Napisane przez: pirath | 15 listopada 2012

zapachowe legendy PRLu… (znów mam katar)


Ostatnio wypatrzyłem na sklepowej półce Brutala, więc postanowiłem nadwyrężyć domowy budżet i wybuliłem te 6,99… już od dawna planowałem jego recenzję, bo czymże byłby blog perfumeryjny bez wpisu traktującego o najbardziej kultowym męskim zapachu ostatnich dekad, w dodatku rodzimej produkcji… chciałem się do tego solidnie przygotować, gdyż internet milczy o Brutalu niczym zaklęty – napisałem więc maila do firmy Miraculum (producenta i właściciela marki Brutal) z prośbą o garść podstawowych informacji o produkcie, dotyczących wykazu nut (to co zamieszczono na opakowaniu przypomina raczej skład zdelegalizowanych środków ochrony roślin), historii zapachu oraz nazwiska jego twórcy… niestety firma nie raczyła nawet odpowiedzieć na moją wiadomość, kolejny zresztą raz – choć zwykła grzeczność nakazuje odpisać choćby – spadaj na drzewo… zapewne dostają dziennie miliony wiadomości, a ich produkty sprzedają się tak dobrze, że można mieć PR głęboko w… poważaniu… tak więc pomysł poświęcenia Brutalowi szerszej przestrzeni upadł – lecz postanowiłem zmodyfikować wątek i naszkicować swoisty przegląd oferty zapachowej PRLu, bo jest co wspominać…

Generalnie na rynku panowała okrutna posucha i dominowały radzieckie wytwory perfumeryjne, o niebyt finezyjnym, ciężkim bukiecie kwiatowym – nadające się co najwyżej do masowej eksterminacji owadów i odstraszania współpasażerów w środkach komunikacji publicznej… niewielka oferta wyrobów perfumeryjnych rodzimej produkcji była trudno dostępna, wszelkie dostawy schodziły na pniu, a Brutala kupowało się od zaprzyjaźnionej sprzedawczyni wprost spod przysłowiowej lady… Nieliczni „dewizowi” i prominenci z koneksjami mogli sobie pozwolić na bardziej wyrafinowane pachnidła, kupowane w walutowych sklepach Pewexu i Baltony, dostawano je też w paczkach wysyłanych z „zepsutego zachodu” przez rodzinę lub przemycano przez zaprzyjaźnione stewardessy i marynarzy…

W dzisiejszych czasach woń Warsa albo Brutala wydaje się groteskowym przeżytkiem dla stetryczałych dziadków, zapinających spodnie na wysokości klaty, ale w tamtych czasem mieć i pachnieć Brutalem to był dopiero szyk i szpan… Brutal w latach osiemdziesiątych był trudno osiągalnym rarytasem, porównywalnym prestiżowo z dzisiejszą najbardziej wyszukaną i snobistyczną ofertą niszową… z tymże wówczas podaż nijak nie nadążała za popytem, wszystkiego brakowało – a półki sklepowe zapełniał co najwyżej ocet… w tamtych czasach Brutal czy Przemysławka były traktowane jak dobra luksusowe i używanie ich było miłą odskocznią od siermiężnej oferty radzieckiej – stąd Brutalem pachniały nawet panie… dla młodszych czytelników, dorastających w czasach uginających się od kapitalistycznego dobrobytu półek może być to szokujące – ale wtedy trzeba było wsunąć w kieszeń fartucha sprzedawczyni z drogerii nie jeden wyrób czekoladopodobny lub paczkę ziarnistej Arabiki, aby móc kupić po znajomości te modne perfumy…

Niestety wielu z oferowanych wówczas zapachów już nie ma, gdyż wyparła je nowsza, znacznie atrakcyjniejsza oferta… część klientów kojarzyła je zbyt mocno z komuną, o której młoda – pseudo kapitalistyczna polska próbowała jak najszybciej zapomnieć, więc nie przetrwały próby czasu… a szkoda, bo choć niezbyt wyrafinowane, czasem staroświeckie i niezbyt porywające – jednak tworzyły zapachową wizytówkę polski ostatnich dekad… naszego dziedzictwa i młodości, od którego nie wiedzieć czemu tak desperacko uciekamy… jestem daleki od gloryfikowania komuny, ale mam wrażenie że wtedy pomimo cenzury, kolejek i miernej jakości rodzimych wyrobów – żyło się prościej, a ludzie byli dla siebie serdeczniejsi… produkty z tamtych czasów, które jakimś cudem utrzymały się na rynku, to obecnie ledwie cień swych pierwowzorów – poddanych ostatnimi czasy licznym modyfikacjom, niezbędnych dla odtworzenia samych receptur i polepszenia ich atrakcyjności, u coraz bardziej wymagającego nabywcy… stańcie zatem ze mną w kolejce i cofnijmy się do czasów, gdy piratha nie uwzględniał jeszcze nawet plan pięcioletni… 🙂

Być Może – jedne z najpopularniejszych i w dodatku bardzo przyjemnych perfum damskich… obecnie marka doczekała się pięciu różnych wariantów zapachowych –Rome, Paris, London, Tokyo i Nowy Jork… wiele kobiet ma ogromny sentyment do tych jakże urokliwych perfum – stąd zapewne cały wysyp wariantów Być Może w ofercie Miraculum… do dziś pamiętam tę malutką buteleczkę bez atomizera na toaletce mojej mamy…

Brutal – klasyczny do bólu, lekko siermiężny i obecnie kojarzący się z dziarskim emerytem, śmigającym w ortalionowym dresie, o 6 rano do piekarni po świeże bułeczki zapach… i tu mała uwaga, bo to nie ten zapach się zestarzał lecz jego nosiciele, którym w międzyczasie przybyło po ponad 30 lat… kiedyś kwintesencja elegancji, klasy i męskości – dziś traktowany z pogardą przeżytek minionej ery, desperacko i potrzebą chwili inspirowany Brutem od Faberge… ale kiedyś były inne czasy, więc facet miał pachnieć jak facet – czyli co najwyżej kremem do golenia Wars, albo powszechnie akceptowanymi ziołowo cytrusowymi rytmami klasycznej wody kolońskiej… i nie oszukujmy się, bo klasyczne wody kolońskie pokroju Muelhens 4711, Brut, Grey Flannel, czy Brutal – to wciąż najpopularniejsza kategoria zapachowa na świecie, której popularności i procentowego udziału w runku Fahrenheit, One Milion i Boss Bottled zgarnięte do kupy, wraz ze wszystkimi swoimi podróbkami mogą jedynie pozazdrościć…

Currara – damski zapach legenda, wzorowany na nie mniej słynnym Poison Diora, którym bez umiaru zlewały się eleganckie Polki w latach 80-tych… ciężki i duszący do tego stopnia, że wywoływał omdlenia, przedwczesne odejście wód i skutecznie zagłuszał nawet zapach kadzidła podczas niedzielnej sumy… a wbrew pozorom i propagandzie nawet w czasach komuny kościelne ławki były pełne i kto chciał, ten chodził… dosłownie zapierający dech w piersi zapach Currary, nieodmiennie kojarzy mi się właśnie z wystrojonymi na kościelną rewię mody modnisiami i wiecznie zatłoczonymi środkami komunikacji miejskiej – gdzie wystarczyło by jedna pani przesadziła z aplikacją (o co nie było specjalnie trudno), by szczelnie wypełnić wonią Currary nie tylko autobus, ale i solidny kościół…

Consul – męska woda kolońska (a jakże, gdyż facet używał wówczas wyłącznie Eau de Cologne), której nie miałem sposobności poznać osobiście, ale wątpię by znacząco odbiegała stylistycznie od utartych kanonów… zapach wciąż produkowany i pomimo upływu lat wciąż znajduje nabywców…

Derby – ponoć nie jest to do końca klasyczna woda kolońska, choć nie miałem z zapachem bliższej styczności, aby to zweryfikować… zaczytane informacje wskazują, że to ponoć bardzo animalny, rzeczywiście kojarzący się z jeździectwem zapach – choć z pochodzenia Węgier, to jednak w latach 80-tych cieszył się w Rzeczypospolitej Ludowej sporą popularnością… produkowany po dziś dzień i wciąż osiągalny w małych drogeriach i kioskach RUCH-u

Masumi – ponoć najlepszy dostępny w czasach PRL zapach damski od Coty… dostępny jedynie za marki, dolary i inną twardą walutę z drugiego obszaru płatniczego, którą sprzedawali cinkciarze i kelnerzy obskakujący w nadziei na hojny napiwek nielicznych turystów podczas dancingu w hotelu VictoriaMasumi było prawdziwym rarytasem i jednym z najładniejszych damskich zapachów w tamtych czasach… jest produkowany po dziś dzień, ale obawiam się, że zmienił się od czasów swej świetności…

Old Spice Classic – prawdziwy hit wśród prominentów i szczęśliwców mogących pozwolić sobie na zakupy dewizowe w Pewexach! pachnieć Oldspajsem w tamtych czasach, to była prawdziwa klasa i szczyt męskiej elegancji – porównywalny jedynie z używaniem nie mniej trudno osiągalnym Brutalem… dopiero wczesne lata 90-te spowodowały znaczną dewaluację prestiżu zapachu – przez zalew sklepowych półek charakterystycznymi białymi flakonikami… zapach wciąż pachnie bardzo przyjemnie i choć obecnie kojarzony głównie z zestawem obowiązkowym kupowanym bliskim pod choinkę – to wciąż bardzo dobra (a jakże) woda kolońska…

Prastara – marki Florina to niestety nie produkowana już męska woda kolońska, rzekomo na bazie receptury z 1682 roku… charakterystyczna buteleczka została opasana plecionką z wikliny, podobną do tej którą znajdziemy obecnie na John Varvatos Artisan

Pani Walewska – to były dopiero eleganckie perfumy! delikatny powiew dawnej burżuazji zapewniał wysmakowany, charakterystyczny fioletowy flakon ze złotą zatyczką i nie mniej efektownie opakowany krem… prawdziwa ozdoba każdej damskiej toaletki, w czasach gdy podobnie jak dziś szczytem wyrafinowanego designu były meble z płyty wiórowej na wysoki połysk i nieśmiertelna kolekcja kryształowych wazonów oraz serwisów do herbaty na każdej półce…

Przemysławka – kolejny męski zapach legenda… oczywiście w formie nieśmiertelnej i równie często degustowanej co aplikowanej wody kolońskiej… historia zapachu sięga lat 20-tych minionego wieku i zapach przez długie dekady święcił triumfy wśród kolejnych pokoleń polaków, nim w latach 70-tych został zdetronizowany przez Brutala… kwintesencja męskości, produkowana po dziś dzień, choć już nie przez Pollenę Lechię, lecz przez firmę Synteza, produkującą też Consula i Derby

Wars – któż nie słyszał o tym kultowym męskim zapachu? dostępny w szerokiej gamie produktów, a obecnie doczekał się nawet poszerzenia portfolio dostępnych wersji zapachowych… bezsprzecznie koloński, rodowity polak i wciąż cieszący się niesłabnącym zainteresowaniem, głównie mężczyzn od lat używających z powodzeniem kosmetyków do golenia tej marki… w sumie mi też ta woń kojarzy się nieodmiennie z goleniem, którego szczerze nie znoszę…

Woda Brzozowa – co prawda w zamyśle twórców był to specyfik do regeneracji włosów, jednak pewna część osób ze względu na przyjemny zapach używało wody brzozowej jako substytut wody kolońskiej… jednak głównie przez wysoką zawartości procentów, był szeroko stosowany do użytku wewnętrznego… jak wiadomo do godziny 13-stej alkoholu w PRLu człek oficjalnie nie uświadczył, więc jedynym ratunkiem i nadzieją na klina był pobliski kiosk RUCH-u i konsumpcja na miejscu… teraz za to mamy kapitalizm (po polsku) i można się narąbać całodobowo…

Zdaję sobie sprawę, że niniejszy wpis nie jest kompletny i paru zapachów może brakować, w tym wody kolońskiej Lajkonik, damskich perfum Konwalia i paru innych, ale po prostu nie udało mi się dokopać do żadnych informacji na ich temat… żałuję też że nie udało mi się wyszperać zdjęć oryginalnych flakonów tych perfum, ale niestety wujek Google nie sięga pamięcią aż tak wstecz… jeśli macie jakieś sugestie lub namiary na perfumy które niechcący pominąłem – proszę o stosowne namiary…

Advertisements

Responses

  1. A wiesz, że ja sama od paru już miesięcy noszę się z tym, żeby napisać artykuł o perfumach rodem z PRL? 🙂 Z tych, które wymieniłeś nie znałam Consula, Lajkonika i Konwalii 🙂

    Większość wód, które wymieniłeś widuję w niektórych supermarketach i małych sklepikach.

    Woda Brzozowa jest w dalszym ciągu używana przez tzw. włosomaniaczki 🙂

  2. No ja Cię proszę. Jak to Internet milczy na temat Brutala?

  3. Wywaliło mnie, wrrr… A więc od początku: Pajrath, Ty daltonie, Walewska nie jest we fioletowym flakonie, a w granatowym (by nie rzec – w kobaltowym) 😉 „Warsa” używa mój sąsiad, nieprzerwanie od dobrych 30. lat (a przynajmniej raz na jakiś czas coś „warsopodobnego” da się od niego wyczuć). „Przemysławka” – pamiętam flaszkę z domu dziadków. Podobnie perfumy „Lato”, w malutkim flakoniku z kulką, zakupione przeze mnie dla mamy, w wiejskim sklepie GS pod koniec lat ’80. „Blase” jednej z ciotek (stworzone wg Fragranitca przez samego Sieuzac’a), ale to chyba już przełom lat ’80 i ’90 był. „Kobako” i „Masumi” siostry, pamiętam jak dzisiaj (początek lat ’90). „Old Spice” – przez lata ulubieniec mojego ojca, pamiętam jeszcze z czasów schyłku PRLu. „Pani Walewska” to z kolei ciotka Jadwiga, perfumy i kremy z tej serii to od lat „żelazny zestaw upominkowy” dla niej. Pamiętam jeszcze ruskie perfumy we flaszce w kształcie kiści winogron (typu splash), i o ile mi wiadomo, popularne były jak Polsza długa i szeroka. „Currara” kojarzy mi się tylko i wyłącznie z jednym wspomnieniem z dzieciństwa, gdym spryskał nimi znajomą rodziców, z zaskoczenia, a ta podniosła larum, że ma teraz plamę na bluzce (a bluzkę białą miała, pamiętam jak dziś). I to chyba byłoby na tyle, hmmm… jeśli sobie coś przypomnę, dam znać 🙂

  4. Pirath, kurde, jestem Twoim fanem!

  5. „Być może”, jak mogłem zapomnieć! To podobno odpowiednik klasycznej Miss Dior, każden szanujący się kiosk musiał je natenczas mieć na swej wystawie 😉

  6. Pirath, a to chyba do brzytwiarzy nie zajrzałeś!
    http://brzytwa.org/forum/index.php?board=29.0
    Sześć stron o „Prastarej”, a Ty tylko jeden chudziutki akapicik o niej 😉 Toż to woda legenda! 🙂

    Takie sprostowanie, że woda kolońska, to zarówno stężenie kompozycji zapachowej (3-5%), jak i rodzina zapachowa (cytrusy, zioła, kwiat pomarańczy), więc Brutal i Brut nijak nie będą zapachami „kolońskimi”, a raczej „fougere” (paprociowymi), a słówko ‚cologne’ na buteleczce oznacza właśnie niskie stężenie kompozycji.

    A czemu „Derby… z pochodzenia Węgier”? Nic mi o tym nie wiadomo.

    Gwoli ścisłości: to Wars był przez dziesięciolecia bardziej popularny od Brutala, no i miał znak jakości „1”. Najwyżej zaś była „Prastara”. Teraz się trochę pozmieniało: Brutal jest pozycjonowany wyżej, jako średnia-niższa, Wars, jako ekonomiczna półka, a „Prastara” jest wycofana z produkcji (buuu…!). Ale pierwszy, niezreformułowany Wars, to było „TO”…

    Dorzuciłbym jeszcze masę innych zapachów:
    – męskie: Tabacora (nieodżałowana), Polarna, Admirał, Fiord, Samson, Bosman, Gryf, Attache, Baccarat, Gawrosz, Kwiat Paproci, Jucht, Lawenda, Rywal, Zaczarowana Dorożka, Pinokio, Wicker, Kelvin, Bridge, Mefisto
    – damskie: Poemat (wspaniałe, jeszcze przedwojenne, bogate perfumy, rodem z Poznania), Marzenie, Gazela, Sawa, Tango, Habanera, Narcyz, Maki, Cyklamen, Mimoza, Noturno, Jalousie, Baśń Krakowa, Złota Legenda, Czarodziejka, Finezja, Mona

    pssst: Polska, Polka, Polak pisze się wielkimi… 🙂

  7. Jeszcze inne: Wrzos, Preludium, Brokat.

  8. @ Mitula – super link! Pojęcia nie miałam o istnieniu takich zapachów jak: Polarna, Admirał, Fiord, Samson, Bosman, Gryf, Attache, Baccarat, Gawrosz, Kwiat Paproci, Jucht, Lawenda, Rywal, Zaczarowana Dorożka, Pinokio, Wicker, Kelvin, Bridge czy Mefisto 🙂

  9. Znam wszystkie oprócz „Derby” (pewnie z węchu bym kojarzył). Currarę zawsze kobiety sobie na prezent dawały, bo niespecjalnie było z czego wybierać 😉 Brutala do dziś czasem używam.

  10. Olfaktorio – właśnie sam się przekonałem ilu zapachów nie znałem i że ich oferta jest/była aż tak bogata… pytanie tylko czy to zapachy lokalne, czy też wychodziły na cały kraj i czy ich początki sięgają czasów żywego PRL…

    a co do wody brzozowej, to nie wątpię że od czasów obniżenia akcyzy i upadku „mrówczanej szmuglerki” z Czech – również w kręgach koneserów – degustatorów ten produkt sporo stracił ze swego ongiś strategicznego znaczenia… 🙂

    pknbgr– ano milczy i nie mam na myśli miliarda stron ze sklonowaną ofertą sklepów, aukcji i porównywarek – ale rzeczowe informacje dotyczące podstawowych danych o historii, składzie i twórcach zapachu… bo to, że perfidnie zerżnięto go od Bruta – nie stanowi tajemnicy dla nikogo, kto kiedykolwiek wąchał obie wody…

    Gryx – dzięki 🙂 no cóż dla mnie kobaltowy, to ten sam poziom kolorystycznej awangardy co pomiędzy kremowym a ecru, sraczkowatym a sinokoperkowym… jak również jakże egzystencjalnego problemu (z punktu widzenia faceta) rozróżniania barw: różu, wrzosowego, pąsowego, lawendowego, lila, łososiowego i liliowego po prostu nie ogarniam, zatem wybacz prostemu chłopu gdyż dla mnie to po prostu bliżej nieokreślone odcienie różowego… 🙂

    p.s. to wyobraź sobie co ja czuję, gdy po napisaniu kilku akapitów sążnistego elaboratu, wywala mnie przy próbie ejgo zapisania… 🙂

    Dotamerr – bardzo mi miło, dziękuję… 🙂

    Mitula – naprawdę, bardzo, ale to bardzo mi zaimponowałeś swoją rozległą wiedzą w temacie… szapo ba! szkoda, że Cię nie miałem na podorędziu podczas tworzenia tego wpisu… zapewne wpis znacznie zyskałby na wartości i jakości merytorycznej treści, że nie wspomnę o pierdylionie zapachów które wymieniłeś, a o których istnieniu nie miałem bladego pojęcia…

    co do brzytwy.pl, to i owszem trafiłem na ich podwoje, ale być może na tyle niefartownie, by nie trafić na informacje, które były mi potrzebne… zresztą to z założenia nie miał być spis recenzji (po prostu nie znam tych perfum i nie bardzo mam jak je poznać), lecz same wzmiankowanie o istnieniu pewnych zapachów, oparte głównie na mojej własnej wiedzy i pamięci sięgającej do lat wczesnego pirathciego dzieciństwa… nie spamiętam który król wówczas panował, ale to prawda pirath był kiedyś mały i szczupły… 🙂

    co do wody kolońskiej pełna zgoda i jestem tego podziału świadomy, ale umówmy się, że sami producenci zacierają różnice pomiędzy przynależną kategorią zapachową (wydźwięk i skład bukietu) i stopniem koncentracji samych perfum (EF, EdC, EdT, EdP, perfumy, ekstrakt)… w przypadku zapachów zwieńczających poranną toaletę i golenie – woda kolońska przychodzi na myśl wręcz instynktownie… w niektórych krajach nawet przyjęło się określanie perfum damskich mianem perfume, a męskich cologne i nijak ma się to rzeczywistego stopnia koncentracji… sami użytkownicy też zdają się nie dostrzegać problemu gdyż zapachy paprociowe (pomijając aspekt trwałości wynikającej ze stężenia) są utrzymane w bardzo zbliżonej tematyce do klasycznych wód kolońskich – czego w przytoczonych przykładach nijak nie byłem w stanie zweryfikować – ale dziękuję Ci za słuszną uwagę…

    co do Derby, to gdzieś wyczytałem informację, że ponoć produkowany był na Węgrzech i dzięki za poprawkę z Polkami, rzeczywiście moje przeoczenie…

    p.s. byłbym Ci bardzo wdzięczny, jeśli zechciałbyś napisać więcej o wspomnianych przez Ciebie zapachach, które pominąłem – bo nie ukrywam, że bardzo chętnie poszerzyłbym (oczywiście za Twoją zgodą i wymieniając Cię jako współautora wpisu) ten wpis posiłkując się Twoją jak widzę niebagatelną wiedzą w temacie…

    honoris – nic dziwnego, w końcu Brutal to synonim samca, choć nieco dziś zapomniany i zdetronizowany przez nowocześniejsze, czasem bardziej wyrafinowane, mniej dominujące i nie kojarzące się tak jednoznacznie kompozycje…

  11. Z tym kobaltowym to oczywiście mała, nic nie znacząca „złośliwostka” była, gdyż sam mam problemy z określaniem kolorów (poza podstawowymi oczywiście) 😉 Mitula przypomniał mi o Kelvinie, dziadek mój miał, gdzieś w połowie lat ’90, dezodorant tej „marki”. Pachniał mi wówczas pięknie, pamiętam jak dziś, ciepło, korzennie, z wyraźną nutą majeranku. Pozdrawiam!

  12. a ja sobie przypomniałem, że moim pierwszym kupionym za własne pieniążki (kieszonkowe) zapachem też na początku lat 90-tych była woda Kanion… wówczas jeszcze w ciemnozielonym flakonie, typu splash… 😉

  13. Pirath, ja także znam większość tamtych wód tylko z nazwy, bo za głębokiej komuny to cmoktałem smoka z butelki 🙂 Trochę udzielam się na ‚brzytwie’ i tam co jakiś czas wrzucę opis co ciekawszej perfumy. Jak dla mnie, to liczy się tylko kilka wód – tropów zapachowych – reszta, jak sądzę, nie powalała na kolana, bo była ma miarę ówczesnych możliwości Polleny-Aromy (która była monopolistą, jeśli chodzi o zapachy w Polsce), a której ciężko było dostać składniki „dewizowe”. Dużo robiło się z olejków z zaprzyjaźnionych państw RWPG, głównie Bułgarii, Jugosławii, z Krymu; znacznie mniej korzystano z gotowych baz i składników z Zachodu. Dlatego też tamte zapachy pachną dzisiaj nieco „retro”, bo oparte były w dużej mierze na składnikach naturalnych (tanich, za to wysokiej jakości, np. z Bułgarii). Po zmianie ustroju i upadku tamtych więzów gospodarczych Pollena-Aroma miała (i nadal ma) trudności ze zdobywaniem nowoczesnych (najnowszych) produktów współczesnej syntezy organicznej, do jakich mają dostęp największe koncerny zapachowe. Stąd wynika pewien dystans, jaki dzieli dzisiejsze kreacje Aromy od kompozycji liderów na tym rynku. Długi i zawiły to temat…
    Więc dla mnie najważniejsze zapachy z tamtych czasów, to:
    – z męskich: Wars, Prastara, Przemysławka, Tabacora, Brutal, ewentualnie Consul
    – z damskich: Poemat, Marzenie, Być Może…, Pani Walewska, Sawa, Gazela. Te kompozycje miały też największą siłę rażenia, jeśli chodzi o dostępność, popularność i kształtowanie gustów zapachowych, także w innych krajach bloku wschodniego, szczególnie zaś w Rosji.

  14. A czy ktoś z Was miał możliwość przetestowania sławetnych już perfum Krasnaya Moskva?

  15. Mitula – ja byłem niewiele starszy, ale pamiętam jak stałem dziarsko w moich rajtuzkach w kolejce po paczkę kawy – na kartki of course… 😉 wiem, że wówczas było ciężko ze składnikami, generalnie z wszystkim było ciężko… na wschód jechały całe pociągi z towarami dla wielkiego brata, choć ciężko nazwać to wymianą, bo nawet puste składy stamtąd nie wracały… 🙂
    szkoda, bo liczyłem, że uda się ten wpis wzbogacić o zapachy rodem z PRL, które pominąłem… trudno znaleźć nawet w googlach jakiekolwiek ślady ich istnienia i obawiam się, że o tą ulotną wiedzę będzie coraz trudniej… a potem wiadomo… czyli jeśli wujek google czegoś nie wie – to znaczy, że nie istnieje…

    Gryx – ja osobiście nie miałem, choć nie wątpię że byłoby to doświadczenie dosłownie wyciskające łzy z oczu… 😀

  16. Pajrat, też pamiętam stanie w kolejce po kawę, gdzieś pod koniec ’80 😉 A Krasnaja Moskwa na alledrogo stoi, ale aż tak zdesperowany żem nie jest (wersja damska ma na fragrantica całkiem dobre recenzje, tak btw). Pozdrawiam! 🙂

  17. możliwe, ale chciałbym w przyszłości mieć jeszcze dzieci, dlatego wstrzymam się od testów… 🙂
    również pozdrawiam 😉

  18. Gryx, ja dysponuję Czerwoną Moskwą w wersji dla mężczyzn – po goleniu. Jeszcze nie używałem, mogę odstąpić flakon (ściągnięty specjalnie z przedmieść Moskwy 🙂

    Teraz używam wody Szipr, okrutnie ciemnozielony płyn i też zamierzam jeszcze mieć dzieci 😉

    Pirath, zasysaj info z „brzytwy” – sporo znajdziesz o tamtych zapachach. Niebawem dopiszę coś o Tabacorze…….. 🙂

  19. O! To właśnie oryginał „Czerwonej/Pięknej Moskwy”, jest jeszcze „odpowiednik” tego zapachu, produkowany na Ukrainie, jednak z inną szatą graficzną. Znasz ten zapach tak w ogóle? I ile życzyłbyś sobie za odstąpienie? Pozdrawiam!

    Też o dzieciach myślę 😉

    • Ukrainski odpowiednik Czerwonej Moskwy jest slabszy i mocno roznie sie od od mokiewskiej. W Wilnie i Kowno często mozno spotkac tej zapach jak w wersii kobiecej tak i mezczynskiej.

      Шипр jest ok. Unisexowy i cieply. Jego bardzo lubil moj wujak. Ja tez uzywam czas od czasu.

      • Czerwona Moskwa, intrygująca nazwa i jestem ciekaw czy pachnie podobnie jak brzmi 🙂

        • Mozemy zrobic jaki prosty chaenge/obmien. U nas tut jeszcz są

          • bardzo chętnie, choć nie ma pośpiechu, bo próbek w kolejce do opisania, mam ponad dwie setki 🙂

        • Pamietam męski zapach z końcówki lat 80 o nazwie manhatan pięknie pachnial

          • niestety nie kojarzę nawet z nazwy. Swoją drogą ciekawe czy to była seryjna produkcja rodzimych firm, czy też import?

  20. Mitula, to niestety wymagałoby długiego ślęczenia na które nie mam po prostu czasu… z bólem przyznaję że zaniedbuję regularne czytanie zaprzyjaźnionych blogów, a co dopiero przedzieranie się przez taką kopalnię wiedzy… 😉

    p.s. co do moskwiczanki, to czy oba zapachy ze względu na identyczny flakon nie robi czasem jedna firma? kurcze aż mnie korci by to powąchać, bo kolorek ma po prostu nieziemski i ciekawi mnie czy tak samo pachnie… 😉

    p.s.2 też myślę o dzieciach, ale jedynie w kryteriach antykoncepcji… 😀

  21. Gryx, za 2 dychy opchnę z transportem 🙂 Zapachowo trudny do określenia – piżmowo-słodkawy – jest to chyba wersja męska zapachu, bo Czerwona Moskwa klasyczna była dla pań – to musi być ciężki, szyprowo-aldehydowo-orientalny kaliber 😉

    Pirath, oczywiście, że to z jednej firmy – Nowaja Zaria (Новая Заря), firma z Moskwy o 150-letniej tradycji:
    http://www.novzar.ru/

    • i jest ciezki, ale chyba biez aldehydow.

  22. cóż flakon wygląda na bardzo „rosyjski” ale ciekaw jestem jak pachnie i również ciekaw jestem czy jest jakaś rosyjska perfumeria, która wysyła do polski?… fajnie byłoby kupić kilka tamtejszych szlagierów i zestawić choćby z polskimi… osobiście nie pamiętam jak pachniały radzieckie killery, ale ludzie wciąż mówią o nich z trwogą w głosach, więc coś chyba jest na rzeczy… 😀

  23. Mnie też ciekawią zapachy ze Wschodu, zwłaszcza klasyczne i potrójne „odekolony” (одеколон), o takie: 🙂

    Pirath, to spróbuj ściągnąć z łotewskiego Dzintars, jeszcze starszej, od Nowej Zarii, fabryki perfum i kosmetyków:
    http://www.dzintars.lv/en/
    W ogóle Łotwa dobrze zapachami stoi, żeby wspomnieć tylko dostępne i u nas Stenders.

    • Dzintars is ok,
      ale on nie starszy od Nowej Zari. Faktyczne jego stworzyli juz po II wojnie swiatowej, ale w exUSSR jego zapachi byli z wyszej polki. Niektory hity 1970-80 jeszcze zastali sie w produkcii. wiadomo, ze formuly z czasem zmieli sie, ale chyba nie dramatycznie.

      Produkcia Dzintarsa i dzis ciekawa, popularna i kosztuje u nas tanio.

      Тройной — dorbra rzecz, w stylu Kolnisch wasser, ale dzisejszy „Nowej Zari” mocno rozne sie od produkcii z lat 80-ych.

  24. mam już derby i dzisiaj będę testował – z pierwszego niucha z flakonu (splash), wychodzi na to że to może być gość, przy którym kouros to przyjemniak z grzywką. autentyk 🙂 pachnie to okrutnie bezwzględnie, zobaczymy jak na skórze.

  25. Dandys – Derby przy Kourosie, to jak Sancho Pansa przy Don Kichocie 😉

  26. Mitula – he he też mi się tak zdaje… potęgę Kourosa ciężko czymkolwiek przebić… 😉 a co do tego linka, to nie widzę by prowadzili sklepik internetowy…
    p.s. Twoje wpisy pojawiają się ze sporym poślizgiem bo ze względu na askineta (filtr antyspamowy szczególnie wyczulony na wpisy zawierające linki) muszę akceptować je ręcznie… 🙂

    dandys – gdzie dorwałeś Derby? i w ciemno zapewniam, że pozycja Kourosa wciąż jest niezagrożona i twierdzę to w oparciu o permanentnie szaletowy Musc Ubar od Royal Crown – którego niedomytą fizjonomię miałem wątpliwą przyjemność testować na własnej skórze… 😉

  27. Pirath – nie do końca z tym Sanchem Pansa (Sancho Pansem?) – jeśli Kouros zalatuje koniem spod rycerza, to już Derby osiołkiem spod giermka 🙂 Inna moc i siła rażenia, panie!

  28. rzekłeś 😉

  29. Mitula, biere! 😀 Daj mi tylko jakieś namiary na siebie, nr konta itd 😉

  30. Gryx: pisz [ciach]
    Pirath: sorka za prywatę, usuń po wszystkim 🙂 Danx!

  31. Mitula, absolutnie nie widzę problemu 😉

  32. Można usunąć, dzięki 😉

  33. done 😉

  34. Widzę mnie tu ładna dyskusja ominęła – dalej twierdzę że Kouros to przy Derby przyjemniaczek – oczywiście, to nie chodzi o licytację kto jest większym hardcorem 😉 po prostu Kourosa można dzisiaj nosić, Derby jest moim zdaniem w ogóle nienoszalny – można mówić że produkt YSL to siki albo coś, ale Derby to obora, koński pot i końskie szczochy ;)) Kompozycja jest przeokrutna i ciesze się że mam ją na półce, a kupiłem w jakimś baraczku na rynku za około 10 zł – dzisiaj wróciłem stamtąd z Consulem 😉

  35. kurcze mówisz, że tak ostry jest? Kourosa ciężko przebić, pozostając jednocześnie całkowicie noszalnym zapachem (bo ultra udziwnionych koszmarków nie brakuje), więc idę poszukać jakiejś ziemianki, albo leżaka na bazarze i poszukam własnej flachy… najwyżej będę potem odpędzał tym zapachem koty od drapania mebli… 🙂

  36. 😉 wiesz pirath – w Kourosie masz animala w akompaniamencie ziół, miodu, aldeyhydów – a w derby jest nagi, dyndający kuń 😉 na pewno warto poznać

  37. …w derby jest nagi, dyndający kuń – o, to, to!!! 🙂

  38. hardcorowy kuń? 😉

  39. Hi there colleagues, how is the whole thing, and
    what you wish for to say on the topic of this
    article, in my view its genuinely awesome in favor of me.

  40. Używam Brutala od paru miesięcy i jestem bardzo zadowolony. Podoba mi się ten nieco staroświecki zapach no i jest to produkt z historią. Zdecydowanie muszę wypróbować Przemysławkę i Warsa 🙂

    • Cześć.masz starej wersji brutala?jak mozesz to napisz mi gdzie kupiłeś..moje gg to 37992315.Pozdrawiam.

      • jeśli pytanie było do mnie, to obawiam się, że już tej flaszki nie mam zresztą, była to świeża produkcja.

  41. śpiesz się, bo coraz bardziej o nie trudno 😉

  42. Prosiłabym autora tych świetnie pisanych felietonów o perfumach o prywatny ze mną kontakt, też jestem miłośnikiem perfum ,zbieram flakony, artykuły, reklamy i zyciorysy twórców perfum, fajnie jest poznać kogoś kto ma podobną do mojej pasję

  43. Witaj, mój adres mailowy jest podany w zakładce o blogu, ale podaję: pirath(mapła)interia.pl

  44. Ja tu do autora artykułu, do Piratha, aby w mig poprawił dekadę z 70 na 80, bo w latach 70tych było wszystko i żadnych kolejek, a perfumy z tamtych lat to miód i szkoła, dopiero potem było inaczej.
    Wiem, bo żyłam, widziałam i pachniałam!

    • słuszna uwaga, przez ponad połowę lat 70-tych żyło się wyraźnie lepiej (w sklepach było wszystkiego w bród), ale głównie dzięki gigantycznym kredytom dewizowym, które zaciągnął E. Gierek, a które spłacamy po dziś dzień… i choć tych kilka tłustych lat z PRL’u jaskółki nie czyni – rzeczywiście kryzys osiągnął apogeum w latach 80-tych, więc poprawiam… i na koniec parafrazując Edzia:
      – poprawicie?
      – poprawimy! 😉

  45. Pragnę sprostować. Masumi starożytne wyglądało zupełnie inaczej. Pachniało tez inaczej, niż te przedstawione na obrazku. Można było je kupić tylko w pewexie. Perfumy były kwiatowe – piękna kompozycja zapachowa, woda kwiatowa – była w oliwkowo zielonej butelce z taką samą zatyczką -oliwkową). Były jeszcze dostępne perfumy w olejku i te miały mnie j więcej rozmiar dużej szminki. dozownik w postaci kulki. To był fajny zapach. Te obecne Masumi raczej go nie przypominają. Wiem to, bo zużyłam ich ileś każdego rodzaju wtedy, kiedy studiowałam. Po perfumy – te najbardziej kwiatowe – to jeździłam specjalnie do Warszawy, bo w lubelskich pewexach ich nie było. Teraz Yves Rocher robi perfumy klimatem przypominające tamte. Są gorzkie, ziołowe, świeże. To jest Evidence. Pozdro, eleo

    • dziękuję, ale niestety ze względu na wiek, mogę polegać jedynie na tym co wyszperam w pamięci i internecie, pozdrawiam 🙂

  46. Witam czytających ,zauważyć należy że w latach 80 była produkowana TABAKORA piękny zapach który się rozchodził za idącym człowiekiem ..Butelkę można było kupić TYLKO Z POD LADY . Produkowana była w Gliwicach tak pisało na butelce. Ile ludzi by chciało te zapachy kupić .Pisałem do POLLENY CZY MAJĄ TAKI ZAPACH ALE NIE MAJĄ . Czemu tak trudno zacząć produkcję POSZUKIWANYCH i SPRAWDZONYCH ZAPACHÓW ,A NIE PRODUKOWAĆ TYLE ŚMIERDUCHÓW.

    • heh, za komuny z wieloma rzeczami tak było, że schodziły z pod lady, trzymane przez zaprzyjaźnioną lub koniunkturalną panią życia i śmierci 🙂 Trudno oczekiwać by Pollena wciąż produkowała zapachy z tamtych lat, bo rynek się zmienił, a wraz z nim gusta kupujących. A nostalgia i sentymenty stoją jakoby w sprzeczności z współczesnym modelem ekonomicznym, pozdrawiam 🙂

  47. Powiem tak, firma która zaczęła by produkcję tych poszukiwanych perfum ,wód kolońskich w takiej jakości jak kiedyś produkowali to mieli by ogromny zbyt . Rynek się nie zmienił , gusta też ,tylko z czego mamy wybierać . Weż z 20 butelek gdzie zapach jest podobny tylko butelki różne . Co do jakości wszystko rozwodnione zapach na 15 min . Reklama w tv robi swoje i tak idzie. Kolega kupił Gutiela w Anglii piękny zapach w Polsce w sklepie firmowym 260 zł tyle że w środku śmierdziel , a na rynku ten sam śmierdziel 15 zł . Taki mamy rynek i to jest bardzo smutne.

    • Nie zapominaj że rynek wciąż ewaluuje i zmienia się z każdym dorastającym pokoleniem, a te zwykle mają inne preferencje niż poprzednia generacja. Stąd stare i często nieodżałowane szlagiery są wycinane, by w ich miejsce wstawić coś, co bardziej schlebia gustom wiodącego odsetka potencjalnych nabywców. Owszem o jakości współcześnie sygnowanych perfum lepiej się nie wypowiadać, bo na usta cisną się same inwektywy, ale niestety jedyne co możemy na to poradzić, to głosować nogami i wybierać produkty od firm, które nie traktują nabywców swych produktów jak idiotów.

  48. Miałem już nie komentować w tym tygodniu ale za ciekawe masz wpisy Piracie aby je zostawić w milczeniu. Ach te stare dobre lata w perfumiarstwie !
    Mam m.in Brutala, którego polecił mi mój ojciec mówiąc że używał go na uczelni i dyskotekach i to było to ! Moje dzieciństwo to lata 90, jednak te słynne lata 80… Bardzo lubię brutala, jak dla mnie to głównie zioła, cytrusy i prawdziwe zwierzęce tłuste piżmo, które nadaje słynnej lekko oldscholowej otoczki. Co ciekawe trwałością Brutal przebija 98 % mainstreamu. Na mojej skórze jest nie do zdarcia przez ponad 15 godzin. Kawał solidnego pachnidła. Znam jeszcze Warsa i Panią Walewską ale chemii uczucia z tego nie będzie. Przynajmniej obecnie, bo kiedyś zapewne inaczej pachniały. A jak chcesz te wszystkie stare gatki powąchać to jest drogeria na dworcu Warszawa śródmieście , gdzie oprócz chemii mają te wszystkie PRL-owskie klasyki. Mam nawet kilka zdjęć. Jak byś wpadł to warszawy to warto czasem tam wejść i powspominać 🙂

    • no i jak znów nie powiedzieć, że kiedyś rzeczy robiło się lepiej? AGD, perfumy, meble? Może i były siermiężne i toporne, ale PRL’owska pralka służyła u mnie w domu 30 lat, a radziecka lodówka Mińsk została wyrzucona po 32 latach jako zupełnie sprawne urządzenie… niestety żarła tyle prądu co elektrowóz, więc zwyciężył pragmatyzm. Wątpię by współczesne AGD i samochody służyły tyle lat, a perfumy są jednym z produktów, po którym również można zaobserwować dewaluację jakości i dekapitalizację trwałości. Brutal to kiedyś była potęga, zapach popularny i lubiany, używały go nawet panie i choć dziś trąci dziadem i kojaży się z miniona epoką – warto wziąć te perfumy jako przykład, że w cenie poniżej 10 zł za 100 ml da się zrobić perfumy które są wielokrotnie trwalsze niż te za kilkaset złotych…

  49. Chyba tylko raz wspomniana była woda toaletowa Mefisto (chyba Miraculum), zresztą oryginalnie znakomita. Osobiście wspominam jeszcze przepiękne perfumy Alicja. Zapach klasy światowej, naprawdę (i komu to przeszkadzało?). Consul był w dwóch odmianach: zielonej i czerwonej. Żałuję też, że wycofano się z produkcji rewelacyjnej wody toaletowej Black Magic III…
    Natomiast Przemysławka dziwnie przypomina klasyczną wodę kolońską Roger Gallet Jean Marie Farina Extra Vieille… Cedar Wood był firmowany przez Goya International (chyba), przynajmniej tak mi się wydaje.
    Pozdrawiam

    • Przemysławka to produkt wyraźnie inspirowany popularnością zachodnich wód kolońskich, które były popularne i bardzo pożądane na rynku gdzie nie było niczego, bo gospodarką odgórne kierowała władza scentralizowana – więc ktoś wpadł na pomysł zrobienia własnej Kolnish Wasser. Przykłady można mnożyć, nie tylko perfum. Szkoda że nie kojarzę perfum o których wspomniałeś, ale dziękuję za cenną wzmiankę o nich i pozdrawiam 🙂

  50. Ktoś kto pisze, że Old Spice ma się tak samo dobrze jak przed 30 laty powinien pisać o rozpuszczalnikach ftalowych. On nawet nie leżał obok tamtego. Jego jakość i zalety są takie same jak telewizyjne kretyńskie reklamy.

    • a gdzie tu pisze, że się nie zmienił? Swoją drogą, trzeba być naiwniakiem, by sądzić że dzisiejszy OS to ten sam zapach i produkują go wedle tej samej receptury co przed 30 laty, no litości…

  51. Inspirowana wpisami o zapachach TAMTYCH lat, pozwolę sobie przypomnieć nazwy, które pamiętam.
    Są to: Beata, Alicja, Finezja, Gazela, Mona, Dafne, Parisiana, Ismena, Marwel.
    Wiele wód kwiatowych w kioskach, m.in. Bez, Róża, Konwalia, Goździk, Maki…
    W szkole średniej używałam wody kwiatowej (z kiosku) Wspomnienie.
    Pamiętam męski dezodorant Tabak, a Warsem pachniał mój profesor od księgowości.
    Piękne czasy…

    • ech dziękuję za Twój wpis… aż się łezka w oku kręci i człowiek znów chciałby to (lub w ogóle) to powąchać. Może wtedy produkowało się nieco topornie, bez polotu i teoretycznie nie było dużego wyboru, za to łatwiej było skojarzyć człowieka z jego zapachem i zapamiętać – często jedno poprzez drugie… pozdrawiam 🙂

  52. Masumi w latach siedemdziesiątych / osiemdziesiątych można było bez trudu kupić w tzw. prywatnych perfumeriach za złotówki.

    • oj wtedy można było kupić wszystko, choć niestety najczęściej w zamian za dewizy, bo złotówka traciła na wartości z dnia na dzień 🙂

  53. Piracie Piracie sprawdź nowego Brutala Intense, świetny foguere zapach o znakomitej trwałości i dobrej projekcji. Dobre czasy przypomina ! Drogi nie jest.

    • zatem muszę się za nim rozejrzeć, dzięki 🙂

  54. Witajcie, ostatnio wyczułam zapach dawnych perfum Miraculum- Dafne u panów. Szaleje za tym zapachem. Jeśli ktoś wie co to za perfumy/dezodorant/inny kosmetyk… tak pachnie- nie mam śmiałości zapytać na ulicy- proszę napiszcie.

    • będąc mężczyzną miałbym obiekcje czy zapytać innego gościa czym pachnie – ale jako kobieta, nie powinnaś mieć jakichkolwiek obiekcji 🙂 niestety nie pomogę, bo nie znam perfum o których mowa, ale pozdrawiam i życzę więcej odwagi 🙂

    • Witam , pani Ilono ja szukam uporczywie Dafne damskich w internecie mam nadzieje ze kiedys wroci produkcja tej wody ,dzis drogie perfumy nie sa tak trwale jak Dafen jesli pani bedzie wiedziala cos na temat Dafne to prosze o kontakt pozdrawiam

      • Witam.Niestety o dafne nadal nic …ale gotowa jestem używać męskiego kosmetyku o tym zapachu gdybym wiedziała co to jest -gdyby krem po goleniu to oczywiście odpada. Nie używa tego zapachu nikt ze znajomych, obcego zaś nie mam śmiałości zapytać bo musiałabym pytać o wszystko czego ostatnio użył-a to już prawie wywiad

        • moim zdaniem nie powinnaś mieć obiekcji w pytaniu obcego mężczyzny o jego perfumy, kobiecie w tym temacie ujdzie wszystko 🙂

  55. Pod koniec lat 80 tych w kiosku ruchu można było kupić perfumy Sonia. Był to maleńki, szklany flakonik, chyba z zieloną zkrętką. Zawartość flakonika kryła cudowny perfum. Żadnej woni spirytusu, czysty zapach. A zapach był bajeczny, pudrowy lecz lekki. Lekko słodki, piżmowy…Nigdy nie znalazlam niczego co choć trochę przypominałoby tamto pachnidło. Szukalam wszędzie gdzie to możliwe. Może ktoś pamięta kto produkował to cudeńko?

  56. Zabrakło recenzji o takich polskich meskich wodach jak Ramzes. Mefisto.
    Damskie wody Zielony Wiatr -najpiękniejsza świeża, orzezwiajaca bardzo twala woda toaletowa
    jaka znałem. Oraz Preludium. Sawa. Pokusa. Perfumy Mit w pięknym krysztalowy flakonie – czysty luxus. W czasachPRL naprawdę Polska produkowała bardzo piękne, trwałe zapachy o ktorych możemy dzisiaj sobie tylko pomarzyć.

    • wierz mi chciałbym mieć tyle lat by to wszystko pamiętać i móc przenieść na e-papier 🙂 niestety nie mam dostępu do jakichkolwiek danych na temat tych perfum, mogę tylko polegać na czyjejś pamięci, więc zdaje sobie sprawę że to zestawienie zawsze będzie niekompletne… ale dziękuję Ci za cenne wskazówki, może ktoś lub Ty zechcesz rozwinąć wątek w komentarzu? pozdrawiam 😉

      • Jędrek Maniak dobrze pisze o tamtych produktach, bo były to mistrzowskie edycje, mam sporo i wiem, ze to jest prawda. Dodam jeszcze do tej męskiej listy Derby i Mefisto – dzieła!

  57. Ja kiedyś kupowałam w sklepie polleny perfumy o nazwie Maria Teresa owalna butelka czarna nakrętka na butelce cienki złoty pasek z napisem Maria Teresa Butelka grube szkło coś w rodzaju wypukłej kratki . Szukam coś na ich temat jaka to była nuta zapachowa czy są jakieś podobne odpowiedniki ?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: