Napisane przez: pirath | 9 stycznia 2013

Amouage Interlude Man, czyli swoista, choć nie pozbawiona uroku powtóka z rozrywki…


Strasznego marketingowego pecha miało w ubiegłym roku Amouage… wprawdzie zapach zgarnął laur „Doskonałość Roku 2012” pisma Twój Styl, ale umówmy się, że Jurata to nie Saint Tropez… jednak coś mi si zdaje, że w tegorocznej edycji FIFI 2013 nieco spóźniona zeszłoroczna premiera Interlude Man nieźle namiesza, a przynajmniej powinna… wprawdzie nauczony życiowym doświadczeniem, biorę monstrualną poprawkę na wszelkiej maści „rankingi„, gdyż zazwyczaj cechuje je spora nieprzewidywalność, niesprawiedliwość i kontrowersyjność przy ferowaniu wyroków… tak więc w mym subiektywnym odczuciu rankingu FIFI poległ z kretesem, przyznając wyróżnienie niemiłosiernie dennemu Gucci Guilty PH, podobnie jak TIME Magazine zbłaźnił się obwołując w 1938 roku człowiekiem roku Adolfa Hitlera… pokojowa nagroda Nobla też jakby zdewaluowała, gdy w 1994 roku otrzymał ją Jaser Arafat, a niedawno wypłynęło, że dwukrotnie w 1945 i 1948 nominowano do niej, uwaga Józefa Stalina… przysłowiową wisienką na torcie niech będzie fakt, że w 1897 roku papież Leon VIII umieścił Biblię w indeksie ksiąg zakazanych – i już klaruje się pewna zależność, iż wszystkie oficjalne rankingi kręcą się raczej wokół polityki, a nie wedle rzeczywistych zalet i przymiotów…
niestety co by o typowaniach FIFI nie myśleć, nie zmienia to faktu, że w branży perfumeryjnej otrzymanie tej nagrody bardzo wiele znaczy – i jest o co powalczyć, gdyż wpompowany w promocję i lobbing pieniądz, rodzi z nawiązką kolejny…

Niezależnie od kaprysów tegorocznej edycji FIFI, bez wątpienia najnowszy męski Amłaż na wyróżnienie zasługuje i choć odrobinę mnie zawiódł – to jednak jest to kawał dobrego pachnidła w baaaardzo Amuageowym stylu… przyznam, że z początku podchodziłem do niego bardzo sceptycznie, głównie przez swoiste stylistyczne podobieństwo do Amouage Memoir z 2010 roku – ale gdyby wyjąć z oceny monotematyczny aspekt wątku przewodniego opartego na gorzkawo ziołowej nucie korzennika i oregano, reszta wypada nad wyraz pozytywnie… Memoir dla odmiany, to kwintesencja szlachetnego minimalizmu – wyartykułowanego przepiękną nutą piołunu, grającego pierwsze skrzypce od początku do samiutkiego końca… jest w tej prostocie coś poruszającego i zarazem nowatorskiego… zapach prezentuje zupełnie odmienne od orientalnej, a zwłaszcza Amłażowej stylistyki, czym naprawdę mnie zaskoczył i rozkochał w sobie bez pamiętnie…

Amouage Interlude

Interlude jest z kolei rodowodowym Amłażem i choć jego orientalizm nie nokautuje nosa specyficznym dla tego nurtu wszędobylstwem, ale mimo wszystko czuć w nim rozmach… wytrawną, suchość i goryczkę korzennika, którego na upartego można przyrównać brzmieniem do kocanki (nieśmiertelnika) znanego choćby z Annick Goutal Sables – przełamano upojną słodyczą ambry, labdanum i opoponaksu, uderzających w swe bębny już przy pierwszych taktach kompozycji… nawet towarzysząca otwarciu bergamota ma słodkawe niemal waniliowe zabarwienie, bardzo dobrze równoważącą intensywną gorycz ziołowego suszu… z czasem różnica pomiędzy upojną słodyczą i przewodnim akordem ziołowym ulega stopniowemu zatarciu, czyniąc niemiłosiernie długi i jednorodny przebieg kompozycji wręcz balsamicznym

Wraz z ustatkowaniem się zapachu na skórze, w tle dostrzec można subtelny akord drzewno kadzidlany, wdzięcznie uzupełniający surowość wątku przewodniego… bez wątpienia to on odpowiada za wyrazistość i czytelność kompozycji, nie dopuszczając by kunsztowna drzewno ambrowa baza zaczęła nużyć i zamulać… aromatyczny, w początkowej fazie ciężki i dominujący korzennik doskonale ożywia teraz przebieg Interlude, zupełnie jak wspomniany piołun bijący w sercu Memoir… pachnie to pięknie i monumentalnie, ale odczuwam swoiste rozczarowanie – gdyż ten sam manewr zręcznie zastosowano w ledwie dwa lata starszej kompozycji, przez co Interlude Man nie zrobił na mnie aż tak wielkiego wrażenia…

Reasumując, Pierre Negrin odwalił kawał naprawdę dobrej roboty, tworząc zapach niewątpliwie charyzmatyczny, wyrazisty i ciekawie dzięki zastosowanym kontrastom poprowadzony… czuć w Interlude ten bliskowschodni, orientalny przepych przypieczętowany legendarną, bezkompromisową jakością składników z których Amouage słynie – co nie pozostaje bez znaczenia dla trwałości i niebotycznej wręcz projekcji tego pachnidła… zapach przypadnie do gustu szczególnie osobom stroniącym od ociekających bliskowschodnim rozmachem kompozycji stricte orientalnych i tym którzy cenią bujnie wyeksponowane akordy ziołowe…Amouage Interlude Man

Głowa: bergamotka, oregano, korzennik
Serce: ambra, kadzidło, czystek (labdanum), opoponaks, mirra
Baza: nuty skórzane, oud (żywica agarowa), paczula, drzewo sandałowe

Reklamy

Responses

  1. Ten zapach to istny miazgator. Jest dość ciężki, uwielbiam takie nuty zapachowe. Do jego wyjątkowych cech może należeć chociażby koszulka, która po styku z ciałem (a noszona tak co najmniej dwie doby) ocierając się o dość mocno spryskane miejsce, pachniała Interlude nawet po półtoragodzinnym praniu w automacie. 🙂

  2. no to do kompletu polecam Memoir, również Amouage… pozamiatał mną wszystkie kurze, kocie chrupki i pajęczyny z podłogi i to dosłownie… powalający minimalizmem, surowością, mrokiem i piołunem… dla mnie ideał, a wrażenie na osobach postronnych robi powalające, bo nikt się nie spodziewa ze ta przejmująca, zalewająca wszystko dookoła woń to perfumy… 😉

  3. Interlude ma dobrą moc, ale gdyby moje uprane ubrania po wyjęciu z pralki wciąż pachniały „nim”, to uznałbym, że mam urojenia ;-).

  4. Cała linia Amouage „daje kopa”. Ja po kilku dniach nie mogę oprzeć się wrażeniu że przed chwilą psiknąłem się Amuażem a tak nie jest.

  5. MariuszuRobercie – ja potrafię wyjąć z pralki ubrania, zacząć je prasować i poczuć znad prasowanego właśnie kołnierzyka woń czegoś mainstreamowego, co jedynie wycierało się o moją szyję podczas noszenia koszuli… samych ubrań zaś nie perfumuję, ale nie wątpię że akurat Interlude przeżyłby nie jedno pranie… 🙂

    rex’ie – prawda? Amłaże są diabelnie żywotne, a ich jakość dosłownie czuć i w samym nienagannym bukiecie, jak i jego mocy… na składnikach nie da się oszukiwać, a przynajmniej nie w tej lidze… dlatego akurat cenę tych flaszek uważam za absolutnie adekwatną do jakości ich zawartości – co w przypadku niszy jest dość rzadkim zjawiskiem, gdyż abstrahując od konkretnych marek ciężko przełożyć na pieniądze prawdziwą sztukę… 😉

  6. Przydałoby się słowo na temat Epic Man, moim zdaniem jest ciut mroczniejszy, ale również zrywa skarpety.

  7. mam próbkę, ale głęboko zakopaną i taaaaakie zaległości w opisywaniu próbek, które już wywlokłem z zakamarków i czeluści mojej magicznej walizeczki, że aż się wzdrygam gdy spojrzę ta ten szereg samplerków w kolejce… 😉

  8. Przepraszam, czy ja dobrze widzę, piszesz, że Interlude jest podobny do Memoir? Dla mnie jest zupełnie inny. Memoir jest zimny, ziołowo-kadzidlano-drzewny, Interlude jest skórzano-ziołowo-ambrowo-kadzidlany. Można porównywać Interlude z Opusem VI, ale nie z Memoir. Moim zdaniem oczywiście.

    • Marcinie, wracamy do wątku z innego wpisu… stylistycznie są podobne bo oparte na tym samym, nadającym ton całej serii, monolitycznym wątku ziołowym w sercu kompozycji… to że niemal każdy z ostatnich Amouage pachnie innym ziołem lub przyprawą – nie zmienia faktu, że jest to identyczny styl w aranżacji każdego z nich…

  9. Stylistycznie są różne, niebo a ziemia. Memoir jest drzewny, a Interlude skórzano-przyprawowy.

    • dla mnie Memoir to przede wszystkim piołun, a Interlude to korzennik, więc mamy 2 zioła w roli głównej… wprawdzie dodatki się zmieniają, ale model aranżacji kompozycji jest identyczny, zmienia się tylko główny bohater/odtwórca głównej roli…

  10. Nie wiem, co to korzennik. Ja w Interlude czuję skórę, kadzidło, ambrę, mirrę i oregano. Memoir to drzewa, piołun, mięta i kadzidło.

    • owszem, nuty uzupełniające można wymieniać i wymieniać, ale mi chodzi o nutę grającą pierwsze skrzypce, tzw. mianownik i koń pociągowy kompozycji (np. w EN jest nim Vetiver)…

  11. Interlude z perfumiarstwem Europejskim ma niewiele wspólnego, nie ma nic z Francuskiej elegancki, trzech klasycznych etapów rozwoju czy świeżych nut w otwarciu. Kojarzy mi się z dalekim wschodem, suchym latem, unoszącym się kurzem i dosyć niepokojącą atmosferą. Czuję się jak zagubiony podróżnik, który zamiast trafić nad Lazurowe wybrzeże, doleciał samolotem do Omanu.

    Nie jest to zapach kolorowy. Od samego otwarcia czuję ciężką proszkową nutę, duszną za sprawą kadzidła i suchej żywicy. Zero tutaj ociekających żywicznością ambr czy wesołych akcentów. Jest surowo – nieco gnębiąco. Nic nie poradzę że tak pachnie moja próbka Interlude, swoją droga ciekawe jaki mam rocznik ? Podobno przeszedł reformulacje, być może to już nowa wersja kastrat, czyli ucięte jaja i GMO, dla niepoznaki ? Kurka, dziwna to sprawa. Trwałości skurczybykowi odmówić nie można, pomimo zatkanego kataru czułem go przez 10 godzin na sobie – imponujący wynik. Jednak kto po np. po przekładaniu gnojowicy chciałby tak pachnieć tygodniami ?

    Szejk, mnie pokonał, zsiadł z wielbłąda i zadał pstryczka w nos. Wracaj panie do Europy, bo pan tutaj nie mieszkasz 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: