Napisane przez: pirath | 23 stycznia 2013

Les Nez – Let Me Play the Lion, czyli las, paproć i kadzidło…


Strasznie smutno mi się zrobiło gdy poznałem ten zapach i dotarło do mnie jak niewielu z Was będzie kiedykolwiek dane zetknąć się osobiście z jego romantycznym pięknem… ehhh poczułem się jak wykańczający się na suchoty, uzależniony od opium i alkoholu, przymierający głodem poecina, zamknięty na jakimś zapyziałym, ogrzewanym jedynie rachityczną kozą poddaszu – który pokasłując w przyciśniętą do ust chusteczkę, odziany w rozświechtaną koszulinę, płodzi w narkotycznych zwidach i malignie jakieś dyrdymały… wzdychając ciężko skrobie i kreśli gęsim piórem niezgrabne kulfony, pisząc wprost do szuflady – niczym osobisty pamiętnik, zupełnie nieprzydatny i lakoniczny nawet dla potomności… tylko tak mogę określić bezcelowość publikacji wpisu opiewającego tą piękną, ale przy tym jakże niedostępną, arcy niszową kompozycję, której kameralna dostępność i zaporowa cena czyni z niej rarytas – przeznaczony jedynie dla nozdrzy wybrańców, którzy mieli nieprawdopodobnego farta zetknąć się osobiście z jej pięknem… szczególne iż nawet kompozycje przywołane dla zobrazowania i przybliżenia jej bukietu – to również niszowa ekstraklasa, dostępna w zaledwie paru miejscach w Polsce… stąd moje nieodparte wrażenie, iż koresponduję tym wpisem ze samym sobą, niczym powierzając myśli sekretnemu pamiętnikowi… mimo wszystko postanowiłem podzielić się z Wami wrażeniami ze spotkania z tą wielkiej rzadkości olfaktoryczną perełką, choćby po to aby zrobiło mi się lżej na sercu i nie cierpieć w samotności…

(wciąż pokasłując idę połamać ostatnie krzesło, aby dorzucić drew do kozy…)

Les Nez - Let Me Play the Lion

Choć marka Les Nez jest kwintesencją niszy w najlepszym wydaniu, to niestety jest w Polsce równie popularna i powszechna jak bidet w łazience… a szkoda, bo pomijając zamierzoną brutalność tego niewybrednego zestawienia – jedno i drugie ma bardzo wiele do zaoferowania, ale pozostańmy przy perfumach… 😉 patrząc na opakowanie odniosłem wrażenie, że na firmowy flakonik zaadaptowano najtańsze na rynku opakowanie, zapewne po jakimś zmywaczu do paznokci… za to pełną uwagę skupiono na tym co najważniejsze, czyli na zawartości flakonu – a ta dosłownie powala na kolana kunsztem, sugestywnością i urodą… wąchając tę poezję w płynie o niezwykle osobliwej nazwie, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że oto stoję w lesie, okalającym pod opolskie jezioro Osowskie i wdycham powietrze przepełnione upojną wonią szyszek i igliwia, którego gruba warstwa ugina się pod stopami niczym ogromny, miękki dywan… zapach nasączonych żywicą szyszek jest tak przejmująco sugestywny i piękny, że nie potrafię oderwać nosa od dłoni i otworzyć oczu, aby móc pozostać w tym zacisznym zakątku jeszcze przez chwilę… wkrótce ujmująca woń leśnego igliwia miesza się z niesioną przez lekki podmuch wiatru wonią lekko pudrowej paproci, porastającej gęsto głębię lasu… o mamo, ależ on cudny! jedynie otwarcia Fille en Aiguilles Sergea Lutensa i Arso Pro Fumum Roma mogą się równać z delikatnym, acz powalająco wyrazistym pięknem Let Me Play the Lion

(ehhh znów rozlałem inkaust na notatki…)

las i paprocie

Kulminacyjny moment to chwila gdy poprzez upojną woń żywicy i igliwia, dopełnionej pudrowo gorzkawą i a przez to odczuwalnie matową wonią paproci dołącza przepiękne kadzidło… zapach nabrał dzięki niemu niesamowitej głębi i szlachetnej ogłady, rozwijając się nieśpiesznie do stadium pełnego rozkwitu przez prawie godzinę – a efekt kulminacyjny dosłownie powala iście bajkową, przepełnioną mistycyzmem aurą… bez wątpienia Isabelle Doyen (komponująca na co dzień dla Annick Goutal) tworząc w 2006 roku tę kompozycję włożyła w nią całe serce… prawdopodobnie zaprzedała duszę diabłu, gdyż nie jeden mistrz blotera dałby się dźgać widłami po hemoroidach za możliwość osiągnięcia tak spektakularnego i powalającego pięknem efektu końcowego, przy tak niewielkiej palecie nut… dojrzałe stadium kompozycji jest łudząco podobne do Rock Cristal Oliviera Durbano, choć dzięki paprotce przebiega jakby spokojniej i bardziej melancholijnie… już się ucieszyłem, że oto znalazłem zamiennik dla koszmarnie drogiego arcydzieła mistrza Durbano, ale przeliczając z franka szwajcarskiego na złotówki i wliczając w to koszt transportu – cena za flaszkę Les Nez wychodzi porównywalnie…

(ogarek ostatniej świecy przygasa, więc muszę kończyć…)

las iglasty

Let Me Play the Lion to przepiękne połączenie trzech składników… żywicznej woni igliwia, pudrowej goryczy paproci i upojnej woni szlachetnego kadzidła, o znacznie cieplejszej barwie niż przy klasycznym ujęciu sakralnym… apogeum tej symfonii nastaje ponad godzinę od aplikacji, kiedy to wszystkie trzy nuty pląsają harmonijnie na skórze, pieszcząc nozdrza i radując udręczoną duszę… zapach w tej formie trwa na skórze przez długie godziny (to wprawdzie EdT, ale nie jedno EdP mogłoby popaść w konfrontacji z nim w kompleksy), przypominając mi chwilami przebieg CdG/Monocle Scent Hinoki, gdy terpentyna stanowiąca główny wątek przewodni przygasa i na skórze pozostaje jedynie surowe, naturalne kadzidło… pomimo pozornego podobieństwa do kilku innych kompozycji, zapach poprowadzono w zdecydowanie innej tonacji – czyniąc z niego nie klon, lecz niepowtarzalną kompozycję z własną, przepełnioną ckliwością duszą… dla miłośników igliwia i kadzidła w najlepszym wydaniu pozycja wręcz obowiązkowa, o ile będziecie mieć szczęście dorwać próbkę… 🙂

Skład: nuty drzewne, nuty żywiczne, paproć, kadzidło, przyprawy,Les Nez - Let Me Play the Lion EdT

Reklamy

Responses

  1. Próbka – must have:) Tym bardziej, że opis bardzo mi przypomina moje ulubione Bois d’Ascese Naomi Goodsir – cieplejsze niż Durbano, z otwarciem równie mocnym, jak wspominane Pro Fumum Roma:) Must try!:)

  2. gorąco polecam, zapach wart jest wszelkich, nawet heroicznych prób pozyskania próbki… 😉

  3. O, tak!
    Let Me Play to fenomenalny zapach. I rzeczywiście łączy w sobie to, co najlepsze w Rock Crystal oraz Hinoki. 🙂 Można się w nim rozpłynąć.
    Gdybyż ta marka zawitała w końcu nad Wisłę…! Mamy Frycka Malle’a, mamy CdG, Mecheri i Grossmith, dlaczego nie Les Nez?

  4. o tak, zdecydowanie poszerzenie oferty rodzimych perfumerii niszowych o tak wyśmienitego, wybitnie niszowego gracza jak Les Nez zdecydowanie podniosłoby opadającą poprzeczkę…
    okrutnie mi się te perfumy podobają i chciałbym w przyszłości postawić sobie choćby 50 ml tego uroczego i niebanalnego kadzidlaka na półce… 😉

  5. Ja ciągle przechowuję w pudle pustą fiolkę po próbce, gdzie tkwi uwięzione wspomnienie tego zapachu 🙂
    Zaiste, wart on zachwytów… aczkolwiek nie wiem, czy nie większym uczuciem darzę te wszystkie wymienione w ramach porównania 😉

  6. he he mam podobnie, a spośród nich największym uwielbieniem darzę Rock Cristal oraz Arso… są iście monumentalne i mogę pławić się w nich bez końca… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: