Napisane przez: pirath | 28 lutego 2013

Hugo Boss – Red, czyli czerwony bidon…


Kuszących nowości anno domini 2013 ciąg dalszy, a dziś o palmę pierwszeństwa w elitarnej kategorii „flakon najlepiej udający bidon” startuje najnowszy Hugo Boss – Red, którego nazwa jest równie wyrafinowana, co stylistyka samego flakonu… no dobra nie będę się czepiał mało istotnych detali, szczególnie że po dłuższym kontakcie z tym zapachem  – wygląd jego flakonu wydaje się całkiem uzasadniony, ale o tym za chwilę… na upartego nazwę i kolor też da się wytłumaczyć swoistą dbałością o komfort nabywcy, który zagadnięty przez konsultantkę w perfumerii bez trudu opisze go jako:

– dzień dobry, mogę w czymś pomóc? (konsultantka dopada niewinną ofiarę)
– eee no wie pani żona mi kiedyś kupiła… eee taki czerwony… eee taki jakby bidon?…  (zagubiony klient)
Boss Red? (konsultantka wspina się na wyżyny empatii)
– tak, to ten! (wybawiony z opresji klient)
– a zna pan już najnowszego Gucci Guilty Black?, albo Paco Rabanne One Zylion?… etc, etc…

i oto kolejna zagadka z „archiwum X” rozwiązana, bo z takim L’Artisan Parfumeur – La Chasse aux Papillons Extreme nie poszłoby już tak lekko… 🙂 śmiejcie się, ale ilu „zwykłych userów” – zagadniętych znienacka powie z pamięci czym pachną i dodatkowo wypowie nazwę oraz markę bez jej kaleczenia?… no właśnie niewielu – zatem przyjmijmy, że producentowi chodziło o maksymalne uproszczenie nazewnictwa i nadanie produktowi niepowtarzalnej formy, mającej wyróżniać i łatwo go zapamiętać na tle innych produktów marki… coś na wzór zunifikowanej linii L.12.12 od Lacoste, – więc kto wie, czy nie doczekamy się całej palety… 😉

Hugo Red

a tak na poważnie, spodziewałem się iż Hugo Boss Red okaże się kolejnym gniotem – ale jednak nie… owszem na pierwszego niucha to świeżak jakich pełno, wtórny i banalny – ale po dłuższym kontakcie odnalazłem w nim pewne plusy… po pierwsze orzeźwia i gasi pragnienie, niczym zawartość wspomnianego na wstępie bidonu, do którego upodobniono jego flakon… po drugie całkiem zręcznie połączono w nim goryczkę grejpfruta z cierpkością rabarbaru, soczystością ananasa, finezją galbanum, oraz lekkością drewna cedrowego… całość wyszła naprawdę zgrabnie, spójnie i na tyle lekko, że z powodzeniem można się porwać z tym zapachem na letnie upały i obejdzie się bez strat w ludziach…

soczyste, owocowe i diabelnie Calvin Kleinowe otwarcie, dosłownie rozbraja urodą, lekkością i absolutną bezbronnością formy… ten mini eden złożony z galbanum, grejpfruta i odrobiny przesączającego się z serca rabarbaru zniewala swą przejrzystością i przyjemnym, kojącym bukietem… o dziwo stadium to trwa aż kilka minut, po czym zapach przechodzi do cierpko gorzkiego rabarbarowo grejpfrutowego serca, intensywnie zielonego i aromatycznego… odrobinę pikantne, wyraziste, zielone serce przynosi ochłodę i pozwala się zrelaksować… sielanka ta mogłaby trwać i trwać bez końca, ale już po godzinie orzeźwiająca zielenina zaczyna ustępować pola beznamiętnej cedrowej bazie… czemu?, przecież tak dobrze Red szło…

hugo boss red

piękne, apetyczne otwarcie, kojące, czyste, intensywnie zielone serce i dość nudna, zupełnie niepasująca do charakteru kompozycji baza… cedr? owszem jest delikatny i da się go wkomponować w zasadzie wszędzie – ale niepotrzebnie sprowadzono go do roli spłowiałej, mdlącej nuty z ledwie wyczuwalnym wątkiem przewodnim w tle… kolejny minus należy się Red za trwałość… pachnie naprawdę przyjemnie i orzeźwiająco, ale stanowczo za krótko – choć biorę poprawkę, że latem te 2-3 godzinki na mojej skórze, może zamienić się w akceptowalne 4-5…

reasumując: przyjemny i naprawdę poprawnie namieszany zapach na lato… z sandałów wprawdzie nie wyrywa, ale nie męczy, nie irytuje – choć trwałość ma bardzo przeciętną… pomimo usilnych starań śladów ambry i bobu tonka nie stwierdziłem…Hugo Boss Red EdT

Głowa: grejpfrut, różowy pieprz, galbanum,
Serce: rabarbar, ananas, drzewo cedrowe,
Baza: bób tonka, ambra,

Reklamy

Responses

  1. Nie wiem dlaczego ale mnie seria czerwona od Boss-a kojarzy się z drugim sortem, czyli gorszym. Po kilku pozytywnych przygodach z zapachami tej firmy, czyli szary, pomarańczowy zakupiłem Bottled ten rzekomo na noc. No coś okropnego, trwałość tak mizerna że po kilku minutach nic nie czuć. Dlatego sceptycznie podchodzę teraz do Boss-a.

  2. mam podobne odczucia… zarówno w kwestii denności nocnej edycji Bottled jak i niskiego w moich oczach pozycjonowania marki Boss… ale sprawiedliwie sobie na to zapracowali, podobnie jak Lacoste i ostatnio Gucci… kupony od chlubnej przeszłości też można odcinać tylko do czasu, a potem postępuje już tylko dewaluacja marki – choć zdaję sobie sprawę że tzw. ogół społeczeństwa tak tego nie odbiera i skupia się jedynie na niesłabnącej popularności samej marki jako wymiernika jakości i prestiżu… ale skoro zarówno wytwórcom jak i nabywcom to odpowiada, to po co się czepiać?… 🙂

  3. Zapach który nigdy do mnie nie trafi i marka po którą nigdy nie sięgnę…

  4. doskonale Cię rozumiem… 😉

  5. A ja KOCHAM ten zapach, ostatnia faza zapachu jest genialna. Ambra z grapefruitem tworzy niepowtarzalną kompozycję … jak zielony mech na leśnej polance skąpany w porannych promieniach słońca. Powtarzalność tej smugi zapachowej „w miejskim zgiełku” świadczy też o wielu jego wielbicielach 🙂

    • na tle innych Bossów, ten wypada rzeczywiście świeżo odkrywczo i innowacyjnie 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: