Napisane przez: pirath | 18 listopada 2012

Frapin 1270 – czyli historia pewnego rodu, zamknięta w niepozornej flaszce…


Choć tytułowy 1270 powstał dopiero w 2002 roku, to można śmiało powiedzieć, że Frapin dosłownie garściami czerpał inspiracje i doświadczenia ze swej wielowiekowej tradycji, współtworząc tę wdzięczną kompozycję… co prawda na rynku nie brakuje znacznie starszych marek pokroju Creed, Piver czy Rance mogących poszczycić się znacznie dłuższą tradycją i dorobkiem w branży perfumeryjnej – ale dzięki ich wielowiekowej tradycji tworzenia napitków (ponoć właśnie od 1270 roku), z łatwością wyczuwalnej w kompozycjach Frapina uważam, że śmiało można zaliczyć tę markę do grona najbardziej elitarnych i doświadczonych marek niszowych…

Frapin nie udaje i nie musi doszukiwać się na siłę w swych korzeniach tej wiekowej spuścizny, której tak desperacko pożądają inne – jedynie stylizowane na historyczne marki… Frapin to żywa historia, w której perfumy to zaledwie najmłodsza cząstka – ale trzeba marce przyznać, że niezwykle zręcznie wpletli urok swych wiekowych piwniczek do leżakowania trunków, do zawartości firmowanych swą etykietą flakonów… jak dotąd poznałem jedynie dwie kompozycje tej marki – ale nawet na podstawie tak szczątkowej obserwacji, nie sposób nie dostrzec wspólnej estetyki kompozycji Frapinów

A ta jest wprost urzekająca i zdumiewa głębią, ciepłem i harmonią brzmienia… 1270 to bardzo złożona i bogata w detale kompozycja, o pięknie zaokrąglonych konturach… rozwija się od smakowitej nuty owocowej, przez kawę, czekoladę i przyprawy misternie ułożone tak, by wiernie odzwierciedlić wizytówkę rodu Frapinkoniak… jego obecność nie stanowi tu dominacji, pozostając jedynie wdzięcznym tłem – bazą subtelnie dekorującą pozostałe, niezwykle apetyczne akordy… ten zapach bez wątpienia ma coś w sobie z gourmand – gdyż chwilami, aż chciałoby się go skosztować… im dalej zatapiam się w bazę 1270 tym bardziej zapach staje się słodszy, przytulny i benzoesowy… co prawda nie wyszczególniono go w składzie, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż to obecności benzoesu zawdzięczam przemożną chęć przytulenia własnej ręki, spryskanej tymi perfumami…

Wcześniej zapoznany 1697 to również przepięknie wyartykułowany alkohol, jednak o bardziej czekoladowym (niczym likier) brzmieniu – gdy 1270 zmierza w stronę napitku o bardziej tradycyjnej formie… bardzo silnie na ten efekt wpływają przyprawy w sercu kompozycji – tworząc wraz z drewnem namiastkę trunku, jakby przed chwilą utoczonego, z pokrytego wiekowym kurzem antałka… niesamowite, bogate i ciepłe brzmienie 1270 pieści nozdrza niczym najznamienitszy trunek smakowany i rozlewający się ciepłem w ustach… a drewno i waniliowo miodowo benzoesowy finisz robi za udekorowany drewnem pokój, spowity czerwienią trzaskającego w przepastnym kominku ognia… chylę czoła przed tak sugestywnym i przepełnionym pietyzmem odzwierciedleniem bukietu tego szlachetnego trunku i całej otoczki związanej z koncelebracją jego smakowania – ale w końcu to Frapin, więc wiedzieli co robią… firma nie poszła na łatwiznę, gdyż (co czuć) użyto składników najwyższej jakości i skorzystano z usług naprawdę zdolnego nosa – co zaowocowało naprawdę porywającym brzmieniem i bardziej niż zadowalającą trwałością…

Brzmienie 1270 wręcz instynktownie kojarzy mi się z Courvoisier L’Edition Imperiale, gdyż oba oparto na wątku przewodnim koniaku… z tym, że to Frapin jest tym delikatniejszym, mniej jednoznacznym… choć oba są nadzwyczaj urodziwe i obdarzone szlachetnym, wyrafinowanym brzmieniem – to jednak po Frapina sięgnąłbym chętniej… prawdopodobnie dlatego, że nie przepadam za wyzierającą obecnością nut alkoholowych w perfumach i 1270 będąc tym „cichszym” i mniej zdeklarowanym – wydaje mi się bezpieczniejszy i bardziej uniwersalny w codziennym stosowaniu… a z prawdziwą przyjemnością pławiłbym się w jego głębokim bukiecie każdego jesiennego dnia – gdy niczym prawdziwy koniak rozgrzewa ciało i koi swą obecnością duszę…

Na odnotowanie zasługuje też pewien detal, który zazwyczaj ignoruję – lecz nie tym razem… prosty, nawiązujący kształtem do karafki flakon, zwieńczono postarzanym i wspaniale korespondującym z całością drewnianym korkiem… niby mały detal, ale jak pięknie nawiązuje i podkreśla główny trzon działalności rodu Frapin… co więcej tym razem flakon, jego złocista zawartość i marketingowy opis kompozycji tworzą jedną, harmonijną i absolutnie autentyczną całość – a to już prawdziwa rzadkość w świecie perfum… gorąco i z całego serca polecam 1270 każdemu, kto ceni ciepłe, pięknie wyartykułowane, niebanalne i złożone brzmienia niszowe… a ten zapach jest dumą i kwintesencją prawdziwej niszy w każdym calu…

Głowa: kandyzowana pomarańcza, orzechy, orzechy laskowe, rodzynki, suszone śliwki, kakao, tonka, ziarna kawy
Serce: kwiat winorośli, nieśmiertelnik (kocanka), lipa, pieprz, przyprawy
Baza: egzotyczne drzewa, drzewo gwajakowe, biały miód, wanilia, benzoes?

Reklamy

Responses

  1. Dość frapujący zapach 😉

  2. nawet bardziej niż koniakowe frappuccino 😉

  3. Ja się tak czaję i czaję na ten rocznik bo 1697 nie bardzo mi podpasował.Po tej recenzji jednak wiem że nie ma się co czaić ale wąchać narodzie,wąchać! 😉

  4. oj wąchać, bo to naprawdę świetne perfumy, choć trzeba też lubić klimaty koniakowe…. ja generalnie za wódą w perfumach nie przepadam, ale wyjątkiem są nuty koniakowe – gdyż swoją obecnością podnoszą ciepłotę barwy kompozycji, czyniąc ją przyjemniejszą…
    a mi właśnie 1697 bardziej leży… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: