Napisane przez: pirath | 18 grudnia 2012

Cartier – Roadster Sport, czyli roadster o niezwykle anemicznym wydechu…


Przyznaję, że ostrzegano mnie wcześniej iż to bardzo słaby zapach, ale teraz przynajmniej mogę z czystym sumieniem rzucić na szalę kolejne ziarnko – przemawiające za tezą, iż zapachy „sportowe” poza nielicznymi, znanymi mi wyjątkami (Dior Homme Sport i Givenchy Play Sport), to zaplanowana na maksymalne wyciśnięcie z klienta pieniędzy zapchajdziura i słabizna… Cartier Roadster Sport z 2009 roku jest znakomitym przykładem fury, która zdecydowanie nie zrobi wrażenia na dziewczynach – a zwłaszcza blacharach, mających wykutą Giełdę Dolnośląską na blachę… 🙂 niestety samo „ospoilerowanieSeicento i dodanie naklejki „Sport” nie uczyni z niego wyścigówki – podobnie jak keta z pozłacanego łańcucha rozrządu i dwie pary zrolowanych skarpet wetkniętych w gacie nie zrobią z właściciela playboya… ale po kolei…

cartier roadster sport

Odniosłem wrażenie, że już sama zbieżność nazwy do wyśmienitego pierwowzoru jest jawną potwarzą i ogromnym nieporozumieniem – gdyż charakterystycznej Roadsterowej mięty w wersji Sport jest tyle – co kot z trzydniowym rozwolnieniem „napukał” do kuwety… no żeby ten zapach był chociaż na tyle donośny, aby pozwolić zachować względną świeżość korporacyjnemu lemingowi, wyciskającemu z siebie siódme poty podczas porannego joggingu, nim kolejny dzień wyścigu szczurów doprowadzi jego żołądek do nawrotu choroby wrzodowej… ach żeby miał choć odrobinę buty, pozwalającej poczuć się raźniej „gimbusowi„, paradującemu po szkole w bluzie JP na 100%, a tu nic!…

Anemiczny, niemrawy i poza świeżym, całkiem przyjemnym cytrusowo zielonym otwarciem kompletnie nijaki zapach, który w dodatku znika ze skóry szybciej niż filet z pangi po 7,90/kilo na promocji… oj słabiutko i cicho pomrukuje rachityczny silniczek tego Roadstera… zupełnie niepodobnie do swego starszego brata, który choć wyborny i nietuzinkowy w swym miętowym minimalizmie – jednak do ligi tytanów o bezwzględnej i donośnej projekcji się nie zalicza, a mimo to jego motor pracuje równo i przyjemnie dla ucha… czyli da się zrobić lekki, niezobowiązujący i intrygujący zarazem zapach, który nie powoduje swym bukietem łzawienia, wytrzeszczu i napadów duszności u otoczenia – zatem co poszło nie tak?

malutki

Przyjemne, orzeźwiające i zielonkawe otwarcie rozbudziło moją nadzieję i z wypiekami na twarzy oczekiwałem zmodyfikowanego akordu miętowego, jednak w chwili gdy spodziewałem jego nastania (wejścia silnika na wysokie obroty) zapach zaczął dryfować w stronę niemrawej, bliżej nieokreślonej drzewnej bazy i padł (silnik strzelił z gaźnika, zakasłał, po czym zgasł)… no i to byłoby na tyle jeśli chodzi o wrażenia z przejażdżki usportowioną wersją Roadstera… reasumując zdecydowanie nie polecam, nawet jeśli ma to być szebernasty pojazd w Waszej kolekcji… z dwojga złego kupcie lekko przechodzoną Alfę (Lacoste Essential Sport), bo nawet zepsuta wciąż wygląda pięknie… 😀

p.s. z góry przepraszam za całkowicie zamierzony i dodany z premedytacją przytyk pod adresem tworzonej z pasją ikony włoskiej myśli technicznej – ale dziś pomimo +4 Alfę sąsiada znów trzeba było brać na kable i nie mogłem się powstrzymać… 😀

Cartier Roadster Sport EdT

Głowa: mandarynka, bergamotka, kwiat pomarańczy
Serce: szałwia, rozmaryn, pieprz czarny
Baza: paczula, drewno gwajakowe

Reklamy

Responses

  1. Od dziś przestaję Cię czytać. Ty wiesz dlaczego :-@

  2. hmmm a myślałem, że to ja mam niemieckie poczucie humoru…
    tak, domyślam się dlaczego i ale skoro zignorowałeś tę wymowną emotkę na końcu wspomnianego akapitu – to nie pozostaje mi nic innego jak z pokorą przyjąć Twoją decyzję…

  3. No chyba nie wziąłeś mojego wpisu na poważnie, chyba że faktycznie masz niemieckie poczucie humoru 🙂

    P.s. Pierwszego dnia świąt obudziło mnie zawodzenie rozrusznika „niezniszczalnego” W124 🙂

  4. jupiii… miałem cichą nadzieję, że żartowałeś – ale i tak wypatrywałem pod domem samobójców obwieszonych trotylem (jest ostatnio bardzo modny) z fanatycznym okrzykiem alfa, alfa, alfa!… 🙂
    p.s. zepsuty W124? nie wierzę – to musiał być sabotaż, albo padnięty akumulator, więc siła wyższa… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: