Napisane przez: pirath | 23 lutego 2013

Gucci – Guilty Black EdT, czyli shit happens, ale żeby trzy razy z rzędu?…


Pierwszy zapach anno 2013 i już mam ochotę wyskoczyć przez zamknięte okno z kotami na rękach i przytroczonym do szyi, słusznych gabarytów telewizorem kineskopowym – a patrząc na zielonkawe, dziwnie odmienione logo Gucci na flakonie, nie sposób się powstrzymać od okrzyku – Batman wrócił!… 😉
synonim olfaktorycznej klęski i mój osobisty symbol upadku domu mody Gucci, powraca w zielonych leginsach i spowity efekciarskimi językami płomieni – ale te drobne detale stylistyczne nie są w stanie przesłonić obrazu beznadziei unoszącej się beznamiętnie znad mego nadgarstka… kurcze, od czterech dni próbuję zaprzyjaźnić się z tą wonią, ale mamy wybitnie nie po drodze… pocieszam się jedynie zasłyszaną myślą, że tym razem wersja damska jest bardziej denna od męskiej…

gucci guilty black pour homme

Wąchając coraz to nowsze wypusty Gucciego i oglądając amerykańskie hip-hopowe teledyski na MTV Base, gdzie dość często między rymami i pobrzękiwaniem bling-bling pada słowo Gucci (nieco nachalny product placement) – odnoszę wrażenie, że marka celowo zmienia strategię, stylistykę, wydelikaca i wypłyca brzmienie swoich kompozycji, mając na celu już nie pozyskanie targetu europejskich licealistów – ale zwiastuje wypięcie się Gucia na tłusty, wypielęgnowany europejski zadek i szturm za ocean, celem podbicia mniej oblężonego rynku amerykańskiego*…

*nazbyt szalona hipoteza i wyssane z palca domniemanie?… jako największy (i jedyny) autorytet tego bloga, mogę sobie pozwolić na fantazjowanie do woli… 🙂

gucci guilty black edt

Chciałbym się mylić (przez sentyment do czasów świetności marki) i pierwszy raz od lat, móc triumfalnie i z pieśnią dziękczynną na ustach ogłosić pojawienie się dobrego męskiego zapachu Gucci – i naprawdę trudno mi uwierzyć, że można nieświadomie (albo świadomie) postrzelić się w tę samą stopę aż trzy razy z rzędu… pomimo ochrzczenia kolejnego wypustu przydomkiem Black (używanym przykładowo dla podkreślenia osiągów i prestiżu ekstremalnie usportowionej linii Mercedesów, zdolnych mocą przyśpieszenie połamać kierowcy kręgosłup w pięciu miejscach, nim dotrze do następnych świateł) dla podkreślenia nowych, niesamowitych osiągów i odmienności od wersji klasycznej – nie jestem wstanie w stanie odnaleźć w Guilty Black nic przełomowego, ani nawet interesującego… ot kolejny doskonale wszystkim znany kotlet, który opanierowano na zielono, odgrzano w mikroweli i na powrót rzucono na perfumeryjne półki…

Jak to pachnie? bardzo mainstreamowo i tandetnie, a konkretniej jak Boss Bottled Night zmiksowany z Armani Code i Hugo Element… kolejny aspekt to ogromna, syntetyczna pustka zionąca od tego zapachu, gdyż ta dosłownie garstka niezbyt przekonywujących nut nie potrafi jej należycie wypełnić… pierwsze co czuć to kolendra i niezbyt przekonywujące nuty zielone z odrobiną skórki pomarańczy w tle… zlewające się ze sobą w jedność otwarcie i serce dość szybko zaczynają nużyć niezmiennością, sztywnością i niemal śmiertelną powagą – wypadając po prostu groteskowo przy próbie zagrania opery na raptem paru instrumentach…

Gucci Guilty Black Fragrance For Men

Upierdliwy, niezmienny i po jakimś czasie po prostu irytujący akord zielono ziołowy zaczyna ewoluować ku bardziej przystępnej formie dopiero około godziny od zaaplikowania… nie ukrywam że przyjąłem ten „przełom” z nieskrywaną ulgą, choć cedrowo paczulowa (a w praktyce ledwie drzewna) baza Black nie zrobi wrażenia nawet na miłośnikach ultra delikatnego brzmienia letnich szlagierów od CK… jest prosto (chwilami tak prosto, że aż pusto i nawet echo słowa „nuda” nie ma od czego się odbić) choć na swój sposób całkiem przyjemnie… oto drewienko (umówmy się, że użycie słowa paczula byłoby w tym miejscu sporym nadużyciem) delikatne, lekkie i niemal transparentne… gdzieś tam daleko wybrzmiewają ostatnie tchnienia akordu ziołowego podbarwionego odrobiną ledwie wyczuwalnej słodyczy ni to pomarańczowej, ni to paczulowej…

reasumując: po kilku dniach usilnych prób odnalezienia w brzmieniu Black czegokolwiek wartego uwagi – już sam nie jestem pewien czy jego baza rzeczywiście sprawiła mi niewielką przyjemność, czy też po prostu przywykłem i obdarzyłem ją cieniem sympatii z przyzwyczajenia, zasiedzenia i braku innych alternatyw?… patrząc na Gucci Guilty Black z szerszej perspektywy mogę powiedzieć, że to bardzo słaby i wtórny zapach – i delikatna, dość przyjemnie poprowadzona drzewna baza nie jest w stanie zbilansować sporego minusu za rozczarowujący całokształt… trwałość o dziwo zadowalająca – jeśli wliczyć w to kameralną, ale długo wybrzmiewającą bazę…

przypomina mi: ehhh lepiej nie pisać, ale to kwintesencja mainstreamu uplasowanego między komercyjnymi bestsellerami Bossa i Armaniego…

Głowa: kolendra, lawenda,gucci guilty black
Serce: kwiat pomarańczy, neroli, nuty zielone,
Baza: paczula, cedr,

Reklamy

Responses

  1. Wg mnie trwałość tego zapachu jest dość dobra. Jest on lekki, świeży. Zastanawiam się w sumie nad jego zakupem.

    • najważniejsze, by Tobie się podobał, pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: