karty pocztowej znajdowała się folia wielkości przerośniętego znaczka pocztowego, skrywająca w przypadku Orange kawałek nasączonego zapachem plastra na odciski – a w przypadku Different była to rozmazana odrobina perfumowanego kremu, o konsystencji i wyglądzie wazeliny technicznej… po prostu brawo – pełen profesjonalizm… któż jak nie producent perfum powinien wiedzieć, że perfumy w postaci kremu i nasączana chusteczka (obie wersje do wcierania w skórę) pachną na skórze zupełnie inaczej niż perfumy rozpylane z atomizera?… w przypadku testowania perfum różnica jest taka – jak danie komuś do skosztowania ziemnego kotleta, mówiąc: proszę sobie wyobrazić jak wspaniale smakuje na ciepło!… zatem, czy osoby odpowiedzialne za próbki u Hugo Bossa, to również niekompetentni ignoranci pokroju tych, którzy wybrali Thomasa Kretschmanna na twarz zapachu Selection?…

Czy „profesjonaliści” od Hugo Bossa zdają sobie sprawę, że przyjęta forma dystrybucji próbek znacząco kaleczy odbiór tych kompozycji w porównaniu z oferowaną na półkach wersją rozpylaną?… w przypadku aplikacji perfum (zarówno testy jak i regularne noszenie), do tzw. kanonu elementarnej wiedzy zalicza się zasadę: perfum nie wciera się w skórę, bo zmieniają się ich wszystkie kluczowe parametry, z brzmieniem na czele!…  świadome ignorowanie tej zasady w przypadku renomowanego bądź co bądź wytwórcy – to IMO zakrawająca na kpinę amatorszczyzna i blamaż na całej linii… dlatego z dzisiejszego testowania nici, gdyż nie będę wypisywał bredni w oparciu o kawałek plastra i śladową ilość aromatyzowanego kremu – a koncernowi Hugo Boss przyznaję (za całokształt) mojego osobistego „kulawego piratha” za porażający brak profesjonalizmu…

EDYCJA z 02.11.2012:

Wczoraj wieczorem widziałem się z koleżanką, która też zamówiła dla siebie kilka próbek damskich perfum – dostała jedną, męską… 😀

Reklamy

Responses

  1. Zasada jest prosta- statystyczny klient wetrze to w siebie, powącha i stwierdzi: fajnie pachnie! Idę kupić!
    Poza tym nie tylko Boss zawodzi z próbkami. Givenchy np. daje coś w rodzaju wyciskanego płynu z „kondoma” na jeden raz. Mam 3 takie „próbki” i nie bardzo wiem, co z tym zrobić.
    Na koniec dodam, że zbyt wiele nie straciłeś. Bez tych testów Twój perfumeryjny świat będzie dalej toczył się tym samym rytmem 😉

  2. ale ileż mniej przez brak tych wpisów jadu, niewybrednej złośliwości i nieskrępowanego pastwienia się? nawet zjeżdżając dany zapach, chciałbym móc zrobić to zgodnie ze sztuką – a tę przyjemność mi odebrano… 😉

    do kitu z takimi udawanymi próbkami… czy próbka nie jest czasem pewną formą reklamy? a czy reklama (zgodnie z prawem) może wprowadzać nabywcę w błąd? ale masz rację, przecież nikt poza garstką ludzi problemu nie dostrzeże – a księgowi już się cieszą na kilka dodatkowych milionów zaoszczędzonych na próbkach, które można upchnąć w reklamie…

    z dwojga złego wolałbym kondoma z paroma kropelkami, które mógłbym wylać na skórę i poczekać aż wyschną… bez wątpienia efekt takiej aplikacji byłby bliższy realiom – niż nacieranie skóry kawałkiem chusteczki wielkości ręcznika dla chomika…

  3. Szkoda jadu 😉
    Próbkę w formie ręcznika dla chomika dostałem kiedyś od Bruno Banani. W zasadzie waliło to samym alkoholem. Zapach był gdzieś w tle.
    Zatem Boss równa w dół do niskich półek.

  4. co najlepiej wyraża poziom promowanych ostatnimi czasy kompozycji…

  5. Marcinie, bez przesady. Nowy Cartier, Calvin Klein czy Lalique przeczą temu, by mainstream sunął po równi pochyłej. A te marki ostatnio są mocno promowane. Nie jest tak źle 😉

  6. mówiłem o Bossie 😉

  7. Ostatnio widziałam tego typu próbkę perfum Givenchy Dahlia Noir w którymś z kobiecych magazynów i sobie jej użyłam, pachniało nawet ładnie, nie powiem 😀 A potem poszłam do perfumerii i pachniało jeszcze lepiej 😉

    Kiedyś w podobny sposób przetestowałam sobie perfumy CdG 2 (tak, wyobraź sobie, że ta marka też robi takie próbki, które czasem można znaleźć w czasopismach) i … zakochałam się w nich od pierwszego „niucha”.

    Oczywiście wcale nie oznacza to, że lubię takie próbki i że uważam, że dobrze jest je sobie wcierać w skórę (słyszałeś, że istnieje opinia głosząca, że wcieranie perfum nie niszczy ich struktury? ;-))

  8. z ust CEO jednego z gigantów przemysłu tytoniowego padła kiedyś teza, że palenie tytoniu absolutnie nieuzależniania 😉

    kiedy indziej zasłyszałem tezę, że ziemia ma około 6000 lat i dinozaury nigdy nie istniały 😉

    jeszcze dawniej dość powszechna była teza iż ziemia jest płaska i spoczywa na jakichś żółwiach i słoniach, a źródło tych nauk wydawało się wręcz niepodważalne 😉

    dlatego też James Bond twardo pozostaje przy Martini wstrząśniętym, a nie mieszanym 😉

    p.s. jako wytrawna znawczyni kosmetyków, kremy wklepujesz czy wcierasz?

  9. Kremy? I to i to – zależy, gdzie 😀

  10. a więc jednak jest różnica… 😉

  11. No to ładną „niespodziankę” otrzymałeś. 😉 Nie ma co!
    Jednak zgodzę się z pkngbr: marka doskonale wie, że większości jej klientów wisi to, jak zapach będzie się rozwijał na skórze, że o jakiejkolwiek wymierności testu ledwie wspomnę. Wisi i powiewa. Najważniejsze, żeby w ogóle pachniało. No jakoś tak… ładnie. 😛 No i żeby wszyscy wiedzieli, że pachnę Bossem. W końcu od czego flakon perfum w łazience? ;>

  12. koleżankę bardziej dopieścili, przesyłając jej nie to co zamówiła, lecz jedną próbkę męskiego Bossa Bottled… 🙂

    ja wiem, że dla milionów ludzi to nieistotny detal, ale właśnie takie detale wiele mówią o firmie, jej podejściu do klienta, renomie i klasie – a raczej o jej braku… jak ktoś lubi być traktowany jak tanie mięcho armatnie, jego sprawa – ale musiałem to z siebie wyrzucić…

    w końcu o czym świadczy taka tandetna forma dystrybucji? że produkt jest równie tandetny i budżetowy jak jego forma prezentacji i zapewne kompletnie niewart żądanych za niego pieniędzy… ten oręż działa w obie strony, ale profesjonaliści od wizerunku i księgowi HB pewnie wiedzą lepiej… 😉

    niestety z perfumami jest ten problem wiedźmo, że średnio się nimi lansi, epatuje i podkreśla stan posiadania… dużo bardziej praktyczny jest zatem vunderbaum… wieszamy sobie takiego na szyi i od razu widać, że nie pachniemy tanim badziewiem z Tesco, lecz markowym produktem, powiewającym dumnie ze wstecznego lusterka nie jednej wypasionej fury… 😉

    kurcze chyba właśnie wymyśliłem nowy produkt! zapachowa zawieszka z logiem producenta na szyję – zrobiona z kartonika, który nasączamy perfumami i wieszamy tak, by każdy widział że pachniemy np. Lacoste, Bossem albo CK! taka zawieszka o nierzucających się w oczy wymiarach 20*20 cm, przytroczona do łańcucha na szyi – będzie informować wszystkich, że używamy markowych perfum, a nie jedynie dobrego niemieckiego proszku do prania!

    kurcze lecę to opatentować, nim ubiegnie mnie Apple… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: