Napisane przez: pirath | 17 lutego 2013

Serge Lutens – Borneo 1834, czyli przepiękna „zapleśniała piwnica”…


na wstępie trochę pomarudzę, ale uważam, że w tym wypadku jest o czym…

Jako „perfumiarz„*, zdałem sobie pewnego dnia sprawę, jak bardzo nasz zmysł powonienia zależny jest od edukacji zapachowej, którą odbieramy od środowiska, w którym wychowujemy się od najmłodszych lat… paczula to przecież kwintesencja Indonezji, a więc i jeden z zapachowych symboli Borneo i zarazem jeden z bohaterów tytułowego Borneo 1834 Lutensa, którego mam dziś przyjemność opisać… zatem coś, co powinno kojarzyć mi się ze spowitymi we mgle lasami tropikalnymi, gęsto porastającymi niedostępne szczyty Borneo – mi kojarzy się niezmiennie z naszą zapleśniałą, zatęchłą piwnicą, wiecznie podtapianą przez wody gruntowe, tudzież działem drzewnym w markecie budowlanym…
a więc nawet pomimo najlepszych chęci nie sposób uniknąć podczas recenzowania perfum subiektywizmu i pułapek zastawionych przez rozbieżności i „skrzywienia” własnych wzorców zapachowych… z analizą zapachów które odbieramy, jest tak jak z wychowaniem, standardami, które wynosimy z rodzinnego domu… zatem, czy w 100% obiektywna, obdarta z subiektywizmu, szczerze bezstronna w kwestii gustów, rzetelna i wolna od nadinterpretacji recenzja perfum w ogóle może zaistnieć?…

piwnica

Tu nawet nie chodzi o to, że każdy z nas może inaczej odbierać daną kompozycję – każdy z nas inaczej postrzega poszczególne nuty!… to naprawdę miłe gdy ktoś przeczyta, zachwyci się, kupi często w ciemno i jest to strzał w dziesiątkę – ale co wówczas gdy nasze postrzeganie danego zapachu okaże się zupełnie odmienne?… dlatego każdemu czytelnikowi mojego bloga (w sumie dotyczy to każdego bloga) zalecam wpierw poznanie próbki zapachu, nad którym rozpływałem się w samych superlatywach – aby uniknąć rozczarowania i zbędnych kosztów, na wypadek gdyby inspirowany moją recenzją „ślepy zakup„, okazał się niewypałem…

*tak perfumiarz i mam na to dowody**, choć wcześniej nie dostrzegałem wystarczających przesłanek, aby moje wątłe doświadczenia można było bez krzty przesady skwitować tym doniosłym tytułem… oczywiście zestawiając mój talent z możliwościami takiego Elleny, wypadam co najwyżej jak drewniane indiańskie canoe przy 300 metrowym supertankowcu, ale skoro inni mogą tytułować się per „perfumiarz” ponieważ kiedyś, na doczepkę coś współtworzyli – to czemu ja, samorodny talent amator, również nie posiadający kierunkowego wykształcenia nie mogę?… 😈

**swoje pierwsze perfumy od wymyślenia kompozycji, przez dobór składników i namieszanie całości wykonałem jako prezent urodzinowy dla mamy, w wieku 5 lat… pamiętam łzy wzruszenia w jej oczach, gdy wręczałem jej laurkę i starannie przewiązany wstążką flakonik po Currarze, z którego wcześniej wylałem do ubikacji zawartość, aby mieć w co zapakować własne perfumy… z perspektywy lat, stwierdzam, że na mamy wzruszenie bardziej wpłynęła strata zdobytej Currary – niż przejaw artystycznej kreatywności jej syna, ale złego słowa mi nie powiedziała… 😉

ok, dość populistycznych dywagacji i autopromocyjnego naciągania faktów (ostatnio bardzo modnych) – wróćmy na Borneo Lutensa

Otwarcie Borneo z 2005 roku, przypomina mi intensywną, silnie buchającą koniakiem woń, spotykaną raczej w kompozycjach Frapinów, przesyconych zapachem starych beczek z leżakującym trunkiem, ułożonych w zatęchłej, zapleśniałej piwniczce jakiegoś château – gdzie przykryte pierzynką kurzu i obsypującego się od wieków tynku spokojnie dojrzewają… psikus z takim a nie innym postrzeganiem przez mój zmysł powonienia paczuli odkryłem już jakiś czas temu – stąd wiem iż ta nieprawdziwa, zniekształcona wizja – zrodzona jedynie w mojej wyobraźni, to nie zatęchła piwnica – lecz paczula w swej całej okazałości, taka jaką ją natura stworzyła… a to, że woń czystej paczuli przypomina swym zapachem niektóre gatunki pleśni, to już inna sprawa… 😉

Borneo

Mamy więc intensywne, chwilami tak wytrawne, że aż gorzkie i przypominające długo dojrzewający koniak otwarcie, które istotnie przypomina klimaty Frapin 1270, choć to wciąż tylko paczula z nadającymi jej swoistej głębi dodatkami… jej intensywna, upojna i dystyngowana woń, unosząca się niczym bukiet ogrzewanego ciepłem palców X letniego koniaku, szczelnie wypełnia ramy kompozycji od jej pierwszych taktów… wrażenie ciepła, balsamicznego dostojeństwa i niesamowitej głębi bijącej od tej kompozycji dosłownie zapiera dech… chwilami zapach staje się tak orientalny i niszowy, iż odpływa w stronę klimatów Parfum D’Empire i Amouage

Borneo 1834 skomponował Christopher Sheldrake, nadworny perfumiarz Lutensa i zaiste jest to kolejne, wybitnie Lutensowe dzieło… przejmujące, bogate, wybitnie niszowe, intrygujące precyzją i szlachetnością kroju, szeroką paletą barw i oryginalnością konceptu… miałem już przyjemność poznać kilka wybitnie „paczulowych” kompozycji, ale ta jest pierwszą tak balsamiczną, ciepłą i kojącą, pomimo ostrości bohaterki wątku przewodniego… dzięki łagodzącej obyczaje obecności żywic galbanum i labdanum i jedwabistemu kakao, udało się wygładzić szorstkość paczuli – przemieniając ją w substytut zmysłowej, kojącej delikatności, otulającej nosiciela/kę jak miękka, przywieziona z drugiego końca świata kołderka…

las tropikalny na Borneo

To co mnie najbardziej urzekło w tym zapachu, to bijący od niego spokój i satynowa, niemal idealnie wygładzona głębia – zwieńczona dyskretnie wyzierającym na pierwszy plan i przemykającym z gracją przez wszystkie akordy, delikatnym akcentem paczulowympaczulę czuć tu wyraźnie i w pełnym spektrum, a jej lubiąca popadać w iście spartańską surowość obecność absolutnie nie dominuje kompozycji – tworząc idealne constans, o miękkich, opływowych krawędziach… oto zapach, w którym finezję kwiecia, balsamiczną głębię żywic i potrafiącą zabrzmieć barbarzyńsko paczulę przedstawiono niczym delikatną mgłę, spowijającą balsamicznym płaszczem wzgórza Borneo – czym ten nietuzinkowy zapach nie jednego zachwyci…

reasumując: trwała, bardziej wytrawna niż słodka, zachwycająca delikatnością paczula, spowita balsamiczną głębią żywic i kwiecia… idealna dla osób ceniących subtelne wonie daleko wschodnie i nie przepadających za paczulą nastawioną na pełen poziom głośności… doprawdy można się zakochać w tej wizji Borneo

przypomina mi: przy takim ujęciu paczuli zapach nie ma precedensu, choć na upartego można spróbować podciągnąć go pod niewiele mającego wspólnego z paczulą Le Labo Pathouli 24, lub barbarzyńskie w brzmieniu „naturszczyki” Patchouli od Etro i Lorenzo Villoresi, których podobieństwo do Borneo polega jedynie na zbieżności nuty przewodniej – choć jeśli pamięć i nos mnie nie myli, to w sumie całkiem blisko mu też do Guerlain HeritageSerge Lutens - Borneo 1834

Skład: paczula, białe kwiaty, kardamon, galbanum, francuskie labdanum, kakao,

Reklamy

Responses

  1. Prztyczek musi być. Tylko może jakiś dyplom na poparcie tego perfumiarstwa;-) a jakby co, to ja na chwilę otworzę Instytut Zapachu Wszelakiego i coś Ci tam wystawię;-) W przyszłym tygodniu dotrą do mnie pierwsze większe próbki Serge Lutens to będę mógł coś więcej napisać.

  2. rex’ie a tam prztyczek… skoro można tak łatwo manipulować niedomówionymi półprawdami i dorabiając do nich odpowiednio spreparowaną ideologię wykreować się na autorytet, perfumiarza i udzielać eksperckich wypowiedzi dla prasy kolorowej – to czemu miałbym nie skorzystać? to że Beata Kozidrak powiedziała (min. do mnie) na jednym z koncertów „moi kochani” jeszcze nie oznacza, że mogę pisać iż jestem jej najlepszym przyjacielem… 🙂
    swoją drogą ciekawi mnie, czy czasopismo, które bądź co bądź bierze za swoją pisaninę od ludzi pieniądze – zamieści stosowne sprostowanie, gdy zostanie powiadomione o tak poważnym nadużyciu? 😉

    p.s. zatem czekam na Twoją opinię o Lutensach, a można wiedzieć co zamówiłeś?

  3. Ambre i Chergui Lutensa. A z niego jest taki autorytet jak z koziej d….. trąba. Sorry za trywializm ale też mnie wk……… tego rodzaju sytuację. Znam kilka takich osób które w swej dziwnej nieomylności tak się pogubiły że same nie wiedzą czy to prawda czy matrix. Ale z tym dyplomem to trafiłeś, dziecko urażone zaraz pochwalił się jakimś papierkiem. Po sprawdzeniu swoich dyplomów i ukończonych kursów od jutra piszę do prof. Belki że chce zasiadać w RPP bo jestem niekwestionowanym autorytetem.

  4. Tak w ogóle to dzięki uprzejmości wspaniałej koleżanki będę miał przyjemność wąchać:Musk Oriental Goldskin ,Straight to Heaven ,Fille En Aiguilles, Opulent Shaik No.77, Black Goldskin .

  5. he he tych Lutków sam jeszcze nie znam, no to żeśmy sobie pogadali 🙂

    co do tej drugiej listy, to paroma pozycjami będziesz bankowo urzeczony… 😉

    pobieżnie przeglądając swoją szufladę z dyplomami i certyfikatami (takimi prawdziwymi i naprawdę rzadkimi – a nie laurką zwyczajowo wręczaną uczestnikom na pamiątkę udziału) z powodzeniem mógłbym obwołać się Gordonem Ramsayem, Oprah i Bearem Grylsem w co najmniej kilku dziedzinach, poza tymi gdzie rzeczywiście mogę się podeprzeć zarówno stażem zawodowym jak i dyplomami ukończenia szkół i uczelni – tylko czy poczułbym się od tego lepiej? przybyłoby mi od tego centymetrów w bokserkach? bez wątpienia stałbym się atrakcyjniejszy w oczach reklamodawców i odbiorców komercyjnych usług którymi mógłbym zacząć się parać, ale czy nam WSZYSTKIM właśnie na tym zależy? 😉

  6. Nie wiem jak Ty ale ja miałem „przyjemność” pracować przez wiele lat w Wawie i wielokrotnie spotkałem ludzi pokroju naszego „bohatera”. Nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo ludziom zależy na tych papierkach których większość ma wartość papieru zużytego do ich wyprodukowania. Ale to świadczy o nich. Nie rozmawiajmy już o nim bo zwyczajnie na to nie zasługuje. Narcyz zawsze będzie narcyzem.

  7. sądzę, że Wawka jest traktowana jako przysłowiowa mekka dla różnych osób pragnących „dopomóc” swej karierze poprzez przyjazd do stolycy, więc i szansa trafienia na ten typ jest statystycznie największa…
    ja nie rozmawiam „o nim” lecz nagłaśniam sam nikczemny proceder i tym samym przestrzegam innych… 😉

  8. Ale przed czym przestrzec? Jeśli uzależnić noszenie zapachów od popularności w różnych środowiskach to w zasadzie pozostaje nam mydło biały yeleń… bo przecież każdy z tych zapachów trafił gdzieś kiedyś do kogoś, kogo nie musimy darzyć szczególnym szacunkiem (tyle że o tym nie wiemy i całe szczęście, nie musimy wiedzieć). Czy nie powinieneś być bardziej bezstronny w wypowiedziach, niż szufladkować zapachy na te… złe i te dobre? Każdemu się będzie podobało coś zupełnie innego. No chyba, że szukasz „zaczepki” na komentarze, to co innego ;).

  9. Coś się pogubiłem po komentarzu DosrosłegoMroka;-) , muszę się zresetować.

  10. DorosłyMroku – ja zupełnie nie o tym… aby w pełni zorientować się do czego prowadzą moje gierki słowne proponuję wpierw przeczytać TO – choć jako osoba niezbyt zżyta ze środowiskiem wciąż możesz nie wiedzieć o co chodzi… 🙂
    rex – tylko nie przesadź z tym resetowaniem, jest dopiero siedemnasta… 🙂

  11. Nie, no nie w tym sensie, u mnie z nałogów to tylko zapachy i zegarki. Właśnie był mały psik M.Micallef Arabian Diamond i już jest trochę lepiej. Rety, mógłbym tak cały czas.

  12. no to na co czekasz? zakładaj bloga o zegarkach i perfumach, a ja Cię obejmę patronatem i wypromuję… 😀

  13. No tak, ale czy jam ci godny. Ani nie mam na to papierów, ani wykształcenia pod kierunkiem autorytetów:-) Nie, pozostanę na etapie swobodnego komentowania Twojego bloga, bo gdzie indziej nie spełniam wymogów.

  14. a tam że nie masz papierków i wykształcenia… inni też nie mają (za wyjątkiem Nishy) i przeszkód nikt nie widzi by pisać o perfumach lub czymkolwiek innym co się lubi albo kocha… 😉

    co innego gdybyś chciał zostać ambasadorem blogosfery, perfumiarzem, mentorem, ekspertem i chciał się wypromować na gwiazdę – ale nawet wówczas coś się zawsze do wymyślić, coś można poddać nadinterpretacji, wykreować na siłę, półgębkiem i zmanipulować, wreszcie oprawić w wydumaną ideologią i podeprzeć zabiegami autopromocyjnymi i gotowe… ucz się od innych… 🙂

  15. No chyba że tak, to ja zastanowię się co wybrać, kusi mnie ten ambasador ale mentor też fajnie brzmi. Kurczę, namieszałeś mi w głowie i nie wiem który zaszczytny tytuł wybrać. Tylko pamiętaj, potrzebny będzie patronat, tak więc musisz okazać jakieś papiery;-) bez tego ani rusz.

  16. a po co? przecież cały motyw polega na tym, że można ogłosić się kimkolwiek nie mając żadnych papierów, a czytelnicy i tak łykną… 🙂

  17. Czyli Dołęga-Mostowicz cały czas aktualny. Smutne to. Szukam jakiś próbek, dekantów Olivier Durbano. Gdzie tego szukać?

  18. próbki kupisz (z racji monopolu) tylko w perfumerii na literkę Q, albo w zachodnich, specjalistycznych sklepach z próbkami… czasem trafiają się niedobitki na alledrogo, ale trafiają się rzadko i zazwyczaj się za nie przepłaca… dlatego proponuję kupić hurtem w jednym, wspomnianym miejscu i po jednym koszcie za transport…
    dekanty i niedobitki flaszek, którymi ktoś się zmęczył można również kupić na portalach aukcyjnych, ale nie wiadomo w jakim są wieku i stanie technicznym… zalecam zapisać się do jakiegoś kółka na wizażu i czekać cierpliwie poczekać, aż dziewczyny wezmą się za rozbiórkę…

  19. Do kółka różańcowego na wizażu 😀 Durbany u nas dość rzadko są rozbierane ale na wątkach wymiankowych krąży to i owo. Ja sama niestety mam próbkowo już tylko Heliotrope.

    Na mnie Borneo niestety piwniczką nie pachnie tylko jest bardzo suchy i kakaowy a szkoda bo uwielbiam zapach piwniczki ;D

  20. zainteresowań!, miałem na myśli kółko zainteresowań Polu!… 🙂
    Heliotrop powiadasz? kurcze pewnie paczkę z Teckiem dla mnie już wysłałaś?

  21. Ha! nie wysłałam bo zaniemogłam chorobą jutro idę na pocztę swoje rozbiórkowe paczuchy wysłać i twoją miałam dołączyć do tej ilości iście hurtowej a co masz chrapkę na Heliotrop ??? Jak coś to dopakuję.

  22. O matko, jeden namaścił się na zapachowego mesjasza, następny każe zapisać się do kółka. Co się dzieje, ta abdykacja papieża dziwne rzeczy u ludzi wywołuje. Ja tylko chcę nabyć DURBANO!!!!!!!!!!!! Idę pisać o Costume National Homme.

  23. Polu – jeśli to oczywiście nie sprawi problemu, to z przyjemnością poznam Heliotropa, jeśli zechcesz podzielić się próbką… 🙂 mam nadzieję, że choroba to nic poważnego?

    rex – a jak myślisz dlaczego Benek abdykował? 😀
    nabędziesz Durbano w Q, całe razem do kupy z jednym transportem bez czekania na okazje… 😉

  24. Ja wiem, tylko że tam wleją jakąś ociupinkę a ja chciałbym tak z 10ml. Ale zamówię kilka próbek, zresztą będę w tym tygodniu w stolnicy to chyba tam zajdę. Garnitur tylko włożę;-)

  25. 10 ml to już nie próbka, a odlewka 😉 nie za duża ilość jak na poznanie oferty?
    a garnituru nie wkładaj, bo klient z krawatem jest mniej awanturujący się i pewnie nie będą Ci chcieli zrobić darmowych próbek… 🙂 aha i nie powołuj się na moją osobę, bo wezwą ochronę i Twoje zdjęcie zawiśnie obok mojego na specjalnej tablicy… 😀

  26. To powiem że polecił mi tak zacną perfumerię zapachowy guru, przewodnik naszych zagubionych w oparach perfum dusz, ni mniej ni więcej tylko AMBASADOR czy jak mu tam………

  27. rex nie chcę robic reklamy ale od nas z forum niektóre dziewczyny zamawiają dekanty z tej strony:
    http://e-scential.pl/search/?fraza=durbano&submit.x=0&submit.y=0&submit=+szukaj+%C2%BB+

    i sobie chwalą

  28. Mnie natomiast ceny zniechecają 😦 wiadomo żeby bizns się kręcił musza mieć jakiś narzut. Możesz jeszcze popytać na straganiku gazetowym czy ktoś z własnego flakonu nie chciałby odsprzedać.

  29. rex’ie – eee lepiej też nie, bo wprawdzie będą się uśmiechać przyjaźnie, ale prawdopodobnie ktoś nasika i napluje do Twoich próbek… 😉

    Polu – nie mam nic przeciwko kryptoreklamie, jeśli ma to komuś pomóc… 🙂

    p.s. w sumie może sam skorzystam, bo ceny w sumie nie są aż tak wysokie – a rozumiem, że do ceny za 10 ml opakowanie jest już wliczone?

  30. No właśnie, ceny tam są lekko przesadzone, nawet dla tak zakręconego gościa jak ja.

  31. czy ja wiem? normalnie 10 ml wychodzi po ~60 zł, dolicz do tego opakowanie i zabawę w przelewanie zawartości, strzykawkę, rękawiczki i pakowanie – i nagle się okazuje że to wcale nie kokosy…

  32. Ostatnio byłem w Essen i żałuję że nie pobiegałem gdzieś po perfumeriach, ale czeka mnie kolejny wyjazd to sobie to odbije.

  33. zatem owocnych łowów życzę 😉

  34. No nie różnice w cenie mililitr rozumiem 🙂 przecież piszę, że muszą z czegoś się utrzymywać.

    Opakowanie -ozdobny atomizer jest w cenie wg opisu

    Wiem jak to jest na naszych rozbiórkach to też nieraz kilka godzin pracy przy standardowej rozbiórce gdzie trzeba ogarnąć wątek, wpłaty przelewanie, opisywanie, adresowanie koniec końców wysyłkę od kilkunastu do kilkudziesięciu przesyłek.

  35. Zazdroszczę Wam Obojgu: i Tobie, i Poli. Piwniczkę bym chętnie poczuła, za suche kakao dałabym się wybatożyć, a tymczasem to, co wyłazi u mnie to jest… Nie napiszę, bo nieelegancko.
    A najgorsze jest to, że ja WIEM, jak Borneo potrafi pachnieć i zachwycać, bo znam człowieka, na którym jest po prostu cudowny: kakaowy, drzewny, wytrawny, zmysłowy…
    Heh, idę pochlipać w kąciku. 😉

  36. Polu, owszem rozbiórki są męczące, zwłaszcza dla rozbierającego, ale często to jedyny sposób na wyrwanie dekantu (gdy cena flaszki jest astronomicznie zaporowa) albo na uzyskanie próbki czegoś nowego, intrygującego i zachwalanego na zagranicznych blogach… nasze rodzime perfumerie to wciąż ułamek oferty perfum na zachodzie i w dodatku bardzo sobie cenią swoją elitarność i niszowy charakter działalności – stąd rozbiórka jest jedną z najlepszych na naszym podwórku metod na zdobycie czegoś rzadkiego, bez konieczności ponoszenia kolosalnych kosztów za fracht odrobinki perfum zza granicy… lepiej pomyśl o tych wszystkich zadowolonych mordkach dokonujących rytualnego unboxingu, którym sprawiasz przyjemność rozsyłając im te upragnione próbki i odlewki… 🙂

    Sabbath – doskonale Cię rozumiem, mi też zdarza się, że przepiękny zapach który zwietrzyłem na kimś, na mnie wypada po prostu rozczarowująco… 😉
    p.s. nie płacz, chomiczek się znajdzie… 🙂

  37. Ależ Pirath ja się nie uskarżam tylko stwierdzam fakty. Brałam udział jako kupujący jak dotąd w wielkiej liczbie rozbiórek, zorganizowałam sama dopiero kilka i teraz dopiero doceniam trud włożony przez oraganizatorki bo sama doświadczam ile czasu to zajmuje.
    Ja ostatnio żeby w ogóle kupić pewne perfumy produkowane przez europejski dom wyłącznie na rynek arabski kupowałam tutaj:
    http://www.universalperfumesandcosmetics.com/index.php?route=product/category&path=63 I sama się z siebie śmieje dokąd mnie perfumoholizm doprowadził że perfumy z Kuwejtu zamawiam. Mina pani na poczcie wydającej paczkę na prawdę bezcenna :P.

  38. A paczuszka do Ciebie dzisiaj wyleciała z poczty mam nadzieję że tym razem adres wpisałam poprawny nawet miałam dołączyć tamta pechową kopertę ale gabaryt by mi się zwiększył a nasz monopolista postanowił po nowym roku przyoszczędzić naszym kosztem i nowy cennik wprowadził 😛 więc pilnuję.

  39. rzeczywiście Kuwejt musiał zrobić spore wrażenie na pani z okienka, choć z racji zmiany ustroju politycznego i nowej kampanii „z uśmiechem do petenta” zorganizowaną przez dyrekcję i marketing PP – nie mogła Ci wrzasnąć, że nie ma takiego miasta Kuwejt – jest Kudowa, Kudowa Zdrój! 🙂

    p.s. dzięki śliczne za nadanie paczuni… oby tym razem dotarła, bo nie śmiałbym więcej narażać Cię na koszta – choć i tak nie omieszkam się zrewanżować czymś równie sympatycznym, jak Twój miły gest Polu… 🙂

  40. W dniu dzisiejszym dotarła do mnie paczuszka z 25, Rue de Valois 75001 Paris, a w niej 32 próbki Serge Lutens w tym Borneo 1834. Oj będzie bal dla nosa;-)

  41. aż z Francji je targałeś? w Polszy budut niet? sacrebleu! 😉

  42. Napisałem do firmy i poprosiłem o kilka próbek, w odpowiedzi przyszła ładna czarna paczuszka. Wiesz, do zapachowego guru mi jeszcze daleko, ale trzeba sobie radzić;-)

  43. tak za darmola? (teraz kipię i jątrzę z zawiści jad, toczę ślinę i łamię wzrokiem ołówki)… chyba też spróbuję szczęścia nim inni to przeczytają i Lutens ogłosi upadłość, gdyż 100% produkcji pójdzie na 3 miliony darmowych próbek do Polski… 🙂

  44. Najzwyczajniej w świecie za darmo. Byłem kompletnie zaskoczony. Zarejestrowałem się kiedyś na stronie Lutensa i coś tam nagryzmoliłem i zapomniałem o całej sytuacji. Dzisiaj spotkał mnie listonosz i mówi że ma jakąś dziwna przesyłkę. Myślałem że to talibowie cos mi wysłali ale nie, to Serge Lutens. Miło z ich strony.

  45. oj bardzo miło, zwłaszcza, że nie poprzestali na jednej czy dwóch epruwetkach… zatem zaraz siadam do kompa, rejestruję się i wysmażę epicką, wzruszającą historię o umierającym z nudów 18 latku – którego największym marzeniem jest poznać zapachy Lutensa… 🙂

  46. No chciałoby się mieć te 18 lat. Myślę że to jest jakiś ich zestaw firmowy, bo oprócz próbek jest mała książeczka do poczytania i karteczka z wierszykiem i podziękowaniami za wybór ich firmy. Po dokładnym sprawdzeniu zawartości okazuje się że połowa próbek jest damskich. I dobrze.

  47. to się żonka ucieszy… 😉
    oj chciałbym mieć znów 18 lat… a najlepiej mieć znów 18 lat i mieć świadomość popełnionych wcześniej błędów, by ich nie powtórzyć…

  48. Dokładnie, poszłoby się na uczelnie uczyć zapachów i może bym został guru w tej dziedzinie;-)) a tak to jakieś cyferki muszę przeglądać.

  49. hmm jedyna znana mi szkoła perfumiarzy (takich prawdziwych, a nie samozwańczych) mieści się we Francji (katedra na Luwrze) i czesne wynosi 3500 euro za miesiąc, więc raczej poprzestałbym na obecnej profesji… 😉

  50. Nie zostanę przy swoich cyferkach. Daleko mi do Was zapachowych zapaleńców. Lubię perfumy ale tak barwnych opisów jakie czytam na Waszych blogach nie potrafię pisać, za to fajnie je się czyta.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: