Napisane przez: pirath | 17 stycznia 2013

z cyklu Yasmeen i jej 13 rozbójników: Tagreed Al Nagham, Abyan i Kun Mukhtalifan…


Oto recenzja ostatnich 3 zapachów, z trzynastu próbkowego setu Rasasi… pierwsza okazała się nad wyraz orientalna, zaś dwie ostatnie to kompozycje poprowadzone w wybitnie europejskim stylu… ponieważ ten wpis to swoiste podsumowanie mojej dotychczasowej przygody z produktami Rasasi, dlatego pokusiłem się o niewielkie podsumowanie marki z Dubaju

Najbardziej bijącym po nosie atutem Rasasi jest rozpiętość i zróżnicowanie stylistyczne oferty, świadczące o próbie dotarcia i schlebianiu gustom zarówno odbiorców z rynków bliskowschodnich, jak i europejskich… dzięki temu zabiegowi łączenia i swobodnego przenikania się klimatów wschodu i zachodu, w zasadzie każdy znajdzie coś dla siebie – mogąc przy okazji liznąć odrobinę mniej lub bardziej ortodoksyjnego orientu…

Kolejny aspekt to świeżość i inność kompozycji Rasasi, wynikająca z nieco odmiennej filozofii i podejścia do tworzenia perfum, wynikającej choćby ze specyfiki szerokości geograficznej na której powstały… nawet propozycje stricte europejskie cechuje odmienna stylistyka, a niecodzienne zabiegi łączenia poszczególnych akordów i nut, przynoszą w efekcie odmienną, całkiem interesującą estetykę…

Produkty Rasasi nie są tak bezprecedensowe w podejściu do zagadnienia jakości, a co za tym idzie tak trwałe i powalające bukietem jak legendarny i w mym odczuciu niedościgniony synonim orientu w postaci Amouage – ale trzeba jasno zaznaczyć, iż Rasasi do tego segmentu nie aspiruje, co chociażby widać po cenach ich produktów… abstrahując od zgoła innej od wspomnianego Amouage półki – udało się Rasasi osiągnąć bardzo dobry stosunek jakości do ceny, tworząc naprawdę przyzwoitej jakości i trwałości alternatywę, dla nierzadko znacznie droższych marek, niekoniecznie niszowych…

Tagreed Al Nagham  – już pierwsze takty obwieszczają światu monumentalne, po prostu miażdżące swą siłą otwarcie złożone z róży i geranium… jest po prostu potężne i powala rasowo orientalnym rozmachem… szczęśliwie super ciężką różaną dominantę zręcznie przełamano nutą świetliście soczystego geranium, które złagodziło hegemonię użytego w nieprzyzwoitej ilości olejku różanego… również od pierwszych taktów pałęta się gdzieś po kątach pikantna nuta, drzewno przyprawowa, którą przy pierwszym podejściu wziąłem nieopatrznie za oud… już miałem zacząć ziewać z nudów nad powalającą oryginalnością kolejnej kompozycji osnutej na miksie róży z oudem, ale szczęśliwie okazał się nią być przyprawowy goździk… po dłuższej chwili zapach traci to różane zacięcie, ustępując stopniowo pola ciepłemu akordowi drzewno ambrowemu, pięknie akompaniującemu gasnącej symfonii różanej… jest to kompozycja niewątpliwie orientalna, bardzo ciepła, dostojna i elegancka – wprost idealna na zimniejsze pory roku i poprowadzona w stylu przypominającym Ungaro III

Tagreed Al Nagham

Głowa: róża, germanium
Serce: goździk, jaśmin
Baza: drzewo sandałowe, ambra

Abyan – tu dla odmiany powiało Europą, choć niezbyt wyrafinowaną… zapach dość mocno przypominał mi niezbyt powalającego klona Be Delicious/Red Delicious od Donny Karan zmiksowanego z mocno spłowiałym akordem przewodnim YSL L’Homme… jako, że nie przepadam za jabłkiem zaserwowanym w w ozonowo owocowej oprawie, dlatego bawiłem się dość średnio – ale szczęśliwie po kilkudziesięciu minutach ta ozonowa niemrawość opadła niczym poranna mgła i zapach zaczął stopniowo przeistaczać się w klasycznego, ciepłego, delikatnie piżmowo drzewnego casualowca… bez uniesień, lecz całkiem poprawnie i paradoksalnie, choć to zdecydowanie nie moje klimaty – interpretacja Delicious w wykonaniu Rasasi zabrzmiała, pełniej, bardziej spójnie i daleko przyjemniej niż oryginał… 🙂

Abyan

Głowa: kardamon, cynamon, grejfrut, mandarynka
Serce: jabłko, róża
Baza: skóra, piżmo, nuty drzewne

Kun Mukhtalifan – to zdecydowanie najprzyjemniejsza niespodzianka ostatniego testu… jest to zapach dość banalny i prosty jak budowa cepa, ale przy tym naprawdę przyjemny w noszeniu… otwarcie to bardzo świeże, połączenie cytrusów z odrobiną lekkiej mięty i to byłoby w zasadzie na tyle… po chwili miejsce mięty zajmuje delikatny, raczej umowny akord kwiatowy, ale też dosłownie na kilkanaście minut – by ostatecznie pozostać przy wesołym akordzie cytrusowym, doprawionym jedynie symboliczną nutą drzewną i przysłowiową kropelką wanilii… głównym wątkiem od początku aż do końca pozostaje niezbyt górnolotny, ale za to rześki akord cytrusowy – czyniąc z zapachu wyśmienitego, totalnie transparentnego towarzysza niedoli na dokuczliwe letnie upały…

kun-mukthalifan

Głowa: mięta, cytryna, mandarynka
Serce: nuty kwiatowe
Baza: nuty drzewne, wanilia, piżmo

Reklamy

Responses

  1. Tagreed Al Nagham boski jest po prostu, zaraz obok Tasmeem Man to mój ulubiony zapach ze stajni Rasasi (oczywiście spośród tych, które dane mi było poznać). Tylko… nuty przekopiowałeś z yasmeen, tak? Stąd pewnie to nieszczęsne „germanium” 😉 Pozdrawiam!

  2. tak, wykazy nut zazwyczaj zapożyczam, ewentualnie modyfikuję i uzupełniam o własne, autorskie odkrycia i interpretacje… a zapach rzeczywiście piękny, co muszę przyznać, choć amatorem róży w męskich perfumach nie jestem…
    również pozdrawiam 😉

  3. Nadeszło lato, więc czas na jakiegoś „świeżaka”. Wybór padł na Rasasi Kun Mukhtalifan. Zakup „w ciemno”, no i nie żałuję. Moje odczucia co do tego zapachu są w 100% zbieżne z Twoja recenzją. Ale coś czuję, że szybko mi się skończy, ta „setka”, bo jest koszmarnie nietrwały, mimo, że to EDP. Żywotnością, nie wytrzymuje konkurencji z trochę podobnym Lanvin L’homme Sport, który też nie jest mocarzem. Zapach ładny, szczególnie otwarcie (fajna chłodna mięta towarzysząca dominującej cytrynie). Tylko ta trwałość! Pozdrawiam.

  4. generalnie w przypadku woni lżejszych często występuje problem z trwałością, choć akurat w przypadku świeżaków nie uważam tego za wadę… 🙂 również pozdrawiam…

  5. Kun Mukhtalifan – arabska EdP, wyczuwalna przez godzinę… Tragedia…

    • bywa i tak… ja czasem mam wrażenie, że edt pachną dłużej i są bardziej wyczuwalne niż edp… zresztą czego się spodziewałeś po cytrusowym świeżaku?… 😉

  6. Panowie – tu się chyba wdał jakiś błąd: na zdjęciu jest butelka Rasasi Tagreed, a opis pasuje do Tagreed Al Nagham. To jak to w końcu jest ?

    • nie widzę tu żadnego błędu, opis i zdjęcie pochodzą z czasów gdy na rynku był tylko jeden Rasasi Tagreed i w jednej wersji kolorystycznej flakonu. Dziś dostępne są dwie, ale pojęcia nie mam czy zmieniła się tylko szata graficzna, czy też zmieniono zapach, bądź dodano drugi. Dubla kasuję, wystarczyło napisać raz i czekać na odpowiedź, pozdrawiam

      • Bardzo dziękuję – przepraszam za dubla, zaczynam dopiero przygodę z tym miejscem i widocznie coś wpisałem 2x. Na stronie pewnego sklepu internetowego zapach ten funkcjonuje w 2 wersjach – Tagreed w złotym opakowaniu oraz Tagreed Al Nagham w szarym. Może któryś z panów posiada wiedzę odnośnie mocy i projekcji tego zapachu ? Używałem kiedyś Faqat Lil Rijal i był on bardzo mocny. Ciekawe jak jest z Tagreed… Na necie nie ma żadnych informacji.

        • niestety nie znam odpowiedzi, ale proponuję skontaktować się z w/w sklepem, powinni wiedzieć co oferują, pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: