Napisane przez: pirath | 1 lutego 2013

Comme des Garcons – Jaisalmer, czyli z wizytą w „zamkniętym miejscu”…


Kolejna elektryzująca nowina z życia brytyjskiej rodziny panującej obiegła świat!… otóż książę Karol, w towarzystwie Camili, ochrony i dziennikarzy – przejechali się przedwczoraj londyńskim metrem, notabene pierwszy raz od 27 lat!… ja tam nie chcę nic sugerować, ale aż się prosi aby królewska mennica wypuściła z tej okazji serię okolicznościowych monet, znaczków albo przynajmniej niech upamiętnią ten fakt poprzez zmianę nazwy jakiegoś placu w Londynie….

ja z kolei pochwalę się, iż zjadłem dziś śniadanie i siedziałem na krześle… ponadto przez cały czas oddychałem, a nawet znalazłem czas by pogłaskać kota i podrapać się po… no cóż, najważniejsze, że w końcu pokonałem uporczywy katar – a media nie piszą o mym heroizmie tylko dlatego, że w Oppeln nie ma metra, a po bułki do osiedlowego sklepu chadzam bez asysty ochroniarza… 😉

cdg incense series 3

Jaisalmer z 2002 roku, to już trzecie kadzidło ze słynnej serii Incense Series 3 od Comme des Garcons i jednocześnie pierwsze, tak bardzo różniące się od wszystkich ujęć tej osnutej mistycyzmem nuty, jakie dane było mi dotąd poznać… początkowo dzikie, później szczelnie wypełnione aromatem korzennych, aromatycznych przypraw – ale jego orient przedstawiono w zupełnie dla mnie świeżym, wybitnie indyjskim ujęciu… ciepła harmonia prawosławnego Zagorska, konserwatywny chłód europejskiego Avignon i wreszcie feeria, prawdziwa orgia przypraw w hinduskim Jaisalmer sprawiają iż wprost nie mogę się doczekać poznania buddyjskiego Kyoto i arabskiego Quarzazate

Jaisalmer

To co najbardziej rzuca się w nozdrza, to zadziwiająca zgodność nader trafnie dobranej nazwy, z przebiegiem samej kompozycji, ale o tym za chwilę… przyznam iż moja znajomość indyjskich woni jest dość lakoniczna, ale upojna woń Jaisalmer doskonale konweniuje z moimi wyprażeniami o olfaktorycznym przepychu, skąpanych w przyprawach Indii… już chciałem uderzyć w tematykę wypełnionego wonią przypraw targowiska, ale benzoesowo hebanowy sznyt kompozycji – niezbyt pasował mi do przaśnych klimatów jarmarcznych… delektując się surowym kadzidłem, dopełnionym barwną wonią goździka, pieprzu, cynamonu, imbiru, kardamonu i drewna hebanowego – postanowiłem poszukać informacji o tajemniczym tytułowym Jaisalmer

jaisalmer fort

Jaisalmer to doskonale zachowane, XII wieczne miasto położone na północy Indii, tuż przy granicy z Pakistanem, a będące główną atrakcją turystyczną stanu Radżasthan… nad miastem góruje wspaniale zachowany fort z piaskowca, a jedną z największych atrakcji są wspaniale zachowane Haweli (z perskiego – zakazane miejsce) – czyli okazałe i bogato zdobione domostwa lokalnej arystokracji oraz zamożnych kupców (coś ala okazałe pałace kupieckie w centrum Genui) wzniesione w stylu muzułmańskim, z wydzielonym zewnętrznym (dla mężczyzn) i wewnętrznym (dla kobiet) dziedzińcem, ze szczególnie przykuwającymi uwagę jharokha (bogato rzeźbionymi balkonami), pozwalającymi muzułmańskim kobietom w sposób niezauważony obserwować życie uliczne (wtedy nie było HBO i Pudelka)… 😉

Jaisalmer haveli

Wnętrze jednego ze wspomnianego Haweli wręcz idealnie pasuje mi do bogatego i różnorodnego bukietu Jaisalmer… bogato zdobione misy z palonym kadzidłem wypełniają wnętrze upojną wonią, mieszającą się z zapachem wonnych olejków używanych przez zamieszkujące wewnętrzny dziedziniec kobiety, zapachem misternie zdobionych hebanowych mebli i aromatem przypraw – przywiezionych przez właśnie rozładowującą juki na zewnętrznym dziedzińcu karawanę kupiecką… ten Haweli należy do bogatego kupca, trudniącego się handlem przyprawami, a jego bogato zdobione freskami domostwo jest imponującą wizytówką jago zamożności i prestiżu, którym się cieszy… rozpieszcza swoje żony, otaczając je niewyobrażalnym przepychem, zasypując licznymi podarkami, suknem, wonnościami i biżuterią…

haweli

Otwarcie Jaisalmer jest co najmniej niepozorne i absolutnie nie zwiastuje zapachowej orgii, którą doświadczy nasz nos w późniejszym akordzie serca… ot zgrzebne, skromne, lekko surowe kadzidło, doprawione na wstępie jedynie odrobiną lekko świdrującego pieprzu… dopiero po dłuższej chwili minimalistyczne oblicze kompozycji zostaje dopełnione lekko żywiczną wonią benzoesu… stopniowo uwalniane są następne nuty przynosząc w efekcie prawdziwą eksplozję aromatycznych przypraw, dopełnionych dystyngowanym ciężarem woni szlachetnego drewna… dojrzały akord serca jest szczelnie wypełniony aromatem towaru, którym zamożny kupiec napełnia misy, okupujące każdy wolny centymetr przestrzeni, we wnętrzu swego sklepu z przyprawami… powietrze przeszywa ostra woń pieprzu i kardamonu oraz nie mniej donośny goździk, imbir, cynamon i suszone owoce, których delikatnym dopełnieniem staje się otwierające ten wybujały tygiel i stopniowo gasnące kadzidło

No właśnie goździk i imbir… oficjalny wykaz nut o nich wprawdzie nie wspomina, więc prawdopodobnie to drewno hebanowe i pieprz odpowiadają za tę jakże zbliżoną do wspomnianych nut woń, płatającą mi figle na skórze… bez wątpienia jest to bardzo interesująca interpretacja kadzidła – a przy tym cudownie odmienna od najczęściej spotykanych ujęć tego składnika i paradoksalnie kadzidło, za wyjątkiem otwarcia wcale nie odgrywa tu pierwszych skrzypiec… na tle całej kompozycji, tytułowe kadzidło znika ze sceny dość szybko, a dojrzałe stadium zapachu to dominujący, ciepły akord drzewny – dopełniony wybrzmiewającymi miarowo przyprawami

reasumując: w sumie niewiele kadzidła w tym kadzidle, a właściwą kompozycję okupują klimaty drzewno przyprawowe… bez wątpienia jest to oryginalny, intrygujący swą odmiennością zapach, który bez wątpienia warto poznać choćby dla samej jego inności – choć niektórych zmartwi fakt, jak daleko brzmieniu Jaisalmer do klimatów, które przywykliśmy określać jako kadzidlane… ale dla osób odbierających (i przez to unikajacych) klasyczne wonie kadzidlane jako nazbyt kościelne i sakralne niekoniecznie będzie to wada…Comme des Garcons Jaisalmer

pierwsze wrażenie: w dojrzałej fazie przypomina mi mocno doprawiony przyprawami Loewe 7

Skład: ambra, cynamon, benzoes, pieprz, drzewo hebanowe, drzewo gwajakowe, kadzidło, kardamon, papryczka pimento, żurawina, goździk, imbir,

Reklamy

Responses

  1. Już wkrótce potestuję całą serię.

  2. oj polecam, szczególnie Zagorsk, to moje ulubione ujęcie kadzidła… a z dziwolągów opartych na kadzidle, szczególnie polecam niesamowicie awangardowego Hinoki od Comme des Garcons… kadzidło z terpentyną pachnie wprost fantastycznie… 😉

  3. Witam, zakupiłem. Zapach intrygujący. Zgadzam się, że być może Zagorsk ciut wyżej, ale niewiele…..

    • to kwestia gustu, proszę się nie sugerować moim uwielbieniem dla Zagorska 🙂

  4. Mam w tej chwili całą piątkę. Jaisalmer wydaje mi się być z nich wszystkich najsłodszy. Ma też sporo przypraw. Jak dla mnie to jest to orientalne ujęcie kadzidła.
    Jest też relatywnie nietrwały. Moim ulubionym z tej serii – od pierwszego powąchania – jest Avignon. Zagorsk jest dziwny…

    • kwestia gustu i skóry Marcinie…

  5. A ja dzisiaj właśnie miałem na siebie Zagorska, powiem tak, zrobił wrażenie.

  6. Na mnie wrażenie zrobił tylko Avignon, na tyle duże, że muszę go kupić.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: