Napisane przez: pirath | 14 lutego 2013

Lacoste – Challenge, czyli ostatni z wielkiej trójcy…


W ostatnim wpisie o Lacoste wspomniałem, że marka ta posiada w ofercie trzy naprawdę dobre i warte uwagi zapachy… trzecim z nich, obok jabłkowego Style in Play i świeżutkiego Essential, jest wypuszczony na rynek w 2009 roku Challenge, którego całkiem niedawno miałem przyjemność poznać w całej okazałości… przyznam, że moje wcześniejsze, bardzo pobieżne wrażenie było dość ambiwalentne, gdyż z jednej strony pociągała mnie władczość i konkret bijący od jego dynamicznej aranżacji – zaś z drugiej strony spodziewałem się kolejnego upierdliwie mainstreamowego banału o niezłym początku… usportowiona forma flakonu (sugestywnie stylizowany na rękojeść rakiety tenisowej), kojarząca się dodatkowo przez pryzmat nazwy ze sportową rywalizacją – zwiastowała teoretycznie kolejnego „Championa„, mogącego (według obiegowej opinii) zastąpić wysłużonego już Czarnego Adidasa, jako obowiązkowy dodatek do starannie uprasowanego dresu…

lacoste challenge andy roddick

Przyznam, że wprawdzie mile się rozczarowałem, lecz co do stylistycznej konotacji z Czarnym Adasiem (i nie tylko) będę się upierał, że coś jest na rzeczy (a jak ktoś będzie polemizował, to go obejmę swym patronatem i się wypromuję 😈 )… Challenge i Adidas Active Bodies (dalej jako AB) choć z pozoru nie powalają podobieństwem, niczym bracia Mroczek, jednak posiadają tą samą dynamiczną, władczą, intrygującą, zawadiacką, przejmującą, samczą, dobitną aparycję – skupiając natychmiast na sobie pełną uwagę otoczenia…

Dynamiczne otwarcie Challenge złagodzono dodatkiem nut owocowo cytrusowych, dzięki czemu zapach nie przypomina barbarzyńskiego Bang od Jacobsa, choć już od pierwszych chwil spod soczystych owoców przebija się do nozdrzy intensywna woń pikantnego imbiru… ale wystarczyło dosłownie kilka minut, by zapach przełamał cytrusową barierę ochronną i uderzył mnie po nozdrzach potężną dawką pieprznego imbiru i podrywającego się do lotu drewna, przełamanego jedynie delikatnością fiołkowych liści… faza dojrzała, którą zapach osiąga już w mniej więcej kwadrans od aplikacji, to pięknie poprowadzony bukiet, na który składa się charyzmatyczna gra drewien i przypraw… napięte niczym naciąg tenisowej rakiety nuty – precyzyjnie, donośnie i umiejętnie budują głębię kompozycji…

render by

Przede wszystkim (co warto zaznaczyć) Challenge nie jest zapachem sportowym i co istotniejsze – nie jest to zapach obok którego można przejść obojętnie i to dosłownie… najpierw zagrodzi nam w korytarzu drogę, potem wbije w nas spode łba swoje przenikliwe spojrzenie, mruknie pod nosem lakoniczne sorry i minie nas bez dalszych ceregieli, niby przypadkiem szturchając barkiem – zostawiając po sobie tę właśnie woń… czyż wspomniany AB nie robił czasem podobnego wrażenia – nim zaczął jednoznacznie kojarzyć się z fanami baseballa, którzy w życiu nie odbili ani jednej piłeczki?…

Na tle zdecydowanie spolegliwej oferty marki Lacoste, Challenge jest bardzo żywiołową, charakterystyczną i charyzmatyczną wonią z pazurem… jego chwilami wręcz napastliwa stylistyka plasuje go gdzieś po między wspomnianym Adidasem, a Hot Water Davidoffa i Azzaro Visit – ale pod względem finezji przebiegu równie blisko mu do Daimonds for Men Armaniego, zmieszanego z klasą Beckham Homme i kropelką zjawiskowego Dirty English, a nawet drzewnej, surowej suchości schyłkowej fazy Balmain Carbone… dodatkowo jest to zapach na tyle intrygujący, swoisty, silny i szykowny, że z powodzeniem będzie konweniował ze strojem biznesowym – mogąc zluzować na tym polu nieco już zdyszanego Terre Hermesa, którego szczególnie upodobały sobie garnitury… jego trwałość na tle Lacosty wypada ponadprzeciętnie, choć na tle reszty świata, wciąż tylko przeciętnie… zapach z tak imponującym wykopem, aż się prosi o minimum 8-10 godzinną trwałość…

lacoste challenge

reasumując: naprawdę dobry, dynamiczny, szykowny, władczy i skupiający na sobie uwagę zapach z pazurem – pasujący zarówno do koszulki polo i do garnituru… trwałość wprawdzie odrobinę zawodzi, ale niewątpliwie jest to jeden z ciekawszych zapachów Lacoste oraz kompozycja w której imbir i drewno zaserwowano na pikantną modłę i obdarzono niespotykaną wcześniej siłą oddziaływania…

przypomina mi: stylistycznie to ta sama liga co Adidas Active Bodies, Azzaro Visit, Davidoff Hot Water – ale miłośnikom klimatów Armani Daimonds for Men, Beckham Homme i Balmain Carbone też przypadnie do gustu…Lacoste Challennge EdT

Głowa: tangerynka, cytryna Amalfi, bergamota.
Serce: imbir, lawenda, liście fiołka.
Baza: drewno hebanowe, drewno teakowe.

fotografia nr. 2 pochodzi ze strony http://www.turbosquid.com/3d-models/3d-model-lacoste-challenge/555991 i jest efektem zabawy z genialnym 3D Studio Max… 🙂

Reklamy

Responses

  1. Jak zwykle super recka 🙂 Jedno pytanie.. testowałeś może wersję Lacoste Challenge Refresh ?

    • dzięki, jeszcze nie, pozdrawiam… 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: