Napisane przez: pirath | 25 grudnia 2012

Krizia – Moods for Men, czyli klasyczna, śródziemnomorska elegancja…


Poznajcie Antonio – statecznego, wesołego Włocha mieszkającego w liguryjskim miasteczku Imperia, oddalonego o niecałą godzinę jazdy od wypełnionego turystami Sanremo… mamy lata 50-te, Antonio ma żonę Francescę, czwórkę dorastających dzieci i niewielki zakład fryzjerski, który prowadzi razem z teściem, na parterze ich wielkiego domu przy Via Achille VianelliAntonio jest tradycjonalistą, szczególnie ceniącym (jak na prawdziwego Włocha przystało) więzi rodzinne i fakt, że jego życie od lat biegnie tym samym, sielankowym rytmem… zaczynają od wspólnego, gwarnego śniadania na tarasie z pięknym widokiem na okazałe, porastające nabrzeże zatoki agawy, po czym otwierają swój niewielki zakład… życie płynie tu nieśpiesznie, swoim własnym rytmem, we względnym dostatku i co najważniejsze w zdrowiu…

01

Niedawno Antonio kupił sobie samochód, co było wyśmienitą okazją do wielkiej rodzinnej fety, na którą niczym weselisko zjechała cała rodzina, sąsiedztwo, a nawet burmistrz i ksiądz… stoły uginały się od specjałów regionalnej kuchni, a szklanice wypełnione lokalnym winem co rusz pobrzękiwały trącane licznymi toastami… nim pierwsze promienie płomiennie czerwonego słońca, spływającego nieśpiesznie ku odmętom Adriatyku, dotknęły tafli morza – rozbawione towarzystwo ochoczo śpiewało, zagłuszając nawet z impetem rozbijające się o skalisty brzeg fale… delikatna wieczorna bryza kołysała kolorowymi lampionami, przynosząc ochłodę i niosąc śpiew biesiadników hen daleko, ku obrośniętym cyprysami wzgórzom…

02

I jak tu nie być zadowolonym z życia mężczyzną? piękna żona u boku, cudowne dzieci, wspaniali teściowie, traktujący Antonia jak rodzonego syna, umiarkowany klimat i spokojna praca dawały mu poczucie spełnienia i życiowej stabilności… wieczorami chadzali z żoną do kina, na tańce lub spacerowali nadmorskim deptakiem, zachodząc aż do portu, gdzie przy odległych światłach sennego miasteczka i niesionych przez wodę dziękach muzyki – podziwiali gwiaździste niebo odbijające się miliardami refleksów w spokojnej tafli zatoki… w niedzielę Antonio zakłada swój wyjściowy jasny garnitur i całą rodziną udają się na mszę… po kościele spacer sennymi, skąpanymi w południowym słońcu uliczkami i powrót do domu, gdzie całą liczną rodziną zasiadają do uroczystego niedzielnego obiadu…

03

Taki właśnie obrazek ukazała mi Krizia Moods z 1989 roku… pomijając kipiące przyprawowo ziołowem suszem otwarcie – jest to spokojna, nieco staroświecka i włoska w każdym calu kompozycja… kolendra, kardamon, lawenda i cytrusy z otwarcia nadają Moods oldskulowego, rasowo męskiego charakteru… zapach świetnie współgra z szytymi na miarę garniturami i zaczesanymi do tyłu na brylantynę włosami Antonia… ten początkowy, wręcz ostry zapach suszu ziołowego i przypraw przypomina mi klimatem Versace Dreamer, D&G Pour Homme i Caron Pour Un Homme – czyli jakby nie wąchać, jest bardzo klasycznie… z drugiej strony zapach bardzo długo ciągnie ze sobą to dobitne brzmienie, prawdopodobnie odstraszając nim szerszą widownię – przez co doceni go jedynie grono najbardziej zagorzałych koneserów tej stylistyki… szkoda, bo ujmującemu, wyrafinowanemu zwieńczeniu Moods bliżej do szykownego brzmienia Bvlgari Pour Homme, niż staroświeckiego, kolońskiego killera – ale niestety dla większości wąchających liczyć się będzie jedynie pierwsze wrażenie… a szkoda nie dać temu wybitnie męskiemu zapachowi szansy, zwłaszcza że takich perfum już się nie robi – gdyż brylantyna przegrała wojnę z pianką do ekstremalnej stylizacji włosów…

Krizia ukazuje słoneczne, malownicze piękno adriatyckiego wybrzeża dopiero w dojrzałej fazie serca/początku bazy… tu zapach wyraźnie zwalnia tempo, jakby przystanął w jakiejś urokliwej knajpce, na popołudniowe espresso… ostrość przypraw i ziołowe zabarwienie ustępują stopniowo miejsca delikatnej domieszce kwiatów i drewna… dopiero ich obecność objawia prawdziwy spokój, dojrzałe piękno, łagodność i ukojenie… przyznam, że jestem zaskoczony tym spokojnym finiszem – zupełnie jakby Moods uciął sobie popołudniową sjestę na mojej skórze… delikatna, niczym powiew ciepłego wiatru paczula, lekka nuta drzewna i równie nieprzytłaczające skórzano piżmowe zwieńczenie dopełniają ten iście śródziemnomorski krajobraz… nie spodziewałem się, że zapach przybierze tak delikatne, a zarazem wyrafinowane w swej niezobowiązującą prostocie oblicze… aranżacja i ciepłota kompozycji została perfekcyjnie wtopiona w sielskie, włoskie klimaty – czyniąc z Krizia Moods wyśmienitego towarzysza spacerów zarówno ciepłą wiosną, jak i wczesnym latem, a projekcja i trwałość nie pozostawiają absolutnie nic do życzenia…krizia moods uomo edt

Głowa: aldehydy, kolendra, lawenda, bergamotka, kardamon, cytryna,
Serce: goździk (roślina), imbir, jaśmin, konwalia, róża, geranium,
Baza: skóra, fasolka tonka, ambra, paczula, piżmo, wanilia, mech dębowy, cedr,

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: