Napisane przez: pirath | 5 stycznia 2013

subiektywna definicja niszy… (uwaga niemiłosierna dłużyzna)


Czym tak naprawdę jest nisza, co ją definiuje i czemu jest tak kosmicznie droga? subiektywnie rzecz ujmując – nisza to magiczne słowo klucz, określające zapachy uplasowane lub prezentowane w określanym jako „topowy” segmencie rynku (lub usilnie aspirujące do tego segmentu, za pomocą realnych atrybutów i wszelkiej maści sztuczek)… objawia się ją światu jako coś elitarnego, ekskluzywnego, niepowtarzalnego, wybitnego, po prostu najbardziej wyrafinowanego pod każdym względem – poczynając od opakowania, jakości produktu właściwego oraz wyidealizowanej formie prezentacji i opisu, będącej częstokroć starannie wyreżyserowanym, egzaltowanym na wskroś przerostem formy nad treścią… w końcu klient, za przywilej używania takiego luksusowego cuda nierzadko płaci krocie – więc musi mieć pełne przeświadczenie, iż nabywa produkt zaiste wyjątkowy… innymi, bardziej znanymi w środowisku perfumoholików przymiotami niszy, są: totalna swoboda w kreacji, bezkompromisowość aranżacji, wysoka jakość składników (często wciąż naturalnych), trwałość (choć nie zawsze jest to regułą) i swoiste wyzwolenie z okowów narzucanych przez statystyki i gusta masowe – wymuszające w przypadku mainstreamu ścisłe dostosowanie kompozycji do wymagań zleceniodawcy, oczekiwań rynku zbytu i nieubłaganych realiów ekonomii…

Ostatnio natrafiłem na ciekawą teorię Elve (pozdrawiam serdecznie), mówiącą o stopniowo zacierającej się różnicy pomiędzy niszą i mainstreamem… nie żebym chciał polemizować z autorytetem jednej z najbardziej zasłużonych ikon polskiej blogosfery – ale osobiście odnoszę wrażenie (zwłaszcza w świetle poziomu większości mainstreamowych premier z ostatnich lat), że ta przepaść pogłębia się jeszcze bardziej… owszem, swoista auto degradacja niektórych marek niszowych (lub mogących przez wzgląd na wiele czynników być jako nisza postrzeganych) poprzez świadome wejście do perfumerii sieciowych (Tom Ford, Balmain, Serge Lutens) znacząco podnosi jakość i rozpiętość oferty selektywnej – ale raczej nie upatrywałbym tu chęci zrewolucjonizowania segmentu i walki o coraz niżej staczające się gusta klienta masowego, lecz jako prozaiczny zabieg podyktowany jedynie chęcią zwiększenia zysków, poprzez poszerzenie dostępności ich produktów…  szczególnie, że przypadki prawdziwie niszowych perełek wśród mainstreamu występują tu od zawsze – podobnie jak przypadki wyjątkowo miernych i absolutnie niezasługujących na swój status kompozycji, w gronie niszowców…

jako przerywnik, humorystyczny opis niszowy:
„perfumy to nasza największa pasja (obok oglądania wyciągu z konta), którą z największym pietyzmem rozwijamy od 1718 roku, gdy król Ignac I zsiadł z konia prosto w placek krowiego łajna – a następnie skorzystał z naszych krzaków róży, w celu oczyszczenia zbrukanego obuwia… od tamtego dnia wytwarzamy perfumy wedle prastarych receptur, które znajdują się w posiadaniu naszego rodu od czasów potopu biblijnego… nasze wyjątkowe pachnidła powstają wyłącznie ze starannie wyselekcjonowanych składników, gdyż każdy płatek kwiecia wnikliwie oglądamy po 1000 razy z każdej strony, nim stanie się cząstką naszego kolejnego arcydzieła… kunsztowne opakowania naszych perfum, są ręcznie wytwarzane przez ślubujących milczenie Aleksandryjskich mnichów – powstają wedle prastarej technologii łączenia na pióro-wpust wynalezionej przez Noego (obecnie patent należy do Apple) i listewek pozyskiwanych wyłącznie z liczących co najmniej 400 lat dębów, sadzonych osobiście przez Henryka VIII… pokrywa je specjalna politura, będąca od wieków najpilniej strzeżonym sekretem włoskich ludwisarzy… atłasowa wyściółka wnętrza powstaje z kolei na tych samych krosnach, na których tkano pieluszki dla Hiszpańskiej Infantki Małgorzaty… jesteśmy szczególnie dumni z naszych, powstających w zaledwie w 5 egzemplarzach flakonów, które powstają ze starannie odliczonych ziarenek piasku, a idealną temperaturę topienia zawdzięczamy wnikliwym badaniom, których dokonał zespół naukowców z NASA… konfekcjonowaniem i dostarczaniem naszych wyrobów do wybranych perfumerii, zajmują się wyłącznie niewidome zakonnice z Maltańskiego klasztoru Beatanek Bosych… ta boska, oczywiście uniseksowa doskonałość, osnuta na olejku ze Sztokholmskiej bergamoty, figowca syberyjskiego i wyciągu z przyrodzenia płetwala błękitnego jest dostępna w bardzo ograniczonej ilości i w niezwykle atrakcyjnej cenie 5799 zł za opakowanie o pojemności 37,2 mililitra… kunsztowna, najwyższej jakości oprawa i oczojebne, wysadzane kryształkami od Swarovskiego opakowanie z pewnością zadowoli każdego wymagającego konesera, stając się prawdziwą ozdobą salonu i dowodem najbardziej wyrafinowanego gustu posiadacza…”

Z drugiej strony można dostrzec wśród najstarszych gwiazd na firmamencie parcie w stronę sygnowania kolekcji butikowych (Chanel Les Exclusifs, Armani Prive, Hermes Hermessence, YSL La Collection) silnie aspirujących do grona niszy – a będących całkiem zgrabnym zagraniem w kierunku sięgnięcia do portfeli ludzi naprawdę zamożnych i stroniących od mainstreamu… owszem, oferują klientom produkty bardziej dopracowane i wyrafinowane w treści – ale znów jest to podyktowane jedynie chęcią wykrojenia dla siebie jak największego kawałka z rynkowego tortu… prawdziwa nisza to nie wydzielona sztucznie półka, z absurdalnie drogimi wyrobami, dostępnymi w raptem kilku sklepach na świecie – lecz cała filozofia, rodząca się w przepełnionym pasją i miłością do perfum sercu i niestety umierająca, wraz z powstaniem agresywnej strategii rozwoju, na najbliższych kilka lat… może i jestem niepoprawnym idealistą, ale dla mnie prawdziwa nisza (postrzegana jako Sztuka) nie powstaje dla pieniędzy i kończy się wraz z nastaniem znacznych przychodów u producenta – przeistaczając nieuchronnie pasję, w rządzący się zupełnie innymi prawami biznes…

skoro już bankowo uśmierciłem z nudów paru czytelników, którzy rozpłatali sobie brzuchy nożami do otwierania listów – przejdźmy do konkretów… 😉

Tak naprawdę aspektem, który chyba najtrafniej, zupełnie w ciemno definiuje i wyróżnia niszę lub określa niszowość kompozycji na tle średniej rynkowej – jest nie sama etykietka, cena, forma dystrybucji i prestiż marki, lecz bezkompromisowe i nietuzinkowe podejście do aranżacji samej kompozycji i jakość użytych do jej wyprodukowania składników… Trzymając się tego klucza, do niszy z powodzeniem mógłby awansować Dior, Guerlain, Hermes i Lalique, których produkty (nadal komponowane przez zatrudnianych na etacie perfumiarzy), wciąż trzymają nadany dekady temu wysoki poziom i fason, dzielnie opierając się tendencji do upraszczania i spłycania brzmienia… wprawdzie mogliby zerwać z tradycją, przerzucić się na masówkę i powalczyć o potencjalnie najszersze szersze grono odbiorców – ale na szczęście tego nie czynią, będąc w mych oczach swoistą niszą, wśród marek selektywnych… jednak to nie takie proste, gdyż o tym co jest i co nie jest niszą decydują pewne czynniki… najbardziej kluczowym jest dostępność marki i skala produkcji… marki niszowe, opierające się na tradycji, założone i prowadzone przez pasjonatów bazujących na bardzo drogich, naturalnych ekstraktach wytwarzają w swoich manufakturach stosunkowo niewielkie partie wyrobów i prowadzą dystrybucję samodzielnie lub poprzez nieliczne, starannie wybrane perfumerie… wszak własna sieć sklepów i marketing wymagają gigantycznych nakładów, które przy tak niewielkiej skali produkcji są po prostu nieopłacalne… w przypadku mainstreamu mówimy najczęściej już nie o domach mody, lecz potężnych koncernach, działających na skalę globalną, mających czasem w swym portfolio po kilka doskonale rozpoznawalnych marek i działających w wielu branżach… kosmetyki i chemia, konfekcja, galanteria – oferowane we własnych butikach i ogromnych sieciach, przy wsparciu wielomiliardowych budżetów na reklamę… a zatem manufaktura kontra przemysł…

jako przerywnik, humorystyczny opis mainstreamu:
przedstawiamy Wam nasz najnowszy, starannie wyselekcjonowany, wyrażający siłę i sukces zapach (komercyjny do bólu, wtórny jak kolejny opad śniegu i niezdarnie naśladujący sukces czegoś tam innego – ale opis ma zawierać działający na psychikę i podświadomość przekaz, zawierający to, co potencjalny klient chce usłyszeć – wzbudzając zaufanie i zainteresowanie, nawet jeśli są to gruszki na wierzbie) dla prawdziwego, pełnego energii mężczyzny, który prawdziwą radość życia czerpie garściami ze sportów ekstremalnych, szybkiej jazdy samochodem i towarzystwa pięknych kobiet u boku (po aplikacji przybędzie ci kilka centymetrów w gaciach, na klacie i jajach wyrośnie buje owłosienie, a w lustrzanym odbiciu zobaczysz np. Jasona Stathama w roli nowego Bonda) nasza niepowtarzalna kompozycja, to połączenie wyrafinowanej elegancji i klasy (uniwersalny i poprawny do bólu zapach, mający podobać się wszystkim) która na długie godziny (w praktyce ledwie kilka, a później jedynie anemiczne konanie przy skórze) skupi na nosicielu pełne pożądania spojrzenia kobiet i zazdrość mężczyzn (bo klientowi trzeba dać złudne wrażenie, że zapach doda mu skrzydeł, stanie się z marszu atrakcyjniejszy, urośnie dzięki niemu w oczach innych, zwłaszcza samic i da nadzieję potencjalnego spełnienia marzeń i aspiracji, czyli przyjemnie połechta ego nabywcy)… p.s. moje panie, u Was to działa tak samo, ale w odwrotną stronę… 🙂

Często można się spotkać z tezą, że nisza to sztucznie wykreowany produkt – stworzony z myślą o wyciśnięciu kasy z zamożnych snobów, znudzonych milionerów i złaknionych ekstremalnego luksusu nuworyszy… po części jest to prawda – gdyż nisza w gruncie rzeczy ma schlebiać najbardziej wyrafinowanym i wygórowanym wymaganiom, oferując luksus w najczystszej formie… z tym, że perfumy niezbyt nadają się do obnoszenia się ze swoim bogactwem – gdzie znacznie lepiej sprawdza się wypasiona fura, krzykliwa biżuteria i markowa konfekcja, z niby przypadkiem wyeksponowanym logo producenta… nisza ma przede wszystkim zadowalać ludzi o bardzo wysokich wymaganiach względem noszonych perfum i indywidualistów szukających czegoś więcej, niż może im zaoferować większość upierdliwie poprawnego politycznie mainstreamu…  wprawdzie snobem nie jestem, ale nie lubię pachnieć tak jak wszyscy i absolutnie nie postrzegam tego jako wywyższanie się… na pewnym etapie mego zachłyśnięcia się perfumami – mainstream po prostu przestał wystarczać, memu nieustannie złaknionemu nowych wrażeń nochalowi… a nisza urzekła mnie właśnie swym nieprzebranym bogactwem, wręcz rozwiązłością imponująco rozbudowanych, niebanalnych i powalających autentyzmem bukietów… mnogość występujących tu form, konceptów i przedstawień z pozoru doskonale wszystkim znanych składników może doprowadzić do zawrotów głowy… podobnie jak ceny niektórych wyrobów…. czyżby właśnie ze względu na cenę i nikłą dostępność wielu znanych mi ludzi, jak ognia unika kontaktu z nieprzebranym bogactwem niszy? mnie też nie stać na niszę, ale i tak nie potrafię sobie odmówić błogiej przyjemności obcowania z nią, nawet jedynie z perspektywy nadgarstka…

Jakość składników, to kolejny kluczowy aspekt wyróżniający niszę na tle często żenującego jakościowo mainstreamu… powiedzonka „tanie mięso psy jedzą” oraz „z pustego i Salomon nie naleje” – zdają się pasować jak ulał w kontekście jakości składników, podstawowego i jednocześnie najistotniejszego czynnika przemawiającego na korzyść niszy… wprawdzie nie mam uprzedzeń do chemii w perfumach i nisza bynajmniej również od niej nie stroni, ale niestety naturalnego pochodzenia ekstrakty, olejki i absoluty, będące dumą wielu marek niszowych – kosztują fortunę, gdyż koszt ich pozyskania i ekstrakcji jest niewspółmiernie wyższy od składników pochodzenia chemicznego, wytwarzanych w laboratoriach na skalę masową… aspekt wysokich kosztów pozyskania naturalnego pochodzenia składników po części usprawiedliwia (a uzyskany za ich pomocą efekt często w pełni rekompensuje) wysoką cenę niszy, choć to nie koniec wydatków… ekskluzywne, często ręcznie wytwarzane opakowanie, piękne, bogato zdobione flakony również mają znaczny wpływ na cenę końcową… do tego dochodzi jeszcze relatywnie wysoka marża własna wytwórcy i pośredników, mająca im zrekompensować skromną, powiązaną z niewielkim popytem sprzedaż – którą marki mainstreamowe realizują za sprawą bardzo dużego obrotu i znacznie mniejszymi przy tak dużej skali produkcji kosztom wytwarzania pojedynczego flakonu…

W przypadku trwałości konkretnych segmentów zdania są chyba najbardziej podzielone, gdyż zarówno wśród marek selektywnych i niszowych spotkać można kompozycje charakteryzujące się tytaniczną wręcz trwałością jak i te, które znikają ze skóry po zaledwie kilku godzinach od aplikacji – co szczególnie irytuje, gdy zapłaciliśmy za dany flakonik kilkaset złotych… kompozycje niszowe z racji użycia wysokiej jakości składników i wysokiemu stopniu koncentracji (zazwyczaj są to EdP, Perfum, a nawet koncentraty o stężeniu przekraczającym nawet 40%) mają jakoby z natury przewagę nad rasowym mainstreamem, choć czasem można się nieźle zdziwić – testując zwykłe mainstreamowe EdT, które trwałością i siłą projekcji potrafi zdeklasować produkt niszowy, dumnie noszący miano EdP… jednak wciąż są to jedynie przypadki w porównaniu z niszą, gdzie zdecydowana większość marek wciąż stawia na najwyższą jakość… zapachy, które trwają na skórze ponad dobę i to pomimo kąpieli, nie są w przypadku niszy niczym szczególnym… powiem więcej, nim nastał podział na niszę i mainstream, każde markowe perfumy cechowała imponująca trwałość, wynikająca bezpośrednio z jakości produktu – i niezwykle ubolewam, iż w obecnych czasach jest inaczej… niby dysponujemy obecnie tak zaawansowaną technologią, a jakość wszystkiego dosłownie maleje w oczach… a winę za to ponosi niestety nasz konsumpcyjny tryb życia i gospodarka uzależniona od stałych wzrostów sprzedaży… zapytacie jak to się ma do perfum? ano kiedyś flakonik starczał na lata, gdyż aby pachnieć przez cały dzień wystarczała minimalna aplikacja – więc w obliczu nasycenia rynku i sporej konkurencji – producenci sami zadbali o koniunkturę, często celowo zaniżając trwałość swoich produktów, abyśmy psikali więcej i częściej kupowali nowy flakonik… prawda, że proste?

Na koniec chciałbym dopowiedzieć parę słów w kwestii jakości samych kompozycji, w sensie różnorodności, kunsztowności, złożoności i dopracowania oferowanych bukietów… na tym poletku pozycja niszy zdaje się być niezachwiana, gdyż z liberalizmu i możliwości swobodnego puszczenia wodzy fantazji ten segment słynie… za sprawą niszy, każdy znajdzie dla siebie coś odpowiedniego, wręcz wymarzonego… nisza wiele wybacza i na bardzo wiele pozwala, będąc szeroko otartą furtką dla najbardziej awangardowych – często budzących spore kontrowersje, a nawet zniesmaczenie wizji… w niszy palmę pierwszeństwa wciąż dzierży artyzm, a ekonomia i praktyczność zdają się nie mieć znaczenia… to nisza pozwala perfumiarzom w pełni rozwinąć skrzydła, zaszaleć i popisać się swym kunsztem i kreatywnością – bez obawy o skarcenie i konieczności przestrzegania dość sztywnych kanonów, które tłamszą mainstream… nisza to taka zielona wyspa na zapachowej mapie świata – gdzie wciąż komponuje się dla Sztuki przez duże S… jeszcze nie do końca skalana modą (choć zbiorowy upór i moda na wszechobecny oud może niepokoić), niezależna od kaprysów rynku i księgowych, choć silnie opierająca się na PR, a nawet kreatywnym marketingu (bez których nie mogłaby realnie zaistnieć) – wciąż cieszy kolejnymi zaskakującymi premierami, o które coraz trudniej w nastawionym na maksymalny zysk segmencie selektywnym…

p.s. mam nadzieję, że nic istotnego nie pominąłem, nie zanudziłem Was na śmierć i oczywiście zapraszam do polemiki… 🙂

Advertisements

Responses

  1. O matko. niczym elaborat Tow. W…. na plenum KC;-) ale tezy jak najbardziej słuszne. Też mnie mało szlag nie trafi jak płacę dosyć spore pieniądze za EDP a zapach znika jak poranna mgła. Ale generalnie u mnie nisza jest numer 1. Oczekuję ciekawych propozycji w tym segmencie Piracie.

  2. a dziękuję, wzorowałem się na niedoścignionym wzorcu, jakim są słynne wydania reżyserskie przemówień Fidela… bite 8 godzin płomiennego przemówienia o niczym… 🙂

    co do propozycji, to trudno byłoby wymienić jednym tchem konkretne pozycje, ale mam kilka swoich ulubionych brandów: Amouage, Olivier Durbano, Serge Lutens, Pro Fumum Roma, Annick Goutal, L’artisan Perfumeur, Parfum d’Empire, Comme des Garcons i Kilian… a apetyt na nowe wciąż rośnie 🙂

  3. Kilian – Straight to Heaven kupiony i oczekuję na przesyłkę, Amouage mam 2, szukam teraz Olivier Durbano, no i czekam na Twoją wyprzedaż może trafi się jakiś niszowiec.

  4. kupiony tak w ciemno?
    p.s. na niszowce w wyprz bym nie liczył 😉

  5. Napisałam kiedyś baaaaaaaardzo długi artykuł poświęcony tematyce niszy, którego do tej pory nie opublikowałam na blogu, głównie z tego względu, że wciąż wydawało mi się, że nie wyczerpałam całego wątku 😉 Ciekawe, ile czasu jeszcze upłynie, zanim go dokończę i uznam, że wart jest pokazania 😉

    Moim zdaniem super będzie, jeśli tak długie teksty będziesz przedzielał obrazkami – to nie tylko urozmaica wpis, ale również pozwala na chwilę odpocząć oczom i ułatwia tzw. orientację w terenie 🙂

  6. Kilian zakupiony w próbce, wszystko teraz testuję bo trochę „niewypałów” porozdawałem w rodzinie i znajomych.

  7. w takim razie koniecznie mnie adoptuj… 🙂

  8. Moi znajomi wiedzą o tym że jestem nieźle „zakręcony” na punkcie zapachów i starają się podrzucać jakieś ciekawostki, coś Ci podrzucę do testów. Ale w przyszłym tygodniu bo ten tydzień mam mocno wyjazdowy.

  9. Dorotko – na Twoim miejscu dłużej bym nie czekał, bo tego tematu nigdy nie wyczerpiesz…. a funkcja „edit” zawsze pozwala dopisać kilka myśli…

    a co do obrazków to owszem lubię okraszać nimi oprawę, ale tym razem nie zrobiłem tego z trzech powodów:
    1 – tekst jest jak zauważyłaś długi i dodanie obrazków wydłużyłoby go jeszcze bardziej, powodując z kolei zmęczenie palców scrollowaniem… 🙂
    2 – jestem pewien, że moi czytelnicy są w stanie nie taką dłużyznę przeczytać bez konieczności robienia sobie przerwy… 🙂
    3 – dodanie obrazków z np. o tematyce niszowej nie pozwoziłoby na zachowanie maksymalnej bezstronności i neutralności wpisu, a na tym zależało mi najbardziej…

    rex – nie mogę się doczekać 😉
    p.s. moje koleżanki nie wyciągają mnie już nawet na zakupy jako tragarza do noszenia siatek – ponieważ twierdzą zgodnie, że w perfumerii potrafię siedzieć dłużej niż one w sklepie z majtkami… 🙂

  10. Ze mną też nikt nie chce chodzić na zakupy. Albo zegarki , albo drogeria.

  11. pierwszych nie używam w ogóle (wystarcza mi komórka) a drogerie odwiedzam nader rzadko, co by nie stresować ochroniarzy… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: