Napisane przez: pirath | 22 grudnia 2012

Serge Lutens – Cuir Mauresque, czyli wszystko, tylko nie unisex!


Zważywszy na przyjętą formę dystrybucji (alledrogo, perfumerie internetowe, stacjonarne sieciowe i niszowe), jest z Lutka taka nisza, jak ze mnie solista Opery Wiedeńskiej (jedynie obwód w pasie się zgadza), ale skupiwszy się wyłącznie na charakterze Lutkowych kompozycji – jest to nisza pełną gębą, której pod względem rozpiętości repertuaru i wyrafinowanemu brzmieniu, nie jedna ceniąca się po 300+ marka niszowa nie jest w stanie podskoczyć… jest w brzmieniu kompozycji Lutensa ta wyrafinowana głębia, bogactwo przeplatających się ze sobą wysokiej jakości nut oraz nietuzinkowe, czasem bardzo odważne pomysły, z których nisza słynąć powinna…

36140

Najlepszym tego przykładem jest właśnie Cuir Mauresque z 1996 roku, którego przebogate, złożone i równie dobitne brzmienie jednoznacznie wskazuje na rasowy, wybitnie niszowy charakter kompozycji… mocując się przez kilka dni z tym zapachem, doszedłem do wniosku, że jego niezłomność i specyficzne, momentami dzikie brzmienie opowiada pewną historię… chodzi o imperium otomańskie, którego wojownicze, zaskakująco mobilne ordy nie raz otarły się o naszą historię… pewna legenda głosi, że Imperium Osmańskie, pomimo srogiego łupnia, zadanego im przez Janka III-go pod Wiedniem – to ponoć jedyny kraj, który nigdy nie uznał rozbiorów Polski… czyżby szacunek wroga zdobyty na polu bitewnym, był wartością cenniejszą i pewniejszą – niż przyjaźń sąsiadów wynikająca z dyplomatycznych traktatów?

317762-pic_mb_warrior_4

Zapach od początku pręży swe muskuły, rzuca się i miota na skórze, gdy spośród ostrych taktów otwarcia złożonego z kwiatu pomarańczy, kminu, muszkatu i cywetu – zaczynam dostrzegać niewyraźne kontury pewnej scenerii… przenikliwie zimny wiatr, hulający po bezkresnym, obrośniętym skąpą roślinnością stepie, smaga mnie po twarzy niczym bat… surowa, nieprzyjazna i pusta równina ciągnie się aż po bezkresny horyzont… ciężkie, ołowiane chmury mkną śpiesznie po nieboskłonie, gnane zimnym wiatrem – niczym owce pędzone przez juhasa uciekającego ze stadem przed burzą… do mych uszu, niczym odległe bicie własnego serca zaczyna docierać głuche dudnienie, przypominające pierwsze takty nadciągającej nawałnicy…

Ale to nie może być burza, gdyż przybierającemu na sile dudnieniu towarzyszy coraz silniejsze drżenie ziemi… po chwili na horyzoncie dostrzegam nadciągającą ordę… dziesiątki tysięcy końskich kopyt odpowiadają za to przejmujące zjawisko… są coraz bliżej, mkną niczym czarny, nieprzebrany potok, zalewający szeroką falą porośnięty kępami traw step… pada rozkaz do zatrzymania i rozbicia obozu… dziesiątki tysięcy jeźdźców z gracją zsiada ze swych wierzchowców i zaczyna krzątać się przy przytroczonych do siodeł sakwach… po chwili na widnokręgu pojawia się jeszcze liczniejsza fala biegnących za jazdą janczarów… daleko za nimi majaczy karawana wozów… musi im towarzyszyć ktoś znaczny, gdyż spowalniające przemarsz wozy zostają zazwyczaj znacznie dalej w tyle… sądząc po liczebności piechoty i jazdy ciągnie z nimi wielki wezyr, a może i sam sułtan?

sultan

Dosłownie w oczach rośnie niemal natychmiast demontowalne i gotowe do dalszej drogi obozowisko… niczym prowizoryczne rusztowania, pną się ku niebu szkielety większych i mniejszych jurt… w rytmie wielkiego bębna liczni wojownicy niczym mrówki napinają odciągi wielkich namiotów i pokrywają szkielety jurt skórami… ledwie zluzowane konie zaczęły skubać skąpe trawy, a między namiotami widać już dym pierwszych rozniecanych ognisk… to niesamowite, z jaką sprawnością to stawiane przez tysiące rąk obozowisko zostało przygotowane na przyjęcie gościa honorowego, którego orszak nieśpiesznie ciągnął ze wschodu… nim kolumna wozów zdołała na dobre zatrzymać się w obozie, pierwsze dłonie już znosiły do przestronnych namiotów meble i pozostałe elementy wyposażenia… cóż za dyscyplina… każdy doskonale wie co do niego należy i aż trudno uwierzyć, że jeszcze niecałe pół godziny temu w tym tętniącym od gwaru i rżenia koni miejscu rosła tylko trawa…

Wtem wszyscy w najbliższej odległości od jednego z powozów padają plackiem na ziemię – co oznacza, że dostojny gość właśnie udaje się do największego namiotu na odpoczynek… towarzyszy mu służba, możni i urzędnicy odziani we wzorzyste, pełne przepychu szaty oraz doborowa gwardia przyboczna i liczni dowódcy wojskowi… władca spojrzał z pogardą na korzące się plackiem sługi, jakby niezadowolony z tempa przygotowań na jego przyjęcie i bez słowa wszedł dostojnym krokiem do wnętrza jurty… całe wnętrze, łącznie ze ścianami wyściełano dziesiątkami miękkich, wzorzystych dywanów i setkami bogato zdobionych haftem poduszek… z rozstawionych kadzielnic sączą się upojne wonności, a niskie stoliki uginają się pod ciężkimi misami z owocami i bardziej wyrafinowanymi przysmakami… znużony i znudzony podróżą władca legł na jednym z posłań, otoczony wianuszkiem orszaku i jął wysłuchiwać raportów i listów odczytywanych przez urzędników…

shootback

Powietrze w namiocie przesycone jest wonią szlachetnych olejków, przypraw i aż gęste od palonych wonności oraz ręcznie tkanych z owczej wełny dywanów… całości dopełnia silnie skórzana woń poszycia namiotu, rynsztunku wojskowych oraz wszechobecna animalna woń koni, w których towarzystwie zebrani spędzają całe życie… zapach choć z początku narowisty i dziki, teraz uspokaja się wybrzmiewając aurą dostojeństwa, orientalnego przepychu i wszelkiej okazałości… Cuir Mauresque to zapach ciężki, bardzo głęboko osadzony w orientalnym, zdominowanym przez przyprawy przepychu, przełamanym fizjologiczną wonią piżma i cywetu, łagodzoną z kolei przez miękką, pławiącą się w ambrze skórę i kojące nuty drzewne… początkowo surowa i zwalista, silnie przytłaczająca powierzchowność CM – teraz ustępuje z wolna ciepłemu i przytulnemu klimatowi wnętrza wyściełanego miękkimi dywanami namiotu… jakże odmienna to skóra w porównaniu do miękkich kozaczków Cuir Pivera i słodyczy wytwornej skóry Cuir Ottoman PdE

Cuir Mauresque to wyrafinowana, wytworna, wciąż nieujarzmiona głębia i niesamowity rozmach za którą tak cenię Lutensa – przedstawiona w całej swojej okazałości, z charakterystycznym dla połowy lat 90-tych tupetem i dobitnością… wtedy jeszcze nikt nie narzucał perfumiarzom rachitycznych standardów, nie naginał produktu pod wciąż dewaluujące oczekiwania rynku – a perfumy miały pachnieć jak perfumy, a nie siuśki… ten zapach jest bez wątpienia ikoną tamtych lat i doskonałym przykładem zapachu dla władczego, kipiącego testosteronem samca, z jajami owłosionymi jak kiwi… że to niby uniseks? no chyba Was pogięło!… 😉41K91x0lvUL._AA300_

Nuty: piżmo, kwiat pomarańczy, cedr, ambra, gałka muszkatołowa, goździk, cynamon, styraks, kadzidło, mandarynka, mirra, cywet, kminek, skóra, oud,

Reklamy

Responses

  1. Pierwszy raz widzę tego Lutensa. Skład i opis spowodowały mój ślinotok. Gdzieś go znalazł?

  2. wyszarpałem od koleżanki 😉 mają go też w pewnej perfumerii na Q…

  3. Jaja owłosione jak kiwi…hahahaha 😀 genialne

  4. i tak samo dorodne, ale nie chciałem robić kostiumowego porno… 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: