Napisane przez: pirath | 11 listopada 2012

Cartier – Declaration Soir, czyli deklaracja do deklaracji nie podobna…


Przyznam, że podchodziłem do najnowszej Deklaracji jak do jeża i to z kilku powodów… po pierwsze angielskie soir (wieczór) i francuskie d’un soir (na noc/jedna noc?) jednoznacznie wskazują na wieczorowy charakter kompozycji – a moich ostatnich doświadczeń z najnowszymi przedstawicielami tej kategorii (z wyjątkiem nowego Lapidusa) nie mogę zaliczyć do udanych… po drugie ostatnio u Cartiera bardzo źle się dzieje, co również nie napawało mnie przesadnym optymizmem w kwestii nadchodzącej premiery… po trzecie, czy rynek potrzebuje kolejnej obok Declaration, Declaration Bois Bleu, Declaration Cologne i Declaration Essence wariacji na temat świętej pamięci klasyka?

Na szczęście moje obawy okazały się absolutnie bezpodstawne, gdyż najnowszy Soir nie ma absolutnie nic wspólnego z rytmiką klasycznej Deklaracji – ponieważ jest to kompozycja zupełnie nowa, przepięknie zaaranżowana i wnosząca ogromny powiew odżywczej świeżości do całej linii Declaration… ponadto zapach nie ma nic wspólnego z oklepaną stylistyką sygnowanych ostatnio zapachów wieczorowych… i chyba najważniejszy aspekt – pachnie znacznie dłużej, niż zabity przez ostatnią reformulacją Declaration… i wiecie co? ani trochę nie jestem odmiennością brzmienia Soir zawiedziony… nawet mi nie przeszkadza, że ten w niczym nieprzypominający pierwowzoru zapach, nosi jego imię… do tego Soir jest kompozycją na tyle odmienną, świeżą i urodziwą, że nie będę miał najmniejszych problemów z typowaniem czołówki najlepszych męskich premier mijającego roku…

Soir podobnie jak Declaration Cologne i Roadstera skomponowała Mathilde Laurent i naprawdę czuć tu jej delikatną, kobiecą dłoń – a raczej jej mały, zgrabny nosek… proponuję też zapomnieć o wykazie nut, gdyż Soir ma się nijak do reszty przedstawicieli rodziny Declaration… nie przypomina nawet najdelikatniejszej wersji Cologne, gdyż pozbawiono go charakterystycznego dla całej rodziny, nieco ostrego podkładu z kardamonu i kminuSoir zawdzięcza swój orzeźwiający, niemal cytrusowy charakter za sprawą do złudzenia przypominającej mandarynkę – nucie róży… ale nie tej o arystokratycznym rodowodzie, lecz tej która pachnąc upojnie – pnie się niczym powój, po ogrodowych altanach, łukach i płotach…

I tu kolejne zdziwienie, gdyż ta lekko słodkawa, aromatyczna woń niemal mandarynkowej róży – przypomina mi klimatem Terre od Hermesa… niesamowita, wręcz upojna, a zarazem delikatna i monotematyczna (znów analogia do Terre) woń Soira w niczym nie przypomina agresywnych kompozycji wieczorowych, skrojonych pod maksymalne wzbudzanie atencji… ten zapach z powodzeniem można nosić za dnia, do biura i na swobodne wyjścia… godnym pochwały zwieńczeniem całości jest wspaniale korespondująca z brzmieniem różanego serca – płynnie nastająca, delikatnie sandałowa baza

Nie znajdziecie tu fajerwerków, porywających zwrotów akcji, pościgów i wybuchów… to bardzo prosty, harmonijny – ale nie pozbawiony własnego, wyrafinowanego charakteru zapach, który gorąco polecam miłośnikom klimatów Terre oraz wszystkim, którzy poczuli się znudzeni wysypem oklepanych, „pacofilnych” i wodno ozonowych klonów… Declaration Soir bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i będąc tak zaskakująco miłą dla nosa odmianą – trafił na listę potencjalnych zakupów… na zakończenie pewna ciekawostka… też zauważacie spore podobieństwo pomiędzy flakonem linii Declaration (choć ten od Soir bardziej przypomina projektowane za pomocą linijki i siekiery linie Cadillaca Ciel/CTS) i Bvlgari z linii pour homme?

Głowa: czarny pieprz, kardamon, kminek
Serce: róża, gałka muszkatołowa
Baza: drewno sandałowe

Reklamy

Responses

  1. Czaję się na ten zapach. Ale najpierw, muszę go spróbować.
    Nie przepadam za różami, bo uważam je za wyjątkowo pedalskie kwiatki, ale być może podali ją w fajnej postaci…

  2. wierz mi też nie przepadam za różą w czystej formie, a już szczególnie w roli głównej – ale róża z Soir w ogóle róży nie przypomina…

  3. komentarz RoQ wyjatkowo prymitywny

  4. Zarówno papierek jak i nadgarstek po dwóch godzinach zaczyna być identyczny z klasyczną wersja deklaracji.Mam flakon jeden i drugi.Myślę że delikatnie choć nawet elegancko podprawiono stara bazę i to wszystko.grunt to pozytywne myślenie ale mnie na nie nie stać,nie potrafię zachwycać się czymś co nazywa się prawie tak samo czyli pod starym szyldem.a nawet na nowy projekt flakonu Cartier się nie szarpnął,, a biedna firma to nie jest.Skąpstwo do Kwadratu.Dla mnie to podprawiony stary kotlet i próba odgrzania go i sprzedania na nowo.Nie ukrywam że nie tyle nie lubię Declaration co po prostu jest dla mnie nijaka i miałka. Ot taka dziesiąta woda po kisielu nie męska,mało charakterystyczna.A pisze ponieważ nie rozumiem pozytywnych reakcji i czekam na odpór moich zarzutów.Może słowami dam się przekonać bo zapachem jakoś nie mogę od 5 dni się zachwycić.

  5. ależ ja absolutnie nie mam zamiaru do czegokolwiek Cię przekonywać… co prawda kompletnie się nie zgadzam, że są do siebie podobne (bo nie są) ale masz pełne prawo do wyrażenia swoich racji…

  6. Psiknij koniecznie wieczorem na dwa jednakowe papierki.Rano nie poznasz wcale która to Declaration a która to Declaration d”un soir.to samo dzieje sie na nadgarstkach po 2ch godzinach różnice znikają, oczywiście dla mojego nosa.declaration to jedyny zapach który odbieram inaczej niż Ty i dlatego tak drążę temat:)

  7. nie obraź się, ale błądzisz… po pierwsze nie porównuje się zapachów w oparciu o bloter, bo bloter przekłamuje… po drugie znam i używam Declaration od lat, więc nie miałbym żadnego problemu z wychwyceniem ewentualnego podobieństwa, jak również z identyfikacją który jest który… zatem pozostań przy swoim, ja zaś pozostanę przy moim punkcie widzenia…

  8. Być może zbłądziłem wiedziony reakcją własnego nosa ;)ale próbowałem tez na nadgarstkach-efekt ten sam.Ciekawe swoja drogą jakie reakcje wzbudzi u klientów.W naszej perfumerii sprzedała się jedna butelka od kilkunastu dni mimo stosu deklaracji w witrynie i poleceń sprzedawców.Może pozytywne opinie zachęcą klientów do testów.Pozdrawiam i dziękuje za polemikę:)

  9. to nowy zapach więc potrzebuje czasu i zyliona złotych utopionego w reklamę do tego stopnia, że będziesz się bał otworzyć lodówkę w obawie czy z konserwy paprykarza szczecińskiego nie wyskoczy czasem reklama Soir… 😉
    również pozdrawiam

  10. No niestety, nie pokochaliśmy się 🙂

    Po przeczytaniu kilkunastu recenzji przyznam, że byłem gotów kupić go w ciemno. Widocznie Najświętsza Panienka miała mnie w opiece, bo dziś z ciekawości wstąpiłem do Harrodsa, odwiedziłem stoiska perfumeryjne i natknąłem się na tego „Słara”. Koniec wstępu.
    Wrażenia – Początek zapachu – bajka… Coś nowego. Elegancja dość modernistyczna i poprzez błąkającą się w tle różę, niecodzienny. Bajka trwała około kwadransa. Potem działy się straszne rzeczy.
    Róży znudziła się rola statysty i zaczęła grać pierwsze skrzypce. Z każdą godziną została sama na scenie.
    A ja? Poczułem się, jak właścicielka warzywniaka spod Kijowa wybierająca się na bal sylwestrowy. Ta róża taka sowiecka… Boże… Za co? To nie może być zapach unisex. Facet pachnący babską i do tego „ruską” różą nie powinien nosić spodni ani zarostu, bo to zaiste dziwny melanż.
    Wiem, że Kenzo Power też pachnie kwiatami, ale „ruskiej róży” tam nie uświadczysz. Poza tym, róże najchętniej widzę w pączku, ale pachnieć nią raczej nie będę.
    Więc… Pas
    Au revoir Declaration d’Un Soir. Jak zdecyduję się na zmianę płci, wtedy do niego wrócę. Na razie, nie planuję…

  11. RoQ widzę, że strasznie hejtersko demonizujesz tę nieszczęsną różę… rozumiem, że nie znosisz jej zapachu, ale wcale nie jest tak silnie wyczuwalna, sama w sobie jest niezbyt różana w znaczeniu tradycyjnie przedstawianego brzmienia róży, na pewno nie „ruska” i do pączkowego nadzienia też nie bardzo mi pasuje… strach pomyśleć co byś zrobił czując Amouage Lyric, choć pewnie zatłukłbyś krucyfiksem listonosza, który dostarczyłby Ci paczkę z próbką… 🙂

  12. A ja się dzisiaj tym zpsikałem i jest fajnie. Czuję już wiosnę i lato. O tak…..

  13. ja dziś bawię się Atelier Cologne i jestem zachwycony… w życiu bym nie pomyślał że róża i oud mogą zagrać razem tak delikatnie i zjawiskowo…

  14. Już zazdroszczę. Ale może kiedyś i ja się wybiorę na takie „cóś”

  15. Niestety Pirath, po części zgadzam się z RoQ. Rzeczywiście serce tej wody to przede wszystkim róża i do tego dość mało męska. Dla mnie ten zapach jest podobny do Jil Sander Everose mojej żony. Według mnie ta róża jest ładna, wcale nie „ruska”, tylko zbyt kobieca jak na męskie pachnidło. Jeśli chodzi o różę , która róży nie przypomina, to wolę Rasasi Tasmeem. Pozdrawiam.

  16. to samo ujęcie róży co w Soir jest w nowym Givenchy Gentleman Only i Burberry Brit i osobiście nie uważam, że by pomimo delikatności z jaką ją zaserwowano brakowało jej męskości… zresztą czy róża może być w ogóle męska? może dzięki dodatkom da się ją lekko zsamczyć – ale i tak uważam, że 80% efektu „męskości” zależy od nosiciela, a nie tematu przewodniego jego perfum… 😉

  17. Oczywiście. W pełni zgadzam się z tym ostatnim zdaniem. W końcu na nasz wizerunek składa się wiele czynników. Zapach jest tylko jednym z nich.

  18. amen 😉

  19. Posiadam próbkę 1,5 ml d’un soir i baaardzo mi się spodobał ten zapach. Uważam ze jest nawet lepszy od klasycznego declaration. Coraz bardziej chcę kupić tego D’un soira chociaż nie teraz bo w ciągu ostatnich 3 tyg. kupiłem już 4 zapachy:D Ale za czas jakiś na pewno go kupię…

    • zatem miłego bankrutowania… 🙂
      perfumoholizm jest moim zdaniem gorszy niż hazard, bo tu się raczej nie odkujesz… 🙂

      • Wiem wiem i tak już wyhamowałem bo przez 9 miesięcy nie kupiłem żadnego perfum (luty-listopad 2013). A wcześniej to kupowałem czasem miesiąc w miesiąc czasem 2 naraz jednego dnia:D. Teraz to tylko tak było przełom listopad/grudzień że zaszalałem. Chociaż staram się szukać okazji bo azzaro chrome w Douglasie 159 zl/100 ml to dobra okazja z której skorzystałem…

        • warto szukać w zasobach internetu, bo nierzadko trafiają się tam wyprzedaże i promocje z prawdziwego zdarzenia… nad perfumoholizmem trudno zapanować, wiem coś na ten temat, bo flakonów wciąż mi przybywa, choć mam świadomość że prędzej się zepsują niż zdołam je zużyć, a do tego kupuję na zapas, bo była okazja…

  20. Spróbowałem, przetestowałem, podziękuję tej wersji…
    Dla mnie to różana herbata z pieprzem. Cienia Deklaracji tam nie odnajduję. Nie lubię chyba perfum autorstwa Matyldy Laurent… Jedynie jej remake klasycznego Declaration mi podchodzi.

    • owszem niewiele tam z deklaracji, ale analogiczna sytuacja ma miejsce u Diora, gdzie każdy kolejny Fahrenheit niewiele lub wcale przypomina swój pierwowzór… ot marketing…

  21. Fahrenheit L:e Parfum to wg mnie Fahrenheit Absolute „na sterydach” więc trochę nie masz racji. Ale podkreślam, to moje zdanie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: