Napisane przez: pirath | 6 lutego 2013

L’Artisan Parfumeur – Mechant Loup, czyli podwójny koszmar z dzieciństwa…


Ten zapach łączy w sobie dwa z czterech największych koszmarów piraciego dzieciństwa… pierwszy to paskudna woń kozieradki, którą miała w zwyczaju zaparzać sobie z samego rana moja babcia (na lepsze trawienie) i smak lukrecjowych ciągutek, które szmuglowała z zachodu moja bliższa i dalsza familia i wmuszała we mnie kilogramami jako rzekomy, nietęgi rarytas… po dziś dzień nie podzielam ich entuzjazmu, choć banany i pomidory w końcu polubiłem… jedynie dla formalności wyznam iż trzecim koszmarem było dla mnie picie mleka, którego szczerze nie znoszę po dziś dzień – i wreszcie największa trauma (z perspektywy pięciolatka), to kinowa projekcja Akademii Pana Kleksa, tak tej z wilkołakami… niezwykle trafny dobór repertuaru, zważywszy iż widownię stanowią noszące rajtuzki przedszkolaki… 😉

L'Artisan Parfumeur - Mechant Loup

Zebranie się do opisania Mechant Loup sporo mnie kosztowało, gdyż najchętniej cisnąłbym tą próbką w diabły i sięgnął po coś zdecydowanie bardziej przyjemnego… jednak mimo wszystko postanowiłem zmierzyć się z własnymi demonami i powstrzymując obrzydzenie, spróbować ocenić zapach obiektywnie… szczęśliwie lukrecji w „niegodziwym wilku” mamy tyle co wspomniany niegodziwy wilk napłakał, więc poza otwarciem w zasadzie nie musiałem zaprzątać sobie nią głowy – gdyż w późniejszej fazie dość skutecznie wtapia się w zdominowane kozieradką tło… niewątpliwie kozieradka bardzo silnie odcisnęła swoje piętno na tej kompozycji i nie odpuszcza aż do końca… szczęśliwie żywot zapachu nie trwa to zbyt długo i jest to jeden z nielicznych przypadków, gdy słabą trwałość zapachu przyjąłem z tak niewymowną ulgą…

kozieradka

Po pierwsze jestem zszokowany, że za tym zapachem stoi Bertrand Duchaufour – gdyż nigdy bym nie przypuszczał, że dzieło tak wybitnego perfumiarza tak bardzo mnie rozczaruje i bynajmniej nie przez wspomniany duet lukrecji z kozieradką… tej kompozycji brakuje dosłownie wszystkiego… owszem chwilami przybiera dość intrygującą postać przepełnionego upojną wonią suszonych ziół sklepu zielarskiego, handlującego przy okazji cukierkami z lukrecji – ale przez większą część czasu zapach przypomina niemrawy, pozbawiony życia, spłowiały i zwietrzały twór, zlewający się w bezkształtną, pozbawioną detali masę… nawet wspomniana kozieradka dość szybko traci swój charakterystyczny impet i zlewa się z resztą anonimowych wypełniaczy, w pozbawioną polotu i wyrazistości, nieczytelną mieszankę niewyraźnych konturów…

lukrecjowe ciągutki

W moim odczuciu kozieradkę, podobnie jak różę, oud, fasolę tonka, gwajak czy kwiat pomarańczy cechuje bardzo specyficzna, niesamowicie żywotna i dobitna fizjonomia – a tu składnik gaśnie i płowieje dosłownie w oczach, podzielając szybko los nut towarzyszących w postaci leszczyny i domniemanych orzechów laskowych oraz drewna gwajakowego… być może zabrzmię jak ignorant, ale nie porwałbym się na gotowanie kompotu z orzechów laskowych, mając do wyboru truskawki, wiśnie albo jabłka… wprawdzie uwielbiam smak orzechów laskowych i zapach leszczyny – lecz są to aromaty i smaki zbyt wysublimowane i delikatne, by łączyć je w zgrany i zrównoważony duet z siekierą pokroju kozieradki… choć jak wspomniałem intensywność bukietu tej ostatniej również zawodzi, więc proszę się nie spodziewać powtórki z monotematycznego koncertu ziołowego ala Sables od Annick Goutal

A więc mamy w Mechant Loup z 1997 roku spłowiałą kozieradkę na pierwszym planie, nieznacznie tylko odstającą od beznamiętnego, pozbawionego rozpoznawalnych elementów tła… miód, mirra? zapomnijcie o jakimkolwiek przejawie słodyczy, albo odrobinie przynoszącej ożywienie woni żywicznej w tutejszej suchej, ziołowej bazie… całość nie jest wprawdzie pozbawiona głębi (tu dostrzegam pewne podobieństwo do bazy Hermesa Eau de Gentiane Blanche), lecz jest to głębia nużąca i monotonna… bardzo cenię markę L’Artisan Parfumeur za niestępowane nowatorstwo i bardzo zróżnicowaną ofertę – ale ten zapach, pomimo wybornego perfumiarza w rodowodzie, to jedna z najsłabszych moim zdaniem kompozycji w dorobku marki…

reasumując: spłowiała kozieradka na tle zwietrzałych akcentów ziołowo roślinnych, brzmiąca niczym zatęchła zawiesina w dawno niewietrzonym sklepie zielarskim… zapach nudny, smętny, pozbawiony życia, w niczym nie przypominający kunsztem innych dzieł Bertranda Duchaufoura

przypomina mi: że są w ofercie L’Artisan Parfumeur inne, zdecydowanie bardziej godne uwagi kompozycje…LArtisan Mechant Loup

Głowa: pieprz, lukrecja,
Serce: cedr, leszczyna, orzech laskowy, drzewo gwajakowe, kozieradka,
Baza: miód, mirra, mech dębowy,

Reklamy

Responses

  1. no kurde, Wilka mi zjechał.
    a na mnie to jeden z najbardziej intrygujących i dziwnych zapachów. bardzo l’artisanowy ;]

  2. l’artisanowy? owszem, ale tylko ze względu na niekonwencjonalny, dziwny, silnie niszowy charakter, bo reszta niestety zawodzi na całej linii… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: