Napisane przez: pirath | 26 lutego 2013

L.T. Piver – Cuir, czyli skóra rzewna niczym kozacka pieśń…


Szczęście znów się do mnie uśmiechnęło, a serce mocniej zabiło – gdyż w secie próbek otrzymanym od Poli (pozdrawiam serdecznie) znalazłem próbkę perfum, od których w zasadzie wzięło początek moje zachłyśnięcie się niszą… pamiętam ten chłody, październikowy wieczór 2010, jakby to było wczoraj… do nieistniejącej już perfumerii przy ul. Osmańczyka, wysłała mnie notabene zaprzyjaźniona kierowniczka pewnej dużej perfumerii sieciowej – która przy mojej szebernastej z kolei, bezowocnej wizycie – rozłożyła ze zrezygnowaniem ręce, mówiąc „no to zostaje ci już tylko nisza„…

L.T. Piver - Cuir de Russie EdT

tak prezentował się flakon Cuir de Russie, nim stał się tylko Cuir – prawdopodobnie dlatego, że dotychczasowa nazwa mogła się potencjalnym nabywcom dziwnie kojarzyć… 😉

No więc jestem… wchodzę nieśmiało przez ogromne, bardzo nowoczesne szklane drzwi, do kameralnego wnętrza wypełnionego cudowną wonią, sączącą się z licznych flakonów, ustawionych na półkach wielgachnego regału… przywitała mnie przesympatyczna pani Asia (również pozdrawiam) i po dosłownie kilkuminutowej rozmowie, w której opowiedziałem jej czego używam i czego oczekuję – pokazała mi JEGO… to był Black Turmalin Oliviera Durbano, którego powalający odmiennością bukiet wpierw mną wstrząsnął, potem zjeżył mi włos na ciele i na koniec rozkochał w sobie bez pamięci swoją chwilami przejmującą, dymną, kadzidlaną aurą – kwaśną i jednocześnie ciepłą od jeszcze tlących się popiołów…

no i wtedy wpadłem po uszy…

edouard detaille - cossacks attacking a squad of the gardes

Nie pamiętam reszty wspaniałości (poza Aziyade), które tego wieczoru podsunęła mi pod nos pani Asia, ale pamiętam zapach numer dwa… był nim właśnie skórzano miodowy Cuir (wtedy jeszcze Cuir de Russie L.T. Pivera, nim bodaj w 2011 roku zmieniono mu nazwę na Cuir i odświeżono retro etykietkę na jego flakonie)… pani Asia każdą prezentację przeprowadzała krótkim wprowadzeniem, opowiadając w kilku zdaniach o każdej z kompozycji – a tę zapowiedziała jako woń, którą wydzielają ponoć potarte o korę brzozy (w celu impregnacji jej żywicą), kozackie, skórzane buty… uwierzycie, że woń Cuir de Russie okazała się tak sugestywna, iż oczami wyobraźni zobaczyłem rozbity jesienną porą, nieopodal leśnego zagajnika obóz kozaków – odpoczywających, pijących i śpiewających swe rzewne pieśni wokół wielkiego ogniska…

Żar ogniska ogrzewa ich zmarznięte stopy i rozpala rumieńcem policzki, choć równie dobrze jest to zasługa pociąganej z gąsiorów gorzałki… co rusz który podrywa się i harce uskutecznia przy akompaniamencie gwizdów i klaskania kompanów… obszerne hajdawery furkoczą podczas karkołomnych wygibasów, zakrzywione szable połyskują w ogniu – a z oddali dobiega miarowe dudnienie bębnów Siczy… oto słodki, dziki, dziewiczy przedsionek Rosji carów – ale jakże różny od swego odpowiednika bawiącego w carskim siole, czyli Ambre Russe od Parfum d”Empire… tematycznie są do siebie bardzo podobne – ale każdą z olfaktorycznych interpretacji Rosji wypełnia inny duch… Ambre zaserwowano owszem z fantazją, ale na bogato, dostojnie i po szlachecku… Cuir zaś to dusza prosta, niepokorna, rzewna, wolna i nieokiełznana… wciąż dzika, z błyskiem w oczach i szelmowskim uśmiechem pomiędzy opadającymi wąsiskami… słodycz miodu, zwierzęce i na poły słodkie ciepło mięciutkiej skórki, odrobina korzennych przypraw i żywe drewno… oto woń niepokorna i przytulna zarazem… wolna jak dziki ptak, ale poczciwa i wierna jak najprawdziwsza kozacka dusza, w głębi tak ckliwa, że aż do rany przyłóż…

kozacy

Cuir zaczyna się dość ostrym, intensywnym i bardzo żwawym, alkoholowo zwierzęcym akordem skórzanym, skąpanym w słodkim jak ulepek niuansie miodowo, korzenno cytrusowym… jest słodko, dziko i po prostu (wybaczcie enigmatyczność porównania) rosyjsko… ale jestem pewien iż każdy kto powącha Cuir, w lot podchwyci co mam na myśli… to bardzo specyficzna mieszanka, będąca połączeniem intensywnej wody kolońskiej z wyprawioną skórą i wonią aromatyzowanego miodu pitnego, tudzież grzańca… wprawdzie potężnych, szczerozłotych łańcuchów nie czuję – ale coś zdecydowanie jest na rzeczy… 😉 Cuir posiada w sumie dwie zauważalne fazy, pierwszą ognistą i temperamentną – drugą zaś kojącą i cichą, zahaczającą subtelnie o orient… gdy pierwszy impet nieco opadnie, zapach łagodnieje i zapada stopniowo w relaksującą, balasmoczno miodowo skórzaną sjestę… jest ciepło, cicho, przytulnie i odprężająco… delikatna skóra spowita w słodyczy korzennego miodu, kremowej delikatności labdanum, odrobiny kadzidła i ambry – przetykana delikatną wonią ogołoconych z liści drzew… powieki same się kleją i przyłapuję się na tym że mruczę – tak mi dobrze…

reasumując: przepięknie i dość nietypowo zaserwowana skóra, unurzana w aromacie przypraw korzennych, lejącego się miodu, i balsamicznej głębi ambry i labdanum… dla miłośników skóry pozycja obowiązkowa do poznania – choć przez swoją specyficzną, początkowo dziką naturę raczej szerokiego grona odbiorców nie znajdzie… trwałość jak na niszę słaba, bo już po kilku godzinach zapach znika ze skóry – ale na zimowe mrozy, nie wyobrażam sobie lepszego towarzysza podczas spaceru wśród opadających płatków śniegu…

przypomina mi: stylistycznie najbliżej mu do Ambre Russe – Parfum d’Empire, choć miłośnicy Cuir Ottoman (również autorstwa Corticchiato) też mogą w nim odnaleźć bratnią duszę…L.T. Piver - Cuir EdT

Głowa: bergamotka, mandarynka, miód, pieprz, kardamon,styraks,
Serce: neroli, wawrzyn, rosyjska skóra, paczula, cynamon, cedr,
Baza: olibanum, labdanum, drzewo sandałowe, mech dębowy, ambra, piżmo,

Reklamy

Responses

  1. Pirath, ja Cię bardzo proszę, weź Ty pisz o czymś co można gdzieś kupić;-) zachowujesz się bardzo samolubnie. Tak więc proszę się dzielić tymi cudami i wtedy możemy dzielić się opiniami:-)))No….

  2. Miło jest przeczytać o tym zapachu, niestety jak wiesz moja skóra nie dała mi możliwości właściwego odbioru tych perfum. Zbuntowała się zaczynając swędzieć na potęgę i jeszcze namówiła nos do buntu, który to zaczął kichać i się zakatarzać. A wizja jest a prawdę piękna.
    Moja historia i twoja piekna recenzja tylko potwierdzają moją teorię, że każde perfumy powinny mieć dom i zainteresowaną nimi osobę. Dlatego ja perfumom rezydującym u mnie nawet chociażby tylko w formie próbek zawsze staram się wyszukać nowy dom. Bardzo się cieszę jak gdzieś dalej sprawią radość, pobudzą wyobraźnię, mogą spełniać rolę do której zostały stworzone.

  3. ależ rex’ie Cuir jest dostępny zarówno sieciowo jak i stacjonarnie – tyle, że w perfumeriach niszowych… jakby co chętnie podzielę się z Tobą próbką i wysłucham Twojej opinii… 🙂

  4. Tak w ogóle to stare opakowanie bardziej mi się podoba.

  5. To proszę mi tu napisać gdzie mogę nabyć próbkę tego zapachu. I jak fajnie że nie musimy pisać o mniej przyjemnych sprawach.

  6. Podobno Cuir de Russie wraz ze zmianą nazwy i etykiety przeszedł również reformulację zapachową (że niby poprzednia była w 194x roku i od tego czasu trzeba było dostosować zapach do współczesnych gustów). Ale czy to prawda czy też ktoś sobie wymyślił – tego nie wiem, bo nowego Cuir nigdy nie wąchałem.

    Również i moim pierwszym niszowym zapachem, który poznałem, był Cuir de Russie. Jakoś to pierwsze spotkanie z niszą zapadło mi w pamięć. Drugim był Black Tourmaline, trzecim Ambre Russe, a czwartym Idole de Lubin… 🙂

  7. U mnie zaś pierwszym „niszowcem” był Amouage Gold, a później już poszło: Kilian StH, Micallef z kilkoma zapachami, S. Lutens i wiele innych lepszych i gorszych.

  8. Polu – piękna idea ze znajdowaniem perfumom nowego domu – szczególnie w myśl przysłowia, że każda potwora znajdzie swego amatora, więc pewnie i każdy zapach znajdzie swojego wiernego odbiorcę… 😉

    a w kwestii flakonu, to mi również odpowiadała jego poprzednia, bardziej swojska i klimatycznie powiązana z zawartością wersja… 🙂

    rex’ie – skrobnij proszę na pirath@interia.pl to uzgodnimy jak z dochowaniem pełnego rytuału mogę przekazać Ci tę oto próbkę Cuir – mając nadzieję, że porwie Twe nozdrza w stopniu równym co me własne… 🙂

    Niszko – tak czytałem, że pierwsza edycja CdR powstała bodaj w 1939 roku i aż do zmiany nazwy i naklejki na flakonie zawierała ponoć tę samą zawartość… 🙂 tu się z Tobą zgodzę, że Piver podjął decyzję marketingową o zmianie nazwy i etykiety co by zapach ludzi nie identyfikowali tak jak ja, tyle że z dużo mniejszą dozą empatii… 🙂 na mój nos odbiór tego zapach nie zmienił się zauważalnie od ostatniego wąchania – wciąż jest równie „w gorącej wodzie kąpany i wszędzie go pełno”, co z kolei zgadzało by się z późniejszą deklaracją pani Asi, ze zmianie uległo jedynie zewnętrze i nazwa… 🙂 widzę, że wspomnienia olfaktoryczne mamy bardzo podobne, mi też pokazywano Idola i któregoś z Lutensów, ale nie pomnę którego…

    rex’ie – oj z grubej rury zacząłeś zgłębianie niszy… 🙂 Gold jest na pierwszy niuch ciężkim, orientalnym, pełnym przepychu i bogactwa, wręcz rozrzutnym zapachem – ale jednocześnie jest doskonale i finezyjnie namieszany, z zachowaniem czytelności wszystkich najdrobniejszych niuansów, których liczne szeregi wypełniają wszystkie akordy tej przepięknej kompozycji… Kilian też jest piękny, choć dostałbym zawału gdyby mi go wówczas pokazano i poinformowano o cenie oscylującej wokół 1000 zł 🙂

  9. Zabawne, bo Cuir był również jednym z pierwszych niszowych zapachów, które poznałem. Widać taka jego inicjacyjna rola 🙂

  10. Mnie też ceny niektórych „pachnideł” powodują palpitacje. Ale kupuje odlewki.

  11. Post techniczny, Pirath wie o co chodzi.

  12. Maru – widzę, że teoretycznie niezbyt znany Cuir zatacza naprawdę szerokie koła… ale w sumie nie dziwię się , że perfumerie niszowe tak chętnie go prezentują klientom – gdyż to zaiste porywający i bogaty we wszelkie doznania zapach od pierwszych sekund wąchania i co ważne jego historia (pocieranie kozaków o brzozę) naprawdę świetnie pasuje do charakteru kompozycji… 😉

    rex’ie – potwierdzam, bez odbioru… 🙂

  13. Podzielam opinię Piratha co do tego zapachu. Moje pierwsze podejście do niego było odmiennie inne, ale to chyba wina mojego nosa dla którego niektóre zapachy były jednakie, takie wonne deja vu. Drugie podejście pozwoliło mi odkryć uroki CdR.

  14. cieszę się rexie, że ci się Cuir spodobał – bo choć z pozoru to wulgarny, prostacki i odpychający zapach – to po dłuższym poznaniu okazuje się prawdziwym balsamem na zawsze z jakiegoś powodu krwawiące, słowiańskie serce… 🙂

  15. Och, co dałabym ja-kobieta za odlewkę Cuir de Russie;) Ten zapach otulał mnie w listopadowe wieczory, intrygujący, samczy, brał mnie w posiadanie na dłuuugo. Niestety 100ml to dla mnie za dużo a 1ml za mało:(((( w Quality Missala wyczerpałam już odlewkowe konto moje i znajomych:( Może ktoś odsprzeda mi chociaż 10ml? AnnaMK

  16. Anno, proponuję popytać u dziewczyn na wizażu, lub monitorować alledrogo… to nie jest popularny zapach, ale uroku mu nie brakuje, więc równie dobrze może się udać wspólna rozbiórka, z kimś – kto nie chce całego flakonu dla siebie… w sumie Cuir nie jest drogie jak na standardy niszy, więc może skusisz się na całą flaszkę?… 😉
    pozdrawiam

  17. Dzięki za odpowiedź:) Jestem na wizażowym wątku rozbiórkowym i niestety od bardzo długiego czasu nikt nie proponował rozbiórki tych perfum.
    Mi nie chodzi o cenę a o to, że mam apetyt na ten zapach głównie jesienią, gdyby to chociaż 50ml było ale 100 to zdecydowanie za dużo jak dla mnie. Co innego Black Tourmaline, na tego Pana mam ochotę rok cały:))))

  18. ja na Twoim miejscu nie odmawiałbym sobie przyjemności noszenia Cuir – tym bardziej, że sezon na niego w pełni i kupiłbym sobie tę wymarzoną flaszkę… he he BT też mógłbym nosić na okrągło… 😀

  19. Dzisiaj po raz pierwszy użyłem globalnie Cuir. Już po testach na przedramieniu podejrzewałem, iż z trwałością nie jest źle. Dzisiaj potwierdziły się moje oczekiwania – trwałość bardzo przyzwoita jak na perfumy nie naładowane iso e super. Projekcja też dobra. Od 5.30 do ok 13 czułem je od siebie przy ruchach głową. Co do zapachu – pełna zgoda z Pirathem – poezja…

    • no widzisz, co potrafi zdziałać skóra?… na mnie z kolei Cuir milknie po 3-4 godzinach – ale cieszę się, że zapach Ci się spodobał bo jest bardzo oryginalny i rzadko używany, co dla mnie osobiście jest wielką zaletą…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: