Napisane przez: pirath | 8 grudnia 2012

Calvin Klein – wieszać psy, czy nie wieszać?


Ostatnio zdałem sobie sprawę, że jestem (częściowo niesłusznie) nazbyt surowy dla produktów marki CK… jeśli spojrzeć na tę firmę z szerszej perspektywy okazuje się, że nijakie, wtórne, banalne, a czasem wręcz żenujące jakością perfumy tej marki – to nic innego jak schlebianie własnym – czyli amerykańskim gustom, skąd marka się wywodzi… a gusta amerykanów w kwestii doboru perfum są dalece odmiennie od europejskich, również o lata świetlne oddalonych od przykładowo bliskowschodnich… już tłumaczę gdzie jest pies pogrzebany…

Cechy perfum, które w Europie stały się synonimem markowej jakości, czyli: wysoka trwałość, bujna projekcja i wyrazisty, często dobitny bukiet – za oceanem uchodzą za wadę, gafę i spory nietakt, nie raz zakończony spektakularnym procesem sądowym… pamiętam przypadek pewnej redaktorki telewizyjnej, która pozwała swojego kolegę, z którym współprowadziła wydanie wiadomości, iż pomimo jej próśb o zaprzestanie – wciąż napastuje ją wonią swych perfum… nas może to bawić, a zwłaszcza umiłowanie amerykanów do pozywania się o każdą pierdołę – jednak za oceanem ludzie podchodzą bardzo poważnie do przestrzegania granic swojej sfery osobistej – gdzie zbyt nachalne epatowanie wonią noszonych perfum, jest równoznaczne ze złamaniem czyjejś nietykalności fizycznej

Amerykanie preferują zapachy bardzo delikatne, cytrusowe, kojarzące się nieodmiennie z czystością i świeżością, o bardzo nikłej projekcji – wręcz blisko skórne… również aplikacja perfum musi być minimalistyczna, a efekt użycia perfum ledwie zauważalny… jeśli już ktoś ma poczuć nasze perfumy, musi to być zapach kojarzony z czystością ubrań, stąd częste porównania walorów dzieł CK do odświeżaczy powietrza, płynów do płukania tkanin i innych detergentów – których olfaktoryczna złożoność jest porównywalna z intelektem ameby… nawet kultowy w Polsce, kadzidlany Zirh Ikon, to pachnidło skrojone na amerykańską modłę… jest subtelny, choć kadzidlany, delikatny, pachnie w tle świeżością, posiada nikłą jak na standardy kadzidlanych kompozycji projekcję i dość przeciętną i silnie zależną od aplikacji trwałość…

Tyle, że swoisty (dla rynku amerykańskiego) lekki, wręcz transparentny styl CK nie zawsze współgra z gustami nosów europejskich, złaknionych bardziej czytelnych i wyrazistych woni, co irytuje niemal tak samo – jak niemiecka reklama proszku do prania, odgrzebana ze względów oszczędnościowych w jakimś archiwum, ze sztucznym, na siłę dorobionym dubbingiem i wyemitowana na antenie telewizyjnej… na pewno znacie to dziwne uczucie, gdy gęba gospodyni domowej rusza się inaczej – niż żyjący własnym rytmem, na siłę wklejony dubbing… mnie osobiście takie olewanie przez producenta nowego rynku zbytu boli i razi – gdyż oznacza, że nie traktuje mnie poważnie, ani nie szanuje nabywców, w których łaski i portfele próbuje się niniejszą reklamą wstrzelić… to oczywiście bardzo jaskrawy przykład, ale dość dobrze obrazuje trend wciskania nam odziedziczonych z spadku po innych rynkach reklam, niemieckiego wzornictwa i kolorystyki ubrań, amerykańskich świąt, tandetnej, acz markowej chińszczyzny, kiepskiej jakości żywności, elektroniki i chemii – a w przypadku importowanych zza oceanu perfum, ich podłej jakości i w kompletnie odmiennej stylistyki – rażąco odmiennych od oczekiwań rynku…

Dzicz lat 90-tych, gdy złaknionych zachodnich towarów i stylu życia polaków zadowalała każda prowizorka oraz zachłyśnięcie europy Ameryką już dawno minęły bezpowrotnie i należałoby oczekiwać (wymuszając to poprzez zwyczajowo przyjęty na zachodzie bojkot konsumencki) równego i przede wszystkim poważnego traktowania rynku i konsumentów przez producenta, usiłującego wcisnąć nam swoje dobra… zmierzam do tego, że CK powinien przygotowywać na rynek europejski, europejskie (bardziej wyraziste i przede wszystkim trwalsze) edycje swoich perfum – dostosowane do naszych, a nie amerykańskich preferencji i gustów zapachowych… skoro zabieg udaje się w daleko bardziej złożonej branży motoryzacyjnej, to czemu nie w przypadku perfum? nie zapominajmy, że to my jesteśmy w tym pojedynku górą – gdyż to my mamy kasę, a Europa jest wystarczająco dużym dla CK rynkiem zbytu, by móc nas i nasze potrzeby zignorować…

Jednak to co najbardziej razi to owczy pęd europejskich marek, złaknionych powtórzenia komercyjnego sukcesu CK w europie… ich ślepe podążanie i powielanie amerykańskiego wzornictwa jest w kontekście europejskich korzeni tych marek po prostu żałosne i zakrawa na kpinę… tu niechlubny prym wiedzie francuskie Lacoste, niemiecki Boss i kilku mniejszy wytwórców, próbujących od kilku lat wykroić dla siebie jak największy kawałek tortu wartego grube miliardy euro – ale dlaczego naszym kosztem?…
zapytacie: w czym problem, skoro ludzie i tak kupują produkty CK na potęgę – a firma od lat święci tą tandetą triumfy na europejskich rynkach, będąc solą w oku konkurencji?…
już odpowiadam: owszem CK przyniósł zza oceanu nowy, wcześniej nieznany powiew niezobowiązującej świeżości w postaci owocowo ozonowych, po prostu fajnych i niezobowiązujących kompozycji i nie wątpię, że to się złaknionym odmiany konsumentom, zwłaszcza młodym może podobać – ale litości, nie w parze z amerykańską specyfiką i jakością perfum!… w końcu płacimy za to fortunę, więc mamy prawo wymagać, by oferowane nam produkty powstały w zgodzie z europejskimi gustami i walorami użytkowymi oraz posiadały atrybuty od zawsze uchodzące w tej branży jako standard…  do diaska! jestem Polakiem i europejczykiem, jestem z tego dumny i chcę perfum na europejską modłę!

Reklamy

Responses

  1. Dość tendencyjny wpis oparty raczej na stereotypach. No i dość śmiała teza, że CK to schlebianie gustom amerykańskim. Jakie są te gusta Amerykanów? Na podstawie jednej marki (w zasadzie dwu) określasz co lubi cały ponad trzystu milionowy naród? Zatem Tom Ford, Narciso Rodriguez, Herrera, Ralph Raulen, Marc Jacobs, Oscar de la Renta itd. to co? CK to po prostu synonim gustu mas, bo nie tylko USA nim pachnie, ale spora część Europy (i świata zapewne również). Tą samą drogą zmierza Gucci, Boss czy YSL ostatnio. I wiele innych. To po prostu odwrócenie trendu- wcześniej perfumiarz decydował czym mamy pachnieć, teraz decydują masy i spece od marketingu.

  2. wydaje mi się, że dość precyzyjnie opisałem ogólne zapachowe preferencje amerykanów i ich filozofię używania perfum i bynajmniej nie jest to stereotyp, ale tamtejsze realia… jeśli zaś wsiąść pod uwagę fakt iż to gust masowy wyznacza tzw. średnią statystyczną – a nie jednostki o bardziej wyrobionych gustach (z czego jako admin bloga perfumeryjnego powinieneś doskonale zdawać sobie sprawę), to CK idealnie pogodził ze sobą preferencje mas z tamtejszą, jakże swoistą kulturą używania pachnideł… CK to chyba najbardziej wyrazisty przykład i całkiem możliwe, że również tendencyjny – ale pasuje wręcz idealnie jako ikona trendów w amerykańskiej branży perfumeryjnej… poniekąd to imperium Kleina wylansowało i co najbardziej mnie uwiera – szeroko rozpropagowało modę na lekkie, niezobowiązujące, wręcz banalne kompozycje, które siłą rzeczy (powielane przez innych, w tym europejskich wytwórców) urosły w swej popularności do rangi stereotypu…

    o dziełach Toma Forda (to on komponuje?) nie będę się wypowiadał, bo w świecie perfum to oddzielna kategoria, ale Tom działa raczej na europejskim, a nie amerykańskim poletku… Rodriguez, De la Renta? nijak nie mogę uświadczyć niczego z dorobku tych panów w żadnej lokalnej perfumerii więc nie będę się wypowiadał… dalej Herrera, Lauren? wybacz ale żadna znana mi ich kompozycji ani stylem, ani rozmachem, ani charakterem nijak ma się do brzmienia rodowitych marek europejskich, poczynając od Guerlain, Hermesa, Chanel, Diora i starego Gucci i YSL- że poprzestanę jedynie przy markach selektywnych…

    o obecnym poziomie twórczości wspomnianego Bossa, Gucci i innych marek które podążyły drogą łatwego zarobku, zrywając ze swoimi korzeniami i postanawiając upodobnić się do tandetnego wzorca (zaraz znów mi zarzucisz stereotypy, ale i tak twierdzę, że amerykanie poza umiłowaniem do zbrojnych napaści na słabsze i niezdolne do skutecznej obrony kraje roponośne, słyną również ze swego odpustowego i kiczowatego gustu, z którym mierzyć się może jedynie rosyjska kasta nuworyszy), który jakby nie patrzeć przybył do europy zza oceanu – wolę się nie wypowiadać, gdyż inwektywy zdecydowanie zaburzyłyby zen mojej wypowiedzi… reasumując, osobiście jestem zdania, że CK ma jak najbardziej prawo do własnego stylu, a konsumenci do swobodnego kupowania tego na co mają ochotę – ale uważam, że masowe powielanie i świadome propagowanie importowanej miernoty i rzeczy sprzecznych z estetyką kultury europejskiej do zaszczytnych celów nie należy i gloryfikować, ani usprawiedliwiać tego trendu nie mam zamiaru…

  3. „poniekąd to imperium Kleina wylansowało i co najbardziej mnie uwiera – szeroko rozpropagowało modę na lekkie, niezobowiązujące, wręcz banalne kompozycje, które siłą rzeczy i powielane przez innych wytwórców urosły w swej popularności do rangi stereotypu…”
    Obawiam się, że ten trend zaczął się nieco wcześniej- od GIT, Cool Water, Aspen, Kenzo Homme czy nawet Issey Miyake. Klein to tylko kropla w morzu.

    „o dziełach Toma Forda (to on komponuje?) nie będę się wypowiadał, bo w świecie perfum to oddzielna kategoria, ale Tom działa raczej na europejskim, a nie amerykańskim poletku… Rodriguez, De la Renta? nijak nie mogę uświadczyć niczego z dorobku tych panów w żadnej lokalnej perfumerii więc nie będę się wypowiadał… dalej Herrera, Lauren?”
    Nie wiem, czy Tom Ford komponuje. Wątpię. Ale jego kompozycje do świeżaków nie należą. Raczej działa czy na pewno?
    Jeśli nie znasz Rodrigueza albo de la Renty, to czas poznać. Ich kompozycje nie należą również do świeżaków.
    A Herrera- klasyczna 212 może być, ale już wersja VIP to cięższy kaliber. Natomiast Polo czy Safari Laurena, które stały się niezwykle popularne właśnie w USA, to wręcz definicja męskiej, ciężkiej klasyki.

    „(…)gdyż inwektywy zdecydowanie zaburzyłyby zen mojej wypowiedzi…”
    Ależ jakie inwektywy? Normalna dyskusja 😉

  4. Cool Water, Kenzo Homme, Issey, to poszczególne delikatniejsze (z tym też bym polemizował, czy sięgnęły dna wyznaczonego przez najpopularniejsze kompozycje CK, Lacoste Bossa) kompozycje w dorobku swoich marek – a nie kompletny, w zasadzie stale powtarzany jak z użyciem matrycy trend, jak ma to miejsce u CK…

    podpowiem, Ford nie komponuje… on jest niesamowitym i diabelnie kreatywnym organizatorem, obdarzonym fantastycznym szóstym zmysłem, pozwalającym mu zamieniać glinę w złoto… Gucci stało na skraju bankructwa, a zobacz jak daleko zaszli dzięki uzdrawiającym dłoniom Forda… i póki na czele stał Ford robiło przyzwoite kompozycje, co skończyło się niemal natychmiast po odejściu Toma i objęciu sterów przez Fridę… jak już wspomniałem Ford lansuje kompozycje na modłę europejską, zresztą od zawsze chyba był związany z europejskim, a nie amerykańskim rynkiem perfumeryjnym, więc nie dziwota że schlebia lansowanymi swym nazwiskiem kompozycjami europejskim gustom, które mają je kupować i używać…

    ViP Herrery to zalatujący tanią gorzałą zapach, któremu bliżej do tandetnego i banalnego Bossa Bottled Night i najnowszego Playboya – niż do klasycznych europejskich kompozycji wieczorowych… powiem więcej, nawet koło nich nie stały, gdy europejska ekstraklasa wysiadała ze swoich limuzyn pod nocnym klubem… 🙂

    p.s. z Tym Polo Laurena rozumiem żartowałeś? lekka, słodka, niemal monotematyczna owocowa nuta, niemal jednogłośna z Paco XS to ciężki kaliber? w stanach prawdopodobnie tak, ale w europie ich kameralny bukiet kwalifikuje je raczej do grona casualowców… o mamo, widzę, że reprezentujemy zgoła inne modele postrzegania, co jest ciężkie, męskie i wyraziste a co nie… 😉 porównajmy zatem tę amerykańską klasykę z europejską: Polo Laurena v.s Guerlain Heritage… i który mocniejszy i bardziej europejski?

    p.s.2. inwektywy to mi się cisnęły na usta, gdy sobie pomyślałem jakież to złożone (inspirowane amerykańskimi trendami) wspaniałości serwują nam obecnie wiodące marki – a nie z powodu naszej rozmowy… 🙂

  5. O Cool Waterze i pozostałych pisałem w kontekście odwrócenia trendu, który apogeum osiągnął w siermiężnych latach 80. To, że niektórzy popłynęli z nurtem robiąc coraz świeższe, lżejsze i gorsze kompozycje to już co innego. Tamci dna nie osiągnęli.

    O Fordzie nie musisz mi pisać 🙂 A jaki jest jego target? Tego nie wiem. Może być tak, jak piszesz.

    VIP jest przykładem słodziaka daleko odstającego od norm wodniaków-świeżaków. Chciałem Ci naświetlić nieco fakt, że Europa (oraz reszta świata) też złapały haczyk lekkich kompozycji (czyt. Acqua di Gio). Zatem nie tylko Amerykanie mają taki gust.

    Oczywiście, że nie żartowałem. Miałem po prostu inne polo na myśli http://www.fragrantica.com/perfume/Ralph-Lauren/Polo-890.html

    Tośmy się nie zrozumieli w takim razie 🙂

  6. owszem generalnie obowiązuje trend wydelikacania, spłaszczania i upraszczania kompozycji, zgodnie zresztą z wolą i specyfiką targetu docelowego i poniekąd jest to znak obecnych czasów – ale dalej twierdzę, że podwaliny pod ten trend, oferowane w obecnej formie o kiepskiej trwałości i projekcji dopłynęły do europy zza oceanu… a owczy pęd ku kopiowaniu tego kulawego wzorca w postaci zachowania europejskich lemingów – jedynie uświadczył mnie w przekonaniu, że skoro zwietrzyli koniunkturę, to coś jest na rzeczy… trendy w perfumiarstwie, co prawda nie tak szybko jak w branży modowej, ale również ulegają ciągłym zmianom i podążają za modą (oud, kompozycje ozonowo owocowe i pseudo wieczorowe słodziaki z gorzałą w tle), podobnie jak ciągle ewoluują (choć mam wrażenie, że jest to równia pochyła w dół) gusta nabywców… jednak ja nie o gustach piszę lecz specyfice tworzenia i sygnowania perfum na rynek europejski zgodnie z amerykańskim sznytem – co wedle europejskich gustów i oczekiwań względem markowych perfum kompletnie się nie sprawdza i kłóci z naszą tradycją tworzenia i używania perfum…

    niech już sobie będą te spolegliwe, wysoce powtarzalne i banalne popłuczyny na półkach, skoro tak zręcznie wstrzeliwują się w gusta nabywców o niezbyt wygórowanych względem noszonych perfum wymaganiach – ale ja cały czas piję do ich jakości i techniczną stronę parametrów użytkowych, które jakby nie patrzeć wyznaczyła wszechobecność i popularność CK…

    Ford sygnuje zapachy dla odbiorców dojrzałych, o wyrobionych i ugruntowanych gustach, pozostając w zgodzie z europejską manierą noszenia pachnideł… jego zapachy są wyraziste, oryginalne, trwałe, mają wybujałą projekcję (zależną od kategorii), że nie wspomnę o jakości użytych składników i tej szczególnej charakterystyce kompozycji, pozwalającej na postawienie jego perfum obok równie wyrafinowanych, rdzennych parek pokroju Chanel, Guerlain i innych…

    oj tak, zdecydowanie nie to polo miałem an myśli… 🙂

  7. Dalej się będę upierać, że to duże uproszczenie z tymi gustami amerykańskimi. Wszak pierwsze kompozycje od Kleina mocno odstawały od tego, co obecnie oferuje ta marka. Dopiero wprowadzenie w 1994 roku CK One tak naprawdę było pierwszym krokiem w stronę świeżaków. Bo nie powiesz mi, że Obsession jest lekkim zapachem 😉 A w 1994 roku istniały już od kilku dobrych lat inne, świeże kompozycje. Ośmielę się nawet stwierdzić, że prawdziwy boom na świeżaki nastąpił 2 lata po One, gdy Armani wypuścił Acqua di Gio. Najwidoczniej rynek potrzebował takich zapachów.
    Być może obecne kompozycje zza oceanu mają za mało „pary”. Ale trend ten narodził się zapewne gdzie indziej. Gdzie? Nie wiem, ale to ciekawe zagadnienie.

  8. obsession nie jest lekki, owszem – to stara dobra szkoła, ale to zapach od zawsze wybitnie wieczorowy, w dodatku będący męską odpowiedzią na wersję damską, która również nie jest lekka…. i ponieważ jedna jaskółka wiosny nie czyni – nadal twierdzę, że amerykanie gustują w lekkich, świeżych, cytrusowo, ziołowo, kwiatowo owocowych zapachach o oszczędnej projekcji, wręcz niezauważalnych… a tezę tą opieram zarówno na opiniach ludzi, którzy mieszkają tam od lat i studiując ulubione zapachy tamtejszych gwiazd, (zwłaszcza tych starszej daty, by uniknąć nieporozumień w związku z kampaniami marketingowymi, w których często biorą udział młodsi celebryci) z listy na którą kiedyś natrafiłem w sieci… przeważają kompozycje pokroju Eud de Hardien Annick Goutal, Gendarme, Guerlain Imperiale, Bvlgari PH, Creed Green Irish Tweed i Boise Portugal, Guerlain Vetiver, klasyczny (biały) Zirh… niestety znam je jedynie częściowo, ale analizując te dobrze mi znane i kopiąc w sieci, wyklarował mi się pewien powtarzalny schemat, który potwierdziły opinie moich rozmówców… więc nie dziwota że rdzennie amerykańska marka działając na swoim podwórku sygnuje kompozycje skrojone wedle gustów rodaków, czego dobrym przykładem jest właśnie trend reprezentowany przez CK…

  9. Cała teoria mówiąca że perfumy CK są takie jakie są, ponieważ to perfumy amerykańskiej firmy, jest bezpodstawna. Zatem autor bloga tworzy jakąś tezę z sufitu, po czym cały wpis opiera na komentowaniu i omawianiu jej. Nie pierwszy zresztą raz, na czym blog – który i tak z założenia jest chyba humorystyczny i pisany z punktu widzenia perfumowego laika – jeszcze traci. Równie dobrze można by stwierdzić że skoro Einstein miał 175cm wzrostu, to niscy ludzie są po prostu inteligentniejsi od wysokich, a następnie napisać cały artykuł omawiający tą tezę tak jakby była czymś oczywistym. Poprzeć to kilkoma przykładami i już. Ma to swoje plusy, bo autor bloga może wypowiadać się właściwie na każdy temat, nanofizyka, kulinaria, motoryzacja, wychowanie dzieci, religia. W każdej dziedzinie artykuły będą równie trafne jak te dotyczące perfum. Niezależnie od tego czy autor ma jakąkolwiek wiedzę na dany temat, czy też nie.

    Jest sporo perfum amerykańskich firm, które nie są ani kiepskie ani lekkie, jest też mnóstwo perfum firm europejskich które są słabiutkie i nietrwałe. To sprawia że cały artykuł traci sens. Perfumy są obecnie jakie są, ale to ogólny trend na świecie. Założę się że Pan Klein ma taki sam wpływ na kompozycje perfum i ich charakter jak Pan Christian Dior na perfumy marki Dior. Dodam tylko dla niezorientowanych że Pan Dior nie żyje i jego wpływ jest zerowy. To tylko marka produkująca jeansy, majtki itp. Perfumy sprzedaje globalnie i nie dopasowuje się do jakiegokolwiek lokalnego rynku, w tym do amerykańskiego.

    „Tom działa raczej na europejskim, a nie amerykańskim poletku…”
    To akurat dość humorystyczna teoria. Perfumy Tom Ford sprzedają się świetnie w stanach jak i Azji czy u arabskich szejków. „Świetnie” oczywiście w kontekście tego że to ekskluzywna marka.

    „Styl CK nie zawsze współgra z gustami nosów europejskich”
    Druga humorystyczna teoria. O jakich europejskich nosach piszesz? Bo z danych czołowych perfumerii w Europie, wynika że perfumy CK sprzedają się całkiem dobrze, zarówno damskie jak i męskie. Na pewno nie odstają popularnością od wielu europejskich marek. Europeiczycy zatem nie podzielają chyba Twojego zdania na temat ich nosów i perfumowych gustów.

    „CK powinien przygotowywać na rynek europejski, europejskie (bardziej wyraziste i przede wszystkim trwalsze) edycje swoich perfum”
    To trzecia humorystyczna wypowiedź z sufitu. Że europeiskie perfumy są takie jak piszesz to tylko wymysł, no chyba że będziemy przywoływać europejskie kompozycje sprzed 30 lat.

    pknbgr przytoczył już wszystkie argumenty jakie należało przytoczyć i ma rację. Jednak według mnie trochę na marne.

    Reasumując, to fajny blog i chętnie tu zaglądam. Jednak nie traktujmy go jako bloga na temat perfum.

  10. na wstępie pozdrawiam mojego etatowego hejtera, a czemu nie piszesz pod dotychczasowym nickiem/nickami? 😉

    no cóż, teoria jakoby wzrost jednego jedynego Einsteina był wymierną ilorazu inteligencji mężczyzn o wzroście średnim i zestawiona z portfolio CK, gdzie miażdżąca większość kompozycji to rzeczywiście lekkie świeżaki – mi również wydaje się równie chybiona co zabawna, ale rozumiem, że Twój komentarz miał być nie tyleż merytoryczny co uszczypliwy… 😉

    co zaś się tyczy wątku o ś.p. Ch.Diorze i zerowym wpływie właścicieli i spadkobierców marki na styl ich obecnej twórczości – niestety chybiłeś… Dior owszem nie żyje, ale jego spadkobiercy i zarządcy marki wciąż dbają by ich produkty nawiązywały do szacownej przeszłości marki… żadna szanująca się marka nie porzuca świadomie swojej tożsamości, charakteru i swoistego brzmienia i parametrów sygnowanych przez siebie kompozycji, odzieży i galanterii… no chyba, że chce zawieść swoich dotychczasowych klientów i kompletnie zatracić się w niebycie… w tej branży własny wypracowany styl i charakterystyczny, niepowtarzalny fason to podstawa przetrwania… wyobrażasz sobie np. BMW, Mercedesa, Ferrari czy Aston Martina porzucających z dnia na dzień specyficzne i charakterystyczne dla swoich samochodów linie, gięcia i detale nadwozi, bo zmieniła się moda i teraz na topie jest np. wieloryb zwany Panamerą, tylko dlatego że się świetnie sprzedaje?

    co do reszty przytoczonych i obśmianych cytatów – widzę, że pomimo rzekomego przeczytania dyskusji z pknbgr nie załapałeś, że nie o gusta lecz o parametry użytkowe mi się rozchodzi – zatem dzięki za Twój komentarz, ale nie chce mi się na ten temat rozwodzić ponownie…

  11. Pirath, a ja sie z Tobą zgadzam w wielu kwestiach. To fakt, ze Amerykanie maja inne gusta co do wielu rzeczy, nie tylko perfum. Tak jest i tyle. Bylam w Stanach przez jakis czas i dobrze pamietam nierzadko mocne reakcje na jakikolwiek nieco mocniejszy zapach, którego sama uzywalam, i to nie w wielkich ilościach. Ja rownież troche ubolewam nad tym, ze to głownie masy decydują o tym co sie produkuje, ale nie wtym sensie, ze daje sie ludziom głos do zabrania. Mam wrażenie, ze ten głos to niekoniecznie ich głos, a głos i gust, ktory został w nich wyrobiony i to często przez tychże wlasnie, którzy postanowili krok po kroku zarabiać na latwiznie i mialkosci. Przyjrzymy sie, ile oryginalnych i ciekawych zapachow pojawia sie każdego sezonu na rynku. Niemal wszystko pachnie tak samo, ma byc lekko, łatwo i przyjemnie. Pompuje sie ogromne pieniądze w promowanie tych nowości, więc nic dziwnego, ze do tego ludzie sięgają i głownie to znają. Jak sie przyzwyczaimy do zapachow szamponu czy zelu pod prysznic to wiadomo, ze taki np. Shalimar odrzucimy, zreszta sami sprzedawcy nazwa go zapachem dla starszych pan. Nowe zapachy tworzy sie tak, by zachęciły nas do kupna w ciagu pierwszych sekund. Zapach zachwala sie znana twarza, sama byłam świadkiem, jak pani sprzedawczyni próbowała cos wybrać dla mlodego chłopaka i zamiast zapytać go, jakiego typu zapachy czy nuty lubi ona spytała go czy lubi Davida Beckhama. To oczywiście mialo niejako pomoc w doborze wody.
    Chciałabym, zeby zapachy były wytworem sztuki, efektem prawdziwej inspiracji, a nie chłodnej kalkulacji. I jeszcze jedno….sama posiadam kilka lżejszych i spokojnych kompozycji, ale kupionych na dużej promocji… ze względów ekonomicznych nie zgadzam sie na wydawanie kroci na cos, co pachnie tylko przez godzinę czy dwie, a pozniej znika bez śladu, czego swietnym przykladem sa kompozycje takiej Lacoste czy Bossa. Za te same lub ciut większe pieniądze mam rzeczy o prawdziwym ciężarze gatunkowym, jak Dior, Chanel czy Guerlain. Więc nie zgadzam sie z takim stopniowym omamianiem klientow i przyzwyczajania ich do magnez jakości po to, by pozniej chciał firmy zarabialy krocie na dawnej legendzie i renomie, po której pozostał ledwie cień.

  12. Mika dzięki, widać jednak nie mam urojeń ani paranoi… 🙂 żeby była jasność, uwielbiam Eau de Hadrian od Annick Goutal, ale cenię ten zapach również za jego trwałość i nie zgadzam się na celowe zaniżanie parametrów użytkowych perfum ani w przypadku przenoszenia importowanych preferencji na europejskie poletko, ani zwłaszcza w imię powiększania zysków nieuczciwych producentów… to bardzo płytkie i krótkotrwale przynoszące profity rozumowanie: obniżmy trwałość i projekcję, to będą więcej i częściej psikać i tym samym częściej kupować… ktoś kto się odrobinę szanuje i ceni swoje pieniądze, szybko odejdzie od marki praktykującej podobne praktyki…
    pozdrawiam 😉

  13. CK bądź co bądź, kilka dobrych pozycji ma. Legendarny Obsession, One, który jest prekursorem uniseksu w massmarkecie (a zarazem dla wielu wciąż wzorem idealnie wyśrodkowanego uniseksu), Escape z ’93 roku, Eternity – chyba nic do tej nazwy nie trzeba dodawać, podobnie jak z Obsesson, no i Euphoria, która w gruncie rzeczy jest jedną z ładniejszych pozycji dla mas… Jest banalna, ale urokliwa. Mimo wszystko troszeczkę inna niż głowny cytrusowy nurt, wyczuwam w niej męski, koloński akord, a przy tym pasuje też młodym facetom. Oczywiście wszystko wymienione tyczy się męskich pachnideł wśród damskich też coś się znajdzie. Także, podsumowując, miliony edycji summer nie powinny przysłaniać faktu, że nie tylko ścierwo opuszcza tę stajnię,

  14. pełna zgoda, Obsession, Euphoria Intense czy Shock Ckin2U to naprawdę dobre zapachy, zwłaszcza męska Euphoria Intense szczególnie wyróżnia się trwałością na tle reszty wytworów CK – ale nie zmienia to faktu, że przeważająca większość pozostałej oferty CK gra na zdecydowanie innym, znacznie niższym pułapie jakościowym (wykonanie samej aranżacji ze słynnymi kilkunastu sekundowymi otwarciami, ich trwałość i projekcja)… i zmierzam do tego, że nie jest to raczej niedbalstwo wynikające z celowo zaniżanej jakości lecz specyfiki i oczekiwań rdzennego rynku…

  15. Hmm… może chodzi o to, że za Wielką Wodą skupili się na perfumach opartych o syntetyki, natomiast na Starym Lądzie istnieje bogata tradycja czerpania pełnymi garściami ze: śródziemnomorskich olejków, bliskowschodnich żywic, dalekowschodnich, korzennych i drzewnych specyfików. Na dodatek my, w Polsce, jesteśmy wychowani na zapachach rodem z Polleny-Aromy: specyficznych, w dużej części opartych na tradycyjnych olejkach eterycznych i prostych syntetykach i terpenach. Ja też szukam bogactwa i głębi w zapachu, ale lubię nowe, nieznane klimaty, jakie oferuje synteza organiczna 🙂 Mam nadzieję, że da się to pożenić.

  16. hmmm to pewnie też, ale prawdziwy wirtuoz blotera i z chemicznych nut jest w stanie wykrzesać prawdziwe arcydzieło… zresztą bez składników chemicznych wiele znanych kompozycji nie miałaby po prostu racji bytu, gdyż z roku an rok coraz bardziej okrojona paleta nut naturalnego pochodzenia nie pozwala na zbytnią rozwiązłość w kreacji… chemia pozwala zarówno ubarwić, poszerzyć i odpowiednio spointować nuty naturalne, tonizuje i ubarwia tam gdzie natura już po prostu nie może… sądzę że wszystko jest do pogodzenia, ale i tak najwięcej zależy od wirtuozerii architekta…

  17. Ja się z tezą o specyficznym i „lekkim” guście amerykanów – zgadzam po całości. Potwierdzenie można znaleźć w wielu miejscach, wystarczy posłuchać recenzji amerykańskich bloggerów na yt, czy właśnie spojrzeć na to co cieszy się tam popularnością – CK nie jest tu żadnym wyjątkiem. Pewne rzeczy są dosyć oczywiste i nie trzeba przeprowadzać skomplikowanych dowodów, by je uzasadnić stawianie sprawy na zasadzie – udowodnij tę tezę, bo inaczej to znaczy, że jest ona fałszywa to żart i skrót myślowy do nikąd.

  18. normalnie z ust mi to wyjąłeś… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: